X
    Categories: HistoriaWiadomości

Zagończyk “Łupaszka” (V)

Na ulicach Wilna często ujrzeć można było mundurki gimnazistów i harcerzy, ale także mundury wojskowe

Wilno w okresie międzywojennym nie należało do bogatych miast Rzeczpospolitej. Było przede wszystkim ogniskiem kultury i oświaty. Często na ulicach miasta widać było korporanckie dekle studentów, czasem czarne berety Klubu Włóczęgów, mundurki gimnazistów i harcerzy, ale także mundury wojskowe, gdyż Obszar Warowny Wilno skupiał szereg jednostek Wojska Polskiego.

Przed burzą

Niedługo po otrzymaniu stopnia majora Jerzy Dąmbrowski z Korpusu Ochrony Pogranicza na stałe przeniósł się do Wilna, do 4 Pułku Ułanów Zaniemeńskich. W Wileńskiej Brygadzie Kawalerii służba w tym pułku uważana była za najbardziej prestiżową. W 1931 r. był na stanowisku zastępcy dowódcy pułku. Rok później otrzymał awans na podpułkownika, co w przyszłości dawało możliwość zostania dowódcą pułku kawalerii.

Odznaka pułkowa 4 Pułku Ułanów Zaniemieńskich

Jednakże w 1933 r. przeszedł w stan spoczynku i objął stanowisko rejonowego inspektora koni w Dowództwie Warownego Obozu Wilno. Doskonale znał się na koniach, więc kwalifikacje miał odpowiednie, chociaż takie stanowisko uważano już za trzeciorzędne. Największą zaletą tej pracy było wyciszenie, zyskał więcej spokoju, a czas właśnie był odpowiedni. Opierając się na jego aktach personalnych oraz wspomnieniach rodziny, można zauważyć, że dawały mu się we znaki kiedyś odniesione rany i niezaleczone choroby, jak na przykład astma. „Zdrowie nadszarpnięte ranami z wojny, jednak zdolny do znacznego wysiłku zawdzięczając to ogromnej sile woli”. Miał wówczas 45 lat.

„Łupaszkę” w Wilnie znali chyba wszyscy. Ktoś uważał go za wzorowego żołnierza, inny za awanturnika, płeć piękna uwielbiała go, widząc w nim sienkiewiczowskiego Kmicica. Wojsko Polskie przyznało mu kolejne wysokie odznaczenia – Złoty Krzyż Zasługi oraz Krzyż Niepodległości.

Był aktywny towarzysko i lubiany, stanowczo się wyróżniał, a popularności mógł mu pozazdrościć niejeden. Można rzec, że miał ulicę o własnym imieniu. Dawną Wronią nazwano imieniem Dąbrowskiego (obecnie Jakšto). Ulicę, przy której w sylwestra 1919 r. zdobywał bolszewickie „wronie gniazdo”. I nie zastanawiano się zbytnio w międzywojennym Wilnie na cześć którego Dąbrowskiego ta ulica otrzymała nazwę.

Rotmistrz Jerzy Dąmbrowski „Łupaszka”, 1923 r.

O honor podwładnego

O postawie i charakterze ppłk Jerzego Dąmbrowskiego mówi pewne wydarzenie. W marcu 1939 r. do obozu karnego w Berezie Kartuskiej trafił naczelny redaktor wileńskiego „Słowa”, Stanisław Cat-Mackiewicz. Był on gorącym zwolennikiem Marszałka Piłsudskiego, ale po jego śmierci stał się przeciwnikiem rządów sanacji. Jego krytyczne artykuły stanowczo nie odpowiadały ówczesnej władzy. Wówczas Cat-Mackiewicz był ppor. rezerwy 13 Pułku Ułanów Wileńskich (rozpoczynał jeszcze od Samoobrony Wileńskiej, walczył pod „Łupaszką” także w 13 Pułku Ułanów). Dowódca pamiętał o swym żołnierzu.

W obronie redaktora stanęli pisarze i publicyści, politycy, interweniował gen. Lucjan Żeligowski. Jednym z pierwszych, którzy napisali do „Słowa” był ppłk Jerzy Dąmbrowski. Jacek Gzella, w swojej pracy o zesłaniu Cata-Mackiewicza do Berezy, podaje: „Mitraszewski za uzasadnione uznał także zajęcie drugiego teksu, pióra byłego dowódcy Stanisława Mackiewicza, podpisanego J.D., zapewne Jerzego Dąbrowskiego. Autor zawarł w nim krótki komunikat Sztabu Generalnego z 17 II 1919 r. dotyczący zajęcia przez oddział Wojska Polskiego Berezy Kartuskiej. W publikacji Dąbrowski zauważył także: „Jakaż ironia losu, że pośród tych śmiałków jednym z pierwszych wkroczył do Berezy ułan Stanisław Mackiewicz. Nie przypuszczał, że w 20. rocznicę zdobycia tak „słynnego grodu” w dziejach Polski odwiedzi go ponownie, lecz w innym charakterze”.

Tomasz Strzembosz w swojej monografii o „Łupaszce” podaje dalszy ciąg wydarzeń. „Po ukazaniu się notatki, obecny w Wilnie inspektor armii, gen. Stefan Dąb-Biernacki, zażądał od redaktora „Słowa”, Konstantego Syrewicza, podania mu oficjalnego nazwiska autora notatki. Gdy ten zasłonił się tajemnicą redakcyjną, Dąb-Biernacki zagroził, że jeśli nie otrzyma w ciągu 24 godzin tego nazwiska, „Słowo” zostanie zamknięte. Powiadomiony o tym Dąmbrowski włożył galowy mundur, przypiął wszystkie ordery i udał się do siedziby Inspektoratu Armii. Tu spotkał schodzącego ze schodów Dąb-Biernackiego. Wtedy stanął na baczność i powiedział: „Panie generale, melduję, że J.D., były d-ca to ja, podpułkownik Jerzy Dąmbrowski. Sądzę, że teraz „Słowo” nie zostanie zamknięte”. Powiedziawszy to, dobył rewolwer i strzelił sobie w lewą pierś. Kula przebiła płuca tuż koło serca. Efektem był długi pobyt w szpitalu”.

Zbliżały się jednak wydarzenia tragiczne dla całego kraju…

110 Rezerwowy Pułk Ułanów

Stanisław Cat-Mackiewicz, kiedyś ułan „Łupaszki”, później znany publicysta i pisarz, redaktor wileńskiego „Słowa”

Nie dane było „Łupaszce” i wielu innym w domowych pieleszach oczekiwać spokojnej starości. 1939 rok zmusił ponownie chwycić za broń i dosiąść konia.

10 września ppłk Jerzy Dąmbrowski stanął na czele formującego się w Wołkowysku 110 Rezerwowego Pułku Ułanów. Była to już czwarta jednostka kawalerii którą organizował „Łupaszka”.

Rezerwiści napływali z różnych formacji – część z nadwyżek 10 Pułku Ułanów czy 3 Pułku Strzelców Konnych, oficerowie przeważnie z 10 Pułku Ułanów Litewskich. Znaleźli się również towarzysze Dąmbrowskiego z czasów wojny z bolszewikami, rtm. rezerwy 13 Pułku Ułanów Witold Masłowski i por. rezerwy 10 Pułku Ułanów Kazimierz Jeleński, właściciel podwileńskich Glinciszek.

Ppor. Janusz Wielhorski pisze o tamtych dniach: „Pamiętam doskonale postać tego słynnego zagończyka z lat 1918-1920; widziałem go we wrześniu 1939 r. po raz pierwszy w życiu. W rozpiętym nonszalancko kawaleryjskim płaszczu i garnizonowej czapce z różowym otokiem 13 Pułku Ułanów prezentował się doskonale; siedział na wspaniałym, siwym jak mleko, wałachu”.

Omawiając dzieje 110 Pułku Ułanów, najlepiej jest posługiwać się pracą badawczą Tomasza Strzembosza, który dokładnie opisał szlak bojowy pułku, opierając się na dokumentacji Wojska Polskiego, opracowaniach historyków, wspomnieniach żołnierzy oraz okolicznej ludności zamieszkującej trasę przemarszu.

12 września 110 pułk osiągnął gotowość bojową i po kilku dniach wyruszył na czele Rezerwowej Brygady Kawalerii „Wołkowysk” w kierunku północno-zachodnim. Pomimo ciężkiej sytuacji na froncie, morale ułanów były jeszcze wysokie, podpułkownik świecił przykładem brawury. „Wspaniały kawalerzysta i dowódca. Na swoim tarantowym koniu przejeżdżał często galopem wzdłuż pułku. Jechał zawsze na czele pułku, na koniu, chociaż samochód Fiat jechał pusty za pułkiem. Miał w sobie coś z Czarnieckiego. Wzbudzał zaufanie wśród żołnierzy” – Tomasz Strzembosz podaje w monografii urywek listu ułana 110 pułku, Feliksa Hoduna.

Dalsze wydarzenia pokazały, w jak skomplikowanej sytuacji znalazło się Wojsko Polskie po napaści Związku Sowieckiego. Trasa brygady często była zmieniana, w zależności od sytuacji politycznej i militarnej. Prawdopodobnie początkowo celem marszu była pomoc oblężonej Warszawie, chociaż krążyły wśród żołnierzy pogłoski, że pójdą na tyły Niemców, a może nawet na Prusy, zagonami dezorganizować zaplecze wroga, jak to potrafi słynny „Łupaszka”.

17 września po południu dotarła wiadomość o napadzie Związku Sowieckiego, więc następnego dnia Rezerwowa Brygada Kawalerii skierowała się w stronę Wilna, do obrony wschodnich rubieży. Jednakże kolejnego dnia dowiedziano się o zajęciu Wilna, dlatego ponownie zmieniono kierunek na zachód, na Grodno.

Polska kawaleria w natarciu

19 i 20 września 110 Pułk Ułanów szedł w straży przedniej, więc jemu wypadło tłumić bolszewicką dywersję w Ostrynie i Jeziorach. Strzały i łuna pożaru w miasteczku Ostryna zaniepokoiły inne oddziały brygady, więc pluton ppor. inż. Janusza Wielhorskiego, ze szwadronu marszowego z 13 Pułku Ułanów Wileńskich, wysłany był na rozpoznanie. Po latach Wielhorski pisał o dywersantach: „(…) z którymi rozprawił się właśnie 110 Pułk Ułanów pod płk Jerzym Dąmbrowskim. Przechodząc ze swym plutonem przez oświetlony pożarem rynek, widziałem palące się sklepy żydowskie, w których gęsto eksplodowała amunicja. Zaopatrzyliśmy się tam w jabłka, którymi nas polska ludność miasteczka obficie obdarowała. Zaraz potem szwadron nasz napotkał w marszu 110 Pułk Ułanów płk. Dąbrowskiego, który nas sobie podporządkował”. Niestety, część ludności białoruskiej, żydowskiej i ukraińskiej uległa propagandzie komunistycznej, była tajnie dozbrajana i we wrześniu 1939 r. wystąpiła zbrojnie przeciw Polsce.

W tym czasie, 101 i 102 pułki Rezerwowej Brygady Kawalerii stoczyły walki z sowietami w Skidlu, a następnie na przedpolach Grodna odnieśli taktyczne zwycięstwo, odrzucając przeciwnika.

(cdn)

Waldemar Szełkowski
Wileński Klub Rekonstrukcji Historycznej

Garnizon Nowa Wilejka

 

KW :

View Comments (1)

  • Na foto, to nie atak kawalerii, to ćwiczenia szwadronu przeciwpancernego. Każda BK miała taki szwadron armat p.panc. 37 mm. Najlepsza broń p.panc. w tym okresie w Europie.