0
Zagończyk „Łupaszka” (III)

Niebezpieczna sytuacja pod Warszawą w lipcu 1920 r. zmuszała do tworzenia kolejnych ochotniczych jednostek. Takie pułki otrzymywały numerację od 100 i od 200.

Władysław Dąmbrowski z bratem Jerzym od gen. Hallera otrzymali rozkaz, z resztek swojej jednostki i napływających ochotników, zorganizować 211 Ochotniczy Pułk Ułanów Nadwiślańskich. Znaleźli się w nim również dawni podkomendni z czasów Samoobrony Wileńskiej, Tomasz Zan i Witold Pilecki.

211 Ochotniczy Pułk Ułanów

W okresie największych zmagań pod Warszawą pułk był w stanie organizacji, więc do walk przystąpił już po 16 sierpnia. Zadaniem 211 Pułku Ułanów było nękanie wroga, najczęściej zagonami na zaplecze w walkach nad Wisłą i Wkrą, kiedy kawaleria Gaja miotała się szukając sposobu wyrwania się z zawężanego polskiego pierścienia. Pułk walnie przyczynił się do dezorganizacji tyłów wroga i zmuszenia go do ucieczki na terytorium Prus Wschodnich, gdzie zostali internowani.

O dziejach pułku możemy dowiedzieć się z książki Wojciecha Wiśniewskiego „Ostatni z Rodu. Rozmowy z Tomaszem Zanem”. Urywki wspomnień prawnuka Zana „Promienistego” doskonale przekazują atmosferę roku 1920.

„Trafnym posunięciem sztabu w Warszawie było wysłanie za Wisłę dwóch pułków zagończyków. Jeden z nich pod rotmistrzem Jerzym Dąbrowskim był właśnie owym 211 Pułkiem zorganizowanym w pośpiechu na Polu Mokotowskim”.

„Zameldowałem się przepisowo u rotmistrza Jerzego Dąbrowskiego i poprosiłem o przyjęcie do pułku. Powiedziałem: „Jestem Tomasz Zan z Poniemunia”. Rotmistrzowi to wystarczyło. Powiedział: „Jesteś w pułku, żadnych pożegnań, dziś o czwartej ruszamy w pole!”.

„Rotmistrz Dąbrowski był urodzonym zagończykiem z kapitalną umiejętnością podejmowania natychmiastowej decyzji. Atakował poszczególne zgrupowania bolszewickie i natychmiast wycofywał szwadrony, gdy nieprzyjaciel organizował obronę. Byliśmy w ciągłym ruchu, bez taborów, na tyłach, wśród nieprzyjacielskich oddziałów, ale byliśmy na naszej ziemi i naokoło byli Polacy. Każda szarża była taktycznie precyzyjna, na dobrym terenie, ze słońcem, nie było improwizacji. Mieliśmy wspaniały wywiad”.

„Zająłem z moim plutonem wolne, lewe skrzydło. Sztejnige wspiął się na koniu i dał rozkaz: „Szwadron, za mną! Szable w dłoń!” Po 500-800 metrach zza pagórka zobaczyliśmy drogę pełną taborów Gaja. Wypadliśmy zza drzew z dużym hałasem. Na drodze wybuchła panika. Atakowaliśmy szeroko, nie mieli dokąd wiać. Wozy, konie wjeżdżały w rowy, przewracały się, pękały z trzaskiem dyszle. Konie rżały. Moi wołali: „Bij! Zabij!!!”.

Kolejnym rozkazem, dobrze wykonanym przez ułanów Dąmbrowskiego, było zdobycie mostu w Druskiennikach w czasie operacji niemeńskiej. Oskrzydlającym manewrem, z Sejn i przez Druskienniki na Lidę, Józef Piłsudski planował zaskoczyć bolszewików i rozbić ich pod Grodnem, należało tego dokonać jednak przez pozycje litewskie. To zadanie przypadło tzw. Grupie Manewrowej. Tworzyły ją 1 Dywizja Piechoty Legionów, 1 Dywizja Litewsko-Białoruska, 2 Brygada Jazdy i 4 Brygada Jazdy, w której składzie znajdował się 211 Pułk Ułanów. Grupa Manewrowa miała uderzyć najpierw na wojska litewskie ulokowane pod Sejnami, przełamać ich obronę i wyjść nad Niemen, tam uchwycić przeprawy pod Druskiennikami i następnie nacierać na Lidę.

22 września rozpoczęło się. Na czele grupy szła 4 Brygada Jazdy ppłk. Adama Nieniewskiego i zmiatała próbujące stawiać opór mniejsze oddziały litewskie. W tym czasie 1 DP Legionów rozbiła dwa litewskie pułki piechoty, wzięła przeszło 1 700 jeńców, 12 armat i wyzwoliła Sejny, zajęte przez wojska litewskie, kiedy Polacy cofali się przed Tuchaczewskim. Następnego dnia kawaleria zdobyła nienaruszony most na Niemnie i otworzyła drogę piechocie w natarciu przeciw bolszewikom.

Sukcesem „Łupaszki” był udany atak na most, co odzwierciedla jego żołnierz, Tomasz Zan. „W Druskiennikach szliśmy na karabiny maszynowe, które stały po drugiej stronie mostu. Jeden szczęśliwie się zaciął, a w drugim celowniczy dostał kulą w sam środek czoła. Szarża szła jak huragan, pękały deski na moście, padali ludzie, konie z pierwszych szeregów, następni przeskakiwali i most zdobyli ułani. (…) Pierwszy pluton II szwadronu miał zaszczyt być na czele szarży. Całą szarżę prowadził rotmistrz Dąbrowski, doktor Aleksandrowicz i kapelan, ale bez szabli z krzyżem w dłoni. W drugiej trójce był Olek Żeligowski, kapral Józef Czapski i ja. Wielka siwa kobyła Czapskiego przebiła nogą deskę w moście i runęła na łeb. Zrobiło się zamieszanie, trzeba było przeskakiwać leżącego konia”. Za kawalerią ruszyła piechota, wychodząc na tyły bolszewików. W bitwie niemeńskiej Polacy ostatecznie pokonali Tuchaczewskiego.

Przypomina to poniekąd słynną szarżę polskich szwoleżerów Kozietulskiego w Wąwozie Somosierra.

Do „buntu” na ochotnika

Tomasz Zan mówił również o udziale swego pułku i swego dowódcy w „buncie” gen. Lucjana Żeligowskiego. „Wkrótce przyjechał pan Korzeniowski i w obecności dowódcy pułku, Dąbrowskiego, oświadczył, że generał Lucjan Żeligowski zajmuje Wilno i gospodarze tych ziem mogą mu w tym pomóc. Padła komenda: „Ochotnicy wystąp!” i wszyscy jak jeden mąż ruszyli naprzód”.

Od października 1920 r. do kwietnia 1922 r. Jerzy Dąbrowski był więc żołnierzem Litwy Środkowej. Skutecznie stosował wypracowaną taktykę zagonów. Prawdopodobnie wziął udział w rajdzie płk. Butkiewicza na tyły wroga, aż pod Kiejdany. Jednakże pod Szyrwintami i Giedrojciami nie powiodło się piechocie Żeligowskiego, dlatego kawaleria musiała zawrócić. Rozejm zatrzymał działania zbrojne.

Wojnę Dąmbrowski zakończył tylko w stopniu rotmistrza, chociaż nieraz dowodził pułkiem. Odznaczony był Orderem Virtuti Militari V klasy, Krzyżem Walecznych I klasy z 3 okuciami za rany, Krzyżem Litwy Środkowej i angielskim Military Cross. Najważniejsze co zyskał – sławę zagończyka. Co ciekawe, rywalizował w tym ze słynnym kawalerzystą Bolesławem Wieniawą-Długoszowskim. Przypisywano nawet im wyczyny całkiem nieregulaminowe, jak to wjazd konno do restauracji pełnej klientów. O Wieniawie mówiono, że wjechał do warszawskiej „Adrii”. Takoż powiadano o „Łupaszce”, który miał na koniu zjawić się w kawiarni Rudnickiego, albo według innej wersji w restauracji u „Żorża”. Tak naprawdę, nie wiadomo, czy tak było w rzeczywistości.

Witold Pilecki, podwładny „Łupaszki” – żołnierz Samoobrony Wileńskiej, ułan 211 Ochotniczego Pułku Ułanów

Lata pokoju

Taki żołnierz jak „Łupaszka” z trudem odnajdywał się po za linią frontu, zwłaszcza, że awans ciągle nie nadchodził, co bitnemu i ambitnemu żołnierzowi czyniło krzywdę. Można przypuszczać, że wpłynęła na to sprawa karna z 1920 r. i jego, z czasem niepohamowany, charakter, na co wskazują upomnienia i drobne kary, czy kilkudniowy areszt domowy. Kolejnym powodem może być jego żołnierski rodowód z armii carskiej. Szybsze kariery robili przeważnie oficerowie wywodzący się z Legionów. W wojsku II Rzeczpospolitej nawet się przyjęło oficerów wywodzących się z carskiej armii nazywać prawosławnymi, niezależnie od ich wyznania.

Tomasz Strzembosz najważniejszą przyczynę braku awansu upatruje w osobistej niechęci płk Tarnaszewicza, przełożonego z okresu służby w 3 Pułku Strzelców Konnych, który wystawił „Łupaszce” bardzo nieprzychylną opinię. „Charakter niespokojny, swarliwy, skłonny do intryg, nic go nie zadowalnia, czuje się stale pokrzywdzony. Posiada wielkie zdolności taktyki bojowej, szczególnie w wojnie partyzanckiej, do pracy nad wychowaniem i w trosce o byt swego pododdziału mniej uwagi dodaje”.

W latach 1921-1924 „Łupaszka” kolejno służył w 29 i 24 Pułku Ułanów, 9 i 3 Pułku Strzelców Konnych. W międzyczasie był szkoleniowcem w Szkole Oficerów Kawalerii oraz zaliczył kurs instruktorski dla oficerów w Rembertowie. Następnie przeszedł do Korpusu Ochrony Pogranicza.
(cdn.)

Waldemar Szełkowski
Wileński Klub Rekonstrukcji Historycznej
Garnizon Nowa Wilejka

 

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.