X
    Categories: Wiadomości

Reorganizacja służby zdrowia budzi coraz więcej niezadowolenia

Na tzw. czarną listę trafiło kilkadziesiąt rejonowych zakładów opieki zdrowotnej
Fot. Marian Paluszkiewicz

Zainicjowana przez rządzących reorganizacja służby zdrowia niejednokrotnie doczekała się już krytyki, zarówno ze strony polityków, jak też przedstawicieli szpitali rejonowych, którzy obawiają się likwidacji poszczególnych oddziałów, a w konsekwencji – całych placówek.

7 sierpnia, przedstawiciele partii opozycyjnych, władz samorządowych oraz szpitali rejonowych zorganizowali w sejmie konferencję prasową, podczas której przedstawili szereg zarzutów wobec ministra zdrowia, premiera i całego Związku Chłopów i Zielonych.

„Szpitale rejonowe są celowo zniesławiane. Inicjatorzy reform mówią o optymizacji, bo niektóre szpitale nie potrafią się utrzymać. Jednak ministerstwo ochrony zdrowia już od dwóch lat celowo robi wszystko, by rejonowe szpitale upadły i zostały zamknięte. Tymczasem wiele szpitali robi wszystko, by nie trafić na tzw. czarną listę – na przykład bierze pożyczki, żeby sprostać coraz większym wymogom stawianym przez ministerstwo” – powiedział konserwatysta Antanas Matulas.

Wtórował mu socjaldemokrata, Juozas Olekas, którego zdaniem minister zdrowia Aurelijus Veryga „nie ma jasnej wizji co do tego, jak ma przebiegać reforma służby zdrowia i potrafi jedynie coś zabronić czy zlikwidować, ale nie widzi sposobów reorganizacji”.

Zdaniem liberała Jonasa Liesisa, reformy w służbie zdrowia zmuszają medyków do emigracji, gdyż są likwidowane ich miejsca pracy. Organizatorzy konferencji poinformowali również o planach utworzenia organizacji, która będzie aktywnie sprzeciwiała się reformom w służbie zdrowia.

Tymczasem lider Związku Chłopów i Zielonych, Ramūnas Karbauskis, oskarżył opozycję o kłamstwo oraz próbę podżegania masowego niezadowolenia i niepokoju. W rozmowie z dziennikarzami Karbauskis zapewnił, że tzw. czarna lista szpitali nie istnieje, a informacje o niej mają być jedynie narzędziem partii opozycyjnych, mającym na celu zwiększenie napięcia w społeczeństwie.

Warto zaznaczyć, że tzw. czarna lista szpitali, o której już od jakiegoś czasu dyskutowano w społeczeństwie, w zeszłym tygodniu została opublikowana na portalu delfi.lt. Według portalu, lista została sporządzona przez ministerstwo ochrony zdrowia. Znalazły się na niej szpitale, które, w ocenie ministerstwa, nie są w stanie całodobowo zapewnić pacjentom należytej opieki i wszystkich niezbędnych usług.
Na listę trafiło kilkadziesiąt rejonowych zakładów opieki zdrowotnej, w tym szpitale w Janowie, Łóździejach, Szyłokarczmie, Taurogach, Janiszkach, Poswolu, Rosieniach, Ucianie, Szakiach, Radwiliszkach, Rakiszkach, Wisagini, Trokach, Solecznikach i in. W artykule portalu odnotowano, że w solecznickim szpitalu nie ma całodobowo działającego laboratorium, specjalistów od echoskopii i endoskopii, a niektórzy pracownicy nie posiadają odpowiednich kwalifikacji.

Tymczasem Zbigniew Siemienowicz, dyrektor szpitala w Solecznikach, w rozmowie z „Kurierem Wileńskim” zaznaczył, że sporo opublikowanych w zeszłym tygodniu informacji odnośnie konkretnych placówek, nie odpowiada rzeczywistości.
– Autorka artykułu, opublikowanego na portalu delfi.lt, właśnie nas odwiedziła i upewniła się, że nie wszystkie posiadane przez nią dane, są prawdziwe. Na przykład, odwiedziła nasze laboratorium i przekonała się, że wszystko tam działa tak, jak należy – powiedział nam Zbigniew Siemienowicz.

Jak powiedział lekarz, przyczyn publikowania różnego rodzaju „czarnych list” należy poszukiwać w planach ministerstwa ochrony zdrowia związanych z reorganizacją służby zdrowia, zakładającą ograniczenie usług medycznych świadczonych przez rejonowe szpitale na rzecz szpitali w wielkich miastach.
– Chodzi, jak zawsze, o pieniądze. Państwo nie ma pieniędzy na dostateczne finansowanie szpitali rejonowych, ale chce jednocześnie, żeby świadczyły one usługi na takim samym poziomie, jak duże szpitale w miastach. Na przykład, rejonowym szpitalom zarzuca się niedostateczną ilość poważnych zabiegów zdrowotnych. Jeżeli ich ilość nie sięga 300 w ciągu roku, to ogranicza się finansowanie, co ostatecznie musi wpłynąć na działalność szpitala. Są to dziwne wymagania, gdyż nie odzwierciedlają rzeczywistości, bo zmniejsza się liczba ludności, czyli pacjentów też jest coraz mniej. Jednak ci, którzy zostają, muszą przecież otrzymać odpowiednią opiekę lekarską – wyjaśnia Zbigniew Siemienowicz.

Jak dodaje, kolejny problem, z którym borykają się rejonowe szpitale, to brak młodej, wykwalifikowanej kadry.
– Młodzi lekarze nie chcą pracować w rejonach z powodu zbyt niskich płac. My natomiast nie mamy możliwości zaproponowania im takich wynagrodzeń, które służyłyby jako zachęta przyjazdu do rejonu. Finanse to nie jedyny problem. Chodzi o to, że specjaliści nie mają też pewności, że praca zostanie zapewniona na dłuższy okres, bo obawiają się, że szpitale będą stopniowo zamykane. Z kolei władze zarzucają rejonowym szpitalom, że nie możemy zapewnić świadczenia określonych usług. Ale to przecież już nie od nas zależy, bo skąd weźmiemy nowych specjalistów, na których kasy chorych nie wydzielają środków? – retorycznie pyta dyrektor szpitala w Solecznikach.

 

Brygita Łapszewicz :