1
Zagończyk „Łupaszka” (1)

W czasie wojny w armii carskiej. Jerzy Dąmbrowski siedzi trzeci od lewej

W 2016 r. w Warszawie uroczyście obchodzono pogrzeb mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, zawodowego oficera kawalerii Wojska Polskiego, w czasie wojny słynnego dowódcy V Wileńskiej Brygady Armii Krajowej, bohatera powojennego antykomunistycznego podziemia.

Niestety, za mało jest znany inny „Łupaszka”, z Wileńszczyzny – ppłk Jerzy Dąmbrowski. Żołnierz niezwykle bitny, zagończyk w stylu Kmicica, który niewątpliwie przyczynił się do obrony odrodzonej przed 100 laty Rzeczypospolitej.

Dlaczego „Łupaszka”?

Zygmunt Szendzielarz, przybierając w AK pseudonim, prawdopodobnie nawiązał właśnie do Dąmbrowskiego, którego osobiście znał z lat służby w Wilnie w 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich. Aby nie mylić tych żołnierzy kawalerii, wśród historyków przyjęło się, że Dąmbrowski – to „Łupaszka”, natomiast Szendzielarza najczęściej nazywają „Łupaszko”.

W międzywojennym Wilnie prawie każdy znał rotmistrza „Łupaszkę”, nazywanego jeszcze z francuska „Żorżem”, co nawiązywało do jego imienia. Skąd się wziął zatem bardziej znany pseudonim?

Rotmistrz Jerzy Dąmbrowski, 1919 r.

Autor monografii „Saga o Łupaszce”, Tomasz Strzembosz, sugeruje, że przyczyną były wyłupiaste oczy, gdyż cierpiał na chorobę Basedowa. W tym celu przytacza słowa dawnego podkomendnego Jerzego Dąmbrowskiego, mjr Stanisława Aleksandrowicza: „On piękny w swojej brzydocie. Ktoś w szeregach dał mu przezwisko „Łupaszka”, które już do końca życia stało się jego imieniem. Była to barwna postać. Głowa wydłużona, góra czaszki skrzywiona na bok, wyłupiaste oczy, ale oczy tryskające energią, ciekawością i humorem. Twarz nietuzinkowa, trochę niesamowita, ale nie odpychająca, a raczej zniewalająca widza i rozmówcę”.

Wiarygodne jest jednak, że przydomek pochodzi od wyrazu „łupić”, którego znaczenie w Polsce centralnej i na Kresach się różniło. Słownik języka polskiego „łupić” tłumaczy jako rabować. W Wilnie do dzisiaj się mówi „łupić”, „dać łupnia” – znaczy bić, pobić, a właśnie „Łupaszka” doskonale bił bolszewików.

Z nazwiskiem Jerzego Dąmbrowskiego też jest pewien problem. Często podawana jest wersja zgodna z polską pisownią: Dąbrowski, chociaż sam kiedyś podawał niepoprawną: Dąmbrowski. Zapewne stało się tak na skutek wpływu państwowego języka miejsca urodzenia i armii, w której najpierw służył – a więc rosyjskich, gdzie w celu zachowania polskiej wymowy należało używać litery „m” i tak już chyba pozostało.

Wojenko, wojenko, cóżeś ty za pani.

Jerzego Dąmbrowskiego uznajemy za wilniuka, chociaż urodził się w Suwałkach w roku 1889. Miał czworo rodzeństwa. Jego ojciec był carskim generał majorem kawalerii, stąd kawaleryjska tradycja w rodzinie oraz częsta zmiana miejsca zamieszkania. Szkołę realną ukończył w Wyborgu (wówczas autonomiczne Wielkie Księstwo Finlandii w granicach Rosji), następnie studiował w Instytucie Mierniczym w Moskwie. Odbył obowiązkową służbę wojskową w 2 Kurlandzkim Pułku Lejb-Ułanów i w stopniu kaprala przeszedł do rezerwy. Początkowo nic nie zapowiadało, że poświęci życie żołnierce.

Tuż po wybuchu I wojny światowej ponownie znalazł się we wspomnianym pułku ułanów. Wyróżniał się w bojach, był dwukrotnie ranny, odznaczany oraz szybko awansował. W 1915 r. przeniesiony do „konnego oddziału partyzanckiego szczególnego znaczenia” atamana Punina. Stąd zapewne jego umiejętności zagończyka. Służył razem z ludźmi o podobnie nietuzinkowym, szalonym wręcz charakterze – braćmi Bałachowiczami.

Rodzice „Łupaszki”, Adolf i Leontyna Dąmbrowscy, z dziećmi Leontyną i Adolfem

Rok później konia zamienił na bardzo wówczas nowoczesny rodzaj broni. Po ukończeniu szkoły awiacji znalazł się w oddziale lotniczym, którego wkrótce został dowódcą. Znów był ranny i nagradzany. Ogółem, za okres Wielkiej Wojny zdobył 17 odznaczeń, w tym ordery św. Anny, św. Stanisława, św. Włodzimierza, krzyż św. Jerzego i inne. W październiku 1917 r. w stopniu podrotmistrza opuścił armię rosyjską i w Piotrogrodzie nawiązał kontakt z polskimi władzami wojskowymi (aktywnie działał w akcji werbunkowej do jednostek polskich).

W maju 1918 r. wraz z młodszym bratem, Władysławem, odjechał do I Korpusu Dowbora-Muśnickiego formowanego w rejonie Bobrujska. Po rozbrojeniu korpusu przez Niemców, w listopadzie 1918 r., trafia do Wilna, z którym więź pozostała już na zawsze.

Samoobrona Wileńska.

Późną jesienią 1918 r. w Wilnie panowała atmosfera niepewności jutra, oczekiwano dużych zmian. Miasto jeszcze kontrolowali Niemcy, którzy choć wojnę przegrali, nie śpieszyli się jednak ustąpić. Działała popierana przez Niemców Taryba Litewska, nie mająca w zasadzie oparcia w mieszkańcach. Z dnia na dzień rosła aktywność Polaków. Od 1915 r. tajnie działała Polska Organizacja Wojskowa, jawnie szereg polskich szkół i organizacji. Wyróżnić można Komitet Polski, łączący działaczy o różnych zapatrywaniach politycznych, przy którym rozpoczęli skupiać się napływający do Wilna dowborczycy. Jednocześnie zbliżało się zagrożenie ze Wschodu.

W celu obrony przed bolszewikami, w końcu października 1918 r., na Kresach powstaje Samoobrona Krajowa Litwy i Białorusi, w Wilnie częściej nazywana Samoobroną Wileńską. Jeszcze nie zastanawiano się, jaką będzie Litwa, przede wszystkim należało bronić się przed bolszewikami. Samoobronę zasilili dowborczycy, peowiacy, młodzież gimnazjalna i harcerska, ziemianie, ogólnie, w sile ponad 1 tys. ludzi, słabo uzbrojonych. W szeregach samorzutnie powstającego wojska znaleźli się między innymi architekt Antoni Wiwulski, Tomasz Zan, Witold Pilecki, bracia Stanisław i Józef Mackiewicz. W listopadzie komendę objął gen. Władysław Wejtko.

Po przybyciu do Wilna bracia Dąmbrowscy bez zwłoki wstępują do Samoobrony, tworzą i szkolą oddział kawalerii. Ochotnikami najczęściej byli synowie drobnej szlachty i ziemianie, czasem inteligencja. Właśnie tylko ci pierwsi i drudzy posiadali własne konie i mogli tworzyć jednostki konne. 22 grudnia pod Wilnem, w majątku Aleksandrowiczów Pośpieszka (obecnie okolice dzielnicy Saulėtekio), powołano 1 Pułk Ułanów Wileńskich. Z niego to ostatecznie w 1919 r. utworzył się 13 Pułk Ułanów Wileńskich.

Sztab Oddziału partyzanckiego Dąmbrowskich, luty 1919 r. Od lewej siedzą mjr Władysław Dąmbrowski i rtm. Jerzy Dąmbrowski

W końcu grudnia, pułk w liczbie kilkudziesięciu oficerów i 220 ułanów, z czterema karabinami maszynowymi, przeszedł do koszar na Antokolu. Dowódcą był rtm. Władysław Dąmbrowski, zastępcą – podrotm. Jerzy Dąmbrowski, którego stopień w Wojsku Polskim był odpowiednikiem rotmistrza. Do dziś trudno wyjaśnić podział ról między braćmi. W Samoobronie, bądź później w innych formacjach Wojska Polskiego, dowódcą zawsze był Władysław, chociaż we wspomnieniach podwładnych braci Dąmbrowskich opisywany jest przede wszystkim Jerzy. Możliwie, że Władysław był lepszym organizatorem, do boju jednak najczęściej prowadził starszy brat. Aby nie przypisywać cudzych zasług jednemu bądź drugiemu, zapewne sprawiedliwie będzie mówić o pułku dowodzonym przez braci Dąmbrowskich.

Kawalerzyści partyzantki Dąmbrowskich

Chłopcy – Ojczyzna – bolszewicy…

Zanim żołnierze stanęli do walki, na placu Łukiskim miała miejsce prowizoryczna rewia, o której później dużo mówiono i którą opisał żołnierz „Łupaszki”, późniejszy ksiądz, Walerian Meysztowicz. „I oto widzimy go – w ostatnich dniach kończącego się 1918 roku – na placu Łukiszskim przyjmującego rewię swoich kilkudziesięciu podkomendnych. Na dzielnym kasztanie, przed front jako tako wyrównanej konnej zbieraniny wysadził się Jerzy Dąmbrowski. Chudy, świetnie wrośnięty w siodło, sprężyście zgięty na tańczącym kasztanie, z wydatnym nosem, krzywą głową, sterczącymi uszami, wysadzonymi oczami – wysoko podniósł szablę, konia osadził – i palnął niezapomnianą przemowę z trzech słów: „Chłopcy – Ojczyzna – bolszewicy” i dodał trzy słowa po rusku, zaraz po nich komendę – „Od prawego, trójkami, stępa marsz”. Jakie były te „trzy ruskie słowa” we wspomnieniach nie podaje, ale musiały być to mocne, wręcz wulgarne, żołnierskie słowa skierowane do wroga i przede wszystkim wskazanie „chłopcom”, o co mają walczyć. Krótkie i dobitne przemówienie dowódcy.

Pierwszym zadaniem Jerzego Dąmbrowskiego było rozbicie kilku ośrodków bolszewickich w Wilnie oraz tzw. wroniego gniazda, miejsca koncentracji czerwonej rady robotniczej w wileńskiej kamienicy przy ulicy Wroniej (obecnie Jakšto). W grudniu 1918 r. już była ogłoszona Litewska Republika Socjalistyczna i w samym Wilnie komuniści przygotowywali podłoże dla zbliżającej się Armii Czerwonej.

Oddział braci Dąmbrowskich w styczniu 1919 r. w czasie przebijania się do Polski.

W noc sylwestrową Polacy zaatakowali i zdobyli „wronie gniazdo” po złamaniu silnego oporu bolszewików. Następnego dnia uderzono na Niemców, którzy z bolszewikami walczyć nie planowali i szykowali się do ewakuacji z miasta. Jednakże pierwszy atak na dworzec kolejowy nie powiódł się. Dopiero po kolejnych starciach niemieckie wojska opuściły go 2 stycznia, a z rogatek miasta wycofały się 3 stycznia.

Wilno było polskie! Jednak już 3 stycznia doszło do większego boju z kolejnym nacierającym wrogiem – Armią Czerwoną. Dowodzona przez Dąmbrowskich kawaleria oraz piechota Samoobrony starły się z bolszewikami w okolicach Nowej Wilejki i odniosły krótkotrwałe zwycięstwo. Na jakiś czas wroga powstrzymano, ale dzień później walki z przeważającym przeciwnikiem trwały już na obrzeżach Wilna i 5 stycznia Polacy zmuszeni byli opuścić swe miasto.

Waldemar Szełkowski
(Cdn.)

 

 

 

 

Jedna odpowiedź do Zagończyk „Łupaszka” (1)

  1. Danka mówi:

    Niestety autor nie ma pojęcia o czym pisze, podobnie jak wielu profesorów i doktorów piszących o wojnie polsko-bolszewickiej. Tak jest gdy historie pisze się na podstawie mitów i legend a nie akt. Wymieniam tylko błędy dotyczące okresu walki o powstanie państwa polskiego: 1) Jerzy nie był w korpusie Dowbora, był tam tylko Władysław. 2) W samoobronie nie było ani T. Zana, ani braci Mackiewiczów, ani księdza W. Meysztowicza. 3) Zdobywaniem Wroniego Gniazda dowodził rotmistrz Władysław Dąbrowski, podrotmistrza Jerzego nawet tam nie było. 4) Pisownie nazwiska na Dąmbrowski Jerzy zmienił na początku 1939, w modzi było szlacheckie pochodzenie, wiec Jerzy też postanowił zostać szlachcicem. Nie zastanawia pana dlaczego nikt nie wspomina podrotmistrza Dąbrowskiego, przecież samoobrona używała rosyjskich rang, więc w czasie gdy to się działo Jerzy był podrotmistrzem, a trudno uwierzyć, że wszyscy wiedzieli, że rosyjski podrotmistrz to będzie polski rotmistrz.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.