0
Will’n’ska: chuligani, których łączy muzyka, dobry humor i Wilno

Chuligańska ska punkowa piątka Will’n’ska w zeszłym roku obchodziła swoje piąte urodziny
Fot. Tomas Šaltis

Sceptycznie odnoszą się do Eurowizji, cenią wielokulturowość Wilna i język „tutejszy”, muzykę postrzegają jako sposób komunikacji ze słuchaczami i uwielbiają eksperymentować.

W październiku zeszłego roku chuligański ska punkowy zespół Will’n’ska obchodził 5 urodziny, podczas których zaprezentował swoją debiutancką płytę „1A”, energicznie bawił gości w stołecznym klubie nArauti oraz zbierał datki na budowę działu dziecięcego Hospicjum bł. Michała Sopoćki.

W rozmowie z „Kurierem Wileńskim” Ernest Tylingo oraz Rafał Mikielewicz zapewniają, że otrzymują sporo pytań na temat pochodzenia nazwy ich zespołu oraz poprawnej wymowy.
– Nazwa Will’n’ska, zgodnie z naszym planem, ma być wymawiana podobnie jak rock’n’roll oraz łączyć angielskie słowo „will” czyli „wola” oraz „ska” czyli muzyczny styl. Poprzez nią chcieliśmy powiedzieć coś więcej niż tylko imię naszego zespołu. Najpierw w ogóle graliśmy bez żadnej nazwy. Później zauważyliśmy, co nas wszystkich łączy – narodowość, Wilno, preferowany przez nas styl muzyczny oraz to, że jesteśmy otwarci dla nowości i lubimy łączyć ze sobą różne rzeczy – wyjaśnia lider i założyciel zespołu, Ernest.

Robiąc pierwsze kroki na scenie, formacja ska punkowa z Wileńszczyzny wykonywała przede wszystkim covery znanych hitów oraz swój autorski utwór „Pierwszy autobus”.
– Tekst został napisany w takim specyficznym „tutejszym” języku. Tak rozmawiamy na co dzień. To nie jest ten język podręcznikowy. My – wilniuki – mamy swoją gwarę, której nie powinniśmy się wstydzić i którą lubimy. Mogą się w naszych tekstach pojawić też zwrotki w języku litewskim czy rosyjskim, bo mieszkamy tutaj wszyscy razem – jesteśmy różni, ale musimy potrafić znaleźć wspólny mianownik. Ten aspekt też podziałał na pojawienie się nieco dziwnie brzmiącej naszej nazwy. Można ją więc traktować i wymawiać różnie – proszę bardzo! Jesteśmy otwarci na interpretacje – podkreśla Rafał, wokalista Will’n’ska.

Repetycje w „kamorce” (bo tak Ernest i Rafał nazywają siedzibę zespołu) i koncerty nie są jedynym zajęciem chłopaków. Oprócz gry w zespole każdy chodzi do pracy lub uczęszcza na studia. Jak przyznają nasi rozmówcy, w litewskim show biznesie zespoły wykonujące alternatywną muzykę nie mają się łatwo, toteż dodatkowa praca, obok ulubionego zajęcia, jest obowiązkowa.

Skład formacji zmieniał się kilkakrotnie i liczył od 4 do 6 osób. Dziś zespół Will’n’ska, to: Rafał Mikielewicz (wokal oraz trąbka), Ernest Tylingo (gitara oraz back wokal), Andrzej Beresniow (bass oraz back wokal), Dominykas Giedrius Gricius (perkusja) i Dariusz Drawnel (saksofon).

Słuchając muzyki w wykonaniu Will’n’ska, mimo że oficjalnie zespół jest określany jako ska punkowy, trudno tak naprawdę kojarzyć go z jedynym stylem muzycznym. Jak przyznają Ernest i Rafał, grają dość eklektycznie oraz nie stawiają sobie za cel „siedzenie na jakiejś jednej konkretnej półce”.
– Z biegiem czasu mniej lub więcej zmieniają się wszyscy wykonawcy i zespoły. Twórczość zresztą musi być różna. Być może jeszcze szukamy tej swojej „prawdziwej twarzy”, a być może taka właśnie ona jest – zmieniająca się. Niemożliwe jest przecież w życiu, które nie stoi w miejscu, ciągle tworzyć jednakowo. Zaczynając pracę nad jakimś nowym utworem, nie stawiamy sobie za zadania stworzenie czegoś konkretnego, nigdy nie mamy końcowej koncepcji – uważa Rafał.

Jak uzupełnia kolegę Ernest, mile widziane w ich muzyce są elementy praktycznie dowolnego stylu muzycznego.
– Mogą to być elementy w stylu rap, punk, rock, reggae, techno, ludowe czy nawet pop, który dla wielbicieli muzyki alternatywnej w zasadzie brzmi jak przekleństwo. Co prawda, ten „pop” wymieniłem jako gatunek muzyki popularnej, ale w żadnym wypadku nie jakiś tani, powierzchowny produkt, przeznaczony dla jednorazowej konsumpcji. „Pop” też może być różny. Nie odrzucamy więc żadnych ciekawych pomysłów, zanim ich nie wypróbujemy – podkreśla Ernest.

Jak przyznają obaj rozmówcy, brak konkretnej i jedynej „etykietki” czasem przeszkadza im podczas udziału w festiwalach muzycznych.
– Wypełniając zgłoszenie, należy wskazać, co w zasadzie gramy i bywa to dość trudne. Bo jeżeli na przykład na jakiś większy festiwal zarejestrujemy się jako zespół w stylu ska punk, to mogą nas nie zaprosić podejrzewając, że gramy wyłącznie alternatywną muzykę. Tymczasem połowa naszych piosenek nie pasowałoby do takiego prawdziwego festiwalu punkowego. Tak po wileńsku można powiedzieć, że w muzyce jesteśmy „ani rybą, ani mięsem” – szeroko uśmiechając się wyjaśnia Ernest.

Mimo to zespół nie ma problemów ze znalezieniem licznej rzeszy słuchaczy, nie tylko na Wileńszczyźnie, ale też zagranicą. Najczęściej usłyszeć muzykę Will’n’ska można w stołecznym barze nArauti. Zespół miał też koncerty w Bułgarii i na Łotwie. Niedawno wrócili z Polski – odwiedzili Gdańsk, Suwałki i Białystok, gdzie zaprezentowali swój debiutancki album oraz upewnili się, że „wszędzie można znaleźć wilniuka”.
– Po koncertach zagranicą zawsze znajdują się osoby, które przychodzą do nas i szczycąc się mówią: „A moja babcia to też z Wilna pochodzi!”. To fajne, że wszędzie można znaleźć wspólne korzenie – zauważa Rafał.

Chłopaki mogą się też pochwalić wygraną przed kilku laty w konkursie „Metro Rock Battle”. Dziś jednak przyznają, że samo pojęcie konkursów muzycznych oceniają sceptycznie.
– Muzyka to nie zawody sportowe, gdzie jest start i meta, co pozwala szybko wyjaśnić, kto jest najlepszy, a kto – outsider. Na jakich zasadach można oceniać występy muzyczne? Jasna sprawa, że jak ktoś nie zna się na nutach i słoń mu na ucho nadepnął, to zagra niezbyt ładnie. Ale jak obiektywnie ocenić tych, którzy po prostu dobrze grają swoje kawałki? To sprawa gustu, więc o żadnych ocenach nie może być mowy – zespoły grają na scenie i nie ma tam lepszych czy gorszych, są po prostu różne – sądzi Rafał.

Nie mniej sceptycznie członkowie Will’n’ska oceniają też najbardziej dziś omawiany i bardzo popularny na Litwie konkurs Eurowizji. Nie jest tajemnicą, że Eurowizja, mająca miliony fanów w całej Europie i poza jej granicami, ma również liczne rzesze krytyków i przeciwników. Przede wszystkim zarzuca się, że konkurs ten jest swoistym symbolem popkulturowego kiczu. Jednak od kilku lat zauważalna jest również tendencja „zmian na lepsze”. Konkurs powoli zmienia swój tradycyjny format – na jego scenie można było już zobaczyć sporo występów zespołów punkrockowych, jazzowych, rapowych i in. Wygrane fińskiego rockowego zespołu Lordi czy lirycznego Portugalczyka Salvadora Sobrala świadczą, że nietypowe występy też mają szanse na dużej scenie.

– Wielu wykonawców idzie do tego konkursu nawet nie po to, by wygrać, ale zwyczajnie dlatego, że chcą poszerzyć grono swoich słuchaczy. Jednak nam to nie pasuje, eurowizyjna scena nadal kojarzy się dla nas ze zbyt dużą ilością błyskotek, kiczu i gier politycznych. Mimo że kiedyś zwyciężył tam zespół Lordi, miłośnicy rocka nadal tego konkursu nie oglądają. Zresztą, o samych Lordi też nic już nie słyszymy. Zespół – tak samo jak stanowcza większość innych, którzy mieli przygodę z Eurowizją – nie zyskał jakiejś światowej sławy i został zapomniany. Znamy stamtąd ABBA’ę i Celine Dion. I to wszystko. Tak naprawdę, po prostu chcemy być znani dzięki swojej twórczości, a nie jako zespół, który „kiedyś brał udział w Eurowizji” – wyjaśnia lider Will’n’ska.

Czego natomiast w swojej „kamorce” słuchają sami punkrockerzy? Szczególnymi sympatiami chłopaki darzą dinozaurów funk rocka, Red Hot Chilli Peppers, rockmetalowy System of a down, hardrockowy Black Sabbath oraz pionierów ska punka – Mighty Mighty Bosstones. Przyznają jednocześnie, że słuchana muzyka odbija się w pewnym stopniu na ich własnej twórczości. Przede wszystkim jednak natchnienie czerpane jest z rozmaitych bodźców, które przynosi samo życie.

– Jakiś utwór rodzi się szybciej, a jakiś musi dojrzewać przez kilka lat. Muzyka i teksty do nas same przychodzą. Trudno mi sobie wyobrazić, że ktoś może po prostu usiąść przy stole, powiedzieć sobie: „teraz napiszę piosenkę w ciągu godziny”. Na start i pojechałeś! Nie wierzę w to – twórczość to przecież nie pieczenie blinów! Bywa bowiem tak, że jakieś słowa czy melodia przychodzą do głowy w najbardziej nieodpowiednim momencie, gdy jesteś zajęty zupełnie czym innym. Wtedy musisz wszystko rzucić – jeżeli jesteś na rowerze, to rzucasz rower, jeżeli niesiesz naczynia, to żegnasz się z nimi. Ponieważ musisz zdążyć zapisać myśl, dopóki się gdzieś nie spierniczyła! – tajemnicami twórczych poszukiwań żartobliwie dzieli się Rafał.

Tymczasem Ernest sądzi, że każdy człowiek doznaje w życiu pewnych chwil natchnienia, które chciałby transformować w coś wartościowego.
– Wynikiem tej transformacji może być na przykład obraz, melodia, fotografia czy zwyczajnie jakiś dobry uczynek. Naszym sposobem wyrażania myśli i uczuć jest właśnie muzyka – mówi lider Will’n’ska.

Podczas koncertów chłopaki dają z siebie wszystko
Fot. Roman Niedźwiecki

Chłopaków, oprócz zamiłowania do muzyki, łączy też pewna misja. W ich opinii, zespół nie powinien być tylko grupką ludzi, którzy potrafią śpiewać i grać do taktu. Jak przyznaje Ernest, wraz z założeniem zespołu spełniło się również jedno z jego marzeń, które zrodziło się, gdy był nastolatkiem i często chodził na przeróżne koncerty.
– Podczas nich obserwowałem, jak ludzie zbierają się razem w grupki. Zazwyczaj były to zrzeszone grupki Litwinów czy Rosjan. Doszedłem do wniosku, że Polacy chyba niezbyt lubią rockowe koncerty czy może nie kontaktują ze sobą podczas nich, bo polskich grupek nie zauważyłem. Chciałem więc zebrać Polaków bawiących się razem. Teraz, podczas naszych koncertów i imprez, w których bierzemy udział, widzę, że wileńska, polska młodzież chętnie przychodzi i spędza razem czas. To bardzo cieszy i mam nadzieję, że nasz zespół też nieco się do tego przyczynił – mówi Ernest.

Warto zaznaczyć, że podczas występów Will’n’ska można zobaczyć również litewsko- czy rosyjskojęzycznych słuchaczy. Jak wyjaśniają nasi rozmówcy, muzyka jest uniwersalnym językiem, który potrafi łączyć ludzi wychowanych w różnych kulturach i mówiących w różnych językach.
– Występowaliśmy nawet dla publiczności wyłącznie litewskiej i ciekawe było ich przyjęcie. Po takich koncertach zawsze jesteśmy odbierani lepiej niż przed nimi. Sądzę, że muzyka pozwala przezwyciężać stereotypy i zbliżyć się do siebie. Słyszymy dużo fajnych komentarzy, nawet jeżeli słuchacze nie wszystko zrozumieli – wyjaśnia Rafał.

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.