0
Kazimierz Karpicz: „Stajemy się rozpoznawalni”

Dzisiaj Pałac Balińskich w Jaszunach otwarty jest na różne rodzaje działalności: koncertową, edukacyjną, szkoleniową, wystawową Fot. Marian Paluszkiewicz

Rozmowa z Kazimierzem Karpiczem, dyrektorem Pałacu Balińskich w Jaszunach

We wrześniu br. minęły już 3 lata, odkąd po renowacji budynku Pałac Balińskich został oddany do użytku. Właśnie się skończył 3. etap projektu, podczas którego wykonano ostatnie prace konserwatorskie z zachowaniem autentycznego wnętrza. Jak wygląda dzień dzisiejszy pałacu, tej niewątpliwej wizytówki rejonu solecznickiego, co oferuje zwiedzającym?

Ukończony remont budynku był to wielki wysiłek, który nieco zaburzył normalną pracę, ale zarazem jest to wielkie osiągnięcie. Kolejną rzeczą jest to, że długo oczekiwane meble do sal konferencyjnych już mogą spełniać swe zadanie i próbujemy właśnie wychodzić na rynek usług konferencyjnych, ponieważ obiekt już jest w pełni wyposażony do tych celów.

Poza tym w trakcie remontu został zamontowany system do rozwieszania obrazów, dlatego możemy już uczestniczyć w programach wystawowych. Oprócz tego powolutku poszerzamy ekspozycję muzealną, choć daleko nam jeszcze do pełnowymiarowego muzeum. Codzienną, naszą podstawową pracą jest podejmowanie turystów. Oprowadzamy wcześniej zamówione wycieczki, opowiadając ogólne fakty historyczne. Cieszymy się z tego, że już pojawiają się zamówienia na węższe, bardziej konkretne tematy, jak np. „Słowacki w Jaszunach” czy „Jaszuny Radziwiłłowskie”.

Pałac Balińskich w Jaszunach jest też miejscem atrakcyjnym dla młodzieży szkolnej ze względu na nieszablonowe, ciekawe lekcje…

W końcu września ogłosimy listę pierwszych tematów edukacyjnych, tak by młodzież mogła przyjechać, wysłuchać wykładu, wykonać ćwiczenia. Oczywiście bazować będziemy na tematyce Jaszun, mogą tu się odbywać lekcje historii, języka polskiego, języka litewskiego. Niektóre tematy już są opracowane, jesteśmy też otwarci na tematy zgłaszane ewentualnie przez same szkoły.

Na razie opieramy naszą ofertę na naszej arcybogatej historii, staramy się w jak najbardziej atrakcyjny sposób ją opowiedzieć. Mamy całą informacyjną salę wyposażoną w kolorowe plansze informacyjne, bogato ilustrowane, zróżnicowane tematycznie, opracowane w lakonicznym skrócie – taka łatwa w odbiorze ściąga. Tu za pośrednictwem nowoczesnych plansz opowiadamy o starych dziejach.

Piękną tradycją stały się już organizowane tu koncerty muzyki klasycznej i nie tylko…

Rzecz, która najlepiej się rozwija i której nie zakłócił nawet remont, to działania koncertowe. Organizacyjne sprawy bierze w swoje ręce Centrum Kultury w Solecznikach we współpracy z różnymi instytucjami, jak np.  Litewska Filharmonia Narodowa i inne. Comiesięczne koncerty w sali pałacu stały się już dobrą tradycją. Cieszą się popularnością nieodpłatne letnie koncerty muzyki klasycznej odbywające się co niedziela pod otwartym niebem.  Większość muzyków już zna nasze warunki i powiedziałbym, że ta działalność odbywa się koncertowo. Mimo że nie mamy specjalistycznego sprzętu, artyści chętnie do nas przyjeżdżają z własnym nagłośnieniem i instrumentami.

Jak wielu turystów odwiedziło już pałac? Czy ten zakątek Wileńszczyzny jest atrakcyjny również dla gości z całej Litwy i spoza kraju?

 

Prowadzimy ewidencję turystyczną od 15 listopada 2015 r. Z danych wynika, że wkrótce osiągniemy liczbę 35 tysięcy zwiedzających. W pierwszym roku działalności dało się zauważyć wysokie zainteresowanie ze strony mieszkańców naszego rejonu – obiekt był nowy i blisko. Ale w końcu pierwszego roku stwierdziliśmy, że pałac wywołuje dość duże zainteresowanie turystyki litewskiej. Byli już u nas przedstawiciele wszystkich samorządów litewskich, po czym połowa z nich „wysłała” do nas wycieczki autokarowe. Przyjeżdżały do nas i Taurogi, i Kłajpeda – mimo że to przecież kawał trasy. Najczęściej jednak turyści przybywają z Wilna i Kowna. Już w pierwszych tygodniach naszej działalności zwróciła na nas uwagę jedna z firm turystycznych, która wniosła nasz obiekt na listę stałych ofert. Dziś współpracujemy z pięcioma firmami.

Pałac Balińskich w Jaszunach jest też wpisany w dwie standardowe trasy w rejonie solecznickim. Trasa pierwsza prowadzi z Wilna przez Jaszuny do Dziewieniszek, trasa druga z Wilna przez Jaszuny do Republiki Pawłowskiej, Turgiel, czasami Taboryszek, do Miednik. Cieszymy się, że geografia naszych turystów poszerza się i stajemy się znani na Litwie. W pierwszym roku każda wycieczka z Litwy mówiła, że spotkała tu coś nieoczekiwanego, niespodziewanego i nieznanego o nas, dzisiaj takich głosów słychać mniej. Stajemy się rozpoznawalni i jest o nas głośno.

Jeżeli chodzi o turystów z Polski, to prawie każdy gość zwiedzający rejon solecznicki odwiedza również Jaszuny. Pojawiło się też kilka młodych firm, obsługujących turystów polskich, które wnoszą pałac w Jaszunach na listę swoich ofert. Do bogatych i wielkich firm jest nam trudno wejść, ponieważ doświadczona firma ma np. rozplanowany co do sekundy „bieg” po Wilnie i zejście z trasy 50 metrów w lewo czy w prawo jest nie do pomyślenia – my jesteśmy aż o 35 kilometrów od Wilna! Ale może kiedyś przekonają się również co do naszego obiektu. Na razie cieszymy się z uwagi tych mniejszych firm.

Jakie najcenniejsze zabytki posiada muzeum?

Niestety, nie jest ich wiele. Najważniejszym naszym zabytkiem jest sam pałac, jego ściany, które zachowały swą architekturę i geometrię. Architektura jest absolutnie autentyczna. Jedyna poważna przebudowa pałacu w roku 1875 była dokonana przez starych właścicieli i dzisiaj traktujemy tę dobudowaną część jako zabytkową. Natomiast wnętrze, niestety, nie zachowało się. Nie mamy ani starych obrazów, ani nawet informacji na temat ich losu. Z wielotysięcznej biblioteki jaszuńskiej, należącej do Jana Śniadeckiego i Michała Balińskiego, ocalało dokładnie 9 tomów – pozostałość z 6,5 tysiąca woluminów, rękopisów i ksiąg. Większość tych książek poszła z dymem w okolicznych piecach. To, co cudem udało się uratować w 1940 roku, stanowi fundusz Michała Balińskiego w bibliotece na Uniwersytecie Wileńskim. Cieszymy się, że przynajmniej mamy dokąd skierować zainteresowanych turystów.

Bogata kolekcja listów prywatnych, dotyczących historii literatury polskiej, przechowuje się w Krakowie na Uniwersytecie Jagiellońskim. Kolekcja ta została wypożyczona przez rodzinę jeszcze w 1938 roku na badania i tak się złożyło, że tam przetrwała wojnę. Część listów dotycząca naszej historii przechowuje się w Bibliotece Wróblewskich w Wilnie, cieszymy się z dobrej współpracy z pracownikami biblioteki. Ogólnie archiwiści i bibliotekarze wileńscy chętnie z nami współpracują i współczują, że nie mogą wypożyczyć nam na ekspozycję swoich zbiorów. Niestety, nie mamy statusu muzeum, bo nie mamy dostatecznej ilości zabytków, a nabywać zabytki nie mamy prawa, bo nie mamy statusu muzeum – taki zaklęty krąg.

W czasie, gdy pałac był intensywnie przywracany do życia, deklarowało się, że będzie prowadzona współpraca z Uniwersytetem Wileńskim. Jak to wygląda obecnie?

Jako były student Alma Mater Vilnensis mogę uniwersytet tylko chwalić. Tamte deklaracje na moje oko bardzo pomogły w procesie ruszenia remontu do przodu. Uniwersytet jest tak potężną i bogatą organizacją (jego roczny budżet jest kilka razy większy niż budżet naszego rejonu), że sama zaledwie deklaracja współpracy pomogła w rozpoczęciu prac remontowych, za co jesteśmy wdzięczni. UW i biblioteka uniwersytecka, i wydział chemii, i wydział medycyny, i pracownicy wydziału historii aktywnie i chętnie nam pomagają. Również naszym gościom uczelnia służy swoimi przewodnikami. Na niewtajemniczonym turyście robi ogromne wrażenie, że pracujemy w absolutnej współpracy. Uniwersytet udostępnił dla pałacu w Jaszunach wystawę dokumentów jaszuńskich, ale, niestety, z powodu braku statusu muzeum i odpowiednich warunków do przechowywania eksponatów ta wyjątkowa wystawa trwała zaledwie jeden dzień.

Czy zgodnie z wcześniejszymi założeniami projektowymi uda się odremontować również oficynę, która miała służyć jako baza noclegowa?

Kazimierz Karpicz Fot. Marian Paluszkiewicz

Niestety, z pierwszej fazy remontu oficyna wypadła z powodu prozaicznego braku środków. Poza tym w ciągu kilku ostatnich lat zmieniły się zasady chronologiczne, technologiczne i filozoficzne dotyczące remontu starych zabytków. Zgodnie z tą koncepcją najpierw muszą się odbyć prace konserwatorskie resztek historycznych walorów, a później zgodnie z osobnym projektem ma być rozpatrywane przystosowanie wyremontowanego budynku do naszych potrzeb, czyli bazy noclegowej. Rzeczywiście, ostro brakuje nam w tej chwili bazy noclegowej. Prowadzą się w tej chwili prace projektowe, ufamy, że dość szybko rozpocznie się realny remont oficyny, ale brakuje na razie dokładnych terminów. To samo dotyczy remontu przypałacowego drewnianego świrna.

Włożył Pan ogrom pracy w sporządzenie drzewa genealogicznego rodu Balińskich i Śniadeckich, co wiązało się również z odszukaniem ich żyjących w różnych częściach świata potomków. Jakie wrażenia wywożą dzisiejsi potomkowie słynnych uczonych z pobytu w Jaszunach?

Nasz pałac odwiedzili przedstawiciele dalszej rodziny, którzy najczęściej mieszkają w Polsce. Większość z nich widziała nasz pałac w latach 80-tych ubiegłego wieku czy też widzieli ruiny pałacu na przełomie wieków. Dzisiaj jednoznacznie cieszą się i podziwiają ten wysiłek, na który, jak się okazało, było nas stać. Byli u nas również przedstawiciele wszystkich trzech odłamów ostatnich właścicieli pałacu – państwa Sołtanów. Po dwakroć przyjeżdżali potomkowie mieszkający w Stanach Zjednoczonych, po dwakroć przedstawiciele różnych odłamów z Kanady. Pokolenie emigrantów zza oceanu niechętnie rozmawiało z dziećmi i wnukami na tematy pochodzenia, ich potomkowie rozmawiają już wyłącznie po angielsku. Dziwią się, że na tej Litwie wcale nie ma przysłowiowych białych niedźwiedzi i jest to w miarę cywilizowany kraj, szczerze podziwiają odremontowany pałac i chętnie się dzielą zabytkami z ubiegłych epok, które przechowują u siebie – mamy kopie fotografii, kopie listów, kopie pamiętników, co pozwala poszerzać wiedzę o ostatnim pokoleniu właścicieli.

Nazwisko Balińskich zachowało się tylko w linii rosyjskiej, jej przedstawiciele mieszkają w Moskwie i Petersburgu. Potomkowie córek Balińskich mieszkają w Krakowie, Warszawie, Trójmieście. Doszło do kuriozalnej sytuacji,  kiedy to za naszym pośrednictwem jedna gałąź rodziny poznała inną. Dzięki takim kontaktom z potomkami mamy szerszy i o wiele bardziej żywy wgląd w historię rodu.

Jest Pan chodzącą encyklopedią wiedzy o historii Jaszun i dziejach rodu Balińskich i Śniadeckich. Skąd to zainteresowanie?

Przyjechałem do Jaszun w grudniu 1997 roku, podjąłem pracę dyrektora w polskiej szkole. Pierwsze, co mnie zszokowało, to mogiła Jana Śniadeckiego na dworskim cmentarzu.  Ta figura jest legendą polskiej kultury i nauki, praktycznie każde polskie miasto ma instytucję lub ulicę imienia jednego lub obu braci Śniadeckich. Pałac był wtedy jeszcze w stosunkowo niezłym stanie. Potem zaczęło się szperanie po resztkach szkolnego muzeum krajoznawczego. Kolejny etap nastąpił, kiedy odżyły kontakty naszej szkoły ze środowiskiem żnińskim. W kościele w Żninie bracia Śniadeccy zostali ochrzczeni, powiedziałbym, że są to w Żninie postacie kultowe. Po powrocie ze Żnina, kiedy przekonałem się, że historia Jaszun jest tak dobrze zbadana i znana 800 kilometrów na zachód od nas, nie wypadało wiedzieć mniej i trzeba było przyśpieszyć badania, poszukiwania, klasyfikowanie informacji. Zasugerowałem uczniom, by stworzyli komputerowy katalog resztek szkolnego muzeum i powbijali teksty ze starych, pożółkłych kartek do komputera. Jest to do dziś moja prywatna podstawa źródeł informacji. Następnie każdy kolejny tekst, który trafiał do rąk, był ocyfrowywany. Potem doszło do kontaktu z Aleksandrem, potomkiem Balińskich z Petersburga – to było pierwsze większe otwarcie się na rodzinę Balińskich. Jak się okazało, jest on wielkim pasjonatem historii swej rodziny, swą wiedzą chętnie się podzielił. Kolejne wyjście to były krakowskie kontakty i kolejna duża kolekcja fotografii rodziny Balińskich. Potem poszerzyliśmy gałąź o młodszego wnuka Jędrzeja Śniadeckiego, który nazywał się Kazimierz Śniadecki i został pochowany na Rossie w Wilnie. Jeden z jego prawnuków mieszkał w Warszawie, inny w Trójmieście, poznałem tych wnuków ze sobą, dalej poszerzyłem zbiór fotografii. Kontakt z Amerykanami i Kanadyjczykami znalazł się za pomocą Facebooka.

Jak się Pan czuje w tym, co Pan robi?

Trochę smutno, bo bezkonkurencyjnie. W tej chwili może ktoś z potomków zacznie się ciekawić genealogią, żal, że o cudzej genealogii wiem więcej niż o własnej. Cieszę się, że doszło do remontu pałacu i fakt, że wygląda on dzisiaj tak, jak wygląda, odbieram jak łaskę Bożą. Bo niestety, był czas, że przestawałem już wierzyć, że kiedyś ten remont ruszy, a jednak się udało. Wstyd mi za tamte chwile zwątpienia, ale z niedowiarka stałem się świadkiem cudu. Taka dobra zmiana.

Publikacja z cyklu litewskie dziedzictwo kulturowe – wspólne bogactwo wszystkich narodów. Projekt jest częściowo finansowany przez Departament Mniejszości Narodowych i rządu Republiki Litewskiej.

 

 

Leave a Reply

Your email address will not be published.

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.