1
Zanim się oświadczysz – sprawdź brylant w laboratorium…

„To, że dziś diamenty nadal są uważane za towar luksusowy, należy zawdzięczać doskonałemu marketingowi” – mówi Tomas Grigaitis

„Żadna kobieta nie chciałaby się dowiedzieć, że podarowany przez bliskiego jej człowieka klejnot jest fałszywy, zwłaszcza jeżeli zapłacono za niego sporą kwotę. Staramy się dlatego, żeby w tej dziedzinie było jak najwięcej przejrzystości” – mówi Violeta Kisielienė, kierowniczka Laboratorium Badań Kamieni Szlachetnych w Wilnie.

Złotnictwo jest jednym z najstarszych rzemiosł. Wyroby ze stopów metali szlachetnych, kamieni szlachetnych i innych drogocennych materiałów zawsze były bardzo drogie. Jednak ich jakość często budziła wątpliwości. Drogocenne metale podrabiano, dodając do nich tanie materiały. Pojawiła się więc potrzeba badań i cechowania wyrobów z metali szlachetnych i ich stopów – czyli probiernictwo. Ta praktyka przyszła do Europy z Bizancjum, gdzie już w IV wieku korzystano z systemu oznakowania metali. Pierwsze europejskie wzmianki o znakach probierczych bitych w srebrze i złocie sięgają Francji z 1275 roku. Natomiast jako pierwszy przedmiot z wbitym znakiem probierczym w Wielkim Księstwie Litewskim uznawany jest komplet naczyń liturgicznych datowany na 1541 r., wykonany przez wileńskiego złotnika Jurgisa Bremasa dla klasztoru w Supraślu (miasto w Polsce położone w woj. podlaskim).

Pierwszy urząd probierczy w niepodległej Litwie został założony w 1922 r. w Kownie. Dziś główna siedziba urzędu znajduje się w Druskiennikach, filie – w Kłajpedzie, Kownie oraz Wilnie.
– Laboratorium Badań Kamieni Szlachetnych w Wilnie powstało przed 25 laty. Takie laboratoria istnieją na świecie mniej więcej od lat 40. ubiegłego stulecia i w krajach rozwiniętych są one obowiązkowe. Szczególne ważne jest to, że jako instytucja państwowa nasze laboratorium jest bezstronne – nasi eksperci w żaden sposób nie są związani z biznesem i muszą zachowywać maksymalną obiektywność podczas pracy. Czasem nawet otrzymujemy pretensje od przedsiębiorców za to, że jesteśmy zbyt surowi co do oceny wyrobów jubilerskich – wyjaśnia Violeta Kisielienė.

Oprócz kamieni szlachetnych, takich jak diamenty, szafiry, rubiny i szmaragdy, w wileńskim laboratorium badane są dowolne kamienie ozdobne oraz kamienie pochodzenia organicznego, m.in. bursztyn i perły.
– Zwracają się do nas kobiety, które wykonują biżuterię i prowadzą swój drobny biznes. Przysyłają kamienie kupione poprzez internet i nie zawsze udaje się im dostać naturalne, jakościowe materiały. Najczęściej podróbki są przysyłane z Chin i to nie dziwi, bowiem Chińczycy dziś są mistrzami w tej sprawie. Mają wielu wysoko wykwalifikowanych ekspertów oraz tak udoskonalone technologie, że potrafią niemal idealnie imitować każdy minerał – opowiada Kisielienė.

Rozmówczyni jednocześnie przyznaje, że w samym fakcie mistrzowskiego wykonywania sztucznych kamieni nie ma nic nagannego. Problem powstaje wówczas, gdy za syntetyczną podróbkę żądana jest cena oryginału.

Jak zaznacza ekspert, Tomas Grigaitis, często do sprawdzenia przynoszone są wyroby jubilerskie, które nasi mieszkańcy przywożą z urlopów w krajach egzotycznych.
– Niestety, dość często musimy stwierdzić, że ludzie przepłacili za towar. Na przykład niedawno zwróciła się do nas kobieta, która podczas wycieczki do pewnej kopalni w Turcji kupiła kolczyki i wisiorek z zultanitem. Jest to piękny i rzadki kamień, który występuje tylko w Anatolii w Turcji. Kobieta uważała, że w „ojczyźnie” tego minerału nabyła oryginalną ozdobę, za którą zapłaciła całe 600 euro. Okazało się jednak, że wydała kasę za zwykłą cyrkonię – opowiada ekspert.

Pracownicy laboratorium przyznają, że ludzie podczas urlopu często zapominają, że oszuści czyhają na turystów.
– Ktoś podczas wycieczki do Sri Lanki sądzi, że kupuje biżuterię z żółtymi topazami, które okazują się zwykłym kwarcem. No i mimo tego, że takie fałszywe korale kosztowały 800 euro, nie wróci przecież do Sri Lanki jedynie po to, by wyrazić swoje pretensje. Możemy zostać zresztą oszukani też w hotelowych sklepach, gdzie biżuterię kupujemy z certyfikatem. Jedna z naszych klientek miała kupić w ten sposób trzy 2-karatowe rubiny. Taka propozycja musiała wzbudzić podejrzenia już przynajmniej z tego powodu, że były to naprawdę duże kamienie, bowiem znalezienie nawet półkaratowego rubinu jest niezwykle rzadkim szczęściem. Kobieta zdecydowała się na kupno, bo sądziła, że certyfikat daje gwarancję jakości. Jednak po przeprowadzeniu badań okazało się, że były to syntetyczne kamienie – wymienia przykłady oszustwa Violeta Kisielienė.

Jak zaznacza rozmówczyni, podróbki na rynku pojawiają się coraz częściej, zaś ich wykrywanie jest coraz bardziej trudne i wręcz niemożliwe bez specjalnego sprzętu analitycznego. Jak natomiast nie dać się oszukać przeciętnemu konsumentowi?
– Owszem, nie możemy chodzić do sklepów jubilerskich jedynie w towarzystwie ekspertów. Jednak jeżeli planujemy wydać na klejnot dużą sumę, rozsądną decyzją byłaby konsultacja z osobą, która zna się na tym. Po kupnie kamieni szlachetnych należy zachować paragon oraz – jeżeli mamy jakieś podejrzenia – sprawdzić kamień w laboratorium – radzi Kisielienė.

Oglądając pod mikroskopem minerały można dostrzec, że kamienie syntetyczne różnią się od naturalnych przede wszystkim tym, że wyglądają zbyt idealnie.
– W przyrodzie minerały wyglądają bardziej subtelnie, mogą mieć jakieś nieduże niedoskonałości, nierówności – ale właśnie te maleńkie wady dodają naturalnym kamieniom niesamowitego uroku i czynią je niepowtarzalnymi. Podobnie przecież jest z ludźmi – znacznie sympatyczniej wyglądają osoby z pewnymi niedoskonałościami niż jednakowe, „plastikowe” piękności, które za swoją urodę muszą dziękować chirurgowi, a nie przyrodzie – wyjaśnia rozmówczyni.

Warto zaznaczyć, że wśród najciekawszych okazów, jakie badali eksperci laboratorium, były przedmioty historyczne.
– Gdy zaczęto prace wykopaliskowe na miejscu planowanej odbudowy Pałacu Władców, zwrócili się do nas archeolodzy. Na głębokości 6 metrów znaleźli oni ozdoby z kamieniami szlachetnymi. Najpierw sceptycznie ocenialiśmy takie wiadomości, bo trudno było uwierzyć, że na Litwie jeszcze można znaleźć jakieś drogocenności. Jakież ogromne było nasze zdumienie, gdy przyniesiono nam do weryfikacji piękny pierścionek z rubinem oraz złoty pierścionek z dużym diamentem – wspomina Violeta Kisielienė, dodając, że z powodu tak cennych znalezisk wszystkich ogarnęła wówczas tak duża radość, jaką przeżywać potrafią zazwyczaj tylko dzieci.

Dość często, jak przyznają pracownicy laboratorium, zwracają się do nich klienci z prośbą o ekspertyzy pierścionków zaręczynowych z brylantami. To istotne, ponieważ diamenty są podrabiane bardzo często. Co więc warto o nich wiedzieć?

Diamenty mogą mieć tradycyjną białą barwę – czyli chodzi w tym przypadku o kamienie przejrzyste – lub posiadać tzw. barwę fantazyjną, na przykład różową, niebieską czy szampańską. Takie diamenty w przyrodzie są spotykane niezwykle rzadko. Ich ceny ze względu na unikatowość mogą być nawet kilkadziesiąt razy wyższe niż ceny tradycyjnych białych diamentów. Na przykład, w zeszłym roku aż 71,2 mln dolarów zapłacono za nieskazitelny różowy brylant Pink Star o wadze 59,6 karata na aukcji w Hongkongu. To najwyższa cena, jaką kiedykolwiek wylicytowano za kamień szlachetny.

Najczęściej jednak kolory fantazyjne powstają na diamentach w wyniku ingerencji człowieka, zazwyczaj poprzez napromieniowanie czy pokrycie specjalną farbą. W zależności od sposobu „udoskonalenia” brylantu jego kolor może zachować intensywność przez kilkadziesiąt lat lub zacząć blednąć już po kilku. W procesie promieniowania można uzyskać prawie każdy kolor. Warto więc wiedzieć, że intensywna barwa – z wyjątkiem żółtej, czarnej i brązowej – wskazuje na to, że kamień był sztucznie „ulepszany”.
– W naturze, tak naprawdę, nie występują diamenty o barwie fantazyjnej, która byłaby bardzo intensywna. Należy też pamiętać, że poszczególne zanieczyszczenia wewnętrzne w samym kamieniu mogą mieć kolor zielony, żółty czy też jakiś inny. W wyniku tego właśnie te zanieczyszczenia mogą dawać efekt barwy fantazyjnej, mimo że sam diament jest biały – wyjaśnia Violeta Kisielienė.

Mówiąc o tradycyjnych diamentach przejrzystych – ich kolor w zasadzie oznacza stopień przezroczystości. Im bardziej przejrzysty jest brylant i mniej wyraźna jest jego barwa, tym wyższa jest jego wartość.
– Najwyższą możliwą klasą koloru jest D – są to absolutnie przejrzyste brylanty, zaś posiadające tę klasę diamenty są najdroższe. Z kolei najniższą klasą jest Z, gdzie jest jasno widoczna żółta barwa – wyjaśnia Kisielienė.

Naukowcy szacują, że na naszej planecie występuje naturalnie ponad 4 500 minerałów. Wiele z nich tworzy piękne kryształy, ale za najcenniejsze ze wszystkich uznawane są kamienie szlachetne – diamenty, rubiny, szafiry i szmaragdy. Nieoszlifowane, często wyglądają zupełnie niepozornie i dopiero po cięciu i polerowaniu uzyskują połysk, dzięki któremu są tak cenne. Kiedyś również ametyst był uznawany za klejnot, ale odkrycie dużych zasobów w Brazylii zmniejszyło jego wartość. Ciekawe, że diamenty, które tak samo jak ametysty wcale nie należą już do rzadkich minerałów – w odróżnieniu od rubinów, szmaragdów i szafirów – nadal są bardzo wysoko cenione.

Podróbki na rynku pojawiają się coraz częściej, zaś ich wykrywanie jest niemożliwe bez specjalnego sprzętu analitycznego

– Kiedyś diamenty rzeczywiście były rzadkim dobrem, prawdziwym świadectwem elitarności. Ale w XIX wieku odkryto ogromne złoża tych minerałów w Afryce, więc zaczęły tracić na wartości. Sytuację – czyli zyski – trzeba było jakoś ratować. W końcu XIX wieku powstało więc konsorcjum De Beers, które rozpoczęło skupowanie diamentów od kopalń i wykupowanie samych kopalń, by całkowicie kontrolować rynek i jego ceny. Kolejnym krokiem było krzewienie w ludzkiej podświadomości chęci posiadania diamentów za wszelką cenę. Wdzięczną do tego przestrzenią stały się Stany Zjednoczone, gdzie konsorcjum wynajęło najlepsze agencje reklamowe w celu popularyzacji swoich kamieni – opowiada nam Tomas Grigaitis.

Jak zauważa, nie przypadkowo Marilyn Monroe śpiewała, że „diamenty to najlepsi przyjaciele dziewczyny”, a gwiazdy kinowe pojawiały się na czerwonych dywanach wyłącznie w biżuterii z diamentami. Diament miał się stać nie tylko symbolem luksusu, ale również sposobem wyrazu miłości i głębokich uczuć.
– To, że dziś zaręczyny w całym cywilizowanym świecie nie są wyobrażane bez pierścionka z diamentem, jest wynikiem genialnej kampanii reklamowej zeszłego wieku, która rozpoczęła się od plakatów, na których szczęśliwa dziewczyna cieszyła się otrzymanym od ukochanego pierścionkiem. A więc to, że dziś diamenty nadal są uważane za towar luksusowy, należy zawdzięczać doskonałemu marketingowi – wyjaśnia ekspert.

Violeta Kisielienė zaznacza, że wszelkie poczynania marketingowe w celu promocji kamieni szlachetnych osiągają sukces dlatego, że dziedzina biżuterii jest ściśle związana z emocjami. Ludzie pragną piękna i wyjątkowości, a rynek na tym wygrywa.
– Żadna kobieta nie chciałaby się dowiedzieć, że podarowany przez bliskiego jej człowieka klejnot jest fałszywy, zwłaszcza jeżeli zapłacono za niego sporą kwotę. Staramy się dlatego, żeby w tej dziedzinie było jak najwięcej przejrzystości. Z innej zaś strony należy rozumieć, że cena kamienia nie zawsze jest równa jego wartości. Na przykład niektórzy mogą się pochwalić odziedziczonym od babci złotym pierścionkiem z rubinem. Bardzo się jednak obawiam, czy któraś z sowieckich babć mogła nabyć prawdziwy rubin – a więc klejnot w naszej szkatułce prawdopodobnie jest syntetyczny. Jednak to w zasadzie nie ma znaczenia, gdyż ten odziedziczony pierścionek jest częścią naszej historii i właśnie ten fakt czyni go cennym – mówi nam kierowniczka Laboratorium Badań Kamieni Szlachetnych.

Fot. Marian Paluszkiewicz

 

 

Jedna odpowiedź do Zanim się oświadczysz – sprawdź brylant w laboratorium…

  1. Tatiana mówi:

    diamenty sa wartosciowe nie z powodu marketingu ale z powodu tego ze sa rzadko dostepne. Diamenty do celow przemyslowych sa glownie odkrywane w kopalniach i stanowia wiekszosc zasobow kopalni. Diamenty jubilerskie (szczegolnie te bezbarwne i z doskonala czystoscia) sa bardzo rzadkie w przyrodzie a co rzadkie jest i bedzie drogocenne, szczegolnie teraz gdy zasoby sie kurcza. Im blizej zamkniecia kolejnych kopalni tym diamenty beda zyskiwac na wartosci. Dzisiejszy diament wart 10,000 za 20-30 lat bedzie wart 5-10 razy tyle. Juz teraz wsrod koncernow wydobywczych cena za karat urosla o $500-$600… a to dopiero poczatek podwyzek.

    A jesli ktos boi sie ze kupi falszywy diament to niech szuka producenta lub jubilera ktory oferuje diamenty z certyfikatem niezaleznego instytutu jak GIA, IGI czy HRD. Wtedy nie ma mowy o tym by kamien byl syntetyczny. Papierek od samego jubilera uwazany za certyfikat zwykle nie jest on na tyle rzetelny by stwierdzic czy kamien jest sztuczny czy nie. Takie certyfikaty zwykle traktowane sa przez rekiny branzy diamentowej jako kawalek zwyklego papieru bez znaczenia. Tylko i wylacznie dokumentacja z insytutow ma znaczenie, zadna inna…

Leave a Reply

Your email address will not be published.