174
Białorusini — „paradoksalna świadomość narodowa”

Akcja młodych Białorusinów na Placu Łukiskim

Akcja młodych Białorusinów na Placu Łukiskim

Wiosną tego roku w kawiarni na Zarzeczu odbył się, w dużym stopniu improwizowany, wspólny happening artystów z Polski, Litwy i Białorusi, w czasie którego swój występ miała legenda białoruskiego rocka Pit Pawłow.

— Bardzo lubię to miasto, które przez 800 lat było białoruskie, a tylko przez 20 lat nad Ostrą Bramą wisiała polska flaga, a teraz wisi litewska — wyznał wówczas ten wykonawca, po raz kolejny udowadniając, że spór o Wilno dotyczy nie tylko narodów polskiego i litewskiego…

Wilno było stolicą Wielkiego Księstwa Litewskiego, które Białorusini uznają za „swoje”, argumentując, że językiem oficjalnym księstwa był starobiałoruski i słynne Statuty Litewskie były napisane w tym języku. Po 1905 r., gdy rozpoczęło się na dobre białoruskie odrodzenie narodowe, Wilno odegrało swoją kluczową rolę dla białoruskiej kultury, między innymi dlatego, że Wilno chociaż należało do Rosyjskiego Imperium, było mniej zrusyfikowane niż Mińsk. Tu działali i tworzyli klasycy białoruskiej literatury: poeta Janka Kupała (Iwan Łucewicz) czy publicysta, pisarz i reżyser teatralny Franciszek Alachnowicz. Tu zaczęto wydawać pierwszą białoruską gazetę — „Nasza Niwa”. Gazeta ukazywała się w Wilnie aż do wkroczenia armii radzieckiej w 1939 r. Po odzyskaniu przez Litwę niepodległości została reanimowana, ale po kilku numerach redakcja przeniosła się do Mińska. Obecnie jest to jedno z nielicznych niezależnych pism na Białorusi o orientacji liberalno – konserwatywnej.

Sporo racji w wypowiedzi Pita Pawłowa widzi Galina Siwołowa, dyrektorka jedynej na Litwie szkoły z białoruskim językiem nauczania im. Franciszka Skoryny. — Nie chcę być adwokatem tego człowieka, ale częściowo z nim się zgadzam. Uważam jednak, że zapomniał dodać tylko jedno słowo „i”. Wilno jest miastem „i białoruskim”. Wilno — to Mekka dla wielu narodów, w której bez większej krwi oni mogli współżyć i rozwijać się — tłumaczy Galina Siwołowa. Dla dziennikarki „Radia Swobody” z Białoruskiego Towarzystwa Oświatowego (Baltarusių švietimo draugija) na Litwie Tatiany Pokład jest czymś oczywistym, że wielu Białorusinów w Wilnie czuje się jak „u siebie”. — Tak naprawdę od wieków tutaj nigdy nie było granicy. Dlatego dla ludzi z Oszmiany, Lidy czy Grodna Wilno zawsze było bliższe niż Mińsk — twierdzi Tatiana Pokład. Wilno z zasady nie może nie podobać się, uważa Wiktorija Ignatenko, Białorusinka studiująca w Wilnie oraz kierowniczka studenckiego teatru „EST”. — Jest to miasto, o którym dorośli mówili najczęściej, czy to kontekście historycznym, czy w kontekście własnych wspomnień — przyznała się nam Wiktorija Ignatenko.

Białorusini są jednym z tych narodów, którym w XX wieku po prostu się nie powiodło. Ogłoszona 25 marca 1918 r. Białoruska Republika Ludowa przetrwała zaledwie kilka miesięcy. Próba federacji z Polską nie powiodła się m. in. dlatego, że część elit białoruskich obawiała się, że Białorusini jako słabszy element zostaną pochłonięci przez Polaków. Z perspektywy lat można stwierdzić, że ich obawy nie były całkiem bezpodstawne. O błędnej polityce II Rzeczypospolitej wobec mniejszości białoruskiej pisał wielce znany polski pisarz Józef Mackiewicz. Zarazem świadomie podawała się za Białorusinów tylko nieduża grupa inteligencji, skupiająca się w kilku większych miastach, niemająca oparcia w zwykłych ludziach. Sytuacja nie zmieniła się również po upadku Związku Radzieckiego, zwłaszcza po dojściu do władzy na Białorusi Aleksandra Łukaszenki, który przywrócił sowiecką symbolikę i język rosyjski jako drugi państwowy. Dlatego obecnie niezależne białoruskie życie kulturalno – społeczne rozwija się przede wszystkim poza jej granicami: na Litwie, w Polsce czy Wielkiej Brytanii. — Sądzę, że zagranica będzie tym potencjałem, który pomoże odrodzeniu w kraju — nie traci nadziei Tatiana Pokład.

Oficjalnie na Litwie Białorusinów jest prawie 43 tysięcy, co stanowi ok. 1,2 proc. mieszkańców. W odróżnieniu od Polaków nie mieszkają w zwartym skupisku, a raczej są rozsiani po całej Litwie. Prezes Stowarzyszenia Organizacji Społecznych Białorusinów Litwy (Lietuvos gudų visuomeninių organizacijų susivienijimas) Roman Woinickij uważa, że litewskich Białorusinów można podzielić na dwie grupy. Pierwsza to są tak zwani autochtoni, czyli ludzie, którzy mieszkają na tych terenach od dziada pradziada, tych najwięcej jest w Wilnie, w rejonach wileńskim i solecznickim. Druga grupa — to element napływowy z Białorusi; ludzie, którzy przyjechali tutaj po wojnie do pracy. Najprężniejsze ośrodki ich są w Wisagini i Kłajpedzie. — Między tymi dwoma grupami są pewne różnice. Autochtoni są bardziej przywiązani do białoruskiego języka i tradycji. Natomiast dla tych, którzy przybyli po wojnie te rzeczy często są obojętne. Sam pochodzę z Zachodniej Białorusi, ale bliżsi są mi autochtoni — powiedział „Kurierowi” Roman Woinickij, który na Litwę przybył w 1981 roku. Spod Grodna pochodzi również Galina Siwołowa, która o sobie mówi, że jest typową „ofiarą miłości” jak wiele obecnych litewskich Białorusinek. Na Litwę przybyła pod koniec lat 70. na dwa lata, aby nauczyć się strzelać z łuku i języka polskiego. Los jednak chciał, aby przed samym wyjazdem spotkała swego przyszłego męża. O ile odrodzenie Białorusinów na Litwie pod koniec lat 80. ubiegłego wieku zapoczątkowali „miejscowi”, w dużym stopniu absolwenci przedwojennego gimnazjum białoruskiego w Wilnie, to obecnie większość działaczy białoruskich — to „przybysze” z Białorusi.

W ciągu ostatnich kilku lat można zaobserwować jeszcze jedną grupę Białorusinów na Litwie, są to studenci Europejskiego Uniwersytetu Humanistycznego. Europejski Uniwersytet Humanistyczny (EUH) założyła w 1992 r. w Mińsku grupka intelektualistów jako alternatywę wobec skostniałego sowieckiego systemu edukacyjnego. W 2004 r. białoruskie władze zamknęły uczelnię, więc w roku następnym EUH przeniósł się on do Wilna. Wykłady tutaj odbywają się po białorusku, po rosyjsku i po angielsku. — Większość studentów mówi między sobą po rosyjsku, ale ze znajomością białoruskiego nie ma problemu. Gdy ktoś zaczyna rozmawiać po białorusku, to nie ma problemu, generalnie panuje u nas atmosfera liberalno-demokratyczna — powiedział „Kurierowi” Kirił Atamanczik, student III roku Kulturowego Dziedzictwa i Turystyki oraz członka akademickiej organizacji StudAliance. Chociaż na Litwę przybywa dużo młodzieży z Białorusi, to raczej nie planuje tutaj osiedlić się na stałe. — Albo jadą dalej na Zachód, bo uniwersytet jest dobrym startem przed Europą, albo wracają do kraju, bo trzeba pamiętać, że wyjazd z Białorusi za granicę nadal jest kłopotliwy — wyjaśniła sytuację Tatiana Pokład.

Stosunki między nowymi „przybyszami z ojczyzny” a istniejącymi organizacjami białoruskimi są poprawne, ale do serdecznych na pewno nie należą. — Spotykamy się, pomagamy sobie nawzajem, ale wielkiej przyjaźni w naszych relacjach nie ma — powiedział „Kurierowi” Roman Woinickij. Dla Tatiany Pokład taka sytuacja jest naturalna i nie widzi tu żadnego problemu. — Te organizacje stały się zbyt tradycyjne. One mają swoją niszę i zbytnio nie idą na kontakt. Jednak młodzież sama zaktywizowała się — mówi Tatiana Pokładt. Wadzim Wileita z Zjednoczonego Centrum Inicjatyw Białoruskich (Jungtinis Baltarusijos Iniciatyvu Centras) przyczynę pewnej nieufności między młodymi a starszymi przedstawicielami białoruskich działaczy na Litwie widzi we wrodzonym „białoruskim konserwatyzmie”. — Coś sobie robię, coś robią inni, nie wiem jednak co, ale ze sobą kontaktujemy rzadko. To musi się zmienić — uważa Wadzim Wileta.

Druga przyczyna dotyczy poglądów politycznych. O ile starsza część działaczy białoruskich nie jest być może wyraźnie „prołukaszenkowska”, jest jednak za współpracą z władzami w Mińsku, natomiast młodzież pod tym względem jest bardziej radykalna w swych poglądach. — To są propaństwowe organizacje, mają stały kontakt z białoruską ambasadą, więc nasze stosunki z zasady nie mogą być zbytnio przyjazne — tłumaczy, na czym polega różnica między studentami EHU i miejscowymi działaczami Kirił Atamanczik. Obecnie na Litwie działa kilka młodzieżowych organizacji białoruskich. Jedną z najbardziej prężnych jest wyżej wspomniany Zjednoczone Centrum Inicjatyw Białoruskich, które organizuje koncerty białoruskich zespołów rockowych i bardów. Zorganizowali szereg akcji, które miały zwrócić uwagę świata na liczne fałszerstwa, których dopuściła się władza w Mińsku podczas ostatnich wyborów. — Nie jesteśmy organizacją białoruskiej mniejszości na Litwie, dążymy do zjednoczenie ludzi różnych narodowości, zawodów oraz przekonań politycznych, których podstawowym celem jest demokratyczna Białoruś — wyłuszcza podstawowe założenia Centrum Wadim Wileta. Przy EHU działa też klub filmowy oraz studencki teatr eksperymentalny „EST”. Teatr powstał w 2006 r., dotychczas wystawiono tylko jeden spektakl, ale teatr przeprowadził masę happeningów na wileńskich ulicach czy stołecznych klubach.

Obecnie Stowarzyszenie Organizacji Społecznych Białorusinów Litwy, które powstało przed 12 laty, zrzesza 19 organizacji. Są to przede wszystkim oddziały regionalne Stowarzyszenia. Prezes Stowarzyszenia jest również członkiem Rady ds. Mniejszości Narodowych przy Rządzie RL. Stowarzyszenie Białorusinów nie prezentuje jakiejś jednej opcji politycznej, co prawda kilku posłów z ubiegłej sejmowej kadencji — Wacław Stankiewicz czy Wiaczesław Wołcziok — przyznawało się do białoruskich korzeni, to jednak władze tej organizacji raczej stronią się od polityki, za główny cel stawiając kulturę i oświatę. Z kolei Stowarzyszenie Języka Białoruskiego im. F. Skoryny aktywnie uczestniczy w życiu politycznym Litwy. Przedstawiciele tej białoruskiej organizacji od lat startują w wyborach zarówno parlamentarnych, jak i samorządowych z listy Akcji Wyborczej Polaków na Litwie.

— Rozmawiamy zarówno z władzami w Mińsku, jak i z opozycją. Są w naszych szeregach ludzie o różnych poglądach politycznych — wytłumaczył „Kurierowi” Roman Woinickij. Kontakty i pomoc z Mińska są regularne, ale raczej należą do sztywnych i oficjalnych. — Jesteśmy dla nich trochę politycznie podejrzani — dodaje z uśmiechem Galina Siwołowa.

Szkoła im. Franciszka Skoryny jest jednym z ważniejszych ośrodków życia miejscowych Białorusinów, tu działa kilka dziecięcych zespołów ludowych, tu odbywają się liczne białoruskie imprezy kulturalne. Obecnie do szkoły uczęszcza 164 uczniów, jest zatrudnionych 30 pedagogów. Lekcje są prowadzone po białorusku i częściowo po litewsku. W języku państwowym naucza się matematyki i fizyki w starszych klasach. Do szkoły uczęszczają uczniowie nie tylko z Wilna i okolic, ale niektórzy dojeżdżają z takich odległych miejsc jak Wisaginia, Troki czy Soleczniki. Pod tym względem dużą pomocą służą dwa podarowane przez mera Mińska mikrobusy. — Prawdziwy problem — to paliwo, bo o nie musimy zadbać sami. Coś dają rodzice, coś białoruscy biznesmeni — opowiedziała „Kurierowi” Galina Siwołowa.

Białoruska szkoła powstała w roku 1994, za nim jednak do tego doszło, na początku lat 90. Galina Siwołowa razem z innymi działaczami białoruskimi zaczęła prowadzić białoruskie szkółki niedzielne. Później powstały białoruskie klasy przy dwóch szkołach rosyjskich. W 1994 dla wspólnoty białoruskie zostały przekazane pomieszczenia po byłym przedszkolu. Komputery przysłano z Mińska, a państwo litewskie dało pieniądze na szkołę. Pomieszczenie potrzebowało jednak gruntownego remontu, a środków katastroficzne nie brakowało. Nieoczekiwanie z pomocą przyszli Żydzi, którzy wynajęli część pomieszczeń pod swoje przedszkole. Dzięki ich pieniądzom białoruska szkoła przetrwała i mogła normalnie funkcjonować. — Bardzo dobrze nam się współpracowało. Przez pięć lat miałam całkowity spokój. Nikt nas się nie czepiał, natomiast gdy oni przenieśli się do własnych pomieszczeń, to w ciągu następnego roku miałam 17 wszelkiego rodzaju inspekcji. Wtedy zrozumiałam jak jest ważne przyjaźnić się z Żydami —żartuje dyrektorka.

Współpraca białorusko–żydowska ma zresztą dłuższą historię. 1 lutego 1919 roku, gdy w Wilnie powstało białoruskie gimnazjum — niezamożnym Białorusinom nieoczekiwanie z pomocą przyszli wileńscy Żydzi. W zamian mieli nieograniczony wstęp i całkowitą tolerancję w białoruskim gimnazjum, czego nie było w innych wileńskich szkołach. — Gdy się o tym dowiedziałam, to zrozumiałam, że historia lubi się powtarzać — powiedziała Galina Siwołowa.

Przedwojenne gimnazjum białoruskie w Wilnie funkcjonowało aż do roku 1944. Jednym z powodów do zamknięcia gimnazjum posłużył fakt, że część profesorów w czasie wojny kolaborowała z hitlerowcami. Duża część kadry pedagogicznej oraz uczniów była represjonowana: aresztowana, zesłana na Sybir lub nawet rozstrzelana. Przy gimnazjum działały muzeum i seminarium nauczycielskie. — Po wojnie unikalne zbiory muzeum zostały podzielony między trzy kraje: Litwę, Polskę i Białoruś. Dlatego dotychczas bardzo ciężko jest znaleźć pewne rzeczy — ze smutkiem wyznaje Galina Siwołowa.

Język jest jednym z podstawowych kryteriów, które wyróżnia naród lub grupę etniczną. Z tym na Litwie Białorusini mają pewien problem. Bardzo często w rodzinie czy dzieci w szkole między sobą rozmawiają po rosyjsku. Do rzadkości należą dzieci, które zarówno w domu, jak i z rówieśnikami rozmawiają tylko w ojczystym języku. — Wielki wpływ na to ma fakt, że oni nie słyszą na co dzień pięknego języka białoruskiego, którego na Litwie, a i często na Białorusi dziś nie usłyszysz. Zgoła inna sytuacja jest w Polsce, gdzie nadal można usłyszeć prawdziwą białoruską mowę — mówi „Kurierowi” Galina Siwołowa, dodając przy tym, że według niej polonizacja Białorusinów w Polsce jest jednak dużo szybsza niż na Litwie. Z Galiną Siwołową zgadza się Tatiana Pokład, twierdząc, że białoruska świadomość narodowa jest bardzo skomplikowana i często niezrozumiała dla obcych. —Na przykład, w ostatnim spisie ludności na Białorusi, aż 74 proc. zadeklarowało, że ich rodzimą mową jest język białoruski, ale po białorusku na co dzień rozmawia tylko 34 proc. Jest to bardzo ciekawy i paradoksalny przykład świadomości narodowej — powiedziała „Kurierowi” Tatiana Pokład.

Nie patrząc na dużą rusyfikację ludności białoruskiej, brak styczności z oryginalną mową ojczystą, liczne problemy chociażby z dojazdem, wielu rodziców Białorusinów oddaje jednak swoje latorośle do białoruskiej szkoły. Roman Woinickij dostrzega w wyborze rodziców nie tylko patriotyzm, ale i pewne względy pragmatyczne. Bo szkoła im. Franka Skoryny oferuje bardzo dobre wykształcenie, 80 – 90 proc. absolwentów tej uczelni trafia na studia wyższe. Mają ułatwiony dostęp do wyższych uczelni na Białorusi. — Nasza szkoła należy do 10 najlepszych na Litwie. Tu panuje prawie rodzinna atmosfera — uważa Roman Woinickij, który jest również dyrektorem do spraw technicznych w tej szkole. Dobry poziom oraz możliwość studiowania na Białorusi są czymś bardzo ważnym, według Tatiana Pokład, ale ona nie bagatelizuje również aspekt moralny. — Na Litwie, czy w ogóle za granicą, aby być kimś, trzeba się określić, kim się jest — uważa Tatiana Pokład.

174 odpowiedzi to Białorusini — „paradoksalna świadomość narodowa”

  1. józef mówi:

    Panu “markowi” ad 95. Cytat z literatury (w odpowiedzi na zadane pytanie o status “Zachodniej Białorusi”
    PS. proponuję nie używać tej ideologicznie wymyślonej nazwy):
    (…..) L.W. Tierieszkowicz , autor wstępu do tomu Grażdanskije dwiżenije w Biełorusii (Moskwa 1991), pisał: „rozwój procesów aktywności odrodzenia i rozwoju narodowości polskiej wyraził się w powstaniu w 1991 r. Związku Polaków na Białorusi […] znaczącą rolę w rozwoju ruchu polskiego odgrywa Kościół. Zdecydowaną większość kapłanów katolickich stanowią etniczni Polacy, uznający wszystkich katolików na Białorusi za Polaków. Popularność katolicyzmu, który w odróżnieniu od prawosławia zawsze był w opozycji wobec reżimu komunistycznego, szczególnie wśród młodzieży, jest znacząca. Powodzeniu prowadzonej przez księży polonizacji sprzyja znaczne rozprzestrzenienie się nastrojów polonofilskich, wzmocnionych oczywistymi w porównaniu z Białorusią, sukcesami Polski na drodze odchodzenia do totalitaryzmu i zachodzącymi tam zmianami ekonomicznymi. W takiej to sytuacji oraz w warunkach deetnizacji na Białorusi, licz¬ba mieszkańców uważających się za Polaków może znacząco wzrosnąć. W peł¬ni realną staje się perspektywa polonizacji, w przyszłości nawet swoiste rozdarcie północno-zachodniej Białorusi od reszty kraju”. W podobnym tonie, a nawet jeszcze bardziej alarmistycznym, wypowiadają się białoruscy działacze opozycyjni, a także publicyści związani z różnymi kręgami władzy. W. Zadalja, dziennikarz i radny grodzieński, w miejscowym tygodniku „Pahonia” (kwiecień, 1993) pisał: „na Grodzieńszczyźnie rozgrywa się obecnie rosyjską i polską kartę … w miejsce byłych komitetów KPB, w każdym rejonie obwodu utworzono regularne organy Związku Polaków na Białorusi … musimy dać temu odpór”.
    Przykładów takiego właśnie oglądu sprawy można przytaczać mnóstwo. Świadczą one o negatywnej nerwowości wobec faktu tak eksplozywnego ujawniania się i powszechnego zasięgu polskiego odrodzenia narodowego. Jednakże wbrew owym głosom nie odnotowano większych konfliktów na tle narodowościowym i nic nie wskazuje na to, by miały one powstać w przyszłości. Poza lokalnymi szykanami, wynikającymi raczej z mentalności sowieckiej niż nacjonalizmu, nie ma na współczesnej Białorusi konfliktu choćby tej miary, jak w stosunkach litewsko-polskich na Wileńszczyźnie litewskiej. Istotne zadrażnienia występują na niwie kościelnej i dotyczą głównie języka liturgii. Niektórzy duchowni wbrew woli wiernych wprowadzają do nabożeństw język białoruski. Charakterystyczne, że nie poddają się temu miejscowi księża, Dotąd (2002r.)czynili to przede wszystkim „nowinkarze” z Polski, słabo orientujący się w miejscowych stosunkach. Ostatnio natomiast, wykształceni już w seminarium grodzieńskim niektórzy duchowni o narodowej orientacji białoruskiej. Zwłaszcza w centralnych i wschodnich regionach Kraju….”

  2. do quinto mówi:

    byla taka ksiezka – wydawana ona byla 5 raz w ACADEMIAE ET UNIVERSITAS VILNENSIS SOCIETATIS IESU od 1620 (pierwsze wydanie) do 1713 (to jest akurat w tych czasach, kiedy rypal sie ten pijaka z koltunem “Pasek”, i nawet w tedy wydawano, kiedy on juz pod darnina pierdzial sie). Ta ksiazka nazywala sie “Dictionarium trium linguarum” – slownik litewsko-polsko-lacinski. Tego litewskiego bialorusini nierozumieli i dzis nieruzomieja. Ja juz niewiem, kto czytal te ksiazke w tych czasach, ale chyba czytali, jezeli 5 raz wydawano. I nikt nienaprawial(nawet sam Pasek) ani wydawcow, ani Wilenskiego Universyteta, ze to jest zmudzki, a nie litewski.

  3. marek mówi:

    józef:
    Użyłem pojecia “Zachodnia Białoruś” świadomie. Per analogiam do ewidentnych różnic, jakie występują na Ukrainie, których wyróżnikiem jest przedwojenna granica.
    O tym,ze istnieje potencjalnie silny ośrodek identyfikacji katolickiej (w domyśle polskiej) w opozycji do identyfikacji prawosławnej, jest faktem. Niemniej jednak mnie bardziej interesowały ewentualne różnice w obrębie osób o niepolskiej identyfikacji. Czy w ogóle istnieje coś takiego, jak tożsamość regionalna w Obwodzie Grodzieńskim i Brzeskim, wzmocniona doświadczeniami okresu międzywojennego podziału.
    Zdaję sobie sprawę, że pisanie dzisiaj o tożsamości narodowej na Białorusi, jest na wyrost. Być może w ogóle nie będzie białoruskiej świadomosci narodowej na wzór świadomości środkowoeuropejskiej.
    A może jest możliwe powstanie kilku wersji, np. poleszuckiej, czy nadniemeńskiej.
    Nie mam niestety w tej materii wielu wiadomości.

  4. do mareka mówi:

    dla polskich wschodnich aneksow bardziej dokladna byla by nie ukrainska analogia (przeciez Austria – to ciwilizacja, o Polska-B – to jakby polnocna Afrika). Dla okupowanych prze Polske obszarow pasuje analogia Karelii. Takie same wynardowienie jak finow, tak i bialorusinow.

  5. Astoria mówi:

    Mnie się wydaje, że gdyby zapytać kogoś, kto mieszka na Białorusi i się z tym krajem identyfikuje, kim jest, to odpowie, że jest Białorusinem, niezależnie od tego, czy czuje się też Polakiem, Rosjaninem, czy Białorusinem mówiącym w domu po rosyjsku, czy po białorusku. Słowem, ci ludzie posiadają przecież tożsamość, jakkolwiek by ją nie nazwać – narodową, społeczną, kulturową, “tutejszą” i zasadniczo też językową, bo się nawzajem zwykle rozumieją w różnych miejscowych językach. Więc nie sądzę, by Białorusini mieli problem z tożsamością białoruską, i żeby istniała potrzeba jej budowania. Bo ona już jest taka, jaka jest.

    Ta tożsamość może się wydać padaroksalna, ale tylko z punktu widzenia nacjonalistycznego, z punktu widzenia konceptu państwa narodowego. Współczesna Litwa jest przykładem państwa zbudowanego na podłożu narodowym i promuje tożsamość narodową pojętą wąsko, ograniczoną do etnicznych Litwinów, do tylko ich języka, do tylko ich (zmyślonej zresztą dla potrzeb nacjonalistycznej ideologii) historii. Czy do tego mieliby pretendować Białorusini?

    Obecna tożsamość białoruska przypomina tę z czasów WKLu, otwartą, inkluzywną, podkreślającą mieszkańca, obywatela, a nie jego przynależność etniczną, językową, czy religijną. Gdyby tylko Białorusinom udało się odsunąć od władzy reżim Łukaszenki i wprowadzić demokrację, to mogliby zbudować pierwsze w Europie państwo nienarodowe. Czego im serdecznie życzę.

  6. krzysztof mówi:

    To nie jest do końca takie proste, jak przedstawia Astoria. Na Białorusi bywałem wielkrotnie, częstokroć uczestnicząc w dyskusjach w prywatnych domach. Pamiętam zwłaszcza imprezę rodzinno-towarzyską, gdzie zebrało się rodzeństwo, ich matka oraz żona jej syna ( czyli jednego z trójki rodzeństwa). Nie byli to żadni działacze spoleczni, nie należeli w ogóle do jakichkolwiek organizacji. Matka była prostą chłopką, a jej dzieci oraz synowa mieszkali w miastach, ale nie stanowili tam żadnej elity. Dla porządku dodam, że działo się to w obwodzie grodzieńskim, w rodzinie katolickiej. Otóż dwoje z rodzeństwa stanowczo deklarowało polską przynależnośc narodową, wykluczając równoczesną przynależność do narodu białoruskiego. Ich matka oraz żona syna były w tej kwestii niezdecydowane, chociaż w zasadzie przychylały się do opinii tamtej dwójki. Tylko jedna z sióstr stanowczo deklarowała się jako Białorusinka i za Polkę w żadnym stopniu się nie uważała. Dodam jeszcze i to, że językiem polskim władała, i to bezbłędnie, wyłącznie matka. Znajomość wyniosła przede wszystkim z przedwojennej szkoły. Z dziećmi i z synową rozmawiała po białorusku ( ściśle mówiąc miejscową gwarą), natomiast dzieci oraz synowa w rozmowach pomiędzy sobą używali języka rosyjskiego. Język polski rozumieli piąte przez dziesiąte, ale w sumie bardzo mało.
    Oczywiście nie była to jedyna moja rozmowa w prywatnym gronie na Grodzieńszczyźnie. Inne przebiegały podobnie, chociaż miałem też sporo kontaktów z członkami i aktywistami ZPB, a oni za Białorusinów wcale się nie uważali.

  7. do mareka mówi:

    “otwartą, inkluzywną, podkreślającą mieszkańca, obywatela” bla bla bla….

    chyba ta “otwartosc” zniszcyla JEDYNY JEDNIUTKY w Minsku gimnazjum bialoruski. To chyba “inkluzywnosc” tworza ta atmosfere niecheci w stolicy Bialorusi do tych, ktore mowi w publicznym miejscu na bialoruskim jezyku.

    “to mogliby zbudowacz pierwsze w Europie państwo nienarodowe” bla bla bla…

    tak tak… obowiazkowo “nienarodowe” i bezklasowe – same same pierwsze, jak uczyl Lenin – zeby byla “v perei planety vsej”.

  8. Czytelnik mówi:

    DoAstoria:Dziwne to rozwarzania ze gdyby to zapytac mieszkanca Bialorusi i juz za niego odpowiadac,najlepiej spytac sie a nie odpowiadac za kogos.Jak to jest teraz i dlaczego tak jest z ta swiadomoscia bialoruska,jezeli wogolie taka istnieje,do tego rownac to z czasem WKL moim zdaniem jest nie powaznie.Mieszkaniec WKL mial mozliwosc rozmawiac w ojczystym jezyku,dzisiaj na Bialorusi jezeli to istnieje to tylko teoretycznie.Gdyby bylab u wladzy w Bialorusi opozycja akurat bylob to panstwo czysto narodowe.

  9. krzysztof mówi:

    Do 107 : Ten post ( nr 107) powinien być adresowany nie “do mareka”, ale
    do “astoria”.

  10. Astoria mówi:

    krzysztof:

    Dzięki, sam bym pewnie nie wymyślił lepszego przykładu na piękną tożsamość białoruską. Oto bowiem jedni uważają się za Polaków, inni za Białorusinów, akurat wszyscy są katolikami, a jedni być może wolą mówić w domu po polsku, a czytać gazety po rosyjsku, albo jakkolwiek inaczej, a mimo to wszyscy są jedną białoruską rodziną.

  11. krzysztof mówi:

    Tak Panie Astorio , ale ci, którzy uważali się za Polaków jasno deklarowali, że woleliby zostać obywatelami RP, a nie Białorusi. Na tym tle doszło do najsilniejszego spięcia pomiędzy bratem- Polakiem, a siostrą – Białorusinką. W rzeczywistości zatem o żadnej białoruskiej idylii mowy być nie mogło.
    Naprawdę Białoruś to USA. Pod każdym względem.

  12. Astoria mówi:

    Czytelnik:

    “Mieszkaniec WKL mial mozliwosc rozmawiac w ojczystym jezyku”

    Znaczy, w jakim? Bo ojczystych języków było wiele: białoruski, żmudzki, polski, jidysz i co tam jeszcze. Oczywiście, że porównanie WKLu do obecnej Białorusi jest przerysowaniem, choćby dlatego, że obecnie wpływy kultury rosyjskiej są dominujące.

    “Gdyby byla u wladzy w Bialorusi opozycja akurat bylob to panstwo czysto narodowe”

    To straszne. Co by się tam działo? Rosjan by wypędzili, Polaków zmusili do przejścia na prawosławie? Białorusinów mówiących nie po białorusku palili na stosach za niepoprawność lingwistyczną?

  13. józef mówi:

    Panu “markowi” ad. 103. Świadomość białoruska rośnie i to wyraźnie. Prawie 20 – to letnie istnienie suwerennego (sic!) państwa już zrobiło swoje. I, to nie język jak się wydawało białoruskim narodowcom na pocz. lat 90 – tych a właśnie utrwalanie się państwowości buduje białoruską świadomość państwową a na jej podstawie – narodową. I nie ma znaczenia, że jest to państwo rządzone autorytarnie. Po prostu Białorusini już uwierzyli w istnienie oraz trwałość tego państwa.
    Co do regionalizmów ; oczywiście są takowe przejawy w RB. Nie idzie mi przy tym o np. “poleszuckość” (nb. bliżej jej gwarowo do ukraińskości). Nadal w świadomości starszych ludzi istnieje podział na “zapadników” i “wostoczników” zaś niemal wszyscy na Grodzieńszczyźnie (i Polacy i Białorusini) uważają, że obwód ten (skąd innąd sztuczny , ale znów : utrwalony przez 60 lat !) jest bardziej gospodarny, czystszy i w ogóle najbardziej “zachodni” na dzisiejszej Białorusi. Bo ; m.in. dlatego, że “tutaj była Polska” a własność prywatna trwała najdłużej. Oraz “bo tutaj najwięcej katolików” itd.

  14. quinto mówi:

    Od Quinto do Pseudo Quinto: O “Dictionarium trium linguarum” Konstantego Szyrwida w “Historii Literatury Polskiey” dedykowanej Iaśnie Oświeconemu Xiążęciu Adamowi Czartoryskiemu powiedziane zostało, że “iest prostym wokabularzem” i z kontekstu wynika, że należy do kategorii “Idiotisma Polonica”. Pan Pasek zaś był człowiekiem swojej epoki, którego “Boćwinkowie” zapamiętali nie tylko z biegłego władania łaciną, ale także szablą (czytaj jego Pamiętniki”). O jego talencie literackim nie masz nawet co marzyć. Twoja polszczyzna do jego ma się tak, jak układ scalony do średniowiecznego, litewskiego cepa. Skoro on uważał, że nie ma języka litewskiego, to go wtedy nie było.Przynajmniej dla Polaków i Europejczyków. Jego przekonanie było bardzo uzasadnione. Ze zrozumiałych względów nie ma języka szwajcarskiego, belgijskiego i kanadyjskiego. Jest równie oczywistym, że nie było wtedy dla Polaków i Ewuropejczyków, bo do takich zaliczał się Pasek, języka litewskiego. “Wielkie Xięstwo” mówiło po rusku, po łotewsku i po żmudzku, jeśli chodzi o pospólstwo, a po polsku, jeśli chodzi o elity. Pasek i jemu współcześni nie mogli mówić o języku litewskim, bo dla nich taki nie istniał. “Xięstwo” było wielojęzyczne, wielonarodowe i wielokulturowe. “Etniczni” Litwini utożsamiani byli ze Żmudzinami. Przede wszystkim uważam, że nie powinno to być dla Was Litwinów obraźliwe. W czym są gorsi od Was?

  15. Bury mówi:

    Brawo Astoria (112)!

  16. Astoria mówi:

    krzysztof:

    “Naprawdę Białoruś to USA. Pod każdym względem.”

    I dlatego Białorusi wróżę piękną przyszłość, jeśli zrzuci jarzmo Łukaszenki i nie pójdzie drogą budowania tożsamości narodowej w nowoczesnym europejskim wydaniu, jakie reprezentuje Pan, ze strony polskiej, i Vidoq, ze strony litewskiej.

    Czytam właśnie w nowojorskim “Timesie” o Joe Bidenie, wiceprezydencie, odwiedzjącym żołnierzy amerykańskich w Kosowie, jak wiadomo zwaśnionym etnicznie: Biden, obserwując kobietę pułkownika, czarnego kapitana, białego sierżanta i meksykańskiego szeregowca, mówi do swojego albańskiego kierowcy nieco patetycznie: “That’s America. And until you understand that here, you’ll never be free.”

  17. Bury mówi:

    krzysztof 106
    [Język polski rozumieli piąte przez dziesiąte, ale w sumie bardzo mało]

    Musiałeś trafić za ludzi mocno ograniczonych (sorry za określenie), bo piąte przez dziesiąte to każdy inteligentniejszy Polak rozumie po czesku czy słowacku, a zdarza się że nawet w języku serbochorwackim. Chyba, że jakoś inaczej interpretujesz “5/10”.

  18. Bury mówi:

    @ Astoria 116
    By the way – są inne, znacznie ważniejsze aspekty Wolności, niż to co, chciał przekazać ten Biden (czy jak mu tam).

  19. Bury mówi:

    “niż to co, chciał”

    Oczywiście: “niż to, co chciał”.

  20. Adam81w mówi:

    “Gdyby tylko Białorusinom udało się odsunąć od władzy reżim Łukaszenki i wprowadzić demokrację, to mogliby zbudować pierwsze w Europie państwo nienarodowe. Czego im serdecznie życzę.”

    Bzdury. Każde państwo poprzez to, że istnieje buduje coś takiego jak swoją narodowość. Właśnie po to one są. A co do ludzi mieszkających urodzonych w państwie narodowym no bo jakim innym a nie uważających się za ludzi z narodu tego państwa to w zasadzie każdy tak powie: Litwin powie, że Litwin poza Litwą jest Litwinem choćby był obywatelem Polski, Polak mieszkający na Litwie zostanie uznany przez Polaka za Polaka i słusznie bo obywatelstwo jest mniej ważne. Ważne jest za kogo się człowiek uważa za Polaka to jest Polakiem kropka. I to jest w porządku. Zresztą Polak z Wileńszczyzny nie musi odczuwać związków z Litwą. On ma swój region i co go Litwa obchodzi. Większy związek jako Polak będzie odczuwał z Polską.

    PS I co takiego super miało by być w państwie nienarodowym? W ogóle coś takiego nie może powstać i nie mogło by istnieć. To jakieś fanaberie.

  21. krzysztof mówi:

    Astoria 116 : No to jesteś Pan typowym fantastą z tymi pięknymi wróżbami dla Białorusi.
    Ameryka natomiast została zbudowana przez EMIGRANTÓW. Przez ludzi jak Pan, którzy po to opuścili swoje dawne ojczyzny, by za oceanem budować nową tożsamość.
    Jest to państwo zamieszkałe ( w znacznej mierze) przez ludzi wykorzenionych, z własnej woli zresztą. Europa ma inną historię, inne oblicze. Tutaj,jak na razie, narody jeszcze się tak bardzo nie wymieszały i wobec tego tożsamość (ogólno)europejską trzeba budować na nieco innych zasadach. Na takich właśnie, na jakich powołano do życia wzmiankowane przez Pana Kosowo, gdzie Biden patetycznie przemawia do swoich umundurowanych Latynosów i Murzynów, odrywając jednocześnie od Serbii dużą część
    państwa. Z czasem jednakże również Serbowie i Albańczycy z Kosowa nauczą się żyć w pokoju obok siebie w ramach integrującej się UE, z tym, że zarówno Serbia właściwa jak i w Kosowo będą równoprawnymi, autonomicznymi członami tejże UE.
    A swoją drogą gratuluję Panu tego przykładu z Kosowem w tle ! Przykład na tolerancyjną multietniczność w realnym wydaniu ( pod opiekuńczymi skrzydłami USA) zaiste wspaniały. Tylko pogratululować. Panu, Joe Bidenowi i wszyskim czytelnikom “NYT”. Zwłaszcza Serbowie będą cmokali z zachwytu !

  22. krzysztof mówi:

    Bury 117 : Na wyrafinowanych intelektualistów rzeczywiście nie natrafiłem, co zaznaczyłem zresztą w opisie tego spotkania. Najważniejsze jednak było to, że wzajemnie rozumieliśmy się w 100 procentach, gdyż ja dość długo uczyłem się języka rosyjskiego. Określenia “piąte przez dziesiąte” nie można tutaj odrywać od całego kontekstu. Chodziło przecież o ludzi o polskich korzeniach, określających się ( poza jedną osobą) jako Polacy, których matka na dodatek rozmawiała z całkowitą swobodą zupełnie poprawną polszczyzną. Ludzie ci oczywiście rozumieli język polski znacznie lepiej niż przeciętny Chorwat, a nawet Słowak, ale ja w ocenie stopnia znajomości przez nich naszego języka zastosowałem znacznie bardziej wygórowane wymagania ( punkty odniesienia).

  23. Māra mówi:

    Marekam: “Myślę, że wartało by na łamach KW przybliżyć też i inne mniejszości na Litwie.”

    Piemēram, latviešus, vai nē? Tikai kurā valodā runāsim?

  24. marek mówi:

    Astoria
    “Gdyby tylko Białorusinom udało się odsunąć od władzy reżim Łukaszenki i wprowadzić demokrację, to mogliby zbudować pierwsze w Europie państwo nienarodowe.”
    Ach jaki świat byłby piękny. Obalić “tyrana” i wprowadzić demokrację, by żyło się lepiej. Nie wiem atoli, czy sami Białorusini są tym aż tak bardzo zainteresowani.
    Można budować autoidentyfikacje w oparciu o państwo z pominięciem etnosu, tak się dzieje, np. w Afryce, gdzie procesy narodotwórcze jeszcze się nie skończyły, a państwa, ze sztucznymi granicami już są. Czy przez to ci ludzie są szczęśliwsi? Przykład wielu państw pokazuje, że nie bardzo. Ostatecznie to jednak walka klas pochłonęła więcej ofiar, niż nacjonalizm.

  25. Ejszyszki mówi:

    Do Vidol
    “A Litwini-Żmudzini po polskiej repatriacji do Polski zajęli domy Polaków i wymordowanych Żydów”
    Masz racje. Najlepszy przyklad Ejszyszki, gdzie wywieszono tablice, ze udzial w mordzie na Zydach brala miejscowa ludnosc, a nie Litwini. Jestem tym oburzony. O ile mi wiadoma nikt i nigdy z wladzy “miejscowej” nie zglosil w tej sprawie protestu.

  26. Czesiek mówi:

    Czy to prawda,że dzisiejszy napis na fasadzie ambasady RP w Wilnie “Polacy won z Litwy” wymalowali policjanci ochraniający budynek?

  27. Bury mówi:

    @ Czesiek 126
    Ogólna uwaga: takowe rzeczy często są czynione pod auspicjami państwa. Państwu po prostu zależy na prowokowaniu, dzieleniu, skłócaniu ludzi. U was na Litwie owo skłócanie idzie po linii narodowościowej. U nas w Polsce mniejszości narodowych rzecz jasna nie da się do tego wykorzystać, stąd też tworzone są inne linie podziału, np. napuszcza się jedne grupy zawodowe na drugie. W obu przypadkach zasada taka sama.

  28. bobrowniczy mówi:

    Do Cześka.
    Napisali po litewsku w myśl ustawy o języku narodowym.Bo jak by to wyglądało gdyby napisali po Polsku.
    A tak nawiasem- to jak to bedzie po litewsku won z Litwy?

  29. Czesiek mówi:

    Bury
    Jeśli nie jest to wybryk podpitych debili, to oznacza ,że Litwa ma potężne problemy społeczno-gospodarcze i władze chcą uaktywnienia “tematu polskiego” dla odwrócenia uwagi społeczeństwa litewskiego od błędów, zaniechań, afer,pandemii, problemów dnia codziennego zwykłego obywatela. Ryzykowna gra, ale może i desperacja ekipy rządzącej ogromna.

  30. marek mówi:

    józef:
    Tak język pewnie nie będzie wyznacznikiem białoruskości. Być może lingwistycznie Białoruś będzie przypominać w przyszłości Irlandię, pod względem językowym.
    Poleszucy to sprawa odrębna. Być może mieli szansę na budowę swojej odrębności co najmniej regionalnej. Potem eksperymentowali z nimi Litwini ( ruch Jetvingów) Teraz kto wie, czy nie będą tam wchodzić Ukraińcy, podobnie, jak próbują wchodzić na Podlasie (z sukcesami).
    Mam jeszcze jedno pytanie odnośnie Grodzieńszczyzny. Na ile dla Polaków i Białorusinów wspólne miejsce zamieszkania w obwodzie tworzy solidaryzm w stosunku do władz centralnych, jakie by one nie były. Po drugie, interesuje mnie co Pan myśli o Milinkiewiczu.
    W rozmowach z Polakami z Grodna zauważyłem, że nie są oni do niego negatywnie nastawieni. Argumentowali, ze on też pochodzi z Grodzieńszczyzny.

  31. kris mówi:

    A na onecie informacja o miłości Litwinów do Polaków
    ht tp://wiadomosci.onet.pl/2086936,12,znak_satanistow_i_ostre_grozby_polacy__won,item.html

  32. Czesiek mówi:

    bobrowniczy
    Nie wiem czy sprawcy złamali ustawę językową ale po litewsku brzmi to:
    “Lenkai laimėjo Lietuva”

  33. RB mówi:

    do marek:

    “…Teraz kto wie, czy nie będą tam wchodzić Ukraińcy, podobnie, jak próbują wchodzić na Podlasie (z sukcesami).”

    z jakimi sukcesami?

  34. Bury mówi:

    @ Czesiek 129
    Przypuszczam, że tak to właśnie wygląda. Władza dla ratowania swojej d.py (sorry za zwrot) zawsze szuka kozła ofiarnego. Wy, Polacy na Litwie, jesteście pod ręką.

  35. józef mówi:

    Panu “markowi” ad. 130. Można by (i należy !) o tym wiele. Ale odpowiem tak : w swoim czasie najwięcej głosów na Grodzieńszczyźnie uzyskiwał Zenon Poźniak bo : choć zdeklarowany białoruski narodowiec to był klojarzony jako swój czyli katolik. Głosowali na Niego w znacznej mierze Polacy uważający Go za … Polaka. Milinkiewicz : to porządny facet a zatem w ewentualnej demokratycznej Białorusi nie ma żadnych szans poza Grodzieńszczyzną. Mimo, że jest umiarkowanym nacjonalistą to fakt, że od pokoleń Jego rodzina pochodzi z Grodzieńszczyzny jest mocno osadzony także w kulturze polskiej, którą zna i ceni. Na “wschodniej” właśnie z tego powodu uważany jest potocznie za … Polaka (choć prawosławny !). Tam nie ma i nie będzie mieć żadnego poparcia. Zdeklarowane poparcie ma wśród znacznej części grodzieńskich Polaków orientujących się na linię polityczną Tadeusza Gawina. Grupa Gawina uczestniczy czynnie w Ruchu “Za Swabodu”, którego liderem jest właśnie Milinkiewicz.

  36. RB mówi:

    do marek:

    rzuciłem okiem na pierwsze – czysta teoria, nie znajdująca powtwierdzenia w danych statystycznych (nawet wyniki spisu powszechnego). Ponoć są takie przypadki w obrębie jednej rodziny: dziadkowie – Białorusini, rodzice – Ukraińcy, ale dzieci – już Polacy.

  37. RB mówi:

    Zresztą ten artykuł to zamierzchła już historia. Teraz jest trochę inaczej.

  38. Senas mówi:

    @ wrocławianin – 68

    “…chluby mojemu miastu Pan nie przynosi…” Możliwe, że takie jest Pańskie zdanie, jednak posiadam dowody przeciwstawnej postawy.
    “…Dostał Pan bana i chyba nie powinien Pan brać udział w dyskusji pod jakimkolwiek nickiem…” Pomijając już Pańskie sugestie, iż używam nicków mogących kogokolwiek wprowadzić w błąd, no chyba, że ktoś jest skrajnym debilem, to informuję, że zaangażowanie Szanownego Pana w zgłaszanie moich komentarzy jest cokolwiek spóźnione gdyż admin zniósł mojego bana.

    W tym miejscu chcę podziękować adminowi. Wreszcie nie będę musiał stosować idiotycznych sztuczek, co niewątpliwie ułatwi mi życie.
    Mam również nadzieję, że gdy następnym razem pojadę po brzytwie to przynajmniej przez chwilę zaświeci żółte światełko a nie od razu czerwone 😉

  39. wrocławianin mówi:

    Senas 139:
    Używanie innych nicków, pomimo otrzymanego bana, jest wprowadzaniem w błąd. Pana sugestie, że jest inaczej są nieprawdziwe no chyba, że ktoś jest moralnym relatywistą. Kiedy pisze Pan “o skrajnym debilu” to rozumiem, że mierzy Pan innych według swojej miary? Zgłaszam Pana za używanie wobec mnie określeń obraźliwych.

  40. józef mówi:

    ad 124 wpis p.”marka” – ci spośród Białorusinów, którzy są w opozycji wobec obecnego reżimu a zatem popierani m.in. finansowo przez Polskę w odniesieniu do Polaków na Wileńszczyźnie maja pogląd identyczny jak Litwini z tym, że uważają wileńskich Polaków za “spolonizowanych Białorusinów”. Oto reprezentatywny pogląd – cytat : Białorusini a Wileńszczyzna i Polacy na Wileńszczyźnie :
    (…)Kilka dni [po wkroczeniu Sowietów do Wilna we wrześniu 1939 r.] trwała zatem wspomniana przez Iwanowa „iluzja”. Anton Łuckiewicz wyraził te nastroje i przekonania publicznie 24.09.1939 r. na zebraniu w białoruskim (przedwojennym) gimnazjum w Wilnie; „… dziś, ciężar pańskich [sic] prześladowań i ucisku narodowego został zrzucony na zawsze. Białoruś znów została zjednoczona. Żadne granice nie będą dzieliły jednolitej ziemi białoruskiej. Pracujący [lud pracy – Z.J.W.] Białorusini będą żyli w braterstwie. Wielka praca przed nami, praca nad odbudowaniem tego wszystkiego co przez całe lata niszczyli polscy panowie. Trzeba ponownie odrodzić zagnaną do podziemia sztukę białoruską, język i kulturę….powstanie zjednoczonej, wolnej [sic] Białorusi Sowieckiej dla białoruskiej kultury oznacza początek szybkiego postępu. Nigdy już pracującemu Białorusinowi nie zagrozi znęcanie się nad nim oraz nieludzki wyzysk ”. Autor tych słów oraz inni białoruscy działacze z tego terenu w kilka dni później zostali aresztowani i w większości zamordowani jako „wrogowie ludu” najprawdopodobniej w tym samym miejscu gdzie ich poprzednicy, w podmińskich Kuropatach. Ich poglądy na białoruskość oraz Wileńszczyzny kontynuowane są współcześnie, włącznie z tak oryginalnymi tezami jak ta, o celowej polonizacji podwileńskich Białorusinów przez władze radzieckie w latach 50- tych („po uzgodnieniach Stalina z Bierutem [sic]”), co miało się przejawiać w tym, iż „wśród Białorusinów rejonu wileńskiego prowadzono aktywne propagandowe działania ukierunkowane na ich polonizację”. Autor tych stwierdzeń powołując się dane wyjściowe zawarte w rosyjskim spisie ludności z roku 1897 odnośnie do mieszkańców tej części Wileńszczyzny, którą ZSRR przekazał Litwie w 1939r., mówiące o istnieniu tam (w 1897 r.) około 90 tysięcy Polaków stawia za tym tezę, iż do 1945r.,uwzględniając przyrost naturalny , ludności polskiej nie mogło być więcej niż 150 tys., zaś po masowej ekspatriacji w latach 1945-1946 „na Litwie (Litewskiej SRR – Z.J.W.) praktycznie nie zostało w ogóle Polaków”. Przytaczając jako dodatkowy argument, dane o deportacjach „na Syberię” w latach 1939-1941, wspomniany autor dodaje: „uwzględniając ten ostatni fakt, mówienie o jakiejkolwiek znaczącej ilości Polaków na Litwie, jest niepoważne”. Wykazywaną w spisach radzieckich liczbę „ponad 260 tys. Polaków” na Litwie, Sziriajew uważa za „jawny fałsz” [por. Sziriajew J.J., „Biełaruś, Ruś Biełaja, Ruś Czornaja i Litwa w kartach” Minsk 1991r. por. też. W.S. Smiatannikau „Biełarusaznaustwa” Minsk 20000] (…..)

  41. Senas mówi:

    @ wrocławianin – 140

    Zechce Pan wybaczyć lecz nigdzie nie określiłem Pana jako “skrajnego debila”, “debila pełnego” a nawet połowicznego, że nie wspomnę o ćwierć debilu. Napisałem, że tylko skrajny debil nie był w stanie mnie nie zidentyfikować po stosowanych podpisach. To, że na tym forum mam do czynienia z ludźmi inteligentnymi świadczy to, że nikt nie miał problemu z identyfikacją autora żadnego postu sygnowanego przez mnie różnymi, jednak dość podobnymi podpisami. No, ale skoro Pan był jedyną osobą którą wprowadziłem w błąd… serdecznie przepraszam i spieszę wyjaśnić, iż wszystkie podpisy z różnymi znaczkami/literkami z przodu zawierające Duże “S” cokolwiek w środku i małe “s” na końcu to byłem ja Senas. Jeszcze raz przepraszam jeśli moje różne podpisy wprowadziły Szanownego Pana w Błąd.

  42. wrocławianin mówi:

    Senas:
    Nie mogę się na Ciebie obrazić ze względu na brak u Ciebie zdolności honorowej, co sam przyznajesz. Miałeś bana, a uczestniczyłeś w dyskusji. Podano Ci “czarną polewkę”, a ty pchasz się na siłę między “inteligentych ludzi”. Cóż to mi przypomina styl ludzi, którym słoma z butów wyłazi. Po prostu szkoda mi dla Ciebie czasu i takie pyskówki. I tak zgłaszam kolejny twój inteligetny komentarz o “skrajnym debilu”, “debilu pełnym”, a nawet “połowicznym” lub “ćwierć debilu”, choć naprawdę nie wiem, których jest dla Ciebie pierwowzorem. Stwierdzam tylko, że z każdym dniem jest z tobą coraz gorzej. Czyżbyś wybrał zbyt twardą deskę?

  43. Bury mówi:

    Respect for Senas!

  44. marek mówi:

    józef:
    “ci spośród Białorusinów, którzy są w opozycji wobec obecnego reżimu a zatem popierani m.in. finansowo przez Polskę w odniesieniu do Polaków na Wileńszczyźnie maja pogląd identyczny jak Litwini z tym, że uważają wileńskich Polaków za “spolonizowanych Białorusinów”.

    Tak, to są właśnie typowe błędy naszej polityki wschodniej, o których wielokrotnie pisałem. Nie ważny jest interes polskiej mniejszości, ale ważne jest “szerzenie demokracji”.
    Białoruskiej opozycji nie zamierzam w tej chwili oceniać, robi co uważa za stosowne, natomiast mam prawo oceniać,aoceniam negatywnie, polskie władze.
    Ponieważ siedzi Pan w temacie jeszcze jedno pytanie, jakie są szanse odbudowy ZPB pod kierownictwem Siemaszki.

  45. marek mówi:

    RB
    Pożyjemy zobaczymy. Myślę, że sytuacja jest dynamiczna. Czy opcja proukraińska ma na Podlasiu szanse, to się okaże. W każdym razie Ukraińcy mają na pewno większe wsparcie z Zachodu, bo są tam daleko lepiej zorganizowani niż Białorusini.

  46. Olek mówi:

    Kochani strona Związku Polakow na Białorusi (Andżeliki Borys)jest taka http://www.zpb.org.pl Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie z kresowej Lidy. A kto będzie w naszych stronach to serdecznie zapraszam do Lidy . Aleksander Siemionow. sana06@o2.pl

  47. Senas mówi:

    @ Bury – 144

    😮 !!!

  48. józef mówi:

    ad. 145 Panie “marku” Siemaszko to figurant. Szansy zatem nie ma żadnej. Jedyny sensowny ruch to wrócić do rozmów rządowych nt. jakiegkolwiek (sic !) zjednoczenia obu struktur (pod nadzorem jakiegoś uznanego arbitra). Inaczej wszystko przepadnie a Ludzie z terenu, wierni ZPB niełukaszenkowskiemu zostaną zmiażdżeni i nikt w bliższej perspektywie nie odważy się publicznie działać na rzecz polskiego Odrodzenia. Grupa Pani Borys choć w intencjach zapewne szlachetna – obecnie obiektywnie szkodzi najszerzej pojętym polskim sprawom na Białorusi. Nie pojmuje bowiem, że gra w opozycyjność z ustrojem autorytarnym to zagłada dla małych, mimo chwały dla grupy powszechnie znanych (dużych) działaczy nb. chronionych przez Państwo Polskie i media. W terenie za to, tych ostatnich wiernych spotykają szykany o jakich mało komu się śni ! Tych Ludzi i ich sprawy trzeba ratować a nie “demokrację na Białorusi”. Niech się zajmą tą ostatnia przede wszystkim Białorusini (nb. w znacznej mierze za polskie pieniądze : radio “Racja” i TV Bieł – sat).

  49. Senas mówi:

    @ Bury – 144

    For you też 😉

  50. Senas mówi:

    @ Bury

    Swoją drogą ciekawostka? Ja piszę, że na tym forum mam do czynienia z osobami inteligentnymi które bez problemów odgadują mój nick, mimo, że z przyczyn banickich zmieniony, kadzę jakiemuś wrocławianinowi, że nie jest ćwierć debilem, ani pół ani pełnym, czyli całkowitym a nawet skrajnym a on te moje, co tu dużo mówić przylizywanie się traktuje jako obrazę. Kurczę chyba popełniłem omyłkę

  51. wrocławianin mówi:

    Józef i marek:
    Lech Kaczyński w wywiadzie dla kresów24 ostro skrytykował pomysł połączenia organizacji Borys i Siemiaszki. Sam jednak przyznał, że w polityce wobec Białorusi nie osiągnięto (także za rządów jego brata) żadnych zamierzonych celów (w przeciwieństwie – a to jest chyba wyraz jego mitomanii – do sukcesów osiągniętych w polityce wobec Litwy w latach 2005 – 2007). Nie wiem, ale twarda polityka wobec Białorusi i próby niesienia kaganka demokracji naszym współbraciom Białorusinom, nie dało Polakom nic. Nie daje żadnych gwarancji,że w razie demokratyzacji tego kraju, uchronimy naszych rodaków przez dyskryminacją (np. taką jak na Litwie). Dziś polityka Polski tylko wzmaga represje aparatu Łukaszenki,urażonego wspieraniem białoruskiej opozycji i Polaków głoszących hasła o “reżimie” Łukaszenki. Sami polscy politycy podgrzewają tą atmosferę.
    Przypomina się mi przykład Żydów, którzy przetrwali w diasporze przez tysiące lat dlatego, że zawsze byli lojalnymi poddanymi, co nie przeszkadzało im bogacić się i rozwijać swoją kulturę. Nie wiem, czy nie należy właśnie tak działać jak oni. Polska powinna chyba zrezygnować ze wspierania białoruskiej opozycji w tak jawny sposób jak to czyni obecnie. Przynajmniej nie powinni angażować się w to politycy i rządowe agendy. Dodać do tego można byłoby jeszcze różne działania realizowane w ramach tzw. Partnerstwa Wschodniego. Oczywiście podziwiam Panią Borys i ludzi z nią związanych. Jednak uważam,że Polacy na Białorusi powinni wyrzec się, przynajmniej na dziś, antyłukaszenkowskich haseł i marzeń o niezależności ZPB, w imię wyższych racji – przetrwania polskości. Trzeba być realistą i mierzyć zamiary na siły. W zamian można byłoby wynegocjować z Łukaszenką ustępstwa w zakresie polskiej oświaty i kultury, co jest ważniejsze niż realizacja politycznych haseł.

    Do administratora:
    Czy używanie wobec innych internautów, przez neofitę Senasa, określeń typu: “skrajny debil”, “debil pełny”, “a nawet połowiczny” lub “ćwierć debil”, jest już zwyczajną, tolerowaną przez administratora językową praktyką na tym forum?

  52. marek mówi:

    józef, wrocławiak:
    Jeżeli Pani Borys chce walczyć o “demokrację”, to rzeczywiście nie powinna to robić pod szyldem organizacji społeczno – kulturalnej jaką jest ZPB.
    W pełni się zgodzę, że nie możemy jako państwo w imię takich czy innych interesów narażać polskiej mniejszości na konfrontację z autorytarnym reżimem. Zwłaszcza, że nie mieliśmy żadnej koncepcji udzielenia jej w tym starciu pomocy.
    Co do zjednoczenia ZPB, to oczywiście jest możliwe, tylko na jakich warunkach? Łukaszenka ma niestety w tej grze, póki co mocniejsze atuty. Tymczasem naszym władzom, aż tak bardzo na takim rozwiązaniu chyba nie zależy.
    Być może rozwiązaniem byłoby podjęcie bezpośrednio rozmów nawet z Siemaszką. To że ma on niewiele do powiedzenia w istniejącej sytuacji to fakt, ale może przynajmniej mielibyśmy jakiś wpływ na to co się dzieje w jego związku. Może nawet osiągnęlibyśmy to niewielkim kosztem (zniesienie zakazu wjazdu do RP).Możeteżtrzeba szukać innych instrumentów pomocy polskiej mniejszości, niekoniecznie przez istniejace związki. Pomocy niesionej teraz, do czasu, aż sytuacja w ZPB jakoś się ustabilizuje.

  53. Bury mówi:

    @ Senas 151
    Nie wiem jak na Litwie, ale w Polsce ciekawostek (zoologicznych) w rodzaju wrocławianina jest sporo.

  54. RB mówi:

    W Polsce natomiast ciekawostek przyrodniczych w stylu “Bury” jest natomiast na szczęście niezmiernie mało i stanowią margines. W sumie można by oddać takie jednostki do muzeum. Może w Grūtas by przyjęli? 😉

  55. wrocławianin mówi:

    RB 155.
    Nie wiem jak w Grūtas ale we Wrocławiu jest kilka muzeów. Są to jednak szanujące się instytucje i byle eksponatu, choćby był człekokształtny, nie przyjmą. No może poza Arsenałem, gdzie jest już jedna taka starożytna mumia.;););)
    Mamy natomiast we Wrocławiu ZOO i nowego dyrektora Pana Ratajszczaka. Radzi sobie bardzo dobrze. Ciągle poszerza i uatrakcyjnia ofertę. Na pewno przyjmie nowe egzemplarze, zwłaszcza jeśli są to gatunki w Polsce zagrożone lub ginące. Jako że to on jest specjalistą, sam rozstrzygnie gdzie umieścić nowe ciekawostki przyrodnicze: może na wybiegu Bantengów, w pawilonie człekokształtnych, razem z Mango czy może w terrarium?;););)

  56. Vidol mówi:

    Do Eiszyszki: Naprzód to my musimy zgłosić swoje niezadowolenie dla władzy, a wtenczas i władza będzie zabowiązana mając pretekst do działania. Na tej niwie jest jeszcze sporo do zrobienia po sowiecko-litewskiej ideologii. Ale prawda raniej czy później wypłynie na jaw.

  57. Vidol mówi:

    Do Ejszyszki: Trzymajcie się i śmiało działajcie. Jeszcze chciałbym zapytać wasze gimnazium już wybrało sobie patrona?

  58. do Vidol mówi:

    “mając pretekst…”

    ty KGB’ista, w sprawie “pretekstow” specjalista. Nu coz, tlucaj sie.

  59. Czytelnik mówi:

    Do Olka: A ja Aleksandrze zapraszam do Wilna,napisalem ci,zajrzyj na swoj adres internetowy.Pozdrawiam Bogdan.

  60. Vidol mówi:

    do anonimka 159: Tak, ja nie tylko KGB’ista JA nawet coś więcej i z taką pestką jak ty to mi szkoda nawet buty zakurzyć.

  61. andrzej mówi:

    Nie czytałem komentarzy , ale gdy by Wilno sowieci oddali by Białorusi , to by była większa sprawiedliwość , tylko nie wiadomo czy by Polacy na tym więcej nie ucierpieli . Takie jest moje zdanie . Na korzyść polskości tych ziem podał bym taki fakt , że w okresie carskiego terroru i zakazu wszelkich przejawów polskości , przetrwaliśmy , a łatwo było by się zasymilować z Białorusinami .

  62. andrzej mówi:

    Przypadkiem przeczytałem pewien komentarz , który mnie rozśmieszył : z Litwina zrobili Rosjanina , możliwe , ale z Rosjanina zrobić Polaka , za 20 lat !!! ? Tacy “nowo-nawróceni” po przyjściu sowietów ze szkodą dla siebie mieli by kurczowo trzymać się polskości ? To , że mowa nasza jest koślawa , to że niektórzy lubią rosyjską sztukę bardziej niż polską jest wynikiem nie dziedzictwa , a tylko izolacji od Macierzy . Ale rozumiem jak litewscy nacjonaliści zakłamują własny naród . Pół-prawda , to najlepszy środek : modne użalanie się jak to cierpiał litewski naród w czasie zaborów i ani słowa o tym , że Polacy też byli pod tym samym ponad stuletnim zaborem , potem dorzucić epitet Polak-okupant i w głowie zostaje tylko to , że Polacy , to odwieczni wrogowie . Niby jest jakaś logika , jak ktoś się nie wgłębia , dla tego Litwini boją się dyskusji , bo każdą ich wyssaną z palca teorię , można obalić na sto sposobów . Np. sposób drugi : a gdzeż to są te rosyjskie cmentarze ? bo polskie to proporcjonalnie są nie porownywalne z każdym innym zamieszkującym tuy narodem . Szkoda gadać .

  63. józef mówi:

    Panu “wrocławianinowi” ad 152 : pełna zgoda ! Ponadto :
    Białoruś to klasyczny przykład państwa po huntingtonowsku “rozszczepionego”. Większość Białorusinów to cywilizacja rosyjsko – prawosławna a większość Polaków : Zachodnia (d. łacińska). Mało kto zwraca uwagę na to zagadnienie. Cyw. ros. – pr. jest w RB silniejsza i wszelka walka z nią skazana jest na co najmniej odwet. Jak tego nie zrozumiemy to po jednym pokoleniu będą nas tam, resztki. Już dawno temu wspaniały, mądry Edward Woyniłłowicz, jeszcze w latach 1905 – 1914 twierdził : ‘my Polacy na Kresach musimy być jak żółw. Iść powoli ale wytrwale. Jak trzeba, stanąć i schować się do swej skorupy. A potem znowu iść powoli, wytrwale’. Diagnoza współczesna może nie powinna być aż taka. Nie mniej wszelki rewolucjonizm prowadzi tam w RB do klęski. A poza tym ; warszawskie mądrale zdają się wierzyć, że demokracja załatwi wszystko. Po pierwsze cywilizacja rosyjsko – prawosławna nie zna i nie potrzebuje demokracji. Po drugie na Litwie jest nie demokracja ale i UE a … jak wygląda status publiczny polskiej mniejszości ?

  64. józef mówi:

    coll ad 164 ; winno być : “na Litwie jest nie tylko demokracja …”

  65. józef mówi:

    Prezentuję wypis jednego z najnowszych poglądów niełukaszenkowskiej (narodowej) historiografii białoruskiej nt. narodowości Ofiar Katynia. Wg. zał. autora : 1/4 stanowili Białorusini a Polacy (odjąwszy mieszkańców “Zachodniej Białorusi” [w domyśle też Białorusini] oraz oficerów Żydów : Polaków w Katyniu zginęło ok. 2 tysiące. W konferencji na której to głoszono był prof. Oleg Łatyszonok z U w Białymstoku :

    16:25 12.12.2009ОБЩЕСТВО

    ” …11 декабря в Минске в ходе дискуссии, посвященной 70-летию начала Второй мировой войны, исследователь советских репрессий в Беларуси Игорь Кузецов заявил, что почти четверть расстрелянных НКВД в Катыни офицеров польской армии были белорусами.

    Историк утверждает, что из 4.421 офицера польской армии, расстрелянного НКВД в Катыни под Смоленском (Россия) в апреле-мае 1940 года, 1.059 являются белорусами. По его словам, если к этой цифре добавить жертв Катыни – евреев и поляков из Западной Беларуси, то общее количество расстрелянных под Смоленском офицеров польской армии – выходцев из Беларуси – может составить около 2 тысяч человек…”

    Powyższe dedykuję podatnikom finansującym białoruską opozycje oraz YV Bieł – ast.

  66. RB mówi:

    do józef:

    jak Pan tłumaczy, to proszę to robić dokładnie, bo jednak dosyć znacząco zmienił Pan sens tej wypowiedzi…

  67. józef mówi:

    Panu “RB” (167) – to b. proszę o korektę !

  68. RB mówi:

    Jedyne, co napisano to, że:
    – zdaniem historyka – 1059 oficerów rozstrzelanych pod Katyniem było Białorusinami.
    – uwzględniając Polaków i Żydów łączna liczba rozstrzelanych oficerów pochodzących z terenu Zachodniej Białorusi może wynosić około 2 tysięcy.
    I tyle.
    Nie wiem, ile jest w tym prawdy, ale to trochę co innego, niż to co Pan napisał…

  69. józef mówi:

    ad. 169 : faktycznie “poleciałem” skrótem ale : wg. historiografii białoruskiej urodzony “na Białorusi jest Białorusinem”. W tym konkretnym przypadku Kuziecow uznał “Zachodnią Białoruś” czyli zaanektowane polskie województwa za “Białoruś” (nie BSSR ?). Odjąwszy zatem 2 tys. (“wychodcew iz Biełarusi” – ładne określenie !?) od liczby 4421 : mamy ok. 2 tys. Taki był zamysł tezy Kuziecowa. Więc co do idei nie podałem nieprawdziwej pointy.
    PS. Wg. współczesnej doktryny białoruskiej (nie mylić z łukaszenkowską ideologią państwową RB) : “na Białorusi nie ma Polaków. Są spolonizowani Białorusini”. Wypowiedź Kuziecowa idealnie wpisuje się w w/w koncepcję. pozdr.

  70. Wacio mówi:

    Oj chłopcy, nieszta Wy zagubilisia u getaj spreczcy. Dauniaje WXL geta nasz supolny dom. Litoucy, Litwiny, Bełarusy, Polacy, Żydzi usie tutaka adczuwajem siabie dobra. Woś kab getuju Waszuju bunczucznuju energiju skirawać suprać Maskalou! Woś geta byłaby super! A tak pustaja łajanka pamiż susiedziami…

  71. Staralitva mówi:

    dla: Vidol, Listopad 27, 2009 at 23:36 – Podaj nazwy tych forum.
    ———-
    http://forums.tut.by/showflat.php?Board=istetno&Number=83696&page=5&view=collapsed&sb=5&o=&fpart=9&vc=1

    po-rosyjsku 🙂

  72. Staralitva mówi:

    jozef:
    “my Polacy na Kresach musimy być jak żółw. Iść powoli ale wytrwale. Jak trzeba, stanąć i schować się do swej skorupy. A potem znowu iść powoli, wytrwale”.
    ——–

    (?) Mesjanizm i kolonializm – to jest ta sama “europejska”, “demokratyczna”, “progresywna” mentalnosc, o ktorej tak chetnie nam mowi EU??
    Dziwne reczy czujuc Bielorusy od Polakow!!

  73. Pan Sierž mówi:

    Polskuju movu davoli dobra razumiejuć tolki nievialiki adsotak žycharoŭ Biełarusi, u asnoŭnym heta zachad Bieraściejskaj dy Harodnienskaj vobłaściaŭ. Ja, naprykład, sutykajusia ź vialikimi ciažkaściami, sprabujučy zrazumieć vašyja paviedamleńni.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.