1
Ks. dr Tadeusz Krahel o pomocy udzielanej przez Kościół Żydom w czasie wojny

Ks. dr Tadeusz Krahel bada dzieje archidiecezji wileńskiej

Ks. dr Tadeusz Krahel, badacz dziejów archidiecezji wileńskiej, opowiada w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” o pomocy, jakiej Żydom udzielali księża i siostry zakonne w czasie II wojny światowej.


Dzieje archidiecezji wileńskiej bada Ksiądz właściwie przez całe życie. Teraz zbiera Ksiądz materiały dotyczące duchownych, którzy ratowali Żydów.

Tak, muszę przyznać, że trochę żałuję, że tak późno zająłem się tym tematem. Większość świadków już nie żyje. Oczywiście, w swoich materiałach, które zbierałem przez lata, mam sporo wiadomości na ten temat. Ciągle pojawiają się także nowe. Kiedy do naszego diecezjalnego czasopisma, „Czas Miłosierdzia”, napisałem artykuł o ks. Leonie Puciacie, profesorze Uniwersytetu Seminarium Duchownego w Wilnie, wpłynął na adres redakcji do mnie list od Jean A. Cunge z Francji. Napisał on, że ks. Puciata w czasie okupacji niemieckiej ochrzcił go i jego rodziców, i uratował im życie przed zbrodniarzami hitlerowskimi.

Bardzo często, mówiąc o ludziach, którzy ratowali Żydów w czasie niemieckiej okupacji, wyobrażamy sobie tę pomoc przede wszystkim jako ukrywanie pojedynczych osób czy całych rodzin w jakiś trudno dostępnych miejscach. Tymczasem ta pomoc miała bardzo wiele, różnych wymiarów. W jaki sposób zagrożonym Żydom pomagało duchowieństwo archidiecezji wileńskiej?

Ta pomoc była bardzo różnorodna i jej formy zależały od okoliczności i czasu. Na obszarach, gdzie Niemcy weszli po okupacji sowieckiej, w pierwszych dniach chodziło przede wszystkim o pacyfikowanie nastrojów społecznych. Wielu ludzi kojarzyło Żydów z aparatem komunistycznym, w który niektórzy z nich zaangażowali się po wejściu Armii Czerwonej. Wielu miało poczucie krzywdy doznanej od żydowskiej społeczności w okresie władzy bolszewickiej. Postawa duchowieństwa była wówczas bardzo ważna. Właśnie duchowni najskuteczniej mogli wpływać na swoich wiernych, by nie dopuścić do odwetu. Są przykłady księży, którzy stawali w obronie społeczności żydowskiej. Mój profesor z seminarium, ks. Hipolit Chruściel, który wówczas był wikarym w Wornianach, opowiadał, że zatrzymał młodych ludzi, którzy chcieli ukarać Żydów jako sowieckich kolaborantów. Odważnie w obronie Żydów występował również ks. Franciszek Bryx, proboszcz w Knyszynie. Podobnie było w wielu w innych miejscowościach.

A przedwojenny antysemityzm? Przecież również przed wojną dochodziło do wielu napięć między Polakami a Żydami… Czy on również dał o sobie znać?

Antysemityzm był bez wątpienia obecny w przedwojennej rzeczywistości, jednak miał on przede wszystkim podstawy ekonomiczne. W rzeczywistości polskiej wsi czy miasteczek nie miał on nic wspólnego z nienawiścią na tle rasowym. Toczyła się natomiast wyraźna rywalizacja o handel. Angażowali się w nią również księża, którzy chcieli uchronić parafian od żydowskich pośredników w sprzedawaniu swoich towarów. Okupacja jednak całkowicie zmieniła tę rzeczywistość. Tak polskie, jak i żydowskie społeczeństwo znalazło się w dramatycznej sytuacji. Polacy, choć sami byli zagrożeni, byli całkowicie zszokowani tragedią i skalą prześladowań Żydów, które rozpoczęły się na tych terenach od razu po wkroczeniu Niemców. Trzeba przyznać, że bardzo wielu naszych rodaków było wówczas stać na tę chrześcijańską postawę, jaką było świadczenie pomocy zagrożonym Żydom. Musimy pamiętać, że żeby uratować kogokolwiek, trzeba było bardzo wiele osób. Duchowieństwo było bardzo ważnym elementem tego łańcucha.

Zagrożone osoby ks. Sopoćko kierował do Sióstr Urszulanek, do Czarnego Boru

Tylko trzech polskich księży archidiecezji wileńskiej zostało uhonorowanych odznaczeniem Sprawiedliwi wśród Narodów Świata. Czy można próbować oszacować liczbę tych, którzy w jakiejkolwiek formie nieśli pomoc Żydom?

Na pewno takich osób jest bardzo dużo. Pozostało o tym bardzo wiele świadectw żydowskich. Można znaleźć też wiele informacji w kwestionariuszach i relacjach dotyczących czasu okupacji, które księża wypełniali dla potrzeb badań historycznych. Czasem są to bardzo szczegółowe wspomnienia, czasem tylko krótkie informacje. Wielu z nich w swoich wspomnieniach podkreśla, że pomoc Żydom odbywała się pod patronatem metropolity wileńskiego abp. Romualda Jałbrzykowskiego. Świadectwa o zaangażowaniu metropolity znajdujemy także we wspomnieniach żydowskich. Zdarzało się, że księża ukrywali Żydów w klasztorach lub na plebaniach. Np. o. Andrzej Gdowski ukrywał Żydów w klasztorze przy Ostrej Bramie, ks. Jan Adamowicz na plebanii w Cudzeniszkach, a ks. Stanisław Miłkowski w domu parafialnym w Nowej Wilejce. Najczęściej jednak zagrożonym osobom księża starali się znaleźć bezpieczne schronienie. Bardzo wiele w tej dziedzinie robiły siostry zakonne. W Wilnie do najbardziej znanych osób należała benedyktynka, s. Maria Mikulska, ale piękną kartę w swojej historii ma także wiele innych zgromadzeń, jak np. dominikanki w Kolonii Wileńskiej, Siostry Rodziny Maryi w Wilnie i Mickunach, Urszulanki w Czarnym Boże. Żydów ukrywały także siostry zakonne w Białymstoku. Wspomniana s. Mikulska oraz kilka sióstr dominikanek wileńskich zostało zaliczonych do Sprawiedliwych wśród Narodów Świata.

Podobno w pomoc Żydom zaangażowany był również ks. Sopoćko…

Tak, a jego pomoc miała bardzo wiele wymiarów. Od początku wojny bł. ks. Michał Sopoćko przygotowywał do chrztu tych, którzy wyrażali takie życzenie. Warto chyba w tym miejscu przytoczyć jego wspomnienia. „W tym czasie chrzest przyjęło około 65 osób. Zarówno ochrzczonym, jak i nieochrzczonym dostarczałem metryki chrztu św. i dowody osobiste, skierowując niektórych do znajomych na wsi, gdzie przetrwali do końca wojny. Dziś już nie pamiętam nazwisk wszystkich, albowiem wykaz ich zaginął w czasie pobytu na Opatrzności. Przypominam tylko kilku: dr Aleksander Steiberg z żoną – według dokumentu Sawicki, pozostał w Wilnie jako ordynator szpitala na Wilczej Łapie; dr Erdman z żoną i córką – według dokumentu Benedykt Szymański, ostatnio ordynator Szpitala św. Elżbiety we Wrocławiu […]; dr Juliusz Genzel z żoną, obecnie mieszka w Sydney (Australia). Wielu z nich zginęło na Ponarach, a o reszcie nie mam żadnych wiadomości. Kilka razy byłem z powodu Żydów w wielkim niebezpieczeństwie. Pewnego dnia w styczniu 1942 r. zeszło się u mnie w kuchni 11 Żydów obojga płci i dziecko lat 5. Nagle dzwonek przy wejściu i gosposia, otwierając drzwi, ujrzała gestapowców, pytających o mnie. Powiedziała, że jestem nieobecny, na co gestapowcy wręczyli jej dla mnie wezwanie, bym dnia trzeciego stawił się u nich. Natychmiast Żydów wyprawiłem, dziecko wysłałem na wieś, a sam zacząłem przygotowywać się do aresztowania. Gdy stawiłem się na gestapo, dowiedziałem się, że ktoś oskarżył mnie o przechowywanie dziecka żydowskiego, ale potem cofnął skargę i ja czasowo zostałem zwolniony. Jeszcze miałem kilka podobnych niebezpiecznych wypadków” – pisał w swoim wspomnieniach. Wiemy, że zagrożone osoby ks. Sopoćko kierował do sióstr urszulanek, a one wysyłały je dalej. Kierował też Żydów z Wilna do ks. dziekana Jana Władysława Sielewicza w Wornianach. Tu ks. Dziekan, razem z wikariuszem ks. Hipolitem Chruścielem, umieszczali ich u zaufanych parafian.

Grób o Andrzeja Gdowskiego na Rossie

A inni kapłani? O kim jeszcze powinniśmy pamiętać?

Wśród autorów zajmujących się tą tematyką dominuje przekonanie, że Żydom w jakiś sposób pomagało bardzo wielu księży. Tak, jak już mówiłem, ta pomoc mogła polegać na znalezieniu schronienia czy zdobyciu fałszywych dokumentów. W Wilnie Żydów ukrywało i przychodziło im z pomocą wielu księży. Oprócz już wspomnianych, ks. prof. Ignacy Świrski, emerytowany profesor USB ks. Bronisław Żongołowicz (ukrywał dzieci żydowskie), ks. Boleslaw Sperski, proboszcz parafii Wszystkich Świętych, ks. Lepold Chomski na Ziewrzyńcu, ks. Paweł Matulewicz z parafii św. Rafała, ks. Romuald Świrkowski, proboszcz kościoła pw. Ducha Świętego. Uważa się, że zginął on w Ponarach za ratowanie Żydów. Żydzi znajdowali schronienie również w podwileńskich parafiach, takich jak Turgiele, Mejszagoła, Balinngrudek czy Rukojnie. Na pewno warto przypominać o tych, którzy za pomoc Żydom zapłacili życiem. Prawdopodobnie za ratowanie Żydów zamordowany został ks. Antoni Udalski, proboszcz Solecznik, który zginął w 1943 r. w Wołożynie. W Słonimiu, który w tym czasie również należał do archidiecezji wileńskiej, Żydów ratował jezuita, o. Adam Sztark. Po wybuchu wojny najpierw był represjonowany przez sowietów, a potem przez Niemców. Według zeznań świadków „nawoływał z ambony do pomocy Żydom, zbierał na ich rzecz wśród parafian pieniądze i kosztowności, organizował dla nich aryjskie papiery, odnalezione na ulicy osierocone żydowskie dzieci przechowywał na plebanii”. Niestety, nie przeżył wojny. Został aresztowany 18 grudnia 1942 i następnego dnia rozstrzelany. Jest jednym z 122 Sług Bożych, wobec których 17 września 2003 rozpoczął się drugi proces beatyfikacyjny drugiej grupy polskich męczenników z okresu II wojny światowej. Męczeńską śmierć w obozie koncentracyjnym Stutthof poniosła również bł. s. Maria Julia Rodzińska, przełożona dominikanek w Kolonii Wileńskiej.

Co najbardziej ułatwiało duchowieństwu niesienie pomocy zagrożonym Żydom?

Oczywiście sprzyjała temu organizacja kościelna, księża znali się między sobą, mieli kontakty w dalszych i mniejszych miejscowościach. Najważniejsze było jednak chyba zaufanie społeczne. Społeczeństwo bardzo liczyło się ze zdaniem duchownych. Jeśli ksiądz kogoś przysyłał, znaczyło to, że takiej osobie trzeba pomóc. Oczywiście, ważne było również to, że księża dobrze znali swoich parafian. Po prostu wiedzieli, do której rodziny można podesłać ukrywające się osoby. Przekazanie ukrywających się Żydów konkretnej rodzinie nie oznaczało jednak, że księża nie musieli się dalej zajmować ich losem. Ukrywanie ludzi przez długi czas rodziło wiele problemów, które księża musieli rozwiązywać. Czasem musieli znaleźć inne miejsce, czasem, wyjaśniać nieporozumienia. Problemów nie brakowało, ponieważ tak ukrywani, jak ukrywający, żyli w ciągłym napięciu. Dzisiaj, kiedy rozmawiamy o tym, trudno nam zdać sobie sprawę z tego, z jak ogromnym stresem musieli zmierzyć się ci ludzie. Dla mnie najbardziej wymownym zdarzeniem w tym względzie jest przewiezienie przez dr. Antoniego Dochę rodziny żydowskiej dr. Blumsztejna z Grodna na wieś za Indurą. Wiązało się to z koniecznością przejechania z ukrywającymi się na ciężarowym samochodzie przez kilka niemieckich posterunków. Po przejechaniu posterunku w Kopciówce oraz w Indurze kierowca nie wytrzymał nerwowo przed kolejnym posterunkiem. Zatrzymał się więc w polu i kazał wszystkim wyjść z samochodu. Dr Docha polami zaprowadził wszystkich na umówione miejsce. Dla tego kierowcy ta podróż okazała się stresem nie do wytrzymania. Przecież na każdym posterunku ryzykował życiem. Nawet za podanie chleba Żydowi groziła śmierć. Tak np. w Wołkowysku właściciel piekarni, Narewski, rzucenie pakunku z pieczywem dla Żydów przepłacił życiem. Wszyscy angażujący się w pomoc Żydom ryzykowali życiem i żyli w ciągłym stresie, trwającym nieraz wiele miesięcy.

Kończąc, trzeba powiedzieć, że co najmniej pięciu kapłanów archidiecezji wileńskiej za ratowanie Żydów oddało swoje życie i tylko trzech zostało zaliczonych do Sprawiedliwych wśród Narodów Świata. Byli to: ks. Jan Sielewicz, dziekan i proboszcz z Wornian, ks. Witold Szumczukiewicz, wikariusz z Rukojń i jezuita Adam Stark ze Słonima. Podobno trwają starania o zaliczenie do Sprawiedliwych dziekana i proboszcza z Brasławia.

Fot. Marian Paluszkiewicz

 

Jedna odpowiedź do Ks. dr Tadeusz Krahel o pomocy udzielanej przez Kościół Żydom w czasie wojny

  1. Jur mówi:

    Do Pani Redaktor Ilony Lewandowskiej.Proszę koniecznie uzupełnić powyższy temat pomocy Żydom przez ks Witolda Pietkuna proboszcza kościoła Wszystkich Świętych przy rogu ul. Zawalnej i ul Rudnickiej gdzie było w tym czasie wejście do Guetta.Jego posługa była szczególnie piękna i z narażeniem życia.Teraz w Białymstoku jest nazwa ulicy jego imieniem.Mam pamiątkę z jego podpisem ks W.Pietkuna z okazji bierzmowania bo służyłem w tym czasie w kościele Wszystkich Świętych, której skan mogę Pani przesłać.

Leave a Reply

Your email address will not be published.