X
    Categories: KulturaWiadomości

Taboryszki: gdzie Mereczanka bierze swój początek

Tak wyglądał dwór Ważyńskich w roku 1914 r. Fot. archiwum

W ubiegłym wydaniu magazynowym pisaliśmy o taboryskim kościele pw. św. Michała Archanioła, który jest przykładem najstarszej i najpiękniejszej drewnianej budowli sakralnej w rejonie solecznickim. Pozostańmy jeszcze przez chwilę w Taboryszkach, urokliwej miejscowości nad Mereczanką, przez stulecia należącej do znakomitego rodu Skarbków-Ważyńskich.

„Miejscowe dobra powstały w 1584 r. w wyniku połączenia kilku drobniejszych włości, należących do osadzonych w okolicy Tatarów. Właścicielem Taboryszek został wówczas Jan Hamszej. Później posiadłość przeszła na Kownackich, Dorohostajskich i Sapiehów. W 1678 r. od Kazimierza

Władysława Sapiehy Taboryszki wraz z niedaleką Murowaną Oszmianką kupił starosta tyrkszlański Hieronim Skarbek-Ważyński (ok. 1610-1680)” – podaje Grzegorz Rąkowski w książce „Kresowe rezydencje. Województwo wileńskie”.

Kościół św. Michała w Taboryszkach jest wpisany do rejestru dziedzictwa kulturowego Fot. Anna Pieszko

„Akt sprzedaży Murowanej Oszmiany” z roku 1678 zaświadcza:

„Ja, Kazimierz Władysław Janowicz na Kodniu y Olszanach Sapieha czynię wiadomo y zeznawam tym listem (…) tę maiętność Oszmianę Murowaną z zamkiem murowanym, przez Moskwę zruinowaną y folwarkiem przy nim będącym, miasteczkiem Oszmianą y folwarkami Mereczem alias Taborzyszkami (…) przedałem na wieczne i nigdy nieodzowne czasy Wielmożnemu Jmć Panu Hieronimowi Ważyńskiemu, staroście Tyrkszlewskiemu za pewną sumę pieniędzy za siedmdziesiąt ośm tysięcy zł. polskich”.

W rękach rodziny Skarbków-Ważyńskich Taboryszki pozostawały do wybuchu drugiej wojny światowej w 1939 roku.

Początkowo miejscowość ta nosiła nazwę Merecz Taboryszki, a pierwsze wzmianki o Taboryszkach pochodzą z końca XV wieku.

Ówczesny Merecz należał do rodu Taborów, którzy prawdopodobnie nadali nazwę późniejszym Taboryszkom. Słynnym przedstawicielem tej rodziny był Wojciech Albert Tabor (1450-1507), biskup wileński w latach 1492 -1507. Kroniki historyczne wymieniają go jako Olbrachta Tabora z Merecza, „szlachcica narodu litewskiego, ale Polaka”.

Regina Wiercińska w dzieciństwie bawiła się we dworku z dziećmi Ważyńskich Fot. Anna Pieszko

„Była to osoba, jak na owe czasy, bardzo wykształcona, bowiem Tabor ukończył studia na jednym z uniwersytetów europejskich, gdzie w spisach studentów występował jako Albertus de Merecz (Wojciech z Mereczu)” – pisze Mirosław Gajewski w książce „Historie z okolic Wilna”. Stąd autor wnioskuje, że w XV wieku w stosunku do późniejszych Taboryszek używano wyłącznie nazwy Merecz.

Jak pisze Mirosław Gajewski, nazwa „Taboryszki” pojawia się dopiero w końcu XVII wieku. Istnieje także inna wersja powstania nazwy Taboryszek. Miejscowe podanie głosi, iż jeden z posiadaczy dworu, przygnawszy z wojny cały tabor Tatarów czy Turków wziętych do niewoli, ich rękami wykopał tu stawy i zbudował pałac z miasteczkiem. To właśnie ów tabor niewolników miał dać nazwę osiedlu.

Pierwszym, który osiadł w Taboryszkach, był pisarz Wielkiego Księstwa Litewskiego Michał Skarbek-Ważyński (zm. 1773), faworyt króla Augusta III, imieniem którego została nazwana jedna z ulic w Taboryszkach. Wybudował on tutaj dwór, a w sąsiadującym z dobrami miasteczku ufundował klasztor karmelitów, z istniejącym do dziś drewnianym kościołem św. Michała. Zapisodawca we własnoręcznie podpisanym liście fundacyjnym dla karmelitów, datującym się 1770 rokiem, pisał:

„W Taboryszkach, gdzie na chwałę Pana Boga od lat już kilkunastu kościół wystawiłem i przystojnym według przemożenia mego sprzętem kościelnym opatrzyłem”.

Niejeden przedstawiciel rodziny Ważyńskich został pochowany na cmentarzyku przykościelnym. Na zdjęciu: Pomnik Marcina Skarbka-Ważyńskiego Fot. Anna Pieszko

Ważyński Michał zmarł bezdzietnie, zapisując Taboryszki swemu synowcowi Antoniemu (ur. 1741r.). (W miejscowym kościele parafialnym znajduje się wykonany w 1774 r. jego portret). Antoni także nie miał potomstwa i majątek jego odziedziczył brat Ignacy (ur. 1760) (pochowany pod ołtarzem świątyni), królewski szambelan, deputat na Trybunał Główny i sędzia ziemski, żonaty z Barbarą Łopacińską (1771-1830). Następnie Taboryszki wraz z Murowaną Oszmianką przejął ich jedyny syn, marszałek szlachty powiatu oszmiańskiego, Marcin Skarbek-Ważyński (1796-1873). W 1815 r. poślubił on Teklę Umiastowską i wziąwszy po niej 320 000 zł. w posagu, stosując się do przepisów statutu litewskiego, zapisał jej sowitą (podwójną) oprawę w sumie 665 000 zł. czyli 99.000 rubli, opartych na Taboryszkach, Kierdziejowcach, Ościkowszczyźnie, Batajkowszczyźnie i innych, licznych dobrach. Jednakże wkrótce fortunę miał utracić. Podkomorzyna Tekla Ważyńska zaciągnęła długów tyle, „że mąż jej, dla zaspokojenia licznych kredytorów, uczuł się zniewolonym oddać część ziemskich swoich posiadłości pod taksę exdywizorską”. W tym oddał Murowaną Oszmianę.

Kolejnym dziedzicem Taboryszek był wnuk Marcina, Karol Skarbek-Ważyński (zm. 1887), żonaty z Marią. Ostatnimi właścicielami majątku, okrojonego już tylko do ośrodka, byli ich syn Józef Skarbek-Ważyński (1879-1930) i jego żona Helena z Kuleszów – podaje Grzegorz Rąkowski.

Jak pisze autor książki „Kresowe rezydencje. Województwo wileńskie”, siedzibę Skarbek-Ważyńskich w Taboryszkach stanowił wzniesiony ok. 1815 r., prawdopodobnie przez Ignacego lub jego syna Marcina, klasycystyczny, drewniany dwór o pięknych proporcjach. Budynek został zniszczony najprawdopodobniej podczas II wojny światowej, a do dzisiaj zachowała się jedynie ruina tylnego, murowanego skrzydła. Ciekawym, zachowanym obiektem dworskim jest oryginalny, drewniany spichlerz z pierwszej połowy XIX w. na wysokiej, kamiennej podmurówce, z dwukondygnacyjną galerią podcieniową i masywnymi drzwiami z grubych klepek. Przetrwały także nieliczne stare drzewa z dawnego dworskiego parku.

Przydrożna kapliczka w Taboryszkach, którą ufundował Ważyński Fot. Anna Pieszko

Kościół pw. św. Michała Archanioła w Taboryszkach jest wpisany do rejestru zabytków chronionych przez państwo. Na szczęście drewniana świątynia nie uległa zniszczeniu nawet w zawierusze wojennej.

– W kościele dyżurowali żołnierze z armii niemieckiej, ale nie wyrządzili tu żadnej szkody. Ludzi rozstrzeliwali, kościoła nie tknęli – mówi mieszkanka Taboryszek Halina Sibik, moja przewodniczka po kościele.

W kościele sprawuje dziś posługę kapłańską ks. Jan Mackiewicz, który odprawia tu w niedziele mszę św. po polsku. Przed stu laty, w 1914 r., posługę kapłańską rozpoczął tutaj dzisiejszy błogosławiony ks. Michał Sopoćko. Na pamiątkę tego wydarzenia stosowną tablicę pamiątkową ufundowali rodacy z Juchnowca Kościelnego. W kościele, w bocznym ołtarzu, znajdują się też relikwie błog. ks. Michała Sopoćki, i jak mówi Halina Sibik, za wstawiennictwem błogosławionego miały już miejsce przypadki uzdrowień. W kościele są również obrazy namalowane przez Annę Krepsztul, słynną malarkę z Taboryszek.

W budynku byłej taboryskiej szkoły, która została zamknięta z powodu małej ilości uczniów, mieści się dziś Centrum Wielofunkcyjne oraz założone tu w 2008 roku Muzeum im. Anny Krepsztul. „Nadworna malarka Ostrobramskiej”, Anna Krepsztul, potrafiła pogodzić własne, fizyczne ograniczenia (od dzieciństwa cierpiała na osteoporozę i gruźlicę kości, na skutek czego jej ciało było niezwykle kruche) z potrzebą malowania. Mimo to, że przez całe życie była uwięziona w wózku inwalidzkim, w swym domku na skraju Taboryszek stworzyła około 3 500 prac, które znalazły swych miłośników w różnych krajach świata. Do artystki i jej domku-galerii zjeżdżały liczne wycieczki. Przybyli podziwiali stworzone przez nią obrazy, ale też, a może przede wszystkim, niezłomną wewnętrzną siłę malarki, jej pogodę ducha i bezwarunkowe zawierzenie Bogu.

Ważyńskich dobrze się wspomina w Taboryszkach, jako życzliwych i pracowitych ludzi.

Dzisiejsze pozostałości dworu Ważyńskich Fot. Anna Pieszko

– Pan Ważyński nie miał koni, a swoje posiadłości miał zwyczaj wizytować na rowerze, co było nowością na tamte czasy. Dojeżdżał aż do Murowanej Oszmianki. Państwo Ważyńscy mieli dużo ziemi, dużo pracowali – opowiada Halina Sibik.

Regina Wiercińska jest najstarszą mieszkanką Taboryszek. Jej dzieciństwo minęło koło kościoła w Taboryszkach, gdzie mieszkała. Ma dziś prawie 99 lat, ale humor jej dopisuje i chętnie opowiada o czasach, kiedy się bawiła we dworze Józefa Ważyńskiego, ostatniego właściciela dworu, z jego najmłodszą córką Ireną. Zapamiętała piękne wnętrze dworu, ślicznie umeblowane pokoje. Wielkie wrażenie na dziewczynce zrobiły piece z niebieskich kafli, ogromny przedpokój, dwuhektarowy sad, śliczne alejki.

– Zapamiętałam pana Ważyńskiego jako bardzo dobrego, miłego pana. Zawsze pomagał potrzebującym. Pamiętam, jak pewna biedna rodzina zwróciła się do niego po pomoc na budowę domu, przynosząc w prezencie 10 jajek. Pan Ważyński nie odmówił pomocy, pomógł, za tych 10 jajek dał drewno pod budowę – opowiadała pani Regina.

Państwo Ważyńscy mieli troje dzieci: Irenę, „łobuziaka” (według określenia Pani Reginy), Szymona, który lubił ciągać dziewczyny za warkocze i najmłodszą Marychnę. Pani Regina wspomina, jak to dzieci bawiły się w salonie we dworku, gdzie stał pod oknem niebieski porcelanowy stolik. Słysząc, że zbliża się pani Ważyńska, dzieci zaczęły uciekać przez okno i nogami potrąciły stolik, który spadł na dębową podłogę i stłukł się. Pani Ważyńska chwyciła się za głowę, widząc resztki pięknego stolika. Irena wzięła winę na siebie, tłumacząc, że to ona weszła na stolik, chcąc zobaczyć coś za oknem, ale straciła równowagę i upadła. Pani Ważyńska machnęła ręką na stolik i schwyciła w objęcia córeczkę, pytając, czy nic jej aby się złego nie stało.

Z początkiem wojny Szymon i Marychna zostali wywiezieni przez Sowietów do Kazachstanu. Irena została w swej rodzinnej miejscowości – przechowali ją u siebie Birulowie-Białoniccy, którzy po śmierci Józefa Ważyńskiego w 1930 r. wzięli ziemię w Taboryszkach w arendę.

Jakiś kilometr za Taboryszkami, o przysłowiowy rzut beretem, rozciąga się granica litewsko-białoruska. Doskonale ją widać z górki przy kapliczce. Pani Halina pokazuje ręką:

– Tamte pasące się krówki, jasny dach domu, wysokie lasy dookoła – to  już Białoruś – mówi.

W czasach, gdy Litwa i Białoruś były republikami związkowymi, przebiegała tu umowna granica, którą bez przeszkód przekraczało się tam i z powrotem.

– Jeździliśmy autobusem do Oszmiany po „pierogi”. Bardzo smaczne były. Teraz już dzieli nas prawdziwa granica, a po białoruskiej stronie zostały nasze rodziny. Dom stryja też tam został – mówi Halina Sibik.

Jedna z ulic w Taboryszkach upamiętnia imię Michała Skarbka-Ważyńskiego Fot. Anna Pieszko

– Dzięki Bogu, jakoś tu żyjemy. Wilno niedaleko, młodzież wyjeżdża za chlebem do stolicy, bo tutaj pracy nie znajdziesz. Pozostało jeszcze kilku rolników, którzy mają technikę i uprawiają ziemię. Ktoś po troszku trzyma swój ogrodzik, ale żywioły to już nie trzymają – bardzo drogo wynająć kogoś do skoszenia sianka. A i postarzeli wszyscy. Kiedyś dużo więcej ludzi do kościoła przychodziło, do spowiedzi kolejki stały. Dzisiaj prawie pusto, w całych Taboryszkach zostało 330 osób. Nic nie zostało, ani szkoły, ani zakładu, ani fermy. Są trzy sklepy, felczerka – ciśnienie zmierzy, lek zapisze. Rodziny w większości polskie, ale są też litewskie, rosyjskie, mieszane. Niektóre wnuki rozmawiają już po angielsku. Taki znak czasów – opowiada Halina Sibik.

 

Publikacja z cyklu litewskie dziedzictwo kulturowe – wspólne bogactwo wszystkich narodów. Projekt jest częściowo finansowany przez Departament Mniejszości Narodowych i rządu Republiki Litewskiej.

 

 

 

 

 

Anna Pieszko :