X
    Categories: SpołeczeństwoWiadomości

Litwini coraz częściej pozytywnie o AK

Nareszcie Litwini zauważają, że Polacy wspierali ich walkę o niepodległość, przedstawiając przy okazji polskie podziemie zbrojne i jego ofiarną walkę z okupantami: niemieckim i sowieckim – podkreśla historyk Fot.Marian Paluszkiewicz

W Wilnie zakończyły się już uroczystości związane z 74. rocznicą operacji „Ostra Brama”. W Polakach budzą one ogromne wzruszenie, a jak na obecność polskich mundurów z opaskami AK patrzą Litwini?

– Jeszcze niedawno Armia Krajowa postrzegana była na Litwie przede wszystkim jako wojsko okupacyjne. Dziś, w dużej mierze dzięki ociepleniu polsko-litewskich relacji, potrafimy rozmawiać spokojnie nawet o bardzo trudnych momentach naszej historii – zauważa w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” prof. Jarosław Wołkonowski, prodziekan ds. Ogólnych Wydziału Ekonomiczno-Informatycznego w Wilnie.

Naukowiec podkreśla, że Armia Krajowa jeszcze niedawno była na Litwie tematem bardzo trudnym. Zauważa, że tuż po odzyskaniu niepodległości najbardziej słyszalne były wyraźnie antypolskie głosy, co wpłynęło na ukształtowanie się w litewskim środowisku bardzo negatywnej opinii o AK i polskim podziemiu niepodległościowym, które przedstawiano przede wszystkim jako organizację nastawioną na niszczenie litewskości i oderwanie Wileńszczyzny od Litwy.

– W latach 90. napotykaliśmy wiele problemów. Bardzo trudne było samo zarejestrowanie w litewskim państwie organizacji skupiającej kombatantów AK. Udało się chyba dopiero za trzynastym podejściem. Z dzisiejszej perspektywy jestem przekonany, że ten wysiłek miał sens, przede wszystkim ze względu na samych żołnierzy AK, którzy po latach ukrywania swojej przeszłości mogli wreszcie mówić o niej z dumą i na postrzeganie kombatantów w litewskim państwie. Przyczyniło się to również do powolnej zmiany nastawienia Litwinów do AK – wyjaśnia nasz rozmówca.

Jarosław Wołkonowski Fot. Marian Paluszkiewicz

Według Jarosława Wołkonowskiego dzisiaj można mówić o pewnej zmianie nastawienia nie tylko historyków, ale także litewskich mediów i opinii publicznej, wynikającej m.in. z ocieplenia polsko-litewskich relacji. Nie chodzi co prawda o jakiś radykalny przełom, ale raczej o stopniowe przemiany. Historyk zauważa, że coraz częściej w litewskiej prasie czy telewizji pojawiają się obiektywne artykuły i programy, które mają duży wpływ na kształtowanie świadomości historycznej.

– Niedawno w litewskiej telewizji publicznej wyemitowano program poświęcony AK, w którym litewski dziennikarz Virginijus Savukynas postawił tezę, że polskie podziemie zbrojne i Rząd Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie były po II wojnie światowej jedynymi siłami, które wspierały konsekwentnie niepodległość Litwy. To był według mnie bardzo ważny program. Nareszcie Litwini zauważają, że Polacy wspierali ich walkę o niepodległość, przedstawiając przy okazji polskie podziemie zbrojne i jego ofiarną walkę z okupantami: niemieckim i sowieckim – podkreśla historyk.

Jarosław Wołkonowski zauważa, że w litewskiej narracji na temat AK pojawiają się nowe akcenty, jak choćby przypominanie o zawarcie lokalnego, polsko-litewskiego porozumienia wiosną 1945 r. czy też docenienie efektów operacji „Ostra Brama”, w tym tego, że prawobrzeżną część Wilna wyzwolili Polacy.

– To bardzo ważne, że został zauważony wkład Polaków w wyzwolenie miasta. Myślę, że jesteśmy na dobrej drodze. Według mnie bardzo ważnym, symbolicznym momentem było pojednanie pomiędzy zamieszkałymi na Litwie kombatantami Armii Krajowej i byłymi żołnierzami Litewskich Oddziałów Lokalnych gen. Povilasa Plechavičiusa. Dzisiaj zdjęcia z tego wydarzenia obecne są w podręcznikach historii i kształtują świadomość młodego pokolenia. Oczywiście nie byłoby to możliwe, bez polsko-litewskiego dialogu, który obecnie jest tak intensywnie prowadzony. Ważne jest, by ten klimat wspierać, wyjaśniając przy okazji trudne momenty naszej historii – podkreślił nasz rozmówca.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Ilona Lewandowska :

View Comments (10)

  • Szanowna pani redaktor Ilono, pisze Pani w ciągu dnia, że zakończyły się już uroczystości związane z 74. rocznicą operacji „Ostra Brama”, kiedy tak naprawdę cały dzień 13 lipca to kulminacja uroczystości, które wspaniale przygotował wileński rejonowy oddział ZPL, było 700 osób, przedstawiciel organizatorów z ZPL odczytał list od pana Premiera morawieckiego, a ambasador od ministra Kwiatkowskiego z kancelarii Prezydenta RP, ale u Pani o tym nic a nic w artykule-wywiadzie. przydałoby się więcej rzetelności jak się już coś pisze.

  • Ale za to dyżurny profesor przedstawia sajudzistowską narrację mówiąc: "Nareszcie Litwini zauważają, że Polacy wspierali ich walkę o niepodległość". Profesorze, czy te pana brednie wynikają z niewiedzy czy raczej musi pan tak mówić będąc na liście byłych współpracowników KGB. Bo prawda jest taka, że AK walczyła o polskie Wilno i wolną Polskę, a nie jak pan sugeruje o niepodległość Litwy, która w tamtym czasie kolaborowała z hitlerowskimi Niemcami i dokonała rzezi-ludobójstwa w Ponarach. Wstyd profesorze, wstyd!

  • Dokładnie. Zgadzam się z przedmówcami. AK walczyła o polskie Wilno a nie o niepodległość Litwy. Lietuvisi w tym czasie skumali się z hitlerowcami i mordowali Polaków. Żałosne jest wybielanie lietuvisów, ale rozumiem, że to na potrzeby własnych interesów. Zakłamywanie prawdy nic nie daje, a wręcz przeciwnie. Oddala kraje od siebie.

  • AK była składową częścią Armii Polskiej, której przedstawicielstwo wówczas znajdowało się w Londynie. Właśnie Rząd Polski na Uchodźctwie nieraz poruszał temat niepodległości Litwy. Oczywiście AK walczyła o polskie Wilno, ale jednocześnie realizowało ogólnie program Rządu Polskiego, w którego interesie było odrodzenie niepodległości Litwy. Więc stwierdzenie Wołkonowskiego w tym wypadku nie jest błędne.

  • Jeśli proces pojednania polsko litewskiego będzie będzie perfidnie przsuwany na lata a szkolnictwo ograniczane zaś język polski nie stanie się pełnoprawnym językiem Polaków na Litwie ,to za następne dwadzieścia lat status wynarodowionych Polaków będzie gorszy od Karaimów w Trokach. Oczywiście obecne głosy rozsądnych lecz nielcznych Litwinów warto zauważyć i popierać.Owoce tego czego przez lata napsuła polakożercza polityka V.Landsbergisa łatwo się nie zmieni, jakkolwiek on sam obecnie zmienił nieco swoją retorykę.Pamiętamy jak w Ratuszu V.Landsbergis chwalił uczennicę K.Andruszkiewicz wychowaną wg jego zasad tak że wstydi się być Polką.

  • 24. Nowenna Pompejańska za Polskę

    Zachęcam wszystkich, komu leżą na sercu losy Polski, do uczestnictwa w tej kolejnej Nowennie (od 14 lipca do 5 września). Dzielimy tajemnice pomiędzy uczestnikami jak w kółkach różańcowych, więc „początkujący” oraz mający dużo innych modlitw i obowiązków mogą brać do rozważania po 1 dziesiątku. Natomiast „doświadczonych” gorąco zachęcam brać więcej – po 2-3, a najlepiej – po całej części (5 dziesiątek). Może to być, oczywiście, nawet cały różaniec.

    Zgłaszać się można na mail msybirak@gmail.com lub na Forum, gdzie są podane szczegóły:
    https://urbietorbi-apokalipsa.net/pl/komentarze/temat/np-24

  • Kto w Wilnie mieszkał ten walczył,wtęczas litwinów niebyło, a co byli to niemcom służyli.

  • https://kresy.genealodzy.pl/zbior/EPILOG_WILENSKIEJ_AK.pdf
    EPILOG WILEŃSKIEJ AK
    Korab-Żebryk, Roman
    fragment
    „16 lipca dowódca 3 Frontu Białoruskiego generał armii Iwan Czerniachowski zaprosił do siebie na następny dzień komendanta okręgu "generała "Wilka". Radziecki oficer łącznikowy, który
    przekazywał zaproszenie dodał, że dowódca frontu chciałby poznał osobiście dowódców podległych "Wilkowi" jednostek, zwłaszcza tych, którzy którzy się wyróżnili w czasie ostatnich walk. Krzyżanowski
    zrozumiał to, jako okazję do złożenia wniosków na odznaczenia radzieckie. Zarządził wobec tego odprawę oficerów sztabu, dowódców zgrupowań partyzanckich i dowódców brygad (wileńskich) i batalionów (nowogródzkich) Armii Krajowej wraz z adiutantami na 17 lipca, godz. 17 00 w wiosce Bogusze.
    Głównym tematem rozmowy dowódcy 3 Frontu Białoruskiego z dowódcą oddziałów partyzanckich AK miała być planowana organizacja polskiej dywizji piechoty. Generał Czerniachowski wyraził życzenie zapoznania się z etatami dywizji. Strona radziecka już poprzednio wykazywała zainteresowanie tym zagadnieniem. Szef sztabu operacji polowych "Wilka" mjr. dypl. "Sław" (Teodor Cetys), absolwent kursu Wyższej Szkoły Wojennej w Londynie w 1941 r. przygotował odpowiedni Orde de Batallie, oparty na polskim schemacie uzupełnionym angielskimi doświadczeniami.
    17 lipca, między godziną 10 i 11 zameldował się u "Wilka" radziecki oficer łącznikowy, który miał mu towarzyszył do generała Czerniachowskiego. Pomimo stosunkowo wczesnej pory nalegał na pośpiech. "Wilk" miał zamiar wziął ze sobą pluton kawalerii, jako eskortę honorową, ale oficer radziecki usilnie prosiło zrezygnowanie z asysty jednostki kawalerii w imię pośpiechu. Opis spotkania "Wilka" z gen. Czerniachowskim oparty jest o relację Teodora Cetysa, uzupełnioną fragmentami wspomnień "Wilka" i najbliższych mu oficerów jego sztabu, przede wszystkim mjr. "Raoczy" (Zbigniewa Brodzikowskiego). Cetys podkreśla wewnętrzne wzburzenie, które dawało się dostrzec w
    zachowaniu radzieckiego oficera. Ulegając naleganiom oficera łącznikowego, "Wilk" wyruszył bez zwłoki własnym samochodem (osobowy samochód niemiecki marki mercedes, zdobyty przez 3 Brygadę "Szczerbca" i ofiarowany "Wilkowi"), zabierając mjr. "Sława" z dokumentacją sztabową.
    Oficer radziecki usiadł obok kierowcy. Siedziba gen. Czerniachowskiego mieściła się w Wilnie, w piętrowej willi z kolumienkami przy ul. Kościuszki 16. "Wilka" spotkał oficer radziecki w stopniu generała i poprosił chwilę zaczekać. Po chwili "Wilk" i "Sław" zostali wprowadzeni do dużej sali na parterze. Po lewej stronie za biurkiem siedział generał Czerniachowski, pod ścianą stało 4 generałów.
    Gen. Czerniachowski poprosił gości zajął miejsca na krzesłach przygotowanych przed biurkiem.
    Rozmowę zagaił "Wilk" poruszając sprawę Orde de Bataille polskiej dywizji. "Sław" położył teczkę ze schematem organizacyjnym na biurku. Czerniachowski nie spojrzał na nią. Podniósł się i oparty o burko przerwał "Wilkowi" słowami: "Nikakowo dogawora nie budiet. Po poruczenii sowietskowo prawitielstwa, ja was dołżen obiezorzitj!
    " (Żadnej umowy nie będzie. Na polecenie rządu radzieckiego
    mam panom odebrad broń).
    Boczne drzwi z obu stron otworzyły się gwałtownie pchnięte i wpadli żołnierze z automatami. "Wilk" podniósł się i oświadczył: "W imieniu Rzeczypospolitej protestuję!". "Sław", po kursie dla
    Cichociemnych, odruchowo sięgnął do kabury, ale został natychmiast obezwładniony. "Wilka i
    "Sława" wyprowadzono do osobnych pomieszczeń. Więcej się już nie spotkali.”
    Koniec cytatu
    PS dopisek własny: 17 lipca 1944 w ramach tajnej operacji rozbrajania żołnierzy Armii Krajowej gen. Iwan Czerniachowski wraz z gen. Iwanem Sierowem, przysłanym przez NKWD, prowadził rozmowy z dowództwem AK. Podstępem wezwani na odprawę do budynku dowództwa Frontu Białoruskiego komendant ppłk Aleksander Krzyżanowski "Wilk" i szef sztabu mjr Teodor Cetys "Sław" zostali rozbrojeni i aresztowani. Tego samego dnia w godzinach popołudniowych w miejscowości Bogusze miała się odbyć odprawa dowódców oddziałów partyzanckich, na którą zapowiedział przybycie zarówno ppłk "Wilk", jak i gen. Iwan Czerniachowski. Odprawa zakończyła się jednak rozbrojeniem oficerów przez oddział NKWD. Zmarł raniony odłamkiem artyleryjskim podczas wizyty na linii frontu w okolicach Melzaka (ob. Pieniężno w woj. warmińsko-mazurskim). Według innej wersji pocisk za odjeżdzającym samochodem z generałem wystrzeliła załoga czołgu Armii Czerwonej w rewanżu za zastrzelenie przez generała ich dowódcy na oczach załogi.