0
„Nie zapomnijcie o tych grobach” – poszukiwania IPN w Kolonii Wileńskiej

Wydział Kresowy IPN prowadzi poszukiwania na prywatnej działce znajdującej się przy Czarnym Trakcie

Wydział Kresowy IPN kontynuuje prace na Litwie. Tym razem archeolodzy i historycy prowadzą poszukiwania na prywatnej działce państwa Ulewiczów, znajdującej się przy Czarnym Trakcie.

W poszukiwaniach bierze również Zofia Kozubek, która od lat próbuje odnaleźć grób swojego wujka. „Szukamy Henryka Markowskiego. Miał lat 19, kiedy zginął w nocy z 6 na 7 lipca 1944 r. W pamięci i w sercu przechowałam informację, że jego grób może znajdować się właśnie w tym miejscu” – opowiada „Kurierowi Wileńskiemu”.

Zofia Kozubek mieszka we Wrocławiu, ale urodziła w się w Wilnie, w czasie wojny.
– Mieszkaliśmy niedaleko, na Lipówce. Po domu moich dziadków nie ma już śladu… Miałam 2 lata, kiedy toczyły się walki o Wilno, ale w mojej pamięci zachowały się pewne wspomnienia. Schron, jaki dziadek zbudował przy domu i moje łóżeczko w tym schronie. Pamiętam, jak przyszli Niemcy i kazali nam opuścić dom, jak moja mama z maleńkim bratem na ręku i ze mną musiała uciekać… Takie wspomnienia pozostają na zawsze – dzieli się emocjami w rozmowie z nami.

Zofia Kozubek i Michał Ulewicz

Od kiedy stało się to możliwe, pani Zofia stara się odwiedzać Wilno. Tym razem przyjechała, by razem z pracownikami Wydziału Kresowego IPN poszukiwać miejsca spoczynku brata swojej mamy. – W czasie wojny Henryk był wywieziony na roboty do stalowni w Austrii. Latem 1944 r. przyjechał na przepustkę zdrowotną. Mdlał przy bardzo ciężkiej pracy, w szkodliwych warunkach. Po latach pojechałam zobaczyć miejsce, gdzie tracił zdrowie – opowiada.

Lipiec 1944 r. nie był jednak dla Polaków na Wileńszczyźnie czasem odpoczynku. Henryk, podobnie jak wielu młodych ludzi, zgłosił się do oddziałów AK, by wziąć udział w przygotowywanym powstaniu.
– Pożegnał się tylko z moją mamą, nie pożegnał się z rodzicami. Widać, ta Polska była dla niego ważniejsza niż rodzice, którzy wychowali go do takich właśnie wartości – mówi pani Zofia.

Niestety, Henryk zginął już na początku działań operacji „Ostra Brama”, prawdopodobnie nad ranem, 7 lipca.
– Jak opowiadano w naszej rodzinie, jakiś dobry gospodarz przyszedł do moich dziadków zawiadomić o śmierci ich syna i miejscu, gdzie został pochowany. Ani moja mama, ani tym bardziej ja, nie znałyśmy dokładnego miejsca. Wiedziałyśmy jedynie, że jest pochowany przy Czarnym Trakcie. Mama myślała, że chodzi o cmentarz w Kolonii Wileńskiej, ale okazało się, że prawdopodobnie chodzi po prostu o miejsce przy drodze. Po przeszło 40 latach przyjechałam razem z moją mamą do Wilna. Mama chciała odnaleźć grób swojego brata. Zgodnie z przekazem z czasów wojny miałyśmy szukać brzozowych trzech krzyży. Oczywiście, po tylu latach trudno było spodziewać się, że przetrwały – wspomina początki poszukiwań.

Odnalezienie miejsca pochówku Henryka Markowskiego okazuje się bardzo trudne

Mimo że wówczas nie znaleziono żadnych śladów grobu, Zofia Kozubek nie straciła nadziei odnalezienie miejsca spoczynku wujka.
– Przeczytałam w internecie, w „Kurierze Wileńskim”, o pracach, jakie rozpoczął na Litwie IPN. Spróbowałam nawiązać kontakt z IPN w sprawie Henryka – opowiada.

Kolejne informacje, o możliwym miejscu pochówku wujka, uzyskała dzięki kontaktom ze Stowarzyszenia „Rodzina Ponarska”.
– Zapisałam się do tego stowarzyszenia ze względu na pamięć o starszym bracie Henryka, który zginął w Ponarach. Był rozstrzelany 5 maja 1942 r., w tej samej grupie 40 osób, w której zamordowany został ks. Romuald Świrkowski. Miał wtedy 24 lata. Miał być moim chrzestnym ojcem, ale nie zdążył. Urodziłam się niecałe 2 tygodnie po jego śmierci – wyjaśnia Zofia Kozubek.

Informacja o poszukiwaniach krążyła w mailach „Rodziny Ponarskiej”, przesyłana od jednej do drugiej osoby, w końcu trafiła do Mirosławy Naganowicz z Koloni Wileńśkiej.
– Właśnie ona wskazała, że grób może znajdować się na posesji państwa Ulewiczów. Jesienią ubiegłego roku po raz pierwszy przyszłyśmy tutaj razem i okazało się, że informacje o grobach w tym miejscu ma również Michał Ulewicz.

– Moja mama mówiła: „Na tej ziemi są pochowani ludzie. Nie zapomnijcie o nich”. Nie wyjaśniała, o jakie groby chodzi, ale pamiętaliśmy. Wskazywała róg naszego ogrodu i miejsce po przeciwnej stronie ulicy. Potem przyszła do nas Mirosława Naganowicz i mówiła, że o grobach na naszej posesji dowiedziała się od Aleksandra Dawidowicza. Trzy osoby miały bardzo podobne informacje, z zupełnie innych źródeł. Wydaje się więc, że musi to być prawda – opowiada Michał Ulewicz.

Informacji nie ma zbyt wiele, gdyż w okresie sowieckim nie zadawało się zbyt wielu pytań. W takich niebezpiecznych czasach, po prostu, lepiej było wiedzieć mniej. W niejednej rodzinie zachowały się na pewno podobne informacje, przekazywane w tajemnicy z pokolenia na pokolenie. Michał Ulewicz nie mógł poznać opowieści od swojego ojca, gdyż ten zmarł 1955 r., gdy syn miał zaledwie 2 lata. Pozostały więc tajemnicze ślady, świadczące o dawnych grobach: wielki kamień tuż przy granicy posesji i cmentarne kwiaty rosnące po drugiej stronie Czarnego Traktu.

– Kiedy porozmawialiśmy najpierw z Mirą, później z panią Zofią, nie mieliśmy wątpliwości, że należy rozpocząć poszukiwania na naszej działce. Trochę spóźniliśmy się z tymi poszukiwaniami. Dwa lata temu zmarł Józef Sobolewski, nasz krewny. To właśnie on pomagał grzebać zmarłych żołnierzy. Miał wtedy 14 lat, ale mówił, że dokładnie pamięta, gdzie znajdują się groby – wyjaśnia właściciel posesji, gdzie prowadzone są prace.

Ulewiczowie otworzyli przed pracownikami IPN nie tylko swoje podwórko, ale także dom. Prowadzący na posesji prace zespół podkreśla, że są tu przyjmowani bardzo serdecznie i mogą liczyć na każdą pomoc. Niestety, odnalezienie miejsca pochówku Henryka Markowskiego okazuje się bardzo trudne, a zgoda Ulewiczów na prowadzenie prac na ich działce nie wystarcza. Ich rodzina nie opuściła co prawda swojego domu w czasie, gdy tysiące Polaków decydowało na się na wyjazd z Wileńszczyzny. Do dziś Michał Ulewicz mieszka ze swoją rodziną w tym samym miejscu, jednak nie oznacza to, że granice jego ziemi pokrywają się z granicami gospodarstwa w 1944 r. W czasach sowieckich ziemia została znacjonalizowana, wtedy także przeprowadzono prace drogowe na Czarnym Trakcie. Teraz, choć własność udało się odzyskać, granice działki przebiegają nieco inaczej. Być może grób młodego żołnierza znajduje się dziś na posesji sąsiadki, po drugiej stronie drogi. Niestety, nie chce ona zezwolić na poszukiwania.

Pracownicy IPN przypuszczają, że grób młodego żołnierza może się znajdować poza granicami działki Ulewiczów

– Współpraca z mieszkańcami Wileńszczyzny zwykle układa się bardzo dobrze, a rodzina Ulewiczów jest tego najlepszym przykładem. Czasem jednak spotykamy się z lękiem, może jeszcze zakorzenionym w czasach sowieckich. Można to zrozumieć – przyjeżdżają obcy ludzie, kopią, czegoś szukają… Musimy więc przekonywać, wyjaśniać, w jakim celu jesteśmy. Czasem spotykamy się z odmową, jak w przypadku właścicielki działki po drugiej stronie ulicy, ale nie tracimy nadziei, że i w tym przypadku stosunek do naszych prac może się zmienić – wyjaśnia kierownik zespołu IPN, dr Leon Popek.

Historyk podkreśla, że często spotykają się z takimi sytuacjami.
– Wczoraj otrzymaliśmy wiadomość, że właścicielka ziemi w jednym z wielu miejsc, w których chcemy prowadzić poszukiwania, początkowo temu przeciwna, zmieniła zdanie. O takich rzeczach trzeba spokojnie rozmawiać, przekonywać. W te rozmowy bardzo angażują się także mieszkańcy Wileńszczyzny, którzy rozumieją nasze intencje. Bez współpracy z miejscową ludnością, nie da się w zasadzie nic zrobić – mówi pracownik Wydziały Kresowego IPN.

Na razie kilkudniowe poszukiwania przy Czarnym Trakcie nie zakończyły się sukcesem. Pani Zofia powraca do Polski, ale nie traci nadziei na odnalezienie miejsca pochówku wujka.
– Pracownicy IPN mówią, że jeszcze nie wszystko stracone. Jeśli nie teraz, to może w przyszłości, przypadkiem w trakcie jakiś prac zostaną odnalezione szczątki Henryka. A może sąsiadka zmieni zdanie i pozwoli na rozpoczęcie prac na jej ziemi? Wiele może się zdarzyć – mówi tuż przed swoim wyjazdem. Zapewnia, że przyjedzie po raz kolejny we wrześniu, by razem z „Rodziną Ponarską” uczcić pamięć drugiego z braci mamy.

Fot. Marian Paluszkiewicz


APEL DO MIESZKAŃCÓW WILEŃSZCZYZNY

Biuro Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej zwraca się z apelem do mieszkańców Wileńszczyzny, będącymi krewnymi osób, które zginęły podczas wojen lub w latach terroru stalinowskiego, a miejsce ich spoczynku jest nieznane, a także posiadających informacje o nieznanych miejscach pochówków ofiar faszyzmu i komunizmu.

Szanowni Państwo!
Zajmujemy się poszukiwaniem i identyfikacją polskich obywateli, którzy zginęli w latach 1917–1956, a ich miejsca spoczynku są nieznane.
Świadkowie tragicznych wydarzeń II wojny światowej i terroru stalinowskiego odchodzą, lecz my wierzymy, iż możliwości, jakie daje dzisiejsza nauka, pozwolą w przyszłości na odnalezienie, identyfikację i godny pochówek ofiar spoczywających w nieznanych mogiłach.

Dlatego apelujemy:
– jeżeli są państwo krewnymi osób, które zginęły podczas wojen lub w latach terroru stalinowskiego, a miejsce ich spoczynku jest nieznane
– jeżeli posiadają państwo informacje o nieznanych miejscach pochówków ofiar faszyzmu i komunizmu.
Prosimy o kontakt:

dr Dominika Siemińska, tel. 00 48 604 944 679, e-mail: dominika.sieminska@ipn.gov.pl
Michał Nowak, tel. 00 48 603 764 896, e-mail: michal.nowak@ipn.gov.pl
Więcej informacji na stronie poszukiwania.ipn.gov.pl.
Biuro Poszukiwań i Identyfikacji Instytutu Pamięci Narodowej

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.