0
Po udanej operacji w Polsce mały Gabriel wrócił do domu

Dzielna rodzinka Dudzińskich w komplecie Fot. archiwum rodzinne

W kwietniu br. pisaliśmy już o kilkumiesięcznym Gabrielu z Solecznik, który czekał na poważny zabieg: przeszczep wątroby. Niezwykle trudna operacja została przeprowadzona w Polsce i zakończyła się sukcesem.

Po ponad dwumiesięcznym pobycie w polskim szpitalu rodzice z synkiem od tygodnia już są w domu. Towarzyszą im mieszane emocje: ogromnie się cieszą, że operacja się powiodła, martwią się o dalsze zdrowie dla synka, przepełnia ich wdzięczność wobec wszystkich znanych i nieznanych ludzi, którzy pomogli im w trudnych chwilach, gdy trzeba było ratować zdrowie i życie Gabriela.

– Nie wiem, w jakich słowach nasza rodzina może wyrazić całą wdzięczność za okazaną nam pomoc. W naszym przypadku liczył się każdy, nawet najmniejszy gest, który pomógł w odzyskaniu zdrowia dla naszego Gabriela. Chcielibyśmy też podziękować dla pracowników samorządu w Solecznikach, a także dla dyrektora i pracowników spółki Lotos Baltica, gdzie pracuje mąż – dziękuje Bożena Dudzińska, mama Gabriela.

Operacja, a raczej dwie operacje, były niezwykle skomplikowane. Jeden z zabiegów polegał na pobraniu fragmentu wątroby od dawcy, czyli mamy Gabriela. 9-godzinna operacja trwała nieprzerwanie od 7 rano do 16 po południu. Natomiast w trakcie drugiej operacji dzielny maluch spędził na stole operacyjnym 11 godzin.

– Mogę tylko przypuszczać, jak ogromnie trudne to było zadanie dla chirurgów, wymagające zarówno precyzji, jak i wytrzymałości fizycznej. Mąż Jurek, opowiadał, że po skończonej operacji nasz chirurg, Piotr Kaliciński, słaniał się ze zmęczenia, a idąc korytarzem, trzymał się ściany – mówi Bożena.

Stan Gabriela po operacji znacznie się poprawił Fot. archiwum rodzinne

Idąc na operację, mama liczyła się z ryzykiem, że po otwarciu brzucha i wycięciu woreczka żółciowego w ostatniej chwili okaże się, że jej wątroba nie będzie dobra dla syna. Jak mówiła, nie wykażą tego wcześniej żadne badania USG, ani tomografia, ani podawanie kontrastów – jest to dostrzegalne tylko dla oka chirurga. Szczęściem, wszystko poszło zgodnie z planem. Ogromne zadanie do wykonania mieli chirurdzy. Każda mała tętniczka musiała być złączona z tętnicą z wątroby dorosłego człowieka, ich połączenie wymagało niezwykłej dokładności. Udało się, zwłaszcza, że dzieckiem zajęli się świetni lekarze profesjonaliści: prof. dr hab. Piotr Kaliciński, kierownik Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Transplantacji Narządów z Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie, a także dr hab. Marek Szymczak z Kliniki Chirurgii Dziecięcej i Transplantacji Centrum Zdrowia Dziecka, chirurg dziecięcy Marek Stefanowicz. Rodzice są wdzięczni za utrzymanie dobrego stanu dziecka przed operacją dr Mai Klaudel-Dreszler i pediatrze Joannie Teisseyre.

– Trafiliśmy do szpitala w bardzo dobrym stanie, jak oceniali to lekarze. Gabriel miał stosunkowo dobrą wagę, ale jego stan już zagrażał życiu, ponieważ miał za mało białka, złe parametry krwi. Po przybyciu do Polski podwyższono mu poziom albumin, po czym od razu poczuł się lepiej, zrobił się aktywniejszy – opowiada Bożena.

Gabriela operowały dwa zespoły chirurgów: pierwszy usuwał chorą wątrobę, drugi robił przeszczep. Inna grupa lekarzy pobierała narząd u mamy Gabriela w Samodzielnym Publicznym Szpitalu Klinicznym na Banacha w Warszawie. Jeden z lekarzy nadzorował, by zostały pobrane odpowiednie fragmenty wątroby, później zaś ze szpitala na Banacha dostarczył karetką przeszczep do Centrum Zdrowia Dziecka dla Gabriela.

– Trafiliśmy na wspaniałych specjalistów, personel niezwykle wysoko wykwalifikowany – podkreśla Bożena. – Pielęgniarki podawały leki dożylnie non stop z ośmiu strzykawek, nie licząc kroplówek. Gabriel leżał podłączony do specjalnych pomp podających około 20 różnych leków jednocześnie – opowiada mama.

Przez dwa tygodnie po operacji maluszkowi podawano pokarmy jedynie dożylnie, do tego kroplówki i morfinę. Nic dziwnego, że stracił na wadze i był bardzo osłabiony. Zdarzało się, że płakał non stop, nawet przez sen.

Kiedy Bożenę wypisano ze szpitala na Banacha i po tygodniu po operacji mogła wrócić do dziecka, nie od razu poznała synka.

– Zobaczyłam bardzo małe, wychudzone, drobne dziecko, które nie potrafiło nawet płakać – jego głos przypominał pisk małego kotka – wspomina.

Po operacji Gabriel był jednak na tyle silny, że mógłby oddychać samodzielnie, ale lekarze zdecydowali, że do rana następnego dnia będzie intubowany. Po kilku dniach z OIOM-u został już przewieziony na salę.

– Bóg był przy nas ciągle, z pewnością pomogły modlitwy wszystkich naszych znajomych i nieznajomych. Słyszałam o takich przypadkach, kiedy niektóre dzieci leżą na intensywnej terapii miesiącami i nie potrafią nawet samodzielnie oddychać. Dzięki Bogu, u nas było inaczej – mówi Bożena.

Co prawda, doszło do kilku mocno stresujących sytuacji, kiedy mimo pozornie dobrych wyników badań nieoczekiwanie wynikła potrzeba wykonania biopsji. Lekarze podejrzewali, że organizm Gabriela odrzucił przeszczep. Były chwile niepewności, strachu, płaczu. Na szczęście badanie wykazało, że wątroba się przyjęła. Po powrocie na Litwę powtórzono badanie, wykazało ono, że wątroba funkcjonuje prawidłowo.

– W Polsce doznaliśmy wiele życzliwości i wsparcia od bardzo różnych ludzi. Tadeusz Romanowski ze Wspólnoty Miłosierdzia Bożego z Solecznik zapoznał nas z członkami Legii Warszawa, zaprzyjaźniliśmy się zwłaszcza z Krzysztofem, który będzie zawsze mile widzianym gościem w naszym domu. Krzysztof odwiedzał nas w szpitalu, poświęcał swój czas, pomagał nam na różne sposoby, towarzysząc nam nawet w jeździe między szpitalami w Warszawie. Zdarzyło się tak, że nasz świeżo odremontowany samochód nieoczekiwanie zepsuł się w Polsce. Członkowie Legii pomogli nam znaleźć potrzebne części zamienne. Co najważniejsze – bardzo pomogli nam w znalezieniu mieszkania, dzięki czemu przez ponad 2 miesiące mogliśmy normalnie funkcjonować, ugotować świeże, domowe jedzenie. Wiele znaczyło dla nas również wsparcie moralne, nieustannie podtrzymywano nas na duchu – mówi z wdzięcznością Bożena.

Obecnie jest jeszcze za wcześnie na końcową ocenę stanu zdrowia Gabriela, maluch musi być poddawany stałym comiesięcznym kontrolom w Polsce. Co tydzień musi być na badaniach w Klinikach Santaros w Wilnie. Na Litwie stan zdrowia Gabriela nadzoruje gastroenterolog doc. Vaidotas Urbonas.

– Nigdy nie wiem, czy zabrać ze sobą torbę z rzeczami do szpitala, bo zdaję sobie sprawę z tego, że wyniki badań mogą być różne – mówi Bożena.

Zarówno dla mamy, jak i dla synka, trwa jeszcze okres rekonwalescencji i powrotu do sił. Część leków podawanych dla Gabriela już odstawiono i zamiast 20 medykamentów obecnie musi brać „tylko” 9 specyfików. W Polsce, w prezencie od szpitala, dostali lek, którego koszt na Litwie wynosi 565 euro. Tej buteleczki o pojemności 250 ml wystarcza na 40 dni. Rodzice mają nadzieję, że po roku stan Gabriela będzie tak dobry, że ten lek już nie będzie potrzebny. Część potrzebnych lekarstw wykupili w Polsce, wydali 800 złotych.

– Na szczęście synek powraca do zdrowia, ja też czuję się nieźle. Gabriel dwa razy dziennie bierze 2 leki na osłabienie odporności, po to, by organizm dziecka nie odrzucił przeszczepu, dlatego jest teraz bardzo podatny na różne wirusy. Staramy się unikać ryzyka, wielkich skupisk ludzi. Podobno pierwszy rok po operacji jest najważniejszy, bo tyle czasu trwa adaptacja nowego narządu – mówi Bożena.

Widać znaczną różnicę pomiędzy tym, jak Gabriel się czuł przed operacją, a jak zachowuje się obecnie. Maluch stał się dużo spokojniejszy, dłużej śpi, znacznie lepiej je. Kiedyś, przed operacją, budził się w nocy z płaczem co godzinę lub co pół godziny. Teraz wstaje w nocy jeden-dwa razy, żeby zjeść, zdarza się nawet, że przesypia spokojnie całą noc.

Mama Gabriela nie może się nacieszyć, że dziecko zaczęło jeść. Po 2 tygodniach po operacji podawano mu stopniowo po 10 ml mleczka, potem racje zwiększano. Największym szczęściem było, gdy zaczął jeść kaszkę.
– To taka wielka radość, kiedy dziecko otwiera buzię i prosi jeść. Po operacji stracił na wadze aż 2 kilogramy, więc ma co nadrabiać – opowiada Bożena.

Teraz Gabriel już sam siedzi, rodzice mają nadzieję, że niebawem zacznie raczkować.
– Zdajemy sobie sprawę z tego, że Gabriel rozwija się z opóźnieniem, ale cieszą nas wszystkie jego małe postępy. Gabriel jest ciekawy świata, lubi poznawać, chodzić na spacery, obserwować. Apetycik mu dopisuje i mamy nadzieję, że wszystko, co najgorsze, to już przeszłość – mówią rodzice.

Ustąpił również podwyższony poziom bilirubiny, który powodował, że cera dziecka przed operacją miała żółto-seledynowy odcień. Dziś ma zarumienione policzki i normalny kolor skóry.

– Bardzo dziękujemy wszystkim naszym znajomym i bliskim, a także zupełnie nieznanym osobom, od których doświadczyliśmy wiele dobrego. Dziękujemy za wsparcie, zarówno materialne, jak też za modlitwę, której moc stale odczuwaliśmy. Wiemy, że Soleczniki modliły się za nas podczas Mszy św. za zdrowie syna i udany przebieg operacji. Dziękujemy wszystkim za każdy gest, który pomógł w ratowaniu zdrowia synka. Dalej będziemy walczyli o zdrowie Gabriela – mówią wdzięczni rodzice.

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.