1
Cichociemni – wciąż nieznana elita polskiego wojska

„Mamy nadzieję, że zaprezentowanie tutaj tego tematu sprawi, że uda nam się zainteresować nim szersze grono osób, w tym także historyków” – mówi dr Bogdan Rowiński

Mieszkańcy Wilna mieli niedawno okazję bliżej poznać historię elity polskiej armii – Cichociemnych. 5 czerwca 2018 r. w Domu Kultury Polskiej w Wilnie odbyło się uroczyste otwarcie wystawy „Cichociemni zesłani na Wschód”, w której wzięli udział prezes Fundacji im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej, dr Bogdan Rowiński i profesor Krzysztof Heyke. Dlaczego o żołnierzach tak zasłużonej jednostki nadal wiemy tak mało?
– Wynika to ze sposobu, w jaki Cichociemni wypełnili swoją misję. Po wylądowaniu mieli wtopić się w tłum, być niewidoczni i wykonywać swoje zadania. O swojej działalności nie mówili nawet najbliższej rodzinie – wyjaśnia „Kurierowi Wileńskiemu” Bogdan Rowiński.

Cichociemni stanowili elitę polskiego wojska. Charakterystyczną cechą ich działalności była całkowita tajność działania, do której nawiązywała również nazwa formacji. Kandydatom do jednostki stawiano bardzo wysokie wymagania. Ostatecznie, wybrano 2 413 żołnierzy, którzy przeszli wymagające szkolenie w najlepszych brytyjskich ośrodkach przygotowujących do służby w specjalnych formacjach wojskowych. Pełne szkolenie ukończyło jedynie 606 osób, z czego 579 uznano za gotowych do przerzutu na tereny okupowanej Polski celem prowadzenia szeroko pojętej dywersji i walki z niemieckim najeźdźcą. 217 zostało przeszkolonych i zaprzysiężonych, ale nie zrzucono ich na tereny okupowane.

Cichociemni_zeslani_na_wschod-3689
Profesor Krzysztof Heyke podczas otwarcia wystawy

– Dla nas Cichociemny to żołnierz, który przeszedł pełne szkolenie i został zaprzysiężony na Rotę Armii Krajowej, niezależnie od tego, czy został przerzucony do kraju, czy nie. Ci, którym proponowano wejście do formacji, byli ochotnikami. Mieli tylko chwilę czasu na zastanowienie. Jeżeli ktoś zdecydował się na bycie Cichociemnym, znikał nie tylko ze swojej jednostki, ale także musiał zerwać kontakty z bliskimi. Jeśli ktoś odmawiał, musiał zapomnieć o rozmowie na ten temat. Powstała formacja, która nie miała munduru, ani sztandaru. Nie istniała. Jedynym znakiem był orzeł spadający z góry ze spadochronem i znakiem Polski Walczącej – podkreśla prezes fundacji.

Do dziś w Gliwicach żyje ostatni Cichociemny, Aleksander Tarnawski. Urodzony w 1921 r. żołnierz jest nadal w dobrej formie. Ostatni skok wykonał w tandemie spadochronowym z żołnierzami jednostki GROM w wieku 93 lat. Większość żołnierzy elitarnej jednostki pozostaje jednak całkowicie zapominania. Ich losy są niezwykle trudne do poznania, ponieważ konspiracja była tak silna, że Cichociemni często nie znali się nawet nawzajem.
– Trudno w to uwierzyć, ale oni nigdy nie spotkali się na jednej zbiórce. Tak naprawdę, zaczęli się spotykać dopiero po wojnie na cmentarzach – mówi Bogdan Rowiński.

Mimo że niewiele o nich wiadomo, nie sposób przecenić roli, jaką odegrali Cichociemni w walce z okupantem.
– Byli to ludzie, którzy w tworzeniu struktur Armii Krajowej mieli ogromne znaczenie, przede wszystkim ze względu na bardzo dobre przeszkolenie. Mieli też bardzo szeroki ogląd sytuacji, co ułatwiało podejmowanie prawidłowych decyzji. Byli zdolni do całkowitego poświęcenia, by wypełnić zadanie. Oprócz świetnych umiejętności wojskowych wyróżniali się przede wszystkim walorami moralnymi – opowiada szef Fundacji im. Cichociemnych.

Z trzystu szesnastu przerzuconych do Polski Cichociemnych w czasie wojny zginęło stu trzech (około 30 proc), w tym dziewięciu podczas lotu lub skoku, osiemdziesięciu czterech zginęło w walce lub zostało zamordowanych przez gestapo, dziesięciu zażyło truciznę po aresztowaniu. Na dziewięciu wykonano po wojnie karę śmierci na podstawie wyroków sądów w okresie stalinizmu. Spośród dziewięćdziesięciu jeden cichociemnych, którzy wzięli udział w Powstaniu Warszawskim, osiemnastu zginęło w walce. Do sowieckich łagrów zesłano aż 95 Cichociemnych, aż dziesięciu skazano dwukrotnie.

Mimo że niewiele o nich wiadomo, nie sposób przecenić roli, jaką odegrali Cichociemni w walce z okupantem

Synem Cichociemnego, por. Jana Heykego, jest prof. Krzysztofa Heyke, znany artysta fotograf, wykładowca Łódzkiej Szkoły Filmowej, podróżnik, dokumentalista wypraw wysokogórskich. To właśnie on w ramach ekspedycji śladami zesłańców do Workuty, Kołymy oraz Kazachstanu zebrał dużą część materiałów prezentowanych podczas wystawy. Jego ojciec był jednym z tych, którzy przeszli pełne szkolenie, ale nie zostali zrzuceni na okupowane tereny.

Oprócz świetnych umiejętności wojskowych wyróżniali się przede wszystkim walorami moralnymi

– Wiedziałem, że mój ojciec był żołnierzem Armii Andersa, że przeszedł od Palestyny przez Tobruk i Monte Cassino do Wielkiej Brytanii, ale to, że był Cichociemnym, było tajemnicą. Nie mówiło się o tym zupełnie. Zresztą, milczenie na temat wojny, własnego udziału, nawet poświęcenia w tym okresie było charakterystyczne dla ludzi jego pokolenia. Moja mama była sanitariuszką w Powstaniu Warszawskim, ale na takie tematy nie mówiło się dużo. Nie mówiło się również o tym, że babcia urodziła się w Wilnie – opowiada KrzysztofHeyke.

Historię swojego ojca poznał dużo później, poszukując informacji o nim w brytyjskich archiwach.
– Po raz pierwszy o tym, że mój ojciec był zaangażowany w tego rodzaju działalność, dowiedziałem się nie od rodziny, ale w czasie przesłuchania. W latach 80. miałem pewne problemy ze służbą bezpieczeństwa i wtedy mówiono mi, że mój ojciec był w V kolumnie. Wtedy zupełnie nie wiedziałem, o co chodzi – podkreśla autor wystawy.

Podczas wystawy w Wilnie zostało przedstawionych przede wszystkim 95 Cichociemnych zesłanych w głąb Związku Radzieckiego. Ich losy są do dziś niezbadane. Listę aresztowanych przez sowietów i zesłanych w głąb ZSRS przygotowała Fundacja im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej ze wsparciem dr hab. Anny Zapalec. Ekspozycja została opracowana na podstawie materiałów fundacji oraz materiałów zebranych przez prof. Krzysztofa Heykego w ramach jego ekspedycji śladami zesłańców do Workuty, Kołymy oraz Kazachstanu.

Wystawa „Cichociemni zesłani na Wschód” została otwarta 5 czerwca 2018 r. o godz. 17.30 w Domu Kultury Polskiej w Wilnie

Wśród Cichociemnych zesłanych na Wschód znalazło się co najmniej sześć osób związanych z Wilnem i Wileńszczyzną. Byli to: por. Eugeniusz Chyliński „Frez”, kpt. Ludwik Fortuna „Siła”, mjr Franciszek Koprowski „Dąb”, por. Kazimierz Niepla „Kawka”, kpt. Stanisław Skowroński „Fala” oraz ppłk. Adam Szydłowski „Poleszuk”. Informacja na temat ich losów oraz losów pozostałych Cichociemnych aresztowanych na terenie dzisiejszej Litwy, przetrzymywanych w obozie w Kalwarii, została umieszczona na dodatkowych planszach wystawy, przygotowanych specjalnie na prezentację w DKP.

Organizatorzy wystawy podkreślają, że ich wizyta w Wilnie ma jeszcze jeden bardzo ważny cel.
– Mamy nadzieję, że zaprezentowanie tutaj tego tematu sprawi, że uda nam się zainteresować nim szersze grono osób, w tym także historyków. Być może ktoś trafi na jakieś nieznane jeszcze ślady działalności Cichociemnych na tych terenach. Jeżeli takie osoby się znajdą, zachęcamy, by skontaktowały się z naszą fundacją – podkreśla Bogdan Rowiński.

***
Wystawa „Cichociemni zesłani na Wschód” została otwarta 5 czerwca 2018 r. o godz. 17.30 w Domu Kultury Polskiej w Wilnie.
Organizatorzy: Instytut Polski w Wilnie, Fundacja im. Cichociemnych Spadochroniarzy Armii Krajowej, Terra Nova. Partnerzy: MKiDN, Dom Kultury Polskiej w Wilnie, Militaria.pl, Grupa DSF, Holy-ART., Ośrodek KARTA.

Ilona Lewandowska
Fot. Roman Niedźwiecki/zw.lt

 

 

 

Jedna odpowiedź do Cichociemni – wciąż nieznana elita polskiego wojska

  1. andrzej mówi:

    Przeczytałem artykuł i mam drobną uwagę. Na trzech ostatnich zdjęciach prezentowane są plansze z wystawy, domyślam się, że zorganizowanej w Domu Kultury Polskiej w Wilnie. W tytułach plansz występuje słowo “wileńszczyzna” pisane z małej litery. Ponieważ jest to nazwa własna, zgodnie z zasadami ortografii języka polskiego piszemy wielką literą. Poprawne napisy w tytułach plansz powinny być następujące: “Cichociemni z Wileńszczyzny” “Cichociemni aresztowani na Wileńszczyźnie”. Tym wpisem nie chcę piętnować twórców wystawy- chylę czoło przed włożonym przez nich wysiłkiem w jej przygotowanie. Dziwię się jedynie, że pracownicy Ambasady RP nie pomogli organizatorom w trakcie prac przygotowawczych. Tyle pisze się o poprawnym posługiwaniu się językiem polskim w mowie i piśmie przez mieszkańców Wileńszczyzny.

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.