0
Możemy przywracać pamięć o tych, którzy mieli zniknąć z naszej historii

Przywracaniem pamięci o tych, którzy zginęli, zajmują się historycy i archeolodzy z Wydziału Kresowego Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej Fot. Marian Paluszkiewicz

1 marca obchodzony jest Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych, święto honorujące i upamiętniające żołnierzy polskiego podziemia antykomunistycznego i antysowieckiego działającego w latach 1944-1963 w obrębie przedwojennych granic RP. Ocenia się, że w podziemiu antysowieckim na Wileńszczyźnie w latach 1944/1945 było około 400 żołnierzy, którzy utworzyli kilkanaście nowych oddziałów: „Korsarz”, „Lis”, „Konar”, „Gozdawa”, „Horyń”, „Lipka”, „Myśliwy”, „Janusz”, „Lidzki”, „Edek”, „Cwaniak”, „Szczerby”, „Gaja”, „Jura”, „Orlicza” i inne.

Część z nich przeszła z bronią w ręku przez granicę sowiecko-polską, przez Puszczę Augustowską i kontynuowała walkę na terenie Polski Ludowej. Wielu zginęło z bronią w ręku, inni zostali rozstrzelani i pochowani w masowych grobach w wileńskim Tuskulanum. Przywracaniem pamięci o nich zajmują się historycy, ale także archeolodzy z Wydziału Kresowego Biura Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej. W dzisiejszym wydaniu „Kuriera Wileńskiego” rozmowa z Michałem Nowakiem, członkiem zespołu, który w ubiegłym roku rozpoczął prace poszukiwawcze na Litwie.
***

Z wykształcenia jest Pan archeologiem, ale długo pracował poza zawodem. Dopiero „Łączka” sprawiła, że zdecydował się Pan na powrót do dawnej pasji…

Cmentarz Powązkowski i ofiary, które miały tam być pogrzebane według wszelkich opowieści, jakie krążyły po Warszawie, jest miejscem wyjątkowym, wręcz legendarnym, jeśli chodzi o walkę z komunizmem. Kiedy dowiedziałem się, że prof. Krzysztof Szwagrzyk rozpoczął tam prace, chciałem się w to zaangażować. Wykorzystałem swoje znajomości ze świata motocyklowego. Mój kolega, motocyklista, pracował wtedy jako historyk w Instytucie Pamięci Narodowej. Chciałem się zaangażować i w końcu stałem się wolontariuszem „0”. Byłem pierwszą osobą, jaka się zgłosiła do udziału w pracach. Tak właśnie trafiłem na „Łączkę”. Na początku była pewna fascynacja, kilka zbiegów okoliczności, ale potem nastąpiła konkretna decyzja, że będę trzymał się tych badań. Pracę w IPN rozpocząłem jednak dopiero w 2014 r. Na początku bardzo wiele osób brało udział w tych pracach na zasadzie wolontariatu lub zleceń.

Żołnierze Wyklęci mieli bardzo duży wpływ na Pana życie.

Na pewno tak. Można powiedzieć, że teraz zajmuję się upamiętnianiem historii zawodowo. Wcześniej, zanim zaangażowałem się w prace na „Łączce”, również podejmowałem takie próby. Naprawdę dużo udało się zrobić przez te kilka ostatnich lat. W 2012 większość ludzi nie wiedziała dokładnie, o co chodzi. Dopiero Powązki były taką iskrą zapalną, myślę, że głównie ze względu na postacie, jakie tam były pochowane. Najbardziej zafascynowało to młodych ludzi. Czasem pojawiają się zarzuty, że stało się to częścią popkultury, ale zawsze odpowiadam wtedy, że nawet, jeśli jest to fala mody, jest to dobra fala. Kim byli Żołnierze Wyklęci? W większości byli to ludzie, którzy dokonali dramatycznego wyboru: albo pójdą na współpracę, albo zginą. Ponieważ odrzucili możliwość współpracy, zostali zamordowani lub zginęli z bronią w ręku. To bardzo ważne przesłanie dla młodych ludzi: „nie wszystko można sprzedać”. Oczywiście, ci, którzy byli winni ich śmierci, najczęściej dożyli spokojnie starości, nie ponosząc za to konsekwencji, jednak dziś ważne jest przede wszystkim to, że możemy przywracać pamięć o tych, którzy mieli zginąć z naszej historii.

„Chciałem się zaangażować w poszukiwanie naszych rodaków, którzy pozostali za powojenną granicą” – mówi Michał Nowak

Dlaczego zdecydował się Pan na związanie się na stałe z Biurem Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej?

Bardzo trudno byłoby mi wskazać jeden, konkretny powód, dla którego postanowiłem poświęcić tym poszukiwaniom tyle swoich sił. Jest bardzo dużo przesłanek, by tej sprawie poświęcić część swojego życia. Najpierw pamięć o ludziach, którzy stawiali opór czemuś, co można określić jako inna cywilizacja. Pamiętajmy, że II woja światowa i klęska II Rzeczpospolitej wiązała się z tym, że rozpoczęły się czasy zupełnie innego porządku. Świat i Polska był zupełnie inny w 1938 i 1946. Z drugiej strony, na swoją prace patrzę jako na sposób realizacji uczynków miłosierdzia względem ciała: „zmarłych pogrzebać”. Właśnie tym się zajmujemy. Teraz dostrzegam również bardzo waży aspekt edukacyjny tej sprawy, którego być może nie rozumiałem jeszcze w 2012 r., gdy rozpoczynało się moje zaangażowanie i prace na „Łączce”. Jest też oczywiście bardzo ważny szacunek wobec rodzin ofiar. Najczęściej spotykamy się z osobami, które straciły swoich bliskich jako dzieci, a teraz jako starsze osoby, mają szanse odnaleźć ich szczątki.

A praca w Wydziale Kresowym? Czy był to przypadek, czy świadomy wybór?

To był mój wybór. Kresami dawnej Rzeczpospolitej interesowałem się od bardzo dawna. Był mi to temat bliski także ze względu na moje podróże motocyklowe. Jeździłem po Wschodzie prywatnie, a także jako uczestnik Rajdu Katyńskiego. Sam zgłosiłem się do Wydziału Kresowego. Wydawało mi się, że jest to większe wyzwanie niż praca w Polsce. Po prostu chciałem się zaangażować w poszukiwanie naszych rodaków, którzy pozostali za powojenną granicą.

W 2017 r. zespół rozpoczął pierwsze prace na Litwie. Czy jest jakaś specyfika poszukiwań na tym terenie?

Jedną z ważnych dla Wilna spraw jest identyfikacja Polaków, którzy zostali pochowani w masowych grobach w Tuskulanum

Na pewno tak. W zasadzie każdy kraj ma swoją specyfikę. Inaczej jest na Litwie, inaczej na Białorusi, inna była nasza praca na Ukrainie. W porównaniu z Polską można natomiast mówić o tym, że na tych terenach są znacznie uboższe źródła pisane. Tam, gdzie ludzie żyli w realiach Związku Sowieckiego, terror był znacznie bardziej odczuwalny, a ludzie po prostu bardziej się bali. To wszystko ma wpływ na pamięć, jaka się zachowała do dzisiaj.
Nie mamy w zasadzie spisywanych wspomnień, opowieści o tamtych wydarzeniach są bardziej ubogie. Uboższa jest również dokumentacja, która w dużej mierze została zniszczona lub znajduje się w Moskwie. Mamy też mniej zdjęć lotniczych. Jeśli chodzi o tereny polskie – mamy zdjęcia z 1945 roku i kolejnych lat. W przypadku tych terenów bazujemy głównie na zdjęciach niemieckich, czyli z 1944 r.

Rozmawiamy przed Narodowym Dniem Żołnierzy Wyklętych. Czy na Wileńszczyźnie macie nadzieję na odkrycie grobów polskich żołnierzy, którzy walczyli z okupantem już po 1944 r.?

Na pewno takim symbolem jest Jan Borysewicz ps. „Krysia”, którego szczątków nadal szukamy. Takich osób było oczywiście dużo więcej. Typujemy też kolejne miejsca, gdzie mogą być pochowani członkowie polskiego podziemia zbrojnego, którzy prowadzili walkę po wkroczeniu na te tereny Armii Czerwonej. Poszukiwania nie są jednak łatwe. Mamy nadzieję, że odnajdziemy kolejne ślady i nie ukrywam – liczymy w tej sprawie na pomoc mieszkańców.

Jeżeli chodzi o Jana Borysewicza, najbardziej obiecujący ślad w jego poszukiwaniach pojawił się w 2008 r., jednak badania DNA nie potwierdziły, że pośród odnalezionych szczątków są również jego, ale również tego nie wykluczyły. Czy możliwe jest, że „Krysia” jednak został odnaleziony 10 lat temu?

Rzeczywiście, podejmowane są kroki w celu ponownego zbadania odnalezionych wtedy szczątków. Trzeba pamiętać, że ta dziedzina nauki bardzo szybko się rozwija. Pracujemy jednak dwutorowo. Szukamy informacji o kolejnych miejscach, sprawdzamy nowe ślady. W czasie ubiegłego lata sprawdziliśmy inną studnię, która, niestety, okazała się pusta. Na pewno z poszukiwań „Krysi” nie zamierzamy rezygnować.

Jedną z ważnych dla Wilna spraw jest identyfikacja Polaków, którzy zostali pochowani w masowych grobach w Tuskulanum, gdzie obok 32 żołnierzy AK spoczywają przede wszystkim litewscy partyzanci, ale także dezerterzy z Armii Czerwonej, kolaboranci, uczestnicy mordów na Żydach czy też wreszcie – przestępcy kryminalni. Czy w tej sprawie IPN podejmuje jakieś działania?

Prowadzone są na ten temat rozmowy. Jesienią prof. Krzysztof Szwagrzyk spotkał się w Wilnie z dyrektorką Centrum Badania Ludobójstwa i Ruchu Oporu Mieszkańców Litwy. Myślę, że w tej sprawie w najbliższym czasie nastąpią ruchy, które umożliwią nam rozpoczęcie pracy nad identyfikacją ofiar. Ze strony litewskiej jest na pewno bardzo duża otwartość na współpracę. Prowadzanie tak poważnych badań wymaga jednak załatwienia szeregu formalności, a to niestety trochę musi potrwać.

Powoli zbliża się wiosna, czy Zespół Kresowy ma już konkretne plany na tegoroczne prace na Litwie?

Tak, ale nie chciałbym jeszcze zbyt dużo o tym mówić. Zamierzamy przyjechać w maju. Mamy wytypowane 4 miejsca, gdzie chcemy prowadzić prace. Chcemy również, podobnie jak w ubiegłym roku, poświęcić sporo czasu na rozmowy z ludźmi, poszukiwanie informacji. Bardzo liczymy na to, że uda nam się odkryć nowe ślady.

OBCHODY NARODOWEGO DNIA PAMIĘCI ŻOŁNIERZY WYKLĘTYCH ORGANIZOWANE PRZEZ AMBASADĘ RP W REPUBLICE LITEWSKIEJ

W Narodowym Dniu Pamięci Żołnierzy Wyklętych, 1 marca o godz. 9.45 Urszula Doroszewska, ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Republice Litewskiej wraz z attaché obrony, wojskowym, morskim i lotniczym przy Ambasadzie RP w Wilnie, pułkownikiem Mirosławem Wójcikiem złożą kwiaty na cmentarzu na Rossie na grobie Sergiusza Kościałkowskiego, ostatniego wileńskiego Żołnierza Niezłomnego.
Następnie dyplomaci udadzą się na cmentarz parafialny do Ejszyszek, gdzie ok. godz. 11.00 złożą wieniec w kwaterze wojskowej, gdzie spoczywają żołnierze, których zwłoki ekshumowano z nieupamiętnionych wcześniej miejsc pochówku w okolicach wsi. Kwatera uchodzi m.in. za symboliczny grób legendarnego dowódcy AK na Wileńszczyźnie, por. Jana Borysewicza, pseud. „Krysia”.

Fot. Marian Paluszkiewicz

Leave a Reply

Your email address will not be published.