X
    Categories: Wiadomości

Najważniejsza Szkoła w moim życiu (2)

Zbigniew Balcewicz

„Obyś żył w ciekawych czasach…“.
To stare chińskie powiedzenie, a właściwie dość poważne przekleństwo, pasuje jak ulał do tego, co się działo w społeczeństwie, gospodarce i polityce w czasach, w których przypadło naszemu pokoleniu żyć, uczyć się i pracować.

7 lipca 1965 roku uroczyście wręczono nam dyplomy ukończenia Szkoły. Dyplom z czerwoną okładką, czyli „z wyróżnieniem“, dawał mi wolną rękę w dalszym określeniu swojej przyszłości. Mogłem kontynuować studia dzienne na wyższej uczelni, bądź podjąć pracę według swego uznania. Na to pierwsze nie miałem możliwości materialnych, musiałem więc pracować, podejmując studia wieczorowe na Wydziale Prawa Uniwersytetu Wileńskiego.
Nauczycieli klas początkowych w szkołach wileńskich w tamtym roku nie brakowało, więc zaproponowano mi pracę starszego zastępowego pionierskiego w Szkole Średniej Nr 26 w Nowej Wilejce. Do podobnej pracy nas nie przygotowywano, nigdy też nie byłem aktywistą pionierskim czy komsomolskim (do tych organizacji, jak reszta kolegów, należałem raczej formalnie), więc 1 września 1965 r. przestąpiłem próg szkoły z obawą i niepewnością. Dyrektor szkoły Jan Zakrzewski w dodatku dał mi geografię w 5 klasie. Administracja szkoły oraz nauczyciele przyjęli mnie przychylnie i pomagali mi sprostać nowemu zadaniu. Po upływie zaledwie pół roku zaproponowano mi pracę kierownika wydziału szkół nowowilniaskiego rejonowego komitetu komsomołu. Moje nowe obowiązki miały polegać na nadzorowaniu pracy z młodzieżą w szkołach tego rejonu m. Wilna. Tak się rozpoczęła moja przygoda z działalnością społeczno-polityczną, która towarzyszyła mi praktycznie przez całe życie. Zarówno, kiedy pracowałem przez kilka lat w komitecie partii, jak również na stanowiskach zast. przewodniczącego komitetu wykonawczego m. Wilna (dzisiejszy odpowiednik – wicemer), czy redaktora naczelnego „Kuriera Wileńskiego“, skąd startowałem do Rady Najwyższej Republiki Litewskiej, zostając Sygnatariuszem Aktu Niepodległości Litwy. W latach 2001-2004 byłem oddelegowany przez AWPL do pracy na stanowisku wicenaczelnika Administracji Okręgu Wileńskiego.

Wiedza, jaką zdobyłem, ucząc się w Szkole Pedagogicznej, okazała się przydatna w każdej późniejszej mojej pracy oraz działalności społecznej. Nigdy nie traciłem kontaktów ze szkołą, w której podjąłem pierwszą pracę. Jak każda polska szkoła, była ona bastionem zachowania polskości przed totalną rusyfikacją Polaków na Litwie, w tym również w najbardziej polskiej dzielnicy Wilna, jaką była Nowa Wilejka. Z bólem w sercu obserwowałem, jak się kurczy liczba uczniów w polskich klasach w szkołach rejonu. Nawet w jedynej polskiej Szkole Średniej nr 26, gdzie „dla udogodnienia“ mieszkańcom starej części Nowej Wilejki na „prośbę rodziców“, a właściwie – odgórną wskazówkę władz – zorganizowano równoległe klasy rosyjskie. Z roku na rok wzrastała w nich liczba uczniów, niestety – również kosztem dzieci z polskich rodzin. Razem z Zofią Moroz, koleżanką z lat studenckich w Szkole Pedagogicznej, która pełniła funkcję wicedyrektora szkoły nr 26, zastanawialiśmy się, jak uatrakcyjnić nauczanie w tej placówce. Wpadliśmy na pomysł zorganizowania polskiego, ludowego zespołu pieśni i tańca na wzór działających wówczas w innych szkołach Wilna zespołów „Wilenka“ oraz „Świtezianka“. Wykorzystując w pewnej mierze swoje stanowisko służbowe (pracowałem w rejonowym komitecie partii) poprosiłem Wiktora Turowskiego, kierownika artystycznego i dyrygenta „Wilii“, który wówczas nadal pracował w Szkole Pedagogicznej, o objęcie w powstającym szkolnym zespole kierownictwa chóru. Byłego tancerza „Wilii“, Władka Jarmołowicza (prywatnie – krewniaka mojej żony), zaprosiłem do kierowania grupą taneczną, zaś kapelą, na naszą prośbę, zgodził się kierować Stanisław Naruszkiewicz. Wicedyrektor Zofia Moroz, liczni nauczyciele oraz rodzice włożyli wiele trudu, by zaistniał szkolny, ludowy zespół pieśni i tańca „Pierwiosnki“, który swój pierwszy występ miał w marcu 1978 roku, czyli już ponad 40 lat temu.

Inną naszą wspólną „akcją“ było zorganizowanie polskiej klasy w nowej dzielnicy Nowej Wilejki, a mianowicie – w litewskiej Szkole Średniej nr 24. Aby dotrzeć do Polaków – rodziców przyszłych pierwszoklasistów – dostarczyłem listy wyborców. Pomogły mi w tym nauczycielki Zofia Moroz i Ewa Warżagolis oraz przyszła nauczycielka nowo organizowanej pierwszej klasy, ś.p. Bronisława Mordasówna-Mackiewicz, które chodziły po domach, aby namówić rodziców do oddania dzieci do polskiej klasy. Praca ta została uwieńczona sukcesem.
Przykłady z pracy u podstaw, prowadzonej przez absolwentów Szkoły Pedagogicznej na rzecz zachowania polskości i krzewienia patriotyzmu wśród ludności polskiej na Wileńszczyźnie, można by mnożyć bez końca. Każdy z nas mógłby na ten temat dużo opowiedzieć nie tylko z własnego doświadczenia. Nauczyciele polskich szkół zawsze byli i dotychczas są na polu walki. Szkolnictwo polskie musiało walczyć o swoje przetrwanie początkowo z rusyfikacją, później zaś (faktycznie do dziś) z lituanizacją. Walka ta polega na upominaniu się o swoje prawa, głoszeniu własnych poglądów, proteście przeciwko decyzjom narzucanym przez władze oświatowe czy partyjne. Również rodzice nierzadko podejmują walkę wewnętrzną przy wyborze szkoły dla swoich dzieci, bowiem są świadomi wagi tej decyzji, która będzie miała wielki wpływ na ich dorosłe życie. Można śmiało stwierdzić, że walka o polskie szkoły, to walka o przyszłość dzieci, o swoją tożsamość.
Do roku 1988, szczytu procesu rusyfikacji, kryzys w polskim szkolnictwie ciągle się pogłębiał. Liczba uczniów klas polskich zmalała do 9 985 osób. Było to 2,7 razy mniej niż w 1953 roku. Uczniowie szkół polskich stanowili jedynie 2 proc. uczniów Republiki Litewskiej w stosunku do 7-procentowego udziału ludności polskiej.

Sytuacja w szkolnictwie zaczęła się kardynalnie zmieniać wraz z odrodzeniem świadomości narodowej Polaków. W pierwszych szeregach zrywu patriotyzmu narodowego często byli wychowankowie Szkoły Pedagogicznej, którzy na swoje barki przyjęli odrodzenie autentycznej szkoły polskiej na Litwie. Dzięki staraniom nauczycieli opracowano nowe programy nauczania i podręczniki oraz „Podstawowe kierunki przebudowy polskiej szkoły ogólnokształcącej na Litwie“. Do klas polskich zaczęły powracać dzieci z polskich rodzin. Potrzeba posyłania dzieci do szkół z ojczystym językiem nauczania, która została podyktowana odrodzeniem świadomości narodowej na początku lat 90., była spełnieniem marzeń wielu Polaków mieszkających na Wileńszczyźnie. W roku szkolnym 1999/2000 do szkół polskich uczęszczało już 21 913 uczniów, czyli ponad dwukrotnie więcej w porównaniu z rokiem 1988.
Liczba uczniów i szkół polskich wzrastała, ale praktycznie bez zmiany pozostawały struktury oświatowe, zaś rządząca na Wileńszczyźnie AWPL oraz będąca pod jej wpływem Polska Macierz Szkolna kurczowo trzymały się „zachowania tradycyjnego modelu szkoły polskiej na Litwie“.

Koncepcja przebudowy szkół narodowościowych, która pojawiła się na początku ruchu odrodzenia państwa litewskiego, a także idea przebudowy szkoły polskiej opartej na ścisłym powiązaniu z językiem ojczystym, narodową kulturą i tradycją, ugruntowaniu polskiej tożsamości narodowej, nie została, niestety, urzeczywistniona. Dramatycznie potoczyły się losy Szkoły Pedagogicznej, która w r. 1991 została zreorganizowana w Wileńską Wyższą Szkołę Pedagogiki, zaś w roku 2002 stała się Wydziałem Pedagogiki Kolegium Wileńskiego. W latach niepodległej Litwy Szkoła całkowicie zaprzestała kształcenia nauczycieli klas początkowych i wychowawców przedszkoli w języku polskim. 16 stycznia 2002 r. litewskie Ministerstwo Oświaty zatwierdziło „Regulamin oświaty mniejszości narodowych“, w którym m.in. przewidziano rezygnację z tłumaczenia podręczników dla dwóch najstarszych klas (XI-XII) szkół mniejszości narodowych. Uprawomocnione zostało podejmowanie decyzji w sprawie wyboru egzaminu maturalnego z języka ojczystego w szkołach mniejszości narodowych przez maturzystów, a nie przez rady szkoły. Zgodnie ze znowelizowaną w 2011 roku ustawą o oświacie, bez odpowiedniego przygotowania, pochopnie ujednolicono egzamin maturalny z języka litewskiego w szkołach mniejszości narodowych, co znacznie skomplikowało sytuację uczniów. W polskich szkołach obecnie brakuje nowoczesnych podręczników oraz młodej, wykwalifikowanej kadry pedagogicznej. Ogólnie biorąc, odczuwa się nieprzychylny stosunek władz politycznych i oświatowych republiki do polskiego szkolnictwa. Niekiedy szkoły polskie są traktowane przez niektórych urzędników państwowych oraz polityków jako instytucje kształcące nielojalnych obywateli. Najwidoczniej miały na to wpływ przypadki wciągania dzieci przez niektórych polityków do wszelkiego rodzaju akcji politycznych, ze strajkami włącznie.

Te oraz inne czynniki złożyły się na to, że szkolnictwo polskie na Litwie znów znalazło się w trudnej sytuacji, jeżeli nie w kryzysie. Nie tylko z przyczyny niżu demograficznego znów katastrofalnie zmniejszyła się liczba uczniów, których na początku minionego roku szkolnego w polskich szkołach było już tylko około 11,5 tys., czyli prawie o połowę mniej w porównaniu z rokiem szkolnym 1999/2000. Niektórzy politycy oraz działacze oświatowi twierdzą, że niby „ostatnio sytuacja się ustabilizowała“. Czy tak jest naprawdę i czy taki stan rzeczy można nazwać „stabilizacją“? Co należy zrobić, aby polskie szkolnictwo na Litwie, jak na początku lat 90-tych, znów powstało z kolan i kto to uczyni? Liczyć możemy wyłącznie na młodą generację litewskich Polaków, bo większość tych, którzy uratowali polskie szkolnictwo w latach 90-tych, a tym bardziej 50-tych, tego już nie zrobi. Mieszkamy dziś w wolnej Litwie, w odróżnieniu od tamtych czasów możemy bez obawy tłumaczyć naszym Rodakom wagę polskiej szkoły dla przyszłości naszych dzieci i wnuków. Ważne jest przekonywanie Litwinów, że nie ma potrzeby lituanizować Polaków, że Litwę można kochać również rozmawiając po polsku, jak to czynili Stanisław Naruszewicz, Michał Romer oraz wielu innych Polaków – patriotów Litwy. Wielokulturowa, wielojęzyczna Wileńszczyzna była skarbem Wielkiego Księstwa Litewskiego i niech taką pozostanie.
* * *
Nie budzi wątpliwości fakt, że trocko-wileńska Szkoła Pedagogiczna przez lata swojego istnienia pozostawiła głęboki ślad nie tylko w naszych sercach i umysłach, ale też w historii Wileńszczyzny, całej Litwy oraz częściowo również Polski. Należy to udokumentować i propagować wśród dzisiejszego i przyszłych pokoleń zarówno Polaków, jak i Litwinów, szczególnie mieszkańców Wileńszczyzny.

Zbigniew Balcewicz
absolwent XX promocji Wileńskiej Szkoły Pedagogicznej
Fot. archiwum autora
Odc. ost. Pocz. w nr 133 (18404)

KW :