3
Postępująca dewastacja cmentarza Bernardyńskiego

Po odrestaurowaniu pomnik nagrobny Stanisława i Adeli Mareniczów odzyskał głowę

Na wileńskim cmentarzu Bernardyńskim coraz częściej możemy spotkać mieszkańców pobliskich bloków, spacerujących alejkami cmentarnymi w towarzystwie swych czworonogów. Zapewne pies na cmentarzu to nic złego, pod warunkiem, że jego gospodarz po nim posprząta.

– Gdy widzę, jak pies zadziera łapę nad czyimś nagrobkiem, serce mi się kraje. Ten stary cmentarz jest strzeżonym przez państwo obiektem dziedzictwa kulturowego. Spoczywa tu wiele postaci zasłużonych dla miasta – mówi Jadwiga Pietkiewicz, wieloletnia opiekunka cmentarzy wileńskich, nasza stała Czytelniczka.

Ubolewa, że obecnie nikt nie ochrania wileńskiej nekropolii, ponadwiekowe ogrodzenia miejscami zawaliły się, a od strony Wilenki na cmentarz każdy może dostać się o każdej porze dnia i nocy.
– W latach 40. mój wuj był kierownikiem tego cmentarza, który należał do kościoła Bernardyńskiego, a opiekunem był proboszcz tego kościoła, ks. kanonik Jan Kretowicz. Wówczas cmentarz był zadbany, ogrodzony murem, w nocy oświetlony latarniami, z wygracowanymi alejkami i tonący w kwiatach. Przy wejściu na cmentarz stał słup, a na nim wisiała tablica informacyjna, co wolno, a czego nie, robić na cmentarzu. Szkoda, że teraz miasto należycie nie dba o ten zabytkowy zakątek. Często o zmroku przychodzą na cmentarz grupy ubranej na czarno młodzieży, z łańcuchami przymocowanymi do ubrania. Siedzą przeważnie pod kaplicą, palą papierosy i piją piwo. Nie ma tu ani jednej kamery, a akty wandalizmu zdarzają się często – opowiada pani Jadwiga.

Przypomina, jak w czasach sowieckich nekropolie były bezlitośnie dewastowane i rabowane. Po wojnie o cmentarzach św. Piotra i Pawła, Bernardyńskim i Rossie zapomniano.
– Skazane zostały na stopniowe popadanie w ruinę. Krewni ludzi, którzy na nich spoczęli, zginęli w czasie wojny lub wyjechali podczas repatriacji do Polski. Nie było więc komu opiekować się grobami. Poza tym w czasach sowieckich nekropolie były bezlitośnie dewastowane i rabowane. Zwalone krzyże, tablice porozrzucane bez ładu, powyrywane metalowe ogrodzenia i złodzieje okradający mogiły z kosztowności – tak przedstawiał się obraz cmentarzy w tamtym okresie — opowiada pani Jadwiga.

Akt sporządzony w październiku 1980 roku głosi, że tylko w dniach 20-22 października na cmentarzu Bernardyńskim potłuczono i złamano 63 pomniki nagrobne. Niestety, przypadki wandalizmu, w tej lub innej formie, zdarzają się też dziś. Przed kilku dniami zniszczone zostało metalowe ogrodzenie przy grobie Władysława Zahorskiego, autora słynnego „Przewodnika po Wilnie”. Prawdopodobnie wandale chcieli metalowe fragmenty ogrodzenia sprzedać w skupie złomu.

Gintautas Runovičius, kierownik działu porządku miejskiego i ochrony środowiska w samorządzie stołecznym poinformował „Kurier Wileński”, że do połowy maja w rożnych zakątkach Wilna pojawią się 33 nowe kamery. Obecnie, w stolicy działa 70 kamer monitoringu. Przedstawiciel samorządu poinformował także, że zainstalowanie monitoringu na cmentarzu Bernardyńskim w najbliższym czasie nie jest przewidziane.

W czerwcu 2017 roku rzeźba, która przetrwała dwie wojny, została pozbawiona głowy

Problem nieposprzątanych, psich kup dotyczy nie tylko cmentarza Bernardyńskiego. Psie odchody „ozdabiają” chodniki, trawniki, place zabaw. Właściciele psów czują się bezkarnie, mimo że prawo zobowiązuje ich do sprzątania po swoim czworonogu pod groźbą mandatu, który może wynieść nawet 230 euro. Wysychające na wiosennym słońcu nieczystości mogą nas narazić na toksokarozę, bardzo groźną chorobę, szczególnie dla dzieci, czy nie mniej groźną salmonellę. Jej objawy to wysoka gorączka, wymioty i biegunka.

W Wilnie oficjalnie jest około 9 tysięcy psów. Podliczono, że codziennie zostawiają one około 3 ton odchodów. W praktyce liczba ta jest dwukrotnie większa, ponieważ należy także uwzględnić psy nierejestrowane. Tylko niewielka część odchodów jest sprzątana, reszta wysycha na wiosennym słońcu i unosi się z pyłem.

W 21 stołecznych starostwach zainstalowano 123 specjalne, zielone pojemniki „z pieskiem”, do których należy wrzucać plastikowe woreczki z psimi ekskrementami. Nie jest też zakazane wrzucanie woreczków z psimi odchodami do pojemników na śmieci ogólnego użytku. Problem psich nieczystości wilnianie mogą zgłosić do samorządu stołecznego na adres: e.vicemeras@vilnius.lt lub viesoji.tvarka@vilnius.lt

Można również informację o właścicielach zostawiających kupy swego pupila na stołecznych chodnikach i trawnikach zgłosić pod nr tel. 8 5 219 7948 w godzinach pracy lub napisać skargę w sali obsługi interesantów w samorządzie stołecznym. Jak zaznaczył Gintautas Runovičius, w zgłoszeniu zaleca się wskazanie nazwiska i adresu nieodpowiedzialnego właściciela – wtedy łatwiej będzie go ukarać. Jeżeli żadnych danych o właścicielach czworonogów nie ma, należy podać miejsce, gdzie znajduje się skupisko nieposprzątanych psich odchodów. Wówczas odpowiednie służby będą systematycznie to miejsce kontrolować.

Przy okazji, mamy też dobrą nowinę z cmentarza Bernardyńskiego – po restauracji rzeźby „Spokój”, anioł odzyskał głowę. W czerwcu ub. roku na naszych łamach pisaliśmy, że ucierpiał, znajdujący się nieopodal głównej bramy cmentarnej, pomnik nagrobny Adeli i Stanisława Mareniczów, dłuta rzeźbiarza L.B Lubonowskiego. Anioł już nie po raz pierwszy został zdewastowany. Miał odłamaną głowę, która leżała poniszczona na ziemi. Trudno powiedzieć, w jaki sposób do tego doszło.
Przedstawiciele samorządu stołecznego stwierdzili, że zerwana z powodu silnego wiatru gałąź drzewa, spadając zahaczyła o głowę anioła i ją odłamała.

Rzeźba została postawiona na początku ubiegłego wieku. Zdobi pomnik nagrobny Stanisława i Adeli Mareniczów. Stanisław Marenicz (1858 – 1913) był znanym lekarzem i działaczem społecznym. Urodził się w Warszawie, do Wilna przybył jako lekarz wojskowy. Pracował w szpitalu na Antokolu. Działał w Wileńskim Towarzystwie Lekarskim, był prezesem Ligi Przeciwgruźliczej w Wilnie. Jego pomnik jest jednym z najokazalszych na cmentarzu Bernardyńskim.

Zdaniem Jadwigi Pietkiewicz, niszczenie pomników cmentarnych jest przede wszystkim zacieraniem polskich śladów na cmentarzu Bernardyńskim

Na tej wileńskiej nekropolii spoczywa wiele pokoleń wilnian, wiele postaci zasłużonych dla miasta: słynni botanicy Józef i Stanisław Jundziłłowie, krytyk literacki Leon Borowski, matematyk Franciszek Narwojsz, malarz Kanuty Rusiecki, ojciec fotografii wileńskiej Józef Czechowicz, fotograf Stanisław Filibert Fleury, Władysław Zahorski, historyk, lekarz oraz wielu niezwykle zasłużonych osób, z których tworzyła się historia Wilna i narodu. Nekropolia bernardyńska wpisana została na listę najpiękniejszych cmentarzy europejskich. Wybrane nagrobki, kaplice nagrobne oraz mauzolea rodzinne w 2005 roku zostały wpisane do Rejestru Dóbr Kultury z uwagi na takie wartości, jak autentyczność, typowość, rzadkość oraz unikatowość.

Można tu, wyraźniej niż gdzie indziej, prześledzić rozwój tradycji z XIX i XX wieku, związanych z kulturą grzebania, architekturą nagrobną i grobami rodzinnymi. Tradycje te, niestety, zanikły z powodu powtarzających się w okresie sowieckim faktów niszczenia cmentarzy.

Fot. Marian Paluszkiewicz

 

3 odpowiedzi to Postępująca dewastacja cmentarza Bernardyńskiego

  1. Ali mówi:

    Pięknie położony cmentarz. Zapomniany niestety przez Boga i ludzi.
    Trzeba jak najczęściej o tym pisać, bić na alarm wniebogłosy, bo inaczej ten malowniczy zakątek dawnego Wilna przepadnie na zawsze.

  2. Jur mówi:

    Tak to bardzo smutna sytuacja. To jest nekropolia o wielkiej wartości historycznej,zabytkowej i uczuciowej dla pokoleń ,które tu żyły lub rozumieją ,oraz próbują zachować go jako skarbczyk pamięci.Niszczejący ,bez braku ochrony i zabezpieczeń cmentarz popada w ruinę. Potrzebne jest organizowanie pomocy aby ochraniać i starać się go ocalić.

  3. B ze Skopówki mówi:

    Nekropolia zapomniana, żadna wycieczka z Polski tu nie zagląda, a ilu wspaniałych osób tu jest pochowanych Kiedyś spotkałem / przed południem/ siedzącą przy mogile dziewczynę umalowaną na trupa – upiora z przypiętym sznurem imitującym diabelski ogon, zachowywała obojętność. W Buenos Aires, w domu emeryta /1998/ spotkałem synową doc Tuczyłowskiego. Prosiła o odnalezienie grobu Teścia. Udało się i od tej pory zawsze tam zaglądam, oczyszczam z mchu i zapalam świeczkę.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.