0
Jovita Jankelaitytė: Warto ryzykować, by odnaleźć swoją pasję

Młodym ludziom, którzy marzą o aktorstwie, radziłabym przede wszystkim, żeby nie bali się próbować Fot. Bartosz Frątczak

Rozmowa z aktorką Jovitą Jankelaitytė o najnowszym filmie, pracy aktora i sposobach na realizację marzeń.


Zagrała Pani w dramacie historycznym „Pelėdų kalnas” („Wzgórze sów”), który trafi do litewskich kin 16 lutego, w stulecie odrodzenia litewskiej państwowości. Niedawno odbył się pokaz przedpremierowy filmu w Kownie. Jakie są Pani wrażenie po obejrzeniu filmu?
Oglądając ten film, w pewnym momencie zapomniałam zupełnie, że w nim grałam, że grali w nim moi znajomi, przyjaciele. Poczułam się tak, jakbym poznawała tę historię po raz pierwszy, jakbym nie znała scenariusza. Po prostu wczuwałam się w przeżycia każdego bohatera. Jednocześnie patrzyłam jak ktoś, kto zna ten film od „kuchni”. Siedząc w sali kinowej, zachwycałam się więc nie tylko filmem, ale także efektem pracy bardzo wielu osób, które były zaangażowane w powstanie tego obrazu. Na ten bardzo dobry, jak mi się wydaje, efekt końcowy pracowali wszyscy: reżyser, aktorzy, producenci, panie, które okrywały nas kurtkami podczas przerw, byśmy nie zmarzli. To była naprawdę wielka praca.

Jak długo trwała praca nad filmem?
Trudno mi to określić. Cały proces był bardzo długi, trwał kilka lat. Filmowanie trwało po kilka miesięcy, z jedno- lub dwumiesięcznymi przerwami. Poszłam na casting jako studentka III roku, a rok temu otrzymałam dyplom, więc trochę to trwało. Chyba również dlatego trwało to tak długo, że w tym filmie pokazane są historie bardzo wielu osób. Wydaje mi się, że znacznie łatwiej jest, gdy scenariusz jest skoncentrowany wokół jednego, dwóch głównych bohaterów.

Kogo zagrała Pani w tym filmie?
Moja bohaterka ma na imię Gerda i jest jedną z przyjaciółek głównej bohaterki filmu, Rity, którą gra Paulina Taujanskaitė. Gram rolę drugoplanową, ale istotą tego filmu jest pokazanie obrazu całego pokolenia poprzez historie kilku osób, uczniów, którzy – ponieważ urodzili w tym konkretnym czasie, uczestniczą w dramacie historii, jaki rozegrał się na Litwie po wojnie. Akcja filmu toczy się przez 5 lat, od 1947 do 1952 r. W tym czasie oni dokonują życiowych wyborów, ktoś staje po stronie partyzantów, ktoś nie robi nic… W filmie widać, jak rodzą się te osobiste decyzje. Moja bohaterka także musi wybierać i wybór, jakiego dokonała, zmieni dalszy bieg jej życia. Drugim ważnym tematem filmu jest historia litewskiego podziemia antysowieckiego, partyzantów, konkretnych osób, starszych lub młodych.

Czy gra w takim filmie zbliża do historii Litwy tego okresu?
Myślę, że tak. To dzieje się w bardzo naturalny sposób. Dopiero, gdy skończyliśmy pracę, zrozumiałam, że właśnie coś takiego się dokonało i że ma to wartość. Aby przygotować się do roli, pojechałam do Solecznik, do mojej babci. Zaczęłam ją wypytywać o wszystko: czy malowała usta, jak się ubierała, czy chodziła na randki, jak one wtedy wyglądały? W taki sposób zbliżyłam się do mojej bohaterki, ale też do mojej babci. Lepiej zrozumiałam to, co ona przeżyła. Wcześniej słyszałam od niej wiele historii, które bardzo wzruszały, były ciekawe, ale teraz zaczęłam patrzeć na te opowieści zupełnie inaczej. Miałam okazję lepiej docenić, czym są więzy rodzinne, ale także to, w jakim kraju mieszkam.

Bardzo cenię to, że mam możliwość pracy z najlepszymi litewskimi aktorami Fot. Bartosz Frątczak

Jest Pani Polką z Wileńszczyzny. Czy historia, jaką poznała Pani od babci, jest podobna do tej, jaką poznawali Pani koledzy pochodzący z głębi Litwy? Czy może jednak Polacy i Litwini opowiadają inaczej o tym okresie?
To bardzo podobne historie, tak, jakby były z jednej skrzyni. Mieliśmy okazję rozmawiać o tym w czasie pracy nad filmem. Wydaje się, że wtedy, po wojnie, pojawiły się problemy, wyzwania dla wszystkich wspólne. Nieważne, czy dla Polaków, czy Litwinów.

Jest Pani przede wszystkim aktorką teatralną. Czym różni się praca aktora w teatrze i filmie?
W teatrze aktorzy i reżyser, którzy są zaangażowani w pracę nad spektaklem, mają bardzo dużo czasu na zgłębianie roli, rozmowy, próby, szukanie sposobu, w jaki ta sztuka może najbardziej wybrzmieć.
W filmie wszystko trzeba zrobić bardzo szybko. Tu i teraz oraz jakościowo. Masz kilka dubli, możesz spróbować kilku różnych rzeczy, ale czas się liczy. Teatr daje pewien komfort poszukiwania, na który w filmie nie można sobie pozwolić. Natomiast to, co mi bardzo podobało się na planie, to możliwość stworzenia pewnego klimatu, którego nie ma na próbach w teatrze. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie już w pierwszym dniu filmowania. Zostałam ubrana w kostium, weszłam do pokoju, gdzie były zdjęcia i od razu znalazłam się w innym świecie, w czasach moich bohaterów. Wystrój, kostiumy, przedmioty, to bardzo pomaga. Ale trzeba przyznać, że jeden film to jeszcze zbyt małe doświadczenie, żeby móc do końca odpowiedzieć na to pytanie.

Jeszcze niedawno dominowały negatywne opinie na temat litewskich filmów, ostatnio coraz częściej słychać również pozytywne zdania. Jak oceniłaby Pani litewskie kino?
Wydaje mi się, że nie jest to jednolita rzeczywistość. Pewien poziom, jaki udaje się osiągnąć w przypadku niektórych filmów, jest efektem pracy, ogromnego zaangażowania konkretnych osób, aktorów, reżyserów. To są ludzie, którzy przy naprawdę bardzo skromnych środkach potrafią tworzyć dzieła.
O finansowaniu filmów na Litwie w zasadzie w ogóle przykro mówić. W takich warunkach można się nawet dziwić, że nie brakuje reżyserów, którzy potrafią tworzyć filmy na wysokim poziomie, potrafią znaleźć producenta, dobrych aktorów. Z tego, co widzę, poziom litewskich filmów rośnie. Nie wiem, jak to się dzieje. W tych warunkach to dla mnie magia.

A jaka jest sytuacja aktorów? Jakie możliwości pracy ma Litwie ma młoda aktorka, taka jak Pani?

Nie narzekam na brak pracy. Nie mam, co prawda, etatu w żadnym teatrze, pracuję jako freelancerka, ale w tej chwili gram w 6 spektaklach. Jakoś się wszystko kręci. Tuż po zakończeniu studiów dostałam propozycję zgrania w spektaklu „Trans trans trance”, który reżyserowała Kamilė Gudmonaitė. Ten spektakl jest w repertuarze Teatru Oskarasa Koršunovasa.
Zaraz po premierze zaczęłam pracować u Gintarasa Varnasa w spektaklu „Natan Mędrzec”, który gramy w Litewskim Narodowym Teatrze w Kownie. Gram także w spektaklu „Bestuburiada” w reżyserii Giedrės Kriaučionytės, który można oglądać w Wilnie w Narodowym Teatrze Dramatycznym Litwy. Chętnie współpracuję także ze studentami Akademii Teatralnej w tworzeniu filmów krótkometrażowych. W tym sezonie będę miała jeszcze jeden, może nawet dwa spektakle. Jakoś wszystko się kręci. Bardzo cenię to, że mam możliwość pracy z najlepszymi litewskimi aktorami. Dzięki temu mogę się bardzo wiele nauczyć.

Którą z ról uważa Pani za najważniejszą?
To bardzo trudne pytanie. Jest kilka takich ról, każda ważna inaczej. Na pewno bardzo ważna była jedna z moich pierwszych ról, w „Bóg jest DJ-em” Falka Richtera w reżyserii Kamilė Gudmonaitė. Grałam w tym spektaklu jako studentka Akademii Teatralnej. Bardzo dużo nauczyłam się w tym czasie i ten spektakl ma dla mnie bardzo duże znaczenie. Graliśmy go przez 2 lata. Wszyscy się zresztą uczyliśmy, ponieważ drugi aktor i reżyserka również jeszcze studiowali. Tym bardziej cieszyliśmy się z tego, że nasz spektakl się spodobał.
Pokazaliśmy go na 58 Międzynarodowym Festiwalu w Spoleto, gdzie zajęliśmy 2 miejsce. Na pewno bardzo ważny był także „Mit Edypa” w reżyserii Gintarasa Varnasa, u którego studiowałam. Grałam Antygonę. To chyba jedna z moich największych i najważniejszych ról w teatrze. Był to mój pierwszy spektakl, w którym grałam z najlepszymi litewskimi aktorami, jak Valentinas Novopolskis, Nelė Savičenko, Arūnas Sakalauskasczy czy Vytautas Anužis. Bardzo cenię możliwość współpracy z Vytautasem Anužisem. Wcześniej wiedziałam, że jest wspaniałym aktorem, podczas pracy nad spektaklem miałam się okazję przekonać, że jest równie cudownym człowiekiem. Podczas całego procesu pracy nad tym spektaklem bardzo dużo się działo, to było dla mnie bardzo trudne, ale ważne. Ważny był także „Timonas”. Ten spektakl graliśmy całym rocznikiem studiów. Reżyserowała go Kamilė Gudmonaitė. Bardzo dużo czasu spędziliśmy wtedy razem.

Rozmawiamy w momencie, gdy na Litwie obraz współpracy w świecie litewskiej sztuki zdominowały informacje o skandalach związanych z molestowaniem seksualnym. Jakie jest Pani doświadczenie relacji międzyludzkich w środowisku litewskiego teatru?
Studiowałam o Gintarasa Varnasa. Miałam naprawdę cudowne studia. Teraz, słuchając tych historii, jeszcze bardziej doceniam ten czas. On nie był łatwy, ale przez cały czas miałam poczucie, że jako studentka otrzymuję to, co najlepsze. Sama nigdy nie miałam do czynienia z sytuacjami, które teraz są szeroko opisywane w mediach, wiem jednak, że się zdarzają. Bardzo doceniam odwagę osób, które opowiadają o swoich doświadczeniach. Rozumiem, że jest to bardzo trudne, zwłaszcza, gdy jest się dopiero na początku drogi zawodowej. Bardzo ważne jest to, że dzięki tym osobom zaczynamy rozmawiać na takie trudne tematy i w rezultacie zmieniać istniejącą sytuację.

W Pani przypadku aktorstwo nie jest rodzinną tradycją, wychowała się Pani nieco dalej od Wilna, a jednak bardzo szybko zrealizowała swoje marzenia. Co poradziłaby Pani młodym ludziom, którzy marzą o aktorstwie?
Ja przede wszystkim bardzo chciałam zostać aktorką. Tak bardzo chciałam, że zaczęłam szukać możliwości dostania się do akademii. Dowiedziałam się, że Gintaras Varnas zbiera klasę. Zaczęłam szukać kontaktów do osób, które mogłyby mi pomóc. To wszystko było trudne, nieznane dla mnie. Łapałam takie pojedyncze nitki, dzięki którym mogłam się zbliżyć do realizacji planów. I udało się. Dostałam się do Akademii Teatralnej w pierwszym podejściu.
Młodym ludziom, którzy marzą o aktorstwie, radziłabym przede wszystkim, żeby nie bali się próbować, aby nie bali się zmian, gdy okaże się, że to, co wybrali na początku, nie odpowiada im do końca. Warto na pewno trochę zaryzykować, żeby w końcu odnaleźć i zrealizować swoją pasję.

Leave a Reply

Your email address will not be published.