7
Polskie szkolnictwo na Litwie przetrwa czy czeka go zapaść?

My, Polacy na Litwie, mamy prawo do tego, aby czuć dumę z polskiego szkolnictwa. W żadnym innym kraju na świecie nie ma tylu polskich szkół, jednak problemy, z jakimi trzeba się mierzyć, są o wiele bardziej poważne, niż mówią to politycy i działacze społeczni. O tym, co się dzieje z polskim szkolnictwem na Litwie, rozmawiamy z Adamem Błaszkiewiczem, dyrektorem Gimnazjum im Jana Pawła II w Wilnie.

W jakim stanie, Pana zdaniem, jest polskie szkolnictwo na Litwie?

W takim samym stanie, jak całe szkolnictwo na Litwie, bo oddzielić polskie szkolnictwo od ogólnego kontekstu jest dość trudno. Na całokształt oświaty składają się zarówno polityka oświatowa, skuteczność działania władz wykonawczych, jak też mentalność społeczeństwa.

Potrzeba zmian czy raczej powinniśmy się skupić na tym, co jest i zachować obecny stan posiadania?

Tradycję zachowania stanu posiadania mamy dość długą i dlatego uważam, że życia nie można zatrzymać, zakonserwować, szczególnie w oświacie, dlatego że w szkołach szykujemy kolejne pokolenia dla przyszłości. To jest taki paradoks szkolnictwa, że wczorajsi nauczyciele przygotowują dla jutra i to jest takie trudne do zrealizowania. Uważam, że dbać tylko o to, żeby zachować to, co mamy, chyba nie warto. Osobiście bym tak mocno nie cieszył się z naszych dotychczasowych osiągnięć, bo mamy 30 gimnazjów z polskim językiem nauczania, ale z tych wszystkich 360 szkół na Litwie doprowadzających młodzież do matury (ogólnokrajowy ranking szkół czasopisma „Reitingai”– od autora.) w tej ostatniej 60, chyba ze 20 to są szkoły z polskim językiem nauczania.

Jeżeli zmiany są potrzebne, to w jakim kierunku powinniśmy zmierzać?

Myślę, że nasze społeczeństwo już dojrzało do tego, żeby mieć szkołę, która będzie odpowiadała aspiracjom pragnących zdobycia umiejętności, kompetencji i wiedzy, a nie tylko świadectwa dojrzałości. Mówiąc o tym, czym różni się szkolnictwo z polskim językiem nauczania i litewskim – mamy dobrą szkołę, ale nie bardzo dobrą. Litewskie szkolnictwo w Wilnie i w innych miejscowościach, większych miastach, ma ten luksus, że są szkoły, w których jest trochę mniej miejsc niż chętnych, dlatego naturalnie pojawia się motywacja, chęć osiągnięcia lepszych wyników, żeby trafić właśnie do tej, a nie innej szkoły. W polskim szkolnictwie na Litwie tego nie ma. Każde dziecko hołubimy. Mentalność społeczeństwa jest taka, że chcemy, jak najmniejszym wysiłkiem, jak najbardziej przyjemnie i załatwiając po drodze jeszcze wiele innych spraw, na przykład, takich, jak: prawo jazdy kosztem lekcji, wakacje z rodzicami w czasie trwania lekcji itd.

Oznacza to, że jakość nauczania w szkołach litewskich zaczyna wyprzedzać jakość nauczania w polskich?

Uważam, że jeżeli jako wskaźnik jakości nauczania stosować nie tylko wyniki egzaminów, to mamy trochę więcej plusów, w tym także to, że możemy w szkole przekazać jednolity system wartości, który, jak ufam, jest ważnym dla większości rodzin polskich. To jest ten dodatni aspekt właśnie szkolnictwa w języku ojczystym. Wykształcenie i jego jakość zależy nie tylko od szkoły i nauczyciela, ale też od motywacji uczącego się, od jego otoczenia, ambicji.

Czy ma Pan na myśli stworzenie na podstawie istniejącej szkoły – tzw. szkołę elitarną?

Patrząc na mentalność większości naszego społeczeństwa, uważam, że tylko taka szkoła może pomóc rodzinom, w których zdobycie wykształcenia na wysokim poziomie jest priorytetem.

W jaki sposób i jeżeli tak, to przez kogo, kształtuje się strategia rozwoju polskiego szkolnictwa na Litwie?

W żaden sposób się nie kształtuje.

Skoro takich planów nie było dotychczas, być może jednak powstają w chwili obecnej?

Właśnie nie bardzo jest komu tym się zająć, dlatego że np. dyrektor Błaszkiewicz ma za zadanie utrzymać gimnazjum na przyzwoitym poziomie, tak samo stara się każdy inny dyrektor. Jednak żeby taka szkoła elitarna powstała, to uwzględniając kryzys w oświacie, którego obecność przejawia się tym, że brakuje i nauczycieli, i pomysłów, i materiałów dydaktycznych, a w szkołach polskich jeszcze i uczniów, potrzebne jest planowe działanie ukierunkowane na tworzenie takiej szkoły na skalę miasta, rejonu.

Młodzież z polskich szkół pomimo trudności i bałaganu w systemie oświaty, zdobywa wiedzę, kompetencje, umiejętności Fot. Marian Paluszkiewicz

Czyli te elitarne szkoły powstaną samodzielnie, a inne szkoły pozostaną na tym samym poziomie?

Nie. Ponieważ każda szkoła z polskim językiem nauczania przyjmie każde dziecko, które zjawi się „na rynku”, to elitarna polska szkoła na Litwie nie ma szans na samoistne powstanie.

Wróćmy do reformy oświaty. Jaki był i jest jej wpływ na polskie szkolnictwo na Litwie, mając na uwadze, np. ujednolicony egzamin z języka litewskiego?

Uważam, że Litwa jeszcze czeka na reformę systemu oświaty, dlatego że to, co było z językiem litewskim, to nie jest reforma, to jest taka zmiana, która miała na celu stworzenie trudniejszych warunków dla uczniów szkół nielitewskich. I to się udało. Wprowadzenie tej w pewnym sensie dyskryminacji przez egzamin wygląda w ten sposób, że od 2013 roku różnica procentowa zdawalności w szkołach litewskich i nie litewskich wynosi kilkadziesiąt procent i nikt z tym nic nie robi. Normalnie procent zdawalności, jeżeli ta zmiana byłaby przygotowana, nie musiałaby w ogóle zaistnieć.

Jeżeli zakładamy, że uczniowie w szkołach litewskich i nielitewskich posiadają te same zdolności umysłowe, a przynajmniej nauka tak twierdzi, to wytłumaczeniem zaistniałej sytuacji jest nieprzygotowanie systemu oświaty. Nie ma odpowiednio przygotowanych nauczycieli, nie ma metodyki nauczania, różni się liczba godzin nauczania języka itd. Reformą można nazwać tylko taką zmianę, która prowadzi do polepszenia warunków i wyników, jeżeli warunki i wyniki stają się gorsze, to nie jest to żadna reforma. Jeżeli z tej mniejszościowej populacji mniej obywateli państwa dostaje się na studia wyższe, a na te nieodpłatne na pewno jeszcze mniej, to państwo będzie posiadało mniej obywateli wykształconych wśród mniejszości narodowych.

Przed chwilą wspomniał pan, że Litwę, tak naprawdę, czeka jeszcze reforma oświaty. Może Pan powiedzieć, co czeka szkolnictwo?

Teraz są zapowiedzi tych reform. Przewiduje się wdrożenie zespołu zmian: w systemie kształcenia nauczycieli, w systemie kształcenia wyższego, w formie naliczania opłat nauczycielom, jak też nastąpi rewizja podstaw programowych, treści nauczania. Aby coś się ruszyło w szkole, trzeba najpierw rozwiązać problem, aby zawód nauczyciela stał się prestiżowy nie tylko w tych sloganach rządzących, ale też realnie. Jeżeli nawet zaproponujemy młodzieży bardzo piękny system kształcenia nauczycieli w trzech ośrodkach, które są planowane (jednym z nich będzie Uniwersytet Wileński – od autora.), to co musi się stać, żeby ten delikwent, który wybrał się na studia fizyki, po skończeniu nauki zdecydował pracować w szkole? Początkującemu nauczycielowi na wstępie obiecuje się pół tysiąca euro. A to, przy wdrożeniu 36-godzinowego etatu, wychodzi za godzinę 3,23 euro.

Czego trzeba, żeby zawód nauczyciela na Litwie stał się prestiżowy?

Po pierwsze zawód nauczyciela musi być godnie opłacany. Wracając do poprzedniego pytania, słyszałem ciekawe dane statystyczne. Przez dziesięciolecie były obserwowane losy studiujących chemię na kierunku pedagogicznym – tylko 10 proc. tych, którzy ukończyli chemię, poszli do pracy do szkoły.
Co trzeba zrobić… Chociaż płaca nauczyciela jest zawsze wysuwana na pierwszy plan i jest ważną sprawą, ale może nie najważniejszą. Czy w innych zawodach, np. podczas operacji ktoś z rodziny pacjenta podpowiada lekarzowi: teraz bardziej w prawo, głębiej…? Zakładamy, że chirurg wie, co robi. A w szkole? Przecież każdy rodzic wie, jak trzeba uczyć, jakie metody stosować, jak odzywać się do dziecka, co powinien robić nauczyciel… I to młodych adeptów pedagogiki i nie tylko młodych, zniechęca do pracy pedagogicznej.

Przypominają mi się wiece i walka z planami wprowadzenia ujednoliconego egzaminu. Czy była szansa zawczasu przygotować się do reformy oświaty i uniknąć spięcia, czy ją przegapiliśmy i jesteśmy mądrzy po szkodzie?

Być może mieliśmy taką szansę, tylko że te wiece, strajki i walka mogły nam pomóc wtedy, kiedy partie i kolejne rządy wciągały tę kwestię ujednolicenia egzaminu do swoich programów wyborczych i rządowych, ale wtedy nikt tego nie robił, a protesty zaczęły się po fakcie. Czyli znowu jednak jesteśmy mądrzy po szkodzie.

Jakie są największe i najbardziej bolesne problemy polskiego szkolnictwa na Litwie?

Największym problemem, takim, który możemy wkrótce bardzo odczuć, to brak nauczycieli przygotowanych do pracy w szkołach z polskim językiem nauczania i brak nauczycieli w ogóle. Następnie, starzenie się i zawodowe wypalanie się kadry pedagogicznej nauczycieli oraz to, że młodzież w danej sytuacji, zanim zawód nauczyciela stanie się prestiżowym, w nieznacznym stopniu zmieni starsze pokolenie. Moim zdaniem czeka nas bardzo poważny kryzys. Kolejnym problemem jest mentalność społeczeństwa: jak najłatwiej, jak najlepiej, jak najprzyjemniej i tak. żeby i ktoś łopatą włożył wiedzę, umiejętności i kompetencje do głowy, bez zbędnego wysiłku ze strony ucznia. To są problemy, z którymi będziemy się borykali w najbliższych latach.

W jaki sposób te problemy będą się objawiać?

Nie będziemy mieli nauczycieli, pociągnie to za sobą zwiększenie liczby dzieci w grupach i klasach, co z kolei odbije się na wynikach nauki. Jeżeli nie znajdziemy nauczyciela z polskim językiem nauczania, wtedy weźmiemy z litewskim językiem nauczania. Czyli to, przeciwko czemu tak aktywnie protestowano, zrealizujemy własnymi rękoma i wprowadzimy nauczanie innych przedmiotów w języku litewskim.

Mówi Pan, że szkoły polskie na Litwie z powodu braku pedagogów, z własnego wyboru wprowadzą nauczanie w języku litewskim?

Możliwe… Możliwe, jeżeli nie rozwiążemy problemu z przygotowaniem kadry pedagogicznej do szkół.

Podsumowując, jak Pan widzi w ogóle przyszłość oświaty na Litwie?

Niezbyt optymistycznie ze strony zarządzania i administrowania systemem oświaty. Właśnie teraz mamy kryzys, tymczasem mówi się, że zamiana jednego systemu naliczania wynagrodzenia na drugi, albo kadencyjność dyrektorów, przyniosą jakieś namacalne wyniki. Tymczasem – tych wyników nie będzie, oprócz nerwów i bólu głowy tych, którzy będą odpowiedzialni za realizację tego pomysłu ministerstwa. System naliczania, jeżeli ta płaca będzie niska – nic nie zmieni i nie zrobi zawodu nauczyciela prestiżowym.
Gdy patrzę na pedagogów, na nauczycieli, to widać że z każdym rokiem lat nam przybywa, a naturalnej zmiany pokoleniowej nie widać. Natomiast optymistycznie patrzę na młodzież. Zdobywają wiedzę, kompetencje, umiejętności, potrafią myśleć krytycznie i samodzielnie. Większość z nich potrafi ułożyć sobie dalej życie, w którym jest miejsce na tradycje i język polski. Takich mamy uczniów. I może dla nich warto być nauczycielem…?

7 odpowiedzi to Polskie szkolnictwo na Litwie przetrwa czy czeka go zapaść?

  1. W.Litwin mówi:

    Adam bzdury opowiadasz i tyle. Można odwrócić pytanie i zapytać Ciebie co Ty zrobiłeś dla “planu” polskiej oświaty, poza siedzeniem przy biurku?

    Winni są urzędnicy, którzy planowali likwidację naszych szkół i dyrektorzy myślącym o swoim interesie i czubku nosa – dużo gadający, nie wiele robiący.
    W wielu punktach zgadzam się z Tobą, ale sianie czarnowidztwa nie powinno wychodzić z ust kogoś kto jest za to współodpowiedzialny

  2. pšv mówi:

    Bzdury to nie Adam opowiada. Adam (w terminologii średniowiecznej) jest kasztelanem, i twierdzę swoją umocnił, wyposażył i broni dzielnie. Z tym że nie wiadomo, kto nam hetmani, króluje i larum gra… Wroga też zdefiniować nie umiemy… Lud zaś z przedzamcza i folwarków okolicznych ma w dupie honory, cele narodowe i inne kategorie średniowieczne. Zabobony i widmo po Europie krążące po kątach czci i domniemanej równości na zagrodzie strzeże.
    Któż z nas drogocenny płód swoich jąder i pochw na poniewierkę, na służbę i harówkę po murach i fosach kaszteli szkolnych odda? Kogo kasztelan Adam wyśle do walki z ciemnością, z upodleniem, z wyznawcami Mamony i Paragrafu, z rodzimymi wiedźMamami nareszcie?
    Wszystkie znaki na niebie i w pismach urzędowych wskazują na rychły koniec oświaty.

  3. Mir mówi:

    Mam 2 słowa rady dla W. Janczysa- wolniej i wyraźniej

  4. W.Litwin mówi:

    W Wilnie odbyła się międzynarodowa konferencja ruchu Europa Christi. To nie spotkanie jakiegoś tam klubiku, tylko wielkie, historyczne wydarzenie. Nie daliście nawet wzmianki, bo rozumiem, że zburzyłoby to wasz skrzętnie układany niszczycielski plan dotyczący największej polskiej organizacji i jej liderów.

  5. wielki brat mówi:

    A co zrobiła “Macierz Szkolna” w kierunku tworzenia koncepcji Polskiego szkolnictwa? Ile było zaproponowano zmian do reformy? Ile oficjalnych protestów złożył wieczny prezes “Macierzy” J. Kwiatkowskij? Czy mamy naukowe badania i wizje szkolnictwa Polskiego na Litwie? Nie mamy. Szkoły Polskie stały się zakładnikami rozgrywek politycznych AWPL. Dyrektorzy szkół boją się mówić co myślą. Ale myślę że sytuacja musi zmienić, jako przykład już poruszyli pierszą “święta krowa” – Michała Mackiewicza.

  6. Wilniuk mówi:

    O jakiej elitarnej szkole polskiej mowi p.Adam(chyba o gimnazjum J.P.).Bylem swiatkiem na mszy sw. z okazji ostatniego dzwonka w gim.J.P.,uczniowie po wyjsciu z kosciola miedzy soba rozmawiali po ROSYJSKU???

  7. pšv mówi:

    Panie Wilniuk, na Litwie nie ma szkół polskich, w których nie ma uczniów, rozmawiajcych po polsku tylko i wyłącznie na lekcjach. Nie ma na Wileńszczyźnie także parafii katolickiej, w którejby nie było rozmawiających po rosyjsku parafian. Raz decyduje możliwie większa liczba uczniów, innym razem dobro Kościoła czy chociażby taca… Trafiają się nawet prawdziwi Rosjanie z matki Rosjanki i ojca Rosjanina, co ze znanych sobie przyczyn chodza do szkół polskich! I oni często pięknie znają polski, nie lenią się stosować polskie znaki diakrytyczne pa pismie i nawet piszą słowo “świadek” przez “D”! Gimnazjum JPII nie jest placówką elitarną, i p. Adam wcale o tym nie mówi. Ale gdyby nie było tej Szkoły i innych naszych szkół – znającej język polski młodzieży byłoby znacznie mniej! Kultura masowa rosyjska jest nie do przebicia, szczególnie przy istniejącej polskiej ofercie kulturowej – arcyoszczędnej i rozkochanej w prawach autorskich. Nasze polskie społeczeństwo nie wyrobiło ani mody na polskość, ani zamiłowania do wysokiej kultury polskiej, ani kultu poprawności językowej. Nie potrzebujemy tych rzeczy do spajania swego socjum – wystarczy nam do tego tępy antypolonizm braci Litwinów.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.