X
    Categories: Wiadomości

Kosztowna wypraw(k)a do szkoły

Największe koszty wyprawek szkolnych ponoszą rodzice dzieci młodszych Fot. Marian Paluszkiewicz

Tydzień przed początkiem roku szkolnego przejrzeliśmy oferty sklepów zwykłych i specjalistycznych, jak też rynku wileńskiego Gariūnai, aby podliczyć, ile może kosztować plecak i jego zawartość. Ceny wyprawek szkolnych w tym roku wahają się od 100 do nawet 400 euro. Wszystko zależy m.in. od jakości produktów czy wieku dziecka.

To, co wchodzi w skład wyprawki szkolnej, zależy od wieku dziecka. Na każdym etapie edukacji wymagane są inne przybory, zeszyty, podręczniki i akcesoria. Największe koszty ponoszą rodzice dzieci młodszych. Pociecha potrzebuje odpowiedniego, dobrze wyprofilowanego plecaka, całą stertę przyborów szkolnych, strój na gimnastykę czy obuwie na zmianę.

Na rynku Gariūnai w piątek z rana nie było zbyt tłocznie. Sprzedawcy artykułów szkolnych mówią, że prawdziwy chaos będzie dopiero 1 września, gdyż większość rodziców otrzymuje w tym czasie wypłaty, a i rok szkolny rozpoczyna się 3 września.

– Już przed dwoma tygodniami poczuliśmy, że zbliża się rok szkolny. Sprzedajemy tylko plecaki szkolne, nie mamy więcej żadnych artykułów szkolnych. Odkąd w sieciach handlowych przed początkiem roku szkolnego odbywają się jarmarki, a zniżki dochodzą do 40 procent, na rynku nikt nie kupuje, bo się nie opłaca. W tym roku ceny są takie same. Tornister szkolny można kupić za 10 euro, a można zapłacić i 70 euro. Wszystko zależy od jakości i oczywiście od zawartości portfela rodziców. Nie sprowadzamy bardzo drogich, ponieważ nikt u nas nie kupi. Jeżeli ktoś może sobie pozwolić za plecak zapłacić 100 euro, to na rynek nie pojedzie – tłumaczy nam Grażyna, od 10 lat pracująca na rynku w Gariūnai.

Jak powiedziała, zdanie dzieci i rodziców dotyczące szkolnych tornistrów często się różni. Dla dzieci najważniejsze jest, aby torba była kolorowa. Natomiast dla rodziców najważniejsza jest cena, a potem jakość.

– Moda na plecaki w tym roku się zmieniła. Już raczej nie mamy takich bardzo kolorowych z bohaterami z kreskówek. Dla młodszych są kolorowe, ale to raczej jakieś uśmieszki, kotki czy inne nieduże rysunki. Rodzice zawsze najpierw pytają o cenę, jeżeli cena nie odpowiada, to od razu zaczynają dziecku mówić, że tornister jest nieładny i niepraktyczny. Jeżeli cena odpowiada, to zaczynają patrzeć na jakość, a o ewentualnym wpływie tornistra na kształtowanie się kręgosłupa prawie nikt nie myśli. O tym, jaki plecak kupić, częściej decydują sami rodzice – opowiada Grażyna.

Ceny wyprawek szkolnych w tym roku wahają się od 100 do nawet 400 euro Fot. Marian Paluszkiewicz

Obok stoiska z tornistrami stała nadęta Monika, uczennica trzeciej klasy, która głową kręciła na każdy tornister, który proponowała jej mama.

– To katastrofa! Chyba zwariuję? Nic panience się nie podoba. Chce plecak za 50 euro, bo właśnie taki ma jej koleżanka. Ja nie mogę sobie na to pozwolić. Ogółem, na wyprawkę szkolną dla dwóch uczniów, córki z trzeciej klasy i syna z siódmej klasy, mam przeznaczone 100 euro. Na rynku kupiliśmy strój na gimnastykę – getry za 12 euro, koszulkę za 10 euro i trampki też za 10. A dla syna za strój na gimnastykę zapłaciłam 30 euro. Mundurki, koszule i pantofle mają z ubiegłego roku. Każdy cent muszę liczyć. W Maximie podczas wyprzedaży kupiłam zeszyty, długopisy i inne tam szkolne przybory, za co zapłaciłam około 20 euro. A więc tornister mogę kupić za 20, no może 25 euro, nie droższy – ubolewa matka dzieci.

Natomiast przy stoisku z akcesoriami szkolnymi w centrum handlowym Maxima tłok, bo właśnie rozpoczął się jarmark szkolny. Tutaj najtańszy tornister kosztuje 19,99 euro, a najdroższy 49,99, zeszyty 12-kartkowe od 49-79 centów, piórniki od 2,49-9,99 euro, długopisy od kilkudziesięciu centów, za flamastry można zapłacić 3,99 euro, a można i 16,99 euro, wszystko zależy od jakości.

– Elza idzie do drugiej klasy. W ubiegłym roku zakupy do szkoły zrobiliśmy w Norfie. Kupowałam to, co najtańsze. Ja i mąż zarabiamy minimum, a mamy jeszcze dwie córki, na szczęście jeszcze chodzą do przedszkola. Mówią, że w szkole nikt nie wymaga, nikt nie patrzy na jakość. A to nieprawda… Moja córka ze szkoły wróciła zapłakana, bo kupiliśmy zeszyty nie takie, jak trzeba – pisząc piórem na drugiej stronie się odbija, buty na zmianę nie takie, bo podeszwa się ślizga, farbki suche, a muszą być mokre, papier w bloku za cienki – pani miała wiele innych uwag. Nie wiem, jak w tym roku będzie. Kupuję po trzy zeszyty, tornister otrzymaliśmy po kuzynce, mundurek został z ubiegłego roku a na resztę mnie po prostu nie stać. Będziemy kupować resztę w ciągu roku. Tak robi wielu rodziców – mówi rozgoryczona Teresa spotkana w Maximie na Lipówce.

W wileńskim centrum Akropolis, w markowym sklepie Charlot, też wszystko można kupić do szkoły, ale tutaj trzeba liczyć się z wyższymi cenami. Tutaj najtańszy plecak kosztuje około 45 euro, a najdroższy 170 euro, piórnik 4-30 euro. Za 36 kolorów kredek firmy Faber Castel Polychromos należy zapłacić 48,40 euro, za farbki tej firmy – 15,75, za flamastry – 6 euro.

– Często, zastanawiając się, jak zaoszczędzić na wyprawce, rodzice decydują się na kupowanie najtańszych, dostępnych na rynku przyborów szkolnych i tornistrów. Nie jest to najlepsze rozwiązanie. Tani tornister może nie wytrzymać nawet roku, nie będzie też należycie dbał o kręgosłup dziecka, najtańsze kredki i ołówki będą się często łamać i więcej czasu zajmie ich temperowanie niż faktycznie używanie, szczególnie jeśli w komplecie dziecko dostanie najtańszą temperówkę – radzi sprzedawczyni firmowego sklepu.

Dla dzieci najważniejsze jest, aby plecak był kolorowy Fot. Honorata Adamowicz

Spotkana w Akropolu pani Iwona, której córka pójdzie od września do drugiej klasy, mówi, że w tym roku jest drożej niż w ubiegłym.

– Musimy jeszcze kupić zeszyty, bloki, kredki i flamastry. Tornister już mamy, kosztował 100 euro, ale córce bardzo zależało właśnie na takim. Myślę, że na wszystko wydam 200-250 euro – mówi pani Iwona, której córka pójdzie od września do drugiej klasy.

Uczniowie klas starszych nie potrzebują już piórników z pełnym wyposażeniem czy kolorowych kredek, bloków. Zazwyczaj wystarczy długopis, ołówek i kilka przyrządów, z których korzystają na matematyce, np. ekierka czy linijka oraz kilka grubych zeszytów do robienia notatek i odrabiania pracy domowej.

– Do szkoły mam wszystko. Laptopa dostałam w ubiegłym roku, tusz kupiłam do kserokopiarki, komórkę mam nową, zastępuje mi zeszyty. Powoli piszę, nie nadążam, więc nagrywam. Na ćwiczeniówki i podręczniki zbieraliśmy w klasie. A więc dzisiaj kupiłam sobie plecaczek firmowy za 120 euro, mundurek mam stary, założę go na początek i koniec roku szkolnego – mówi Katrina, uczennica 3 klasy gimnazjalnej.

Według danych ministerstwa nauki i oświaty, w tym roku w kraju w przeszło tysiącu szkołach naukę rozpocznie ponad 320 tys. uczniów, w tym około 30 tys. pierwszoklasistów – podobnie, jak przed rokiem.

JAK ZAOSZCZĘDZIĆ NA WYPRAWCE SZKOLNEJ

Przed pójściem do sklepu po szkolne przybory, sprawdźmy te z ubiegłego roku. Nie ulegajmy zbyt łatwo prośbom dzieci o tornister z najmodniejszym nadrukiem czy markowe buty na wf. Jeśli plecak, piórnik czy kredki są w dobrym stanie, nie wydawajmy pieniędzy na nowe, a zmniejszymy nawet o 20 proc. planowane wydatki.

Jeśli ustaliliśmy, wspólnie z dziećmi, jakie przybory będą potrzebne do szkoły, idźmy po nie sami. Sprzedawcy już zadbali o to, aby dzieciaki wpadły w zachwyt na widok kolorowych gadżetów. A nam może być trudno im odmówić. Lepiej więc nie zabierać pociech ze sobą i nie narażać się na nieplanowane wydatki. A w domu dzieci i tak się ucieszą z tego, co im przyniesiemy.

Zanim wybierzemy się po szkolną wyprawkę, wspólnie z dziećmi zróbmy spis potrzebnych rzeczy. Zaplanujmy też budżet na ten cel. Wcześniej sprawdźmy ceny zeszytów i przyborów szkolnych w wybranych przez siebie marketach. Aby nie przekroczyć ustalonej kwoty, lepiej zabrać ze sobą tylko tyle pieniędzy, ile potrzeba na zakupy z listy. Jeśli weźmiemy ich więcej lub postanowimy płacić kartą, możemy się skusić na coś dodatkowego.

 

 

Honorata Adamowicz :