95-lecie szkoły w Połukniu: zachować polską oświatę

159
Klasy początkowe mają możliwość nauki w wyremontowanych pracowniach Fot. Marian Paluszkiewicz

Minęło już 95 lat, odkąd polska szkoła w Połukniu krzewi oświatę w tej pięknej miejscowości w rejonie trockim. A dziś wszystkich absolwentów i obecnych uczniów, emerytowanych i aktualnych nauczycieli zaprasza na uroczystą akademię z okazji solidnego jubileuszu.

Niejeden uczeń, który spędził w tych murach wiele lat, zaraz po wejściu do szkoły przystanie na chwilkę. I wspomnienia ożyją, bo zapewne zaraz rozpozna siebie… Przybyłych wita rozłożyste wiekowe drzewo, udekorowane zdjęciami z różnych lat. 44 promocji, w sumie 661 absolwentów. Umieszczone na ścianach prowadzących do auli korytarzy — dziś już archiwalne — zdjęcia jeszcze raz wszystkim przypomną o długiej historii szkolnictwa polskiego w Połukniu, które w miejscowości, gdzie większość posługuje się na co dzień językiem polskim, stale jest zagrożone…

Siostra Lucyna Kudzińska prowadzi lekcję religii Fot. Marian Paluszkiewicz

— Oświata polska ma tu prawie stuletnią historię, te okolice zamieszkują w większości Polacy, a dziś na co dzień musimy walczyć w obronie naszego zasadniczego prawa do nauki w języku ojczystym. Toczymy nierówny bój z litewską szkołą o każde polskie dziecko — mówi dyrektor szkoły Agnieszka Sakowicz, która stanowisko to objęła przed dwoma laty.

Ze źródeł historycznych wiadomo, że działalność oświatowa w języku polskim na tych ziemiach rozpoczęła się w 1915 r. Starsi połuknianie przypominają sobie, że pierwszym nauczycielem był pan Apolewicz. Dziś tylko nikt nie pamięta, jak miał na imię.

Do 1917 r. lekcje odbywały się w domach prywatnych. Wiejskie dzieci uczyli czytania i pisania najczęściej studenci czy uczniowie starszych klas gimnazjalnych. Potem zajęcia przeniesiono do „szafarni”, zabudowy, w której piłowano i przechowywano drewno.

Polonistka Teresa Rynkiewicz również jest absolwentką tej szkoły Fot. Marian Paluszkiewicz

Od 1918 r. przez 3 lata dzieci już na plebanii uczyła Helena Łastowska. Przełomowym stał się rok 1921, kiedy to władze wynajęły dom u państwa Sadowskich, żeby tam dzieci mogły być podzielone na klasy. W 1927 r. wybudowano dwupiętrową, drewnianą szkołę. Niejedno pokolenie połuknian pobierało w tym budynku naukę. W czasie II wojny światowej budynek został mocno zniszczony, dlatego po wojnie lekcje odbywały się w domu prywatnym. Kierował szkołą Zygmunt Małyszko.

W 1953 r. budynek szkoły odnowiono. Dzieci nauczało już siedmiu nauczycieli, a dyrektorką była Lidia Gorpinicz. Uczniów przybywało i w 1964 r. placówka otrzymała status średniej, a w 1967 r. jej mury opuścili pierwsi maturzyści. Dyrektorował wówczas z wielkim szacunkiem dziś wspominany śp. Wincenty Kamilewicz. Tragiczna śmierć przeszkodziła mu jednak w realizacji wszystkich zamierzeń. W latach 1977-1994 stanowisko dyrektora piastował Stanisław Kodis. Był to okres, gdy szkoła była trójjęzyczna. Placówka się rozwijała, uczniów przybywało z każdym rokiem.

W 1990 r. uczniowie i nauczyciele cieszyli się już nową, murowaną szkołą. Po czterech latach od szkoły oddzieliły się klasy litewskie, które dziś tworzą szkołę „Medeinos”. Rosyjski pion z biegiem czasu się wykruszył. Kierował wówczas szkołą Jan Zacharzewski.

Szkoła nie tylko naucza, ale również wychowuje dzieci w duchu polskości Fot. Marian Paluszkiewicz

Kolejnym, przełomowym momentem staje się rok 2001, kiedy z inicjatywy litewskojęzycznej placówki rozpoczął się proces łączenia obu połukniańskich szkół w jedną…

Do dziś w jednym skrzydle mieści się polska, w drugim — litewska.

— Jesteśmy zmuszeni do rywalizacji z naszymi sąsiadami. Stosując nieczyste zagrywki przekonują rodziców, że ich dzieci po litewskiej szkole czeka rajskie życie, a my z kolei musimy udowadniać oczywiste rzeczy, że dziecko powinno się uczyć w języku ojczystym, w swoim otoczeniu. W efekcie mamy 82 uczniów, szkoła litewska — dwukrotnie więcej. A ten rok kończymy bez klasy maturalnej — martwi się dyrektor. Cieszy się jednak, że ma poparcie nauczycieli, m. in. Aliny Kamilewicz, która oddała szkole wiele lat i dziś cieszy się wśród mieszkańców wielkim autorytetem, starosty Marii Gołubowskiej, samorządu, posła na Sejm Jarosława Narkiewicza. Dzięki zaangażowaniu tych ludzi polska placówka istnieje do dziś.

Dyrektor dziś wkłada wiele wysiłku w to, żeby szkoła stała się atrakcyjna i konkurencyjna. Od września działa zerówka. Dyrektor już marzy o tym, by w przyszłości stworzyć tu dodatkowo przedszkole. Warunki ku temu są, chętni — również.

Wychowawczyni zerówki Anna Klukojt (od lewej) i wychowawczyni 2 i 4 klasy Loreta Mackiewicz pracują w szkole dopiero od września Fot. Marian Paluszkiewicz

Uczniów klas początkowych, choć dziś nielicznych, codziennie witają pięknie wyremontowany korytarz i pracownie. Dyrektor bardzo ceni sobie młode i pełne pomysłów nauczycielki początkówki. Niektóre wracają do rodzimej szkoły po studiach i kontynuują jej chlubne tradycje. Agnieszka Szczygło wróciła do rodzimej szkoły jako wychowawczyni klas początkowych. We wrześniu założyła teatrzyk „Za szkolną kurtyną”, do którego uczęszczają uczniowie klas początkowych. Jest on swego rodzaju kontynuacją teatrzyku lalek, który prowadziła wieloletnia nauczycielka klas początkowych Helena Kuzborska.

Siostra Agnieszki, Iwona Grigienė uczy dzieci choreografii, wychowania fizycznego i prowadzi szkolny zespół „Strumyk”, który ma aż 21-letnią tradycję.

Szkołą kieruje młoda i bardzo energiczna dyrektor. Przyszła tu jako polonistka, nauczała dzieci również litewskiego i informatyki, której uczy do dziś i, jak mówi, najbardziej to lubi. Pochodzi z Rudomina. Nadal mieszka w tych okolicach i codziennie dojeżdża do odległego Połuknia.

Szkoła zatrudnia 22 nauczycieli i 14 osób personelu technicznego. Niektórzy mają za sobą ponad 40-letni staż pracy w tej placówce. Nauczycielka geografii Stanisława Chałaburdo poświęciła szkole 43 lata.

— Pracę rozpoczynałam w dużym kolektywie. Było tu ponad 40 nauczycieli. Byliśmy młodzi, pełni zapału. Uczniów było dużo i pracowaliśmy na dwie zmiany. Choć było ciasno, panowała wesoła i przyjazna atmosfera. Wszystkie narodowości bardzo zgodnie ze sobą współistniały. Wtedy nie było mowy o konkurencji — wspomina z nostalgią pani Chałaburdo.

Rima Gulbinavičienė, nauczycielka chemii, do tej szkoły przyszła zaraz po ukończeniu studiów, w 1970 r. Pamięta trudne początki swojej pracy, bo przyszła do polskiej szkoły… nie znając polskiego.

„Nasza szkoła staje się coraz bardziej atrakcyjna” — mówi dyrektor Agnieszka Sakowicz Fot. Marian Paluszkiewicz

— Urodziłam się w Jeziorosach, w rodzinie litewskiej. Polskiego uczyłam się w trakcie pracy. Jestem bardzo wdzięczna uczniom, że się nie śmiali ze mnie, a wręcz odwrotnie — bardzo życzliwie pomagali — wspomina ze wzruszeniem. Prowadzi lekcje zarówno w polskich jak i litewskich klasach. Kiedyś nauczała też w rosyjskich. Jak mówi, po kilku latach pracy już nie odczuwała bariery językowej. Do dziś dojeżdża z Wilna i nie zrezygnowała z pracy w Połukniu nawet po tym, gdy otrzymała propozycję pracy bliżej domu.

Wiele lat poświęcili szkole fizyk Irena Szulc, Wacław i Janina Gudalewiczowie.

Zastępca dyrektora Ludmiła Narkiewicz jest związana ze szkołą od 20 lat. Dziś jest również pedagogiem socjalnym.
— Zawsze staję w obronie dzieci i staram się je traktować po matczynemu. Znam doskonale otoczenie, w jakim rosną, ich rodziny. Musimy każde z nich wspierać i zapewnić jak najlepsze warunki, sprawić, by znalazły tu zrozumienie. Pracujemy nad tym, by nawet te gorzej sobie radzące z nauką nie były odizolowane i w pełni uczestniczyły we wszystkich naszych przedsięwzięciach — opowiada z promienną twarzą o uczniach pani Ludmiła.

Dzięki wsparciu samorządu rejonu trockiego i „Wspólnoty Polskiej”, również częściowo we własnym zakresie, nawet w tych ciężkich dla wszystkich czasach udaje się wykonać tu i ówdzie remonty, by uczniowie mieli lepsze warunki. W końcu ubiegłego roku wyremontowaliśmy część korytarza i 4 pracownie, w całej szkole odnowione zostały sanitariaty. W tym roku w stołówce wymieniliśmy wszystkie meble.

— Naszą najpilniejszą potrzebą jest remont dachu i stołówki. Chcemy również wyremontować aulę i wybudować ogrodzenie, którego dotychczas nie mamy. Ale musimy na to zdobyć środki — opowiada o potrzebach szkoły jej dyrektor.

Bardzo ułatwia życie na co dzień szkole 16-miejscowy autobus, którym dowozi się uczniów nawet z oddalonych o kilkanaście kilometrów wsi. Jak mówi dyrektor, kierowca jedzie do wsi nawet dla jednego ucznia. To wielki atut szkoły, która stara się nie tylko solidnie nauczać, ale również wychowywać dzieci w duchu polskości oraz tradycjach przodków.