1
W Wilnie kaziuki stulecia

Na jarmarku spotkamy kaletników, garncarzy, hafciarki, wikliniarzy, kowali i innych przedstawicieli zanikających rzemiosł, a także masarzy, piekarzy, cukierników, pszczelarzy, którzy zaoferują coś pysznego dla podniebienia Fot. Marian Paluszkiewicz

Za oknem początek marca, a to niechybny znak, że kto żyw, bez względu na pogodę, pospieszy na wileńską Starówkę na kiermasz kaziukowy, największe i najbarwniejsze święto miasta. Tradycyjne jarmarki, organizowane w Wilnie praktycznie od 1636 r., wilnianie zawdzięczają świętemu Kazimierzowi, patronowi Litwy.

W tym roku kiermasz i towarzyszące mu imprezy odbywają w dniach 2-4 marca, zaś organizatorzy zapowiadają, że będzie to wydarzenie na miarę stulecia. Około 3 tysięcy uczestników jarmarku zaprezentuje swoje wyroby rękodzielnicze z drewna, gliny, wełny, kute, tkane i plecione. Przygrywać będą kapele ludowe, rzemieślnicy zaprezentują arkana swej sztuki, nade wszystko zaś warto w tych dniach wyruszyć w długi spacer aleją Giedymina od placu Łukiskiego do placu Katedralnego i dalej ulicą Zamkową i Wielką aż po plac Ratuszowy, by chłonąć niezwykłą atmosferę kaziukowego Wilna.
Organizatorzy postanowili w tym roku w sposób szczególny spleść tradycję z nowoczesnością. Jeżeli chodzi o współczesne akcenty, to z myślą o gościach sporządzona została interaktywna mapa Wilna (na stronie: map.kaziukomugevilnius.lt), na której zostały zaznaczone wszystkie kaziukowe wydarzenia i miejsca, w których się one odbywają. Poza tym zapowiedziane zostały inne niespodzianki.
– Na tegorocznym kaziukowym kiermaszu nie zabraknie tradycyjnych akcentów, ale, jak co roku, pojawią się też różne nowości. Święto będzie wyjątkowe, przypada ono w roku obchodów stulecia odrodzenia niepodległości Litwy, dlatego na te kaziuki władze miasta przygotowały dla gości i mieszkańców Wilna tzw. stół stulecia, przy którym chcemy zgromadzić wszystkich gości. Będzie też rekordowa sześciometrowa palma, którą zaprezentuje rosieński samorząd. Palma ta jest szczególna, bo „uwita” ze słodkich kaziukowych pierniczków. Rekord będzie rejestrowany o godz. 15.00 w sobotę – odsłoniła rąbka tajemnicy Edita Tamošiūnaitė, wicemer stołecznego samorządu.
„Stół stulecia”, na którym znajdzie się poczęstunek złożony wyłącznie z tradycyjnych dań litewskiej kuchni, będzie czekał na gości stolicy w sobotę na placu Ratuszowym w godz. 13.00–17.00. Stół pomyślany został jako podstawowe miejsce spotkań na jarmarku. O dobry nastrój gości zadbają kapele z rejonu rosieńskiego, a rosieńscy gospodarze Magdelė i Vytenis zaprezentują rekordowo smaczną palmę. Na zakończenie goście będą mogli się ogrzać przy ognisku z pierniczkami i herbatą.
Organizator kiermaszu, Vytenis Urba, zapewnia, że potraw można będzie spróbować za symboliczną cenę, zaś dania do stumetrowego stołu będą podawane wprost ze stumetrowego grilla, nad którym czuwać będą kucharze z Litewskiego Stowarzyszenia Mistrzów Piekarników.

I choć zimno czasem doskwiera, warto tu być po to, by chłonąć niesamowitą atmosferę jarmarku, feerię barw, dźwięki muzyki

Na placu Katedralnym i na placu Łukiskim od rana też będzie ruch. Nie zabraknie zabaw ruchowych, pokazów kynologów, śpiewów i tańców, będzie uliczny cyrk, a także teatralizowany pochód kaziukowy. Zagrają zespoły folklorystyczne nie tylko z Litwy, ale też z Białorusi i Polski. Nie zabraknie polskich zespołów z Wileńszczyzny, na Kaziukach śpiewać będą „Grzegorzanie” i „Wilia”.
– Sprzedawców wystraszyły trochę trzaskające mrozy, niektórzy zaczęli wycofywać się z udziału w kiermaszu, dlatego zastanawialiśmy się w samorządzie, czy nie dałoby się przenieść święta na późniejszy termin. Zrezygnowaliśmy z tego pomysłu ze względu na gości zza granicy, którzy przybywają do Wilna specjalnie na kaziukowy kiermasz. Jest to wielkie wydarzenie dla miasta, turyści zawczasu rezerwują miejsca w hotelach i wykupują wycieczki – mówiła Edita Tamošiūnaitė.
„Kaziuki w Wilnie 3 dni” – taką ofertę spotykam na stronie internetowej jednego z biur podróży. Nic dziwnego, bo wileńskie kaziuki to największe takie wydarzenie w Wilnie i na Litwie, i jednocześnie najstarszy jarmark w tej części Europy. I choć zimno czasem doskwiera, warto tu być po to, by chłonąć niesamowitą atmosferę jarmarku, feerię barw, dźwięki muzyki i gwar mowy w różnych językach świata, i podziwiać na straganach różnorodność i kolory unikatowych wytworów rękodzielniczych, które się jeszcze opierają zalewowi chińszczyzny.

Na tegorocznym kaziukowym kiermaszu nie zabraknie tradycyjnych akcentów

– Na kiermaszu zawsze kupuję tradycyjne palmy. Zwłaszcza, że już niebawem Niedziela Palmowa, a w to święto idę do kościoła zawsze z palmą wileńską. Z całą pewnością na kiermaszu wpadnie w oko coś pięknego. Lubię wyroby rzemieślnicze z drewna, na pewno kupię jakieś pyszne specjały – zdradziła wicemer.
Na jarmarku spotkamy kaletników, garncarzy, hafciarki, wikliniarzy, kowali i innych przedstawicieli zanikających rzemiosł, a także masarzy, piekarzy, cukierników, pszczelarzy, którzy zaoferują coś pysznego dla podniebienia.
Bez wątpienia jednak niekwestionowanymi królowymi tego święta są palmiarki – mistrzynie kunsztu wicia palm z podwileńskich Ciechanowiszek, Krawczun czy Wilkieliszek. Palmiarki tworzą prawdziwe dzieła sztuki z kwiatów i ziół, a tradycyjne tzw. „wałeczki” są niewątpliwie najpiękniejszym symbolem Wileńszczyzny.
Teresa Michalkiewicz, palmiarka z podwileńkich Łapowciszek, z dziełem własnych rąk – kolorowymi, imponującymi palmami – również wybierze się na kaziuki do Wilna. Palmy wije już ponad 30 lat.
– Do palemek mam „pociąg” od wczesnego dzieciństwa, babcia moja mieszkała w Szyłanach za Ciechanowiszkami, pasłyśmy krowy i zbierałyśmy kwiatuszki dla sąsiadki na palmy. Później wyszłam za mąż w „palmiarskich” stronach, gdzie wszyscy sąsiedzi dookoła je robili, więc nie chciałam od nich być gorsza. Dzisiaj to już weszło w krew, wieczorami razem z córką wijemy palemki razem – opowiada pani Teresa.
Jak mówi, w pobliskich Ciechanowiszkach starsze palmiarki mają już swoje następczynie w osobach córek, w Łapowciszkach natomiast jest to zanikająca umiejętność – z młodszego pokolenia tylko jej córka, Wiesława, jeszcze wije palmy. Zresztą w Ciechanowiszkach palmiarki też można policzyć na palcach obu rąk.

Palma Stulecia Teresy Michalkiewicz została otoczona setką malutkich „wałeczków”, w tle – palmy uwite przez palmiarkę z Łapowciszek

– Starsze osoby poumierały, nie ma komu tego podjąć dalej. Ręce od tej pracy bolą, palce skręcone, a jak robiłam palmę stulecia, to ręce mi spuchły. Trudno jest zacząć taką palmę, trudno jest też skończyć. Nitka, która służy do okręcania ziół i kwiatów, musi być stale napięta, po 2-3 godzinach takiej pracy ręce muszą odpocząć. Jeżeli nitka poluzuje się chociaż trochę, kwiatki rozsypują się i pracę trzeba zaczynać od początku. A przy większej palemce trzeba, zgarbiwszy się nad stołem, 2-3 godziny wystać na nogach – opowiada.
Wiele ponad dwumetrowych palm od pani Teresy trafiło do kościołów w Polsce. Dwumetrową palmę z ornamentem w barwach trójkolorowej flagi narodowej zwieńczoną koroną św. Kazimierza prezydent Litwy, Dalia Grybauskaitė, zawiozła do Watykanu w prezencie papieżowi Franciszkowi. Jedna z palm pani Teresy trafiła do prezydenta Komorowskiego. Palmiarka z Łapowciszek jest również autorką najwyższej na Litwie palmy o wysokości 6,4 m, zarejestrowanej w księdze rekordów Guinnessa.
Na okoliczność obchodów przez Litwę 100. rocznicy niepodległości, pani Teresa uwiła w tym roku Palmę Stulecia. Ma ona wysokość 2.30 m, została wykonana ze 100 tradycyjnych „wałeczków” w kolorach litewskiej flagi narodowej.
Palma ta w ramach świątecznych obchodów była w lutym wyeksponowana w budynku litewskiego sejmu, następnie zawędrowała do samorządu rejonu wileńskiego.
Obecnie pani Teresa przygotowała kolejną, imponującą, okolicznościową palmę w trzech kolorach flagi państwa litewskiego, którą wieńczy uwita z ziół wieża telewizyjna, symbol litewskiej walki o niepodległość.
– Ponieważ ten rok jest rokiem stulecia, moja palma została otoczona setką malutkich palemek. Nie była ona jeszcze nigdzie eksponowana, mam zamiar ją zawieźć na kaziuki i pokazać ludziom. Nie będę jej sprzedawała, chciałabym przekazać taką myśl: niepodległość i stulecie – mówi Pani Teresa.
Spotkać panią Teresę i podziwiać jej niezwykłe dzieła można będzie na alei Giedymina, nieopodal McDonald’sa.
Uwicie tak imponujących palm jest niezwykle pracochłonne i trudne.
– Jedną wysoką palmę wiję ponad dwa tygodnie. Prawdziwa, „sprawiedliwa” palmiarka koniecznie uwije palmę ze wzorem, który musi być zachowany równiutko. Jeżeli tymotka w złą stronę „patrzy”, już trzeba ją poprawić. Stare palmiarki robią jeszcze tzw. „wałki”. Bardzo trudno jest je zrobić, trzeba bardzo dokładnie ułożyć wszystkie zioła i kwiaty; jeżeli w rzędzie materiału ułożysz za dużo, już wzoru nie będzie. To bardzo ciężka praca. Prawdziwa wileńska palma to jest właśnie taki „wałek”, w który włożono wiele pracy i serca. Kupi ją ten, kto zna się na rzeczy – mówi Teresa Michalkiewicz.

Fot. Marian Paluszkiewicz

CIEKAWOSTKI

• Jarmark kaziukowy liczy już sobie 415 lat.
• Po raz pierwszy odbył się w 1604 r.
• W 1827 r. kupcy wileńscy otrzymali przywilej, zezwalający na organizację trzydniowego jarmarku św. Kazimierza.
• Rozciągłość tegorocznego kiermaszu wynosi 17 kilometrów.
• Wyroby swe zaprezentuje ponad 300 certyfikowanych mistrzów ludowych.
• W tym roku udział w kiermaszu zgłosiło ponad 100 palmiarek.
• Po wieloletniej przerwie jarmark zaistniał również na placu Łukiskim.
• Swe prace zaprezentuje ponad 150 mistrzów obróbki drewna, ponad 120 garncarzy.

Jedna odpowiedź do W Wilnie kaziuki stulecia

Leave a Reply

Your email address will not be published.