0
O „Nieobecnym”, poezji na schodach klasztoru i Wandzie z Wilna

Grupa poetów z Polski oraz innych krajów, a także poetów wileńskich podczas „Środy Literackiej -2018” koło byłego klasztoru Bazylianów.

Jubileuszowy XXV Międzynarodowy Festiwal Poezji „Maj nad Wilią”, poświęcony, stuleciom niepodległości Polski i Litwy, przyniósł tak wiele ciekawych wydarzeń, że trudno jest wcisnąć wszystkiego w nieduże ramki jednego reportażu.

Wiadomo, że te nadzwyczaj słoneczne dni wileńskiego święta poezji (28–31 maja) przejdą do historii i żniwo po nich będzie bogate. W postaci nowych wierszy, publikacji, przemyśleń, kronik, wreszcie zwykłych wspomnień.
My, wilnianie, stale czekamy na coś swego. I oto mamy „Nieobecny” film o Sławku Worotyńskim. Jakaż to dobra rzecz! Kto nie znał go jako człowieka i jako niepowtarzalnego twórcę, piewcę życia i śmierci, być może nie doznał takiej radości i nie odniósł takiego wrażenia, jak siostra poety Alina Worotyńska , jak jego syn Marcin Worotyński, który przyleciał z Amsterdamu z żoną i małą córeczką na wileńską premierę. I wreszcie my, dawni współpracownicy Sławka z polskiego dziennika „Czerwony Sztandar” w Wilnie, autorzy licznych publikacji o nim.
„Nieobecny” został stworzony przez EMIGRĘ, twórcze zjednoczenie filmów dokumentalnych o Polakach, mieszkających poza Polską. Autorami i reżyserami tego dokumentu są Agata Lewandowski (założycielka EMIGRY) i Romuald Mieczkowski. W ciągu czterech dni festiwalowych ku naszej radości trzykrotnie pokazano „Nieobecnego”, w tym w Jaszunach, w Pałacu Balińskich.

Był to drugi dzień MFP ,29 maja, pełen emocji.
Wczesnym rankiem autokarem cała ponad 30–osobowa grupa, włącznie z wileńskimi poetami wyruszyła na wycieczkę „Śladami Józefa Piłsudskiego”. Składano kwiaty na grobie Matki i Serca jej wielkiego Syna. Wieńcem oddano też hołd pamięci litewskiego patriarchy Jonasa Basanavičiusa. I zaraz nastąpił wyjazd do rejonu święciańskiego, po drodze zahaczając o stację Bezdany( to ośrodek gminny w rejonie wileńskim), aby obejrzeć dworzec i tory, gdzie z carskiego pociągu Piłsudski wraz z niedużą grupą pomocników zdobył pieniądze na cele rewolucyjne. Stąd wyjazd do niedużego miasteczka Podbrodzie, od którego już tylko 20 km do Powiewiórki i Zułowa. W kościele, gdzie został ochrzczony maleńki Ziuk, poeci obejrzeli historyczną chrzecielnicę i usłyszeli krótką opowieść o niedawnej z nią przygodzie. Nagle znikła ze swego tradycyjnego miejsca, co wielce oburzyło miejscowych Polaków. Nawiasem mówiąc, powody ku temu oburzeniu są: ze świątyń wileńskich i podwileńskich – ba – nawet z Ostrej Bramy zaczęły od pewnego czasu jakoś tak po cichu znikać cenne obrazy, naczynia liturgiczne oraz inne wartościowe i dawne przedmioty. Czyżby wzbogacają zbiory muzealne w innych regionach naszego kraju? W Powiewiórce, dzięki protestom wiernych wszystko wróciło szybko na miejsce. Zwiedzanie Zułowa, o dziejach którego w dawnych i obecnych czasach opowiedział Wojciech Piotrowicz nieco się przedłużyło. Majowa zieleń, uprządkowany teren, pomnik tego, kto dał Polsce wolność, pamiątkowe stelle z napisami, to wszystko pozostawia niezatarte wrażenie.
Droga się nie dłużyła, bo o wszystkich mijanych miejscowościach gościom kolejno opowiadali Józef Szostakowski, Romuald Mieczkowski, takoż Wojciech Piotrowicz, którego niezawodna pamięć zachowuje wiele historycznych ciekawostek o tych stronach.
Kolejny rejon Wileńszczyzny, czyli solecznicki powitał gości serdecznie, z honorami, w Pałacu Balińskich. Z uczuciem dumy opowiadał o tym feniksie Ziemi Wileńskiej jego dyrektor Kazimierz Karpicz. Zaraz po obiedzie wszyscy zgromadzili się w dużej sali, gdzie przybyłych powitał mer rejonu Zdzisław Palewicz, podkreślając, że ojczysta kultura i literatura łączą wszystkich Polaków, niezależnie od miejsca zamieszkania.
Na spotkaniu była też obecna ambasador Urszula Doroszewska. Wyraziła uznanie i podziękowanie organizatorom „Maja nad Wilią” za 25–letnią działalność i zachowanie tej pięknej poetyckiej tradycji.

I oto spotkanie z „Nieobecnym”. W pierwszych ujęciach filmu – mówi Alina. Tak, jej brat Sławek, poeta, pisał najczęściej nocą wiersze w niedużym pokoju, starego rodzinnego domu. W kolejnych ujęciach widzimy starą jabłoń koło domu, Nową Wilejką, wartką Wilenkę. Potem opowiada Heniek Mażul o nadwrażliwości dawnego kolegi, cytuje list, pisany przed śmiercią, już z Bielsko–Białej.Dalsze narracje córki Wiolety, syna Marcina, wnuczki Juli ujmują swoją szczerością i wiarą, że ich ojciec i dziadek żyje w swojej poezji. Właśnie ta szczerość, głębia i spokój emanujące z całego filmu są jego atutem. Kolorystyka wszystkich pór roku stanowi doskonałe tło filmu.
22 września 2018 r. mija 35 lat od dnia ostatecznego rozrachunku z życiem, dokonanym przez Sławka. Gdyby żył, miałby 76 lat. Ten film stał się prawdziwym darem poświęconym Jego Pamięci. Darem dla całej, obecnie rozgałęzionej rodziny Worotyńskich. Społeczność wileńska również jest wdzięczna twórcom filmu za tak staranne utrwalenie pamięci o naszym niezapomnianym poecie.

Bywalcy „Maja nad Wilią” lubią i cenią Środę Literacką. Przed jej rozpoczęciem Romek Mieczkowski powiedział: „Chociaż dawno już nie ma Celi Konrada, my jednak będziemy tu zawsze przychodzić, by stojąc na schodach dawnego klasztoru Bazylianów czytać swoje wiersze.” Powitano oklaskami te słowa. Wszyscy mieli chęć zaprezentować swoją twórczość. Wybierano najkrótsze utwory, a jeszcze czekała wizyta z pisarzami Dorotą Masłowską i Stanisławem Łubieńskim w Związku Pisarzy Litwy. Spotykali się z Birutė Jonuškaitė, prezes litewskich literatów oraz z tłumaczami polskiej beletrystyki i poezji.
W Instytucie Polskim, gdzie się odbywał festiwal filmów „EMIGRY‘‘ spotkała nas jeszcze jedna niespodzianka. Pokazano krótki film o Wandzie Dobaczewskiej, (ur.w 1882), wileńskiej pisarce i działaczce społecznej, wiceprezes Związku Zawodowego Literatów w Wilnie, współpracowniczce rozgłośni Polskiego Radia w Wilnie, znanej dziennikarce, więźniarce obozu niemieckiego w Ravensbruck. Tym ciekawsze to było wydarzenie, że w „Maju nad Wilią” uczestniczyła jej…wnuczka Helena Dobaczewska–Skonieczka, również literatka, poetka, ceniąca swój wileński rodowód, mieszkająca w Bydgoszczy. Po wojnie Wanda zamieszkała w mieście Żnin. Dzięki staraniom wnuczki Heleny żyje pamięć o sławnej babci Wandzie(zm.1980).
O patriotyzmie i umiłowaniu swojej ziemi ojczystej przez Wandę Dobaczewską niech świadczą jej słowa:” Żeby zrozumieć wileńskich Polaków, trzeba odwiedzić Wilno, poczuć jego atmosferę, cofnąć się w przeszłość, otworzyć serce…”

Fot. L.24

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.