Śpiewaki pogrzebowe — tradycja Wileńszczyzny

529
Pani Stefania szczyci się niezmiernie, że tradycję śpiewania na pogrzebach podtrzymują jej synowie Fot. Barbara Chikashua
Pani Stefania szczyci się niezmiernie, że tradycję śpiewania na pogrzebach podtrzymują jej synowie Fot. Barbara Chikashua

„Na pogrzebach nie dla pieniędzy śpiewam. Uważam, że jeśli Pan Bóg obdarzył nas jakimś darem, to musimy to oddawać ludziom” — mówi pani Stefania, która od ponad 60 lat śpiewem żegna odchodzących na tamtą stronę świata.

Na przeciągu stuleci śmierć w szczególny sposób łączyła lokalną społeczność Wileńszczyzny. Powstawały niepisane zasady, rytuały godnego pochówku osoby zmarłej. Wówczas do tragedii rodziny poczuwała się cała wieś, wszyscy spieszyli z pomocą, wszyscy przychodzili pożegnać nieboszczyka.

Natenczas przydawano wielką wagę znaczeniom towarzyszącym pogrzebowi. Wierzono, na przykład, w duchową obecność zmarłego w domu w czasie pogrzebu, dlatego też wykonywano pewne rytuały, aby wraz z wyniesieniem ciała z domu, wyszedł duch nieboszczyka, aby nie przywołał kolejnych nieszczęść.

Ceremoniał pogrzebowy, począwszy od czuwania przy zmarłym i  śpiewaniu pustonocnych pieśni, uczestniczeniu w wyprowadzeniu, uroczystościach w kościele i na cmentarzu, wreszcie w obiedzie żałobnym, który odbywał się wyłącznie w domu, wśród najbliższych. Według tradycji zwłoki ani na chwilę nie były zostawiane same. W dobie obecnej najbliżsi coraz rzadziej mają bezpośredni kontakt ze śmiercią swego domownika, gdyż nierzadko umiera on w szpitalu, w otoczeniu osób mu obcych. Również przygotowanie ciała oraz towarzysząca temu forma obrzędu odchodzi w zapomnienie, ponieważ obcy ludzie wykonują jedynie swoją pracę. Ciało nieboszczyka trafia do kostnicy, nierzadko w przypadku osoby młodej, też na sekcję zwłok. Do ostatniego spotkania z najbliższymi dochodzi jedynie w domu pogrzebowym. Absolutna odwrotność do czasów nie tak odległych, może nawet sprzed lat dwudziestu, trzydziestu…

Oczywiście współczesny model pogrzebu przyjmuje się w większych miejscowościach oraz miastach, gdzie powstają liczne domy pogrzebowe, narzucając swoje schematy, zakorzenione tradycje pozostawiając w cieniu. To one przyczyniły się do złamania zasady całodobowego czuwania płaczek przy nieboszczyku, których zadaniem było opłakując  go wychwalać. Zastąpiono je grupami śpiewaków, którzy śpiewają pieśni pogrzebowe. Obecnie domy pogrzebowe czynne są przeważnie do godziny 22.00. Nocne czuwanie w domach pogrzebowych są dzisiaj wyjątkiem, gdyż nie wszystkie domy pogrzebowe na prośbę rodziny najbliższej zostają otwarte.

Ludowy obrządek godnego pogrzebu, zgodnie z którym od pokoleń chowano na Wileńszczyźnie, nie wszędzie w równym stopniu uległ zmianie. Dzisiaj istnieją różne modele pogrzebu na wsi i w mieście. Młode pokolenie chowa inaczej, starsi natomiast chcą mieć śmierć i pogrzeb w ich pojęciu. Chcą, by czuwano nad ich zwłokami w dzień i w nocy, by przy konaniu był ktoś, kto poda im gromnicę.

Niezależnie jednak od zmieniających się zwyczajów, grzebaniu zwłok, a także całemu obrzędowi również dzisiaj towarzyszą śpiewy i zbiorowe modlitwy. Wraz z pojawieniem się domów pogrzebowych nowością na pogrzebach stało się puszczanie delikatnego tła muzyki żałobnej z płyty. Szczególnie młode pokolenie preferuje tę formę muzyki, zamiast modlitwy śpiewaków, nierzadko niemiłej dla ucha rodziny w tej trudnej chwili. Ten fakt nieraz zastanawia. Czyżby śpiewacy pogrzebowi w niedalekiej przyszłości zostaną zastąpieni banalnym sprzętem muzycznym?

78–letnia Stefania Królikowska, śpiewaczka pogrzebowa ze Skojdziszek, absolutnie nie widzi takiego zagrożenia:
— Przede wszystkim w domach pogrzebowych zawsze jest włączany podkład muzyczny, jednak kiedy przychodzą śpiewacy i zaczynają się modlić, to na tych kilka godzin muzykę się wyłącza. Nie ma z tym żadnego problemu”.

Przeważnie grupy śpiewaków pogrzebowych na pogrzeb są zapraszani. Sporadycznie zdarzają się wypadki, że przychodzą sami.

Jak wspomina pani Stefania, kiedy jeszcze w okresie nastoletnim z mamą chodziła na pogrzeby („bo tak trzeba było”), zapłaty dla śpiewaków wówczas nie było, tylko poczęstunek. Teraz natomiast zazwyczaj pobiera się opłatę. Tradycja płacenia za śpiewanie na pogrzebach przyjęła się od lat dwudziestu. Nie ma jednak żadnej określonej sumy, którą się pobiera za śpiewanie — „kto ile może”. Oczywiście, jeśli jest wyraźnie widoczne, że w rodzinie sytuacja finansowa jest trudna, to często się pieniędzy nie przyjmuje.

„Na pogrzebach nie dla pieniędzy śpiewam. Uważam, że jeśli Pan Bóg obdarzył nas jakimś darem, w moim wypadku głosem, to musimy to oddawać ludziom. Poprzez śpiew rozumiem przede wszystkim szczerą modlitwę do Boga, ale również jestem zdania, że śpiew, ta modlitwa powinna również podobać się ludziom” — tłumaczy pani Stefania.

Dzisiaj śpiewanie na pogrzebach jest dość rozpowszechnione. Wcześniej grupy śpiewaków pogrzebowych tworzyły się raczej na wsiach. Obecnie  są również przy wileńskich kościołach. Grupy śpiewaków są dość zróżnicowane.
Na przykład w Skojdziszkach działają 2 grupy śpiewaków, liczące po 3-4 osoby. Są to przeważnie członkowie lokalnych chórów kościelnych bądź zespołów ludowych.

Jedną z grup kieruje Stefania Królikowska. Pomocą służą nieraz jej synowie — Walenty i Jarosław.

Wcześniej wśród społeczności lokalnej śpiewaków zawsze uznawano za grupę ludzi, która w całej okolicy cieszy się poważaniem i jest uznawana za swego rodzaju autorytet w sprawach pogrzebu. Śpiewakiem pogrzebowym mógł zostać tylko ten, kto w opinii otoczenia nie tylko dobrze śpiewa, ale jest przede wszystkim dobrym, prawym człowiekiem i ma czyste sumienie.

Śpiewacy przychodzą wieczorem, a czuwanie kończą już przed północą, albo i wcześniej, w zależności, gdzie odbywa się pogrzeb. W młodości pani Stefanii śpiewano do 4 rano.

Modlitwy i pieśni wykonywane w czasie czuwania i pochówku mają zapewnić zmarłemu zbawienie. Zdaniem pani Stefanii oraz jej synów, którzy również potrafią się modlić podczas pogrzebów, pieśni mają siłę uspokajającą. — Równy, spokojny śpiew modlitewny jest prawdziwym ukojeniem dla bólu najbliższych… — mówią Walenty i Jarosław.

Rodzina Królikowskich preferuje właśnie taki charakter modlitwy żałobnej. Ich zdaniem, poprzez śpiewy żałobne zmarły żegna się z rodziną, sąsiadami, ze swym domem, prosi o modlitwę za swoją duszę, pociesza zostających na tym świecie. Pieśni i psalmy Dawidowe zawierają też pouczenia, jak żyć, aby po śmierci uniknąć wiecznej kary.

— Pieśni, wykonywane w określonej kolejności, towarzyszą kolejnym etapom pogrzebu, opisują je i komentują — zaznacza pani Stefania. Ważny jest również rodzaj wybieranych pieśni na pogrzebie, gdyż różnią się one w zależności od pory roku, od kalendarza kościelnego oraz od tego, kto jest nieboszczykiem — osoba młoda, czy też starsza.

— Śpiewanie na pogrzebach stało się już naszą tradycją  — mówi Walenty Królikowski. —Śpiew na pogrzebach to dla mnie nie tylko zachowanie tradycji rodzinnych, ale i tradycji polskich na Wileńszczyźnie.