X
    Categories: Wiadomości

Ślimacze decyzje w sprawie zagrożenia wywołanego barszczem Sosnowskiego

Najskuteczniejszym sposobem zwalczania barszczu jest stosowanie herbicydów Fot. archiwum

Władze wciąż zwlekają z wprowadzeniem przepisów, które mają zapewnić lepszą koordynację działań związanych ze zwalczaniem barszczu Sosnowskiego.

„Ministerstwo środowiska przygotowuje przepisy, w których zostanie przewidziany okres, w ciągu którego gospodarz będzie musiał usunąć barszcz Sosnowskiego z własnej posesji, sposób, w jaki ma to zrobić oraz ustalić odpowiednie kary za nieposłuszeństwo. Samorządy samodzielnie zdecydują, w których miejscach należy usunąć barszcz” – napisano w komunikacie ministerstwa.

Tę niebezpieczną roślinę rozpoznać nietrudno. Może osiągać gigantyczne rozmiary – miewa nawet do 4 metrów wysokości, a łodyga potrafi rozrosnąć się do 10 centymetrów średnicy. Wielkie liście, przypominające rozczapierzone dłonie, mają średnicę do półtora metra. Kwiaty barszczu wyglądają jak przerośnięty koper.

„W 2014 roku Ministerstwo Środowiska i Departament Leśnictwa Wydziału Ochrony Środowiska stworzyło mapę miejsc, gdzie znajdują się największe skupiska barszczu Sosnowskiego. Według preliminarnych danych, obecnie, ta mocno toksyczna oraz inwazyjna roślina na Litwie może zajmować powierzchnię 10 000 ha. Najmniej barszczu Sosnowskiego rośnie w Dzukiji, na obszarach zalesionych” – napisano w komunikacie.

Cieszący się złą sławą barszcz Sosnowskiego to roślina z rodziny selerowatych. Trafiła do nas z obszarów byłego Związku Radzieckiego, gdzie została mylnie sklasyfikowana jako pożyteczna. Niestety, prędko okazało się, że szkodzi zarówno uprawom, jak i ludziom. Rozprzestrzenia się szybko i efektywnie, jest zdumiewająco żywotna. Należy mieć się przed nią na baczności – unikać jej i nie zbliżać się. Powoduje poważne oparzenia. Niektóre kontakty z barszczem Sosnowskiego kończyły się śmiercią.

„Obecnie barszcz Sosnowskiego na Litwie jest zapisany do gatunków inwazyjnych i powinien być kontrolowany lub eliminowany zgodnie z przepisami niszczenia gatunków inwazyjnych. W 2006 roku Kiejdany, jako pierwszy samorząd rozpoczął walkę z tym chwastem. Od dwóch lat samorząd stołeczny także prowadzi podobną walkę. Według samorządu wileńskiego ta niebezpieczna roślina może zajmować powierzchnię 81 tys. metrów kwadratowych. Najskuteczniejszym sposobem zwalczania barszczu są chemikalia, to znaczy stosowanie herbicydów. Za ich pomocą można zniszczyć 90 procent barszczu, jeżeli rośnie na powierzchni od 50 do 100 metrów kwadratowych. Jeżeli rośnie na większych działkach niż 100 metrów kwadratowych, to zniszczenie następuje od 30 do 50 procent” – napisano w komunikacie.

Mer rejonu wileńskiego, Maria Rekść w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” powiedziała, że barszcz Sosnowskiego w rejonie usuwany jest poprzez koszenie, na razie nie stosuje się żadnej chemii.

– Barszcz Sosnowskiego w rejonie wileńskim rośnie na działkach właścicieli, którzy swoją ojcowiznę przenieśli do rejonu wileńskiego. Dzisiaj ta ziemia stoi nieuprawiana i właśnie tam rośnie ten barszcz. Właścicieli znaleźć nie możemy. Oczywiście zdarzają się przypadki, że i u stałych mieszkańców rośnie barszcz, ale to są pojedyncze osoby – zaznaczyła mer.

Trujący chwast na Litwę został sprowadzony z Kaukazu w latach 50. XX wieku Fot. archiwum

W ubiegłym roku Jelena Razuk, mieszkanka Landwarowa, opowiadała nam, jak podczas spaceru nieopodal byłej posiadłości Tyszkiewiczów w Landwarowie poparzyła się barszczem Sosnowskiego. Kobieta do dzisiaj odczuwa skutki tego zdarzenia.

– Rany zagoiły się, ale miejsce, które było poparzone, na słońcu od razu robi się czerwone. Nie chciałabym tego przeżyć jeszcze raz. Pamiętam, że wtedy odczuwałam nudności, zawroty głowy. Rany goiły się jeszcze przez kilka miesięcy. Dzisiaj, na szczęście, barszczu Sosnowskiego jest mniej. W miejscach publicznych ten niebezpieczny chwast już prawie został usunięty. Ale prywatne posesje są nadal porośnięte barszczem Sosnowskiego, który rozprzestrzenia się na inne działki. Trudno jest go tam zwalczyć, ponieważ nie zawsze udaje się znaleźć właściciela tej ziemi, a potem zmusić go, aby usunął te niebezpieczne chwasty – opowiada Jelena Razuk.

Roślinę można niszczyć ręcznie lub mechanicznie (poprzez wykopywanie lub ścinanie kwitnących pędów) oraz chemicznie, przy czym optymalnym rozwiązaniem jest działanie konsekwentne i skoordynowane w dużej skali, z użyciem różnych metod, w zależności od wielkości populacji i miejsc jej występowania.

Trujący chwast na Litwę został sprowadzony z Kaukazu w latach 50. XX wieku. W czasach stalinowskich rozpoczęto jego uprawę na wielką skalę, ponieważ miał służyć jako pasza dla bydła. Po niedługim czasie, z powodu problemów z uprawą i zbiorem, głównie ze względu na zagrożenie dla zdrowia, uprawy były porzucane.

Barszcz Sosnowskiego jest rośliną silnie ekspansywną, rozprzestrzenia się w zaskakującym tempie. W dodatku chwast jest silnie toksyczny. W soku znajdują się niebezpieczne dla skóry związki, które mogą powodować oparzenia I, II a nawet III stopnia. Niebezpiecznie jest właśnie teraz, podczas upałów, ponieważ wysoka temperatura oraz duża wilgotność powietrza powodują, że barszcz Sosnowskiego staje się bardzo groźny, a wywołane przez niego obrażenia przypominają poparzenie wrzątkiem. Co ciekawe, objawów poparzeń nie widać od razu. Pojawiają się dopiero od 8 do 12 godzin po nasłonecznieniu soku na skórze. Poparzenia przez barszcz Sosnowskiego mogą utrzymywać się nawet wiele lat. Znane są przypadki, kiedy blizna po kontakcie z tą rośliną utrzymywała się nawet do 8 lat.

 

 

Honorata Adamowicz :

View Comments (1)

  • Mimo tego, ze nazwisko Sosnowski brzmi jako polskie, podejrzewam, ze ten caly Sosnowski byl Rosjaninem i w dodatku agentem Kremla.