Egzamin z litewskiego — nierówny start, jaka meta?

349
Lituanistka z „syrokomlówki” Vida Navelskienė mówi, że jedenastoklasiści są zmuszeni uczyć się literatury litewskiej kosztem gramatyki Fot. Marian Paluszkiewicz

Mimo licznych protestów społeczności mniejszości narodowych, powołanych komisji i niezliczonych dyskusji, jedenastoklasiści ze szkół nielitewskich, zgodnie z przyjętą w marcu br. Ustawą o Oświacie, są zmuszeni przygotowywać się do ujednoliconego ze szkołami litewskimi egzaminu.

Komisje z Ministerstwa Oświaty wyjaśniają uczniom, jak będzie wyglądał egzamin i przekonują, że to wyłącznie dla ich dobra. Uczniowie i ich rodzice biją na alarm. Rozkładają bezradnie ręce lituaniści, którzy również krytycznie oceniają nową ustawę, a obiecane ulgi podczas egzaminu maturalnego nazywają puszczaniem dymu w oczy…

— Uczniowie są bardzo obciążeni. Nie da się w ciągu dwóch lat przerobić programu, który uczniowie w litewskich szkołach przerabiają w ciągu 12. Po prostu szkoda dzieci. To dla nich nadmierne obciążenie emocjonalne. Jak zresztą również dla lituanistów, którzy w przyśpieszonym trybie muszą przygotować uczniów do egzaminu — powiedziała w rozmowie z „Kurierem” Jūratė Ratautienė, lituanistka ze Szkoły Średniej im. J. I. Kraszewskiego.
Jak powiedziała, podstawowy problem — to niedostateczny zasób słownictwa u uczniów, co, jak podkreśla, jest rzeczą naturalną, bo pochodzą z innego środowiska językowego.

— Uczniom brakuje słów, żeby wyrazić swoje myśli. Litwini wynoszą to słownictwo przede wszystkim z domu, ze swego otoczenia. Dla Polaków ten język pozostanie na zawsze wyuczony, nie stanie się przecież językiem ojczystym. Kiedy przytaczaliśmy ten argument podczas spotkania z urzędnikami z ministerstwa, padła jedynie odpowiedź: „Niech więcej czytają”… — bezradnie rozkłada ręce lituanistka.

Rodzice jedenastoklasistów obawiają się, że z powodu dodatkowego obciążenia uczniowie mogą gorzej sobie radzić z innych przedmiotów Fot. Marian Paluszkiewicz

Nowa Ustawa o Oświacie, która weszła w życie 1 lipca br., boleśnie uderza w kilka aspektów istnienia szkół mniejszości narodowych. Najwięcej emocji budzi jednak ujednolicony egzamin z języka litewskiego dla szkół mniejszości i z litewskim językiem nauczania już w 2013 r. Dotychczas ten egzamin w szkołach litewskich był zdawany jako egzamin z języka ojczystego, a w szkołach mniejszości narodowych, m. in. w polskich — jako egzamin z języka państwowego. Tymczasem zgodnie z nową ustawą jedenastoklasiści w szkołach nielitewskich w ciągu dwóch lat mają nadrobić 800 godzin lekcyjnych — bo tyle wynosi dziesięcioletnia różnica między programami ze szkołami litewskimi — żeby móc złożyć ujednolicony egzamin. Ministerstwo Oświaty i Nauki tymczasem woli „nie pamiętać” o okresie przejściowym, a protesty mniejszości narodowych odbiera wyłącznie jako niechęć do nauki języka litewskiego…

Jak nam powiedziała Vida Navelskienė, nauczycielka języka litewskiego w Szkole Średniej im. Wł. Syrokomli, jedenastoklasiści są zmuszeni uczyć się literatury litewskiej kosztem gramatyki.

— W tygodniu z jedenastoklasistami mamy 6 lekcji litewskiego. 5 muszę poświęcić wyłącznie literaturze. Dlatego tylko 1 lekcja pozostaje na zgłębianie gramatyki, której uczniowie też muszą się nauczyć, bo bez niej nie złożą egzaminu. Ale nawet pracując w przyśpieszonym tempie, zostajemy w tyle w porównaniu ze szkołami litewskimi. Fizycznie nie da się tego programu nadrobić. Próbujemy z uczniami pisać wypracowania, ale na razie z trudem nam się to udaje — mówi Vida Navelskienė, nauczycielka języka litewskiego w Szkole Średniej im. Wł. Syrokomli.

Lituanistce z „syrokomlówki” przytakuje nauczycielka litewskiego ze Szkoły Średniej w Zujunach.

— Z jedenastoklasistami do opanowania mamy ogromną ilość materiału z zakresu literatury.  Musimy uczyć się też gramatyki. Dlatego na lekcjach nie przerabiamy wszystkich utworów z kolei. Niektóre podaję im w skrócie, żeby mieli o nich pojęcie. Inaczej po prostu się nie wyrobimy — uważa Irena Zacharevskienė.

Zwraca uwagę też na inny problem. Jak mówi, podręczniki są napisane w trudno dostępnym dla uczniów języku, dlatego podczas lekcji nauczyciel musi jeszcze dodatkowo tłumaczyć uczniom wiele słów, a to zabiera czas.

Wykładającą litewski w „syrokomlówce” Natalię Kozłowską zadziwia obłuda urzędników resortu oświaty, którzy wykorzystują wątpliwe argumenty.
— Dziwnie dźwięczą słowa urzędników, że uczniowie nie będą mocno obciążeni, bo wiele utworów w szkolnym programie literatury polskiej i litewskiej dubluje się. Przecież tak nie jest w rzeczywistości. To tylko przykrywka! — oburza się lituanistka.

Po krytyce i licznych protestach mniejszości narodowych minister oświaty i nauki zapowiedział, że wobec szkół mniejszości zostanie zastosowany okres przejściowy, kiedy wobec uczniów z litewskich szkół i wobec uczniów ze szkół mniejszościowych byłyby stosowane inne kryteria oceny podczas egzaminu. Egzamin ma być wydłużony o godzinę, dozwolone ma być też korzystanie za słowników. Mówi się też o ulgowej ocenie prac i możliwości wykorzystania w pracach pisemnych wiedzy z literatury nie tylko litewskiej, ale też ojczystej. Ulgowy tryb ma obowiązywać aż do czasu, gdy obecni pierwszoklasiści (którzy już od 1 września br. rozpoczynają naukę według ujednoliconych ze szkołami litewskimi programów nauczania języka litewskiego) dojdą do matury.
Lituaniści rozbijają w puch również argumenty o tym, że mniejszości narodowe będą miały ulgi na egzaminie.

— Proponowane ulgi są nic nie warte. Tak naprawdę niewiele mogą wpłynąć na wyniki i jakoś oraz konkretnie ulżyć zadania egzaminacyjne — uważa Jūratė Ratautienė.

Śmiechu wartymi nazywa ulgi Natalia Kozłowska.

— Tak naprawdę ulg nie będzie. Co dziwne, że akcentuje się fakt, iż uczniowie ze szkół nielitewskich będą mieli o godzinę dłuższy egzamin i będą mogli korzystać ze słowników. Ale przecież uczniowie ze szkół litewskich też będą mieli dodatkową godzinę i też będą mieli prawo podczas egzaminu korzystać ze słowników. To gdzie tu ulgi? Inne kryteria oceny…  Ale jakie? To jest zbyt nieprzejrzyste i płynne pojęcie. Przecież my, nauczyciele, jeszcze do końca nic nie wiemy na ten temat… — mówiła podenerwowana nauczycielka litewskiego.