125
Kamień na „Szlaku Marszałka Józefa Piłsudskiego”

Jedni twierdzą, że ten kamień upamiętnia Marszałka Józefa Piłsudskiego, inni uważają, że jest pamiątką wizyty prezydenta Ignacego Mościckiego Fot. archiwum

Nieopodal skrzyżowania szosy Wilno-Ejszyszki i żwirówki z Podborza do Dajnowa znajduje się potężny kamień, będący pomnikiem jakiegoś ważnego wydarzenia. Jedni twierdzą, że ów kamień upamiętnia Marszałka Józefa Piłsudskiego, inni uważają, że jest pamiątką wizyty prezydenta Rzeczypospolitej Ignacego Mościckiego.

Tablicy pamiątkowej nie ma, pozostała tylko wnęka, a wokół kamienia — betonowe ogrodzenie, treści napisu nikt dokładnie nie pamięta.

Przeglądając materiały XIII Ogólnopolskiego Zjazdu Lekarzy i Przyrodników, który odbył się w Wilnie w dniach 25-27 grudnia, trafiła mi się informacja o wizycie ówczesnego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Ignacego Mościckiego, który udał się do naszego miasta przede wszystkim w celu wzięcia udziału w tym zjeździe, aczkolwiek zjazd był chociaż główną, ale nie jedyną przyczyną przyjazdu. Prezydent przybył ze strony Lidy, a w Bieniakoniach, znajdujących się na granicy województw wileńskiego i nowogródzkiego powitała go delegacja na czele z wojewodą wileńskim Władysławem Raczkiewiczem. Z powrotem prezydent miał zamiar jechać nową, dopiero wybudowaną drogą, łączącą Warszawę z Wilnem, a mianowicie nowym odcinkiem Wilno-Raduń-Jeziory.

Sprzeczne zeznania starszych mieszkańców, pamiętających przedwojenne czasy nie dają dostatecznej informacji. Jedni twierdzą, że kamień jest poświęcony Piłsudskiemu, inni, że prezydentowi Mościckiemu, którego mieli okazję witać, gdy powracali z Wilna.

Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Ignacy Mościcki 26 września 1929 roku udaje się na mszę do wileńskiej katedry Fot. archiwum

Oficjalne otwarcie połączenia drogowego, które nazwano „Szlakiem Marszałka Józefa Piłsudskiego”, a którego inicjatorem budowy był właśnie Marszałek, odbyło się 18 września 1929 roku na granicy województw, na moście przez Solczę pod Zygmunciszkami, znajdującymi się obecnie w podborskiej gminie rejonu solecznickiego. Most został ozdobiony bramą tryumfalną. Samych tylko samochodów było ponad trzydzieści, co na tamte czasy stanowiło rewelację. Wówczas przybyli Minister Robót Publicznych RP Moraczewski, Minister Komunikacji Kuhn, Minister Reform Rolnych Staniewicz, Minister Pracy i Opieki Społecznej Prystor, Wiceministrowie Robót Publicznych Górski i Poczt i Telegrafów Dobrowolski, Wicewojewoda Kirtiklis, Dyrektor Dróg Siła-Nowicki, Generał Krok-Paszkowski. Delegację przywitał wojewoda Raczkiewicz, inżynier Szostakowski.

Składano sprawozdanie o przebiegu robót i ich kosztach. Przemawiano o doniosłym znaczeniu nowego połączenia, podkreślano, że zaborcy nie troszczyli się o dobrobyt, dążyli do przecięcia tych ziem z Polską. Wielokrotnym okrzykiem „Marszałek Józef Piłsudski niech żyje!” — zakończono uroczystość.

Sytuacja polityczno-gospodarcza i socjalna była napięta na całym świecie, kryzys nie ominął też Polski. Budowa dróg miała wiele trudności. Na wielu odcinkach budowy dróg, na przykład Druja-Woropajewo, nasilały się strajki. Do tego, to był rok nieurodzaju nie tylko na wschodzie Polski, ale także na Litwie, gdzie nawet powstał komitet pomocy ofiarom nieurodzaju, a poszkodowanych było ponad dwadzieścia tysięcy. Na Wileńszczyźnie w niektórych powiatach nieliczne żyto zostało zjedzone, kartofle nie wykopane z powodu powodzi. Osobista opieka Józefa Piłsudskiego nad budową drogi z Wilna do Radunia pozwoliła zbudować ją w przyspieszonym tempie. Prace rozpoczęto w marcu 1929 roku, w pierwsze trzy miesiące zbudowano 22 kilometry drogi, w drugiej połowie września drogę oddano do użytku. Prezydent Ignacy Mościcki powracał dopiero wybudowaną nową drogą tydzień później, a mianowicie 27 września, jadąc przez Ejszyszki i zmierzając w stronę Żołudka, gdzie miał spędzić noc.

Najprawdopodobniej tablica pamiątkowa mówiła o szlaku imienia Józefa Piłsudskiego, ale treści napisu, jak dotychczas, nikt podać nie mógł. Być może ktoś z czytelników „Kuriera Wileńskiego” zna treść słów, w tym wypadku zaistniałaby możliwość pomyśleć o ewentualnym jej odnowieniu.

125 odpowiedzi to Kamień na „Szlaku Marszałka Józefa Piłsudskiego”

  1. pani mówi:

    O NB, francuzach, i jego wojsku. Przed kilkoma laty w Wilnie w trakcie budowy osiedla natrafiono na nieznane cmentarzysko. Okazalo sie ze poleglo tam masowo wojsko NB w czasie odwrotu z Rosji. Zrobil sie miedzynarodowy skandal. Francuzi z grozbami przylecieli godnie chowac swoich. Gdy szczegolowe badania pokazali, ze w (zdaisie!) w zbiorowych mogilach leza glowie zolnierze z podbitych przez NB panstw sr. eur. Francuzow zwiala wichura obojetnosci. Zolnierze ci w wiekszosci zmarli z chlodu i wycienczenia. Mysle ze wiekszosc stanowili Polacy … Zaden pomnik na miejscu ogromnej tragedii nie powstal. /// Wracajac do traktow miedzy Wilnem a innymi stolecznymi miastami RON, mysle, trzeba dolaczyc do lubelskiej grupy (organizacji turystycznej) Trakt Jagielonski. Podobnie oni chcieli by miec partnerow i lokal, siedzibe w Wilnie. Chetnie bym sie przylaczyla lecz nie sama. Mysle ze znalazla bym grupki wsparcia w Warszawie i Krakowie. Bylam dzis w Polskim Domie lecz nie znalazlam nikogo z Wilnoteki promujacej ta organizacje./// O infrastrukturze – od Wilna do Pogir sa pompowane piniadze na asfalt, oswietlenie. W Wajdatch przy byl folw. Biala Waka, buduje sie Centrum logistyczne. Miasto (urbanizacja) zbliza sie do Rudnik. Obok puszczy za Biala Waka 9nowym osiedlem) ma powstac park wiatrowych turbin ( a moze juz jest).

  2. pšv mówi:

    🙂
    Litwini podają, że Carles Bronson – to Karolis Bučinskis, a jego ojciec – Litwin z Druskienik.

  3. ted mówi:

    psv,Pawel1-dzieki za wyjasnienie.Zgadza sie bylo “torpa”.

  4. z Bujwid mówi:

    do Maur
    Ten od “Cichej wody” to był Kurtycz. na mur…

  5. Paweł1 mówi:

    Jak to nic na tej Litwie nie chce być czarno – białe.
    Charles Bronson – Karol Buczyński, czyli polsko – litewski Tatar.
    Ojciec Aleksander Buczyński, ur. ok. 1890 r. na Litwie, emigrował w 1908 r. do Stanów / górnik Pensylwania/
    Matka Anna, sześcioro dzieci. Karol urodził się już w Pensylwanii w 1921 r. Jak wynika ze spisu 1930 r. w domu mówili po litewsku.
    Poniżej zdjęcie gdyby ktoś nie wierzył w jego tatarskie korzenie.
    http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Bronson_1973.jpg&filetimestamp=20100928032828

  6. z Bujwid mówi:

    sądzę, że to wspaniałe nasze obcowanie przy półstockim Kamieniu, powinno posłużyć pewnym bodźcem do uporządkowania tej, jakże miłej sercu, historii tego skrawka Ziemi, na którym od wieków żyli nasi przodkowie i my tu przyszliśmy na świat. W trakcie obcowania okazało się, że jest jeszcze wielu wychodźców z tych stron oraz sympatyków posiadających sporą wiedzę z historii Wileńszczyzny. Wielkie dzięki dla Pana Zbigniewa Siemienowicza że tak trafnie na czasie zaakcentował Pan Kamień w Półstokach, co wywołało ogromne zaciekawienie i poruszenie. Jak dotychczas, to miejce było nieco zaniedbane. Wszak, jak się okszało , jest to może mniej znany ale dla Laudy półstockiej, podborskiej,eiszyskiej bardzo drogi i bliski fragment historii naszej, regionalnej i Polski.
    Sądze, że te osoby,co z racji zajwanego stanowiska {wójt,nauczyciele miejscowej szkoły oraz odpowiedzialni urzędnicy rejonowi} powinni wykazać więcej inicjatywy aby wykazać szacunek do naszej przeszłści. Wszak historię polską poznaje się nie tylko w Warszawie czy w Krakowie ale i w Półstokach,Podborzu, Rudnikach lub w Ejszyszkach…

  7. Maur mówi:

    Do 102,
    A matka?
    Też znam ten zapis o nazwisku. Nawet skopiowany, tak jak podajesz, w info z USA. Czy aby on nie nosił nazwiska matki?
    Czy aby nie była ona Tatarką?

  8. Maur mówi:

    Do 105, Paweł1;
    Masz rację. Tu nic nie chce byc czarno-białe. Na dodatek pogmatwane do granic pojmowania.
    Znam w przybliżeniu życiorys C.B. Ktoś kilka lat temu uparł się abym pomógł mu szukać jego korzeni. We wszelkich oficjalnych biografiach było mnóstwo luk. Niektórych sam bohater nie chciał wyjaśniać i zabronił innym zajmować się niektórymi kwestiami jego pochodzenia. No cóż, może znający wiecej faktów pomogą powoli pozbyć się białych plam.

    Do: z Bujwid, 104; -nie smiem przeczyć.
    Masz oczywiście rację. Dzięki za sprostowanie i sory za pomyłkę.

  9. Podborzanka mówi:

    Mam kolejny powód do dumy z tego, że pochodzę z Podborza. Niestety, dopiero teraz uświadomiłam sobie, że zbyt mało wiem o historii swej rodzinnej wsi. Muszę to jakoś nadrobić. Pozdrawiam serdecznie wszystkich.
    do Ursus 32.: znam autora tych pięknych słów.

  10. Andy mówi:

    Do Podborzanki – ciekawie jak wiele jest takich Ty,którzy ciekawią się tymi tematami:-).Pozdrawiam ziomali:-)

  11. ursus mówi:

    Do Podborzanka: Tez znam autora tamtej piosenki o Podborzu (az za dobrze)…Ba, znam tez autora muzyki do tekstu:)
    Pozdrawiam!:)

  12. Maur mówi:

    Witam zainteresowanych z parafii Podborze.

    W p 56 coś obiecałem i dziś to realizuję.

    Prośba do wszystkich. Jest to przepisanene prawie słowo w słowo postanowienie IPN. Tu nic nie komentuję, niczego nie dodaję i pomijam kilka nieistotnych drobiazgów. Nie podaję też pełnych nazwisk. Wy je jednak znacie lub możecie poznać. Jeżli możecie te informacje uzupełnić będę zobowiązany. Świeta BN mogą byc okazją do pozyskania takich informacji.
    Czytając zauważycie róznice w zeznaniach.Niech one nie będą podstawą do wyciągania zbyt powierzchownych wniosków.
    Oto tekst:
    …”Łódź dnia 27 lipca 2005 r.

    S 132/04/Zk

    POSTANOWIENIE
    o umorzeniu śledztwa

    Beata M -prokurator Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Łodzi, w sprawie zabójstwa w dniu 25 grudnia 1944 r. w Puszczy Rudnickiej w pobliżu wsi Bujwidy pow. Lida, woj. nowogródzkie kilkunastu obywateli polskich

    na podstawie art.322 $1 i 3 kpk
    postanowił umorzyć śledztwo… wobec niewykrycia sprawców.

    UZASADNIENIE
    W dniu 9 grudnia 2004 r. do OKŚZpNP w Łodzi wpłynęło za pośrednictwem GKŚZpNP w Warszawie pismo Edwarda Ł., w którym w.w. Powiadomił o zabójstwie swego dziadka Józefa Czerkiesa, jego brata Franciszka Czerkiesa i kilkunastu innych nieustalonych mężczyzn – mieszkańców wsi Bujwidy, pow. Lida w Puszczy Rudnickiej przez nieustalony oddział funkcjonariuszy radzieckich. … Składający doniesienie zeznał, iż w dniu 24 grudnia 1944 r. miejscowy ksiądz z kościoła w Podborzu (Eugeniusz Zasztowt -dop.mój) w czasie pasterki ostrzegł wiernych, że Rosjanie szykują obławę na ochotników, którzy w 1920 r. wzięli udział w wojnie z bolszewikami. Kikunastu mężczyzn mieszkańców wsi zagrożonych sowiecką łapanką zdecydowało się nie wracać do domów, ukrywając się na terenie Puszczy Rudnickiej nad rzeką Solczą. Tu w nocy z 24 na 25 grudnia 1944 r. zostali okrążeni przez nieustalony oddział NKWD przybyły …. , którego członkowie uzbrojeni w broń palną rozstrzelali ukrywających się w lesie mężczyzn. Jak zeznał Edward Ł. -tylko jednemu z nich -rannemu udało się zbiec. Z dalszych zeznań zawiadamiającego wynika, że władze sowieckie przez okres kilku dni nie zezwoliły rodzinom na zabranie z lasu zwłok zamordowanych i ich pochówek. Edward Ł. Oświadczył, iż jego wiedza na temat zbrodni, o której zawiadomił pochodzi głównie z przekazów rodzinnych, ….
    W przedmiotowej sprawie w dniu 18 lutego 200 r. OKŚZpNP w Łodzi wszczęła śledztwo uznając, iż zabójstwa, o których zawiadomił Edward Ł. zostały popełnione z motywów politycznych, wyczerpują zatem ZNAMIONA ZBRODNI KOMUNISTYCZNEJ, która NIE ULEGŁA dotychczas PRZEDAWNIENIU.
    Przesłuchana w toku wszczętego postępowania … Hieronima Ł., iż w chwili śmierci ojca miała 7 lat. Pamiętała, iż w jej domu pojawiła się nieustalona osoba, która powiadomiła, iz jej ojciec Józef Czerkies i wuj Franciszek Czerkies zostali zastrzeleni w lesie koło wsi Bujwidy. Następnego dnia zwłoki jej ojca zostały przywiezione do domu rodzinnego wozem przez nieustalone osoby. Hieronima Ł. -zeznała, iż nie rozmawiała o przyczynach i sprawcach zabójstwa ojca ze starszymi członkami rodziny, stąd nie posiada żadnych informacji na ten temat i nie wie kto dopuścił się tej zbrodni.
    Przesłuchano również starszą o 10 lat od Hieronimy Ł. -jej siostrę Eleonorę K. Zeznała ona, iż w dniu zabójstwa ojca przebywała u swej ciotki, nad którą sprawowała opiekę. W czasie pogrzebu ojca i stryja nie były w jej obecności prowadzone rozmowy o okolicznościach ich śmierci. Dopiero w 1946 r. gdy powróciła na stałe do domu od mieszkańców Bujwid dowiedziała się, że ojciec i stryj -zostali zastrzeleni najprawdopodobniej przypadkowo przez polskich partyzantów, którzy stacjonowali w Puszczy Rudnickiej. Eleonora K. podała, że również jej matka nie znała okoliczności śmierci swojego męża. Została ona powiadomiona o fakcie zastrzelenia męża przez młodego, rannego w rękę chłopca, który ukrywał się w lesie wraz z Józefem i Franciszkiem Czerkiesem. Świadek Eleonora K.- zeznała również, iż od innych mieszkańców wsi dowiedziała się, że wraz z jej ojcem i stryjem zostali również zamordowani w lesie bracia Pileccy- zamieszkujący we wsi Podborze.
    Nowych istotnych faktów związanych ze zbrodnią, stanowiącą przedmiot śledztwa dostarczył Marian Ł, Który zamieszkiwał w 1944 r. w Bujwidach i w czasie okupacji należał do miejscowego oddziału AK. Zeznał on, że w grudniu 1944 r. do sąsiedniej wsi Podborze przyjechała grupa żołnierzy radzieckich, którzy rozpoczęli wyłapywać wszystkich mężczyzn zdolnych do noszenia broni w celu wcielenia ich do wojska.
    Z tego powodu, gdy wieść ta dotarła do Bujwidów wszyscy dorośli mężczyźni, w tym również i Marian Ł., chcąc uniknąć przymusowego wcielenia do wojska radzieckiego opuścili swe domostwa i ukryli się w pobliskim lesie w Puszczy Rudnickiej, gromadząc się w grupach po ok. 10 osób. Marian Ł. ukrywał się w innej grupie, aniżeli Józef i Franciszek Czerkies, stąd okoliczności ich śmierci -jak zeznał -zna z relacji osób trzecich. Świadek zeznał, iż funkcjonariusze NKWD z Ejszyszek, których nazwisk świadek nie wskazał, w trakcie przeprowadzonej obławy w Puszczy Rudnickiej wytropili grupę ukrywających się mężczyzn zamieszkujących wsie Bujwidy i Podborze, w której byli m.in. Józef i Franciszek Czerkies oraz bracia Pileccy; Jan i Franciszek. Funkcjonariusze NKWD zastrzelili mężczyzn znajdujących się w tej grupie, wtym braci Czerkiesów i Pileckich. Jednym z mężczyzn, którym udało się ocaleć był Edmund Baranowski, który. Mimo iż ranny w głowę, dotarł do wsi i nim stracił przytomność powiadomił o zaistniałej zbrodni.
    Marian Ł. zeznał, iż nie pamięta nazwisk pozostałych ocalonych osób, którym udało się zbiec i przeżyć tę masową egzekucję. Dodał, że zwłoki Józefa Czerkiesa przywieziono z lasu do wsi wkrótce po dokonanym zabójstwie, zaś zwłoki Franciszka Czerkiesa znaleziono dopiero po paru dniach i do Bujwid jego ciało przywiózł nieżyjący już szwagier Franciszka Czerkiesa – o nazwisku Siemaszko. ….
    Nie budzi już wątpliwości fakt, że zbrodnia zabójstwa będąca przedmiotem śledztwa- stanowi w rozumieniu ustawy o IPN -KŚZpNP… -zbrodnię komunistyczną, została bowiem popełniona przez funkcjonariuszy NKWD z motywów politycznych. Sprawcy zbrodni dokonali w ten sposób odwetu na Polakach, odmawiających służby w wojsku radzieckim….
    W toku przeprowadzonego śledztwa nie zdołano ustalić nazwisk pozostałych ofiar zbrodni, jak również dotrzeć do członków ich rodzin. …
    W tej sytuacji prowadzone śledztwo postanowiono umorzyć -wobec niewykrycia sprawców.”…

  13. Maur mówi:

    Dodałem zdjęcie tego kamienia na Google Earth. Jest neutralny politycznie więc podgląd może być dostępny nawet jutro.

    Do ursusa: -bądź łaskaw sprawdzić czy w dobrym miejscu umieściłem ten pomnik. Zrobiłem to intuicyjnie.

    Swoją drogą Twoją “banię” obejrzano już 127 razy. To rekord w tym miejscu biorąc pod uwagę krótki czas umieszczenia foto.

    Z ubiegłorocznej wycieczki w Wasze strony oglądalność moich foto via sat wygląda tak:
    1. Pomnik masakry w Koniuchach -167x,
    2. Kalitańce (miejsce gdzie “Kmicic” zastrzelił towarzyszkę komisarz) -159x,
    3. Stare Rakliszki -145x,
    4. Łaźnia “URSUSA” -127x,(foto URSUSA),
    5. Bujwidy (zaułek Czerkiesów) -108x,
    6. Butrymańce (Stara Plebania) -101x.

  14. Andy mówi:

    Edmund Baranowski istotnie miał bliznę na twarzy,ślad po kuli,która wyszła mu przez szczękę. To prawda,pamiętam tego człowieka bardzo dobrze – śpiewakiem był w podborskim chórze w chórze kościelnym

  15. ursus mówi:

    Do Maur: Nie widze jeszcze na google earth w Polstokach “bialego kamienia”. Jak sie pojawi, dam znac czy w idealnym,odpowiednim miejscu go umiesciles.
    Napisz,prosze, czy otrzymujesz moje maile na przyklad wczoraj? Cos mi poczta splata figle.

  16. Maur mówi:

    Do 115, ursus;

    Dostałem dziś o godz 17,04.
    Odpisałem,

    Pozdrawiam.

  17. Kmicic mówi:

    Na tym kamieniu, i na innych, wartoby położyć polski opłatek wigilijny..

  18. Adam81w mówi:

    Cd. mojej wypowiedzi w tym wątku nr 67, nalezy zadać sobie pytanie czemu ten temat tak zaktywizował miejscowych Polaków? Czemu akurat pod tym tematem zaczęli tak masowo pisać? Myślę, że tę wiedzę można by wykorzystać przy np. tworzeniu Kuriera.

  19. ursus mówi:

    Do Adam81w: Sporo ludzi wyjechalo z Podborza, Polstok, Bujwid,Mizan,Wojsiat…z calej podborskiej parafii do Polski. Przy czym wyjechali nie tylko w latach powojennych, lecz i w latach 90-tych, a to moi przyjaciele. Teraz kazdy z nich teskni na Ojczyzny lono. “kamien” poruszyl nami wszystkimi, naszymi wspomnieniami…

  20. z Bujwid mówi:

    Tak, tak, Zacny Panie Ursusie! „kamień” poruszył nas wielu i nasze wspomnienia…Wszak wspomnienia są nie tylko naszym skarbem prywatnym ale i niepisaną częścią nie tylko naszego losu i życia ale i tego skrawka ziemi, który to tak mamy blisko serca i o którym z miłością i honorem mówimy „ Tu była i jest moja Ojczyzna”…
    Na ile pamiętam, zawsze po spożyciu posiłku przy Wigilijnym stole był czas na wspomnienia… Dziadek opowiadał jak walczył w Mandżurii w1905 roku podczas wojny Rosji z Japonią, tato natomiast opowiadał jak mu się powodziło w wojsku, w 4 półku Ułanów Zaniemeńskich, wszak był trębaczem i grał w orkiestrze dętej półku, albo jak inny dziadek do Popiszek przywiózł babcię Urszulę z Ameryki. Ale były i inne, bardziej smutne, wręcz tragiczne wspomnienia i refleksje…
    A jakim był pierwszy dzień Święta Bożego Narodzenia równo przed 67 lat, 25 grudnia 1944 roku… Znacznie później, po wielu latach, ojciec opowiadał, że wczesnym rankiem 25 grudnia 1944 roku udał się odwiedzić swego wujka Franciszka oraz stryjecznych braci Leona i Edmunda Baranowskich. Braci w domu nie zastał, wujek powiedział dlaczego ich nie ma. Ojciec niby nie odczuwał zagrożenia, bo do AK nie należał, jako że od stycznia 1942 roku do połowy lipca 1944 był w więzieniu niemieckim. Nagle zauważono, że w stronę zagrody podąża tyraljera enkawedzistów, ojciec jeszcze zdążył ukryć się w szopie ukrywając się słomą.
    Bojcy szukali oczywiście Leona i Edmunda. Dźgając bagnetami słomę w szopie zraniono ojca, komandir kilka razy strzelał do ojca. Bito ojca i wuja Feliksa, przy skierowanej w twarz broni wymagali wskazać gdzie „eti bandity i wragi naroda”. Okazało się, że była to bardzo wielka akcja-łapanka w odwecie za to, że na początku grudnia oddział AK pod dowódstwem legendarnego „Krysia” w Puszczy Rudnickiej sprawił wielkie lanie sowieckim bojcam.
    W te dni i tygodnie spora część męszczyzn byłą aresztowana, część rozstrzelana na miejscu we własnym domu, jak to było w Jacewiczach…
    Dla ojca i jego współtowarzyszy w nieszczęściu było więzienie na ulicy Kościuszki w Wilnie, ciąłe nocne badania, tortury, poniewierka, nieludzkie warunki i sadyzm wartowników. Potem załadowanie do wagonów towarowych na lidzkiej rampie, golgota podróży na wschód, głód , chłód, chordy i śmierć. W wagonie ojca, zanim eszełon wiózł galerników na wschód do Saratowa, z 50 uwięzionych 14 umarło. Potem był obóz w Saratowie (Olszanka). A dla części był jeszcze obóz w Kutaisi, malaria Kołchidy kosiła swój plon…
    Tak to, tak zwana, wolość szła ze Wschodu… Ileż to chłopów nie wróciło do domu, do swego kościoła, do tego, jak że okazuje się, symbolicznego Kamienia Półstockiego.
    Sądzę, że każdy, kto pochodzi z tych stron, może powiedzieć, że tu jest mój dom, tu jest moja Ojczyzna, tu każdy kamień do mnie się przyzna!!!

  21. Maur mówi:

    Do Adam81w, 118;
    Szanowny Adamie -wszak sam widzisz. Tu nikt nikogo nie poucza. I polityka została za progiem.

    Do URSUSA – kamienia nie ma na GE i nie bedzie. Zdjęcie skopiowane tu z KW jest za małego formatu. Dziś odczytałem taki komunikat. Więc wygląda na to, że zrobisz zdjęcie sam i je tam umieścisz lub za moim pośrednictwem to zrobimy.Inaczej trzeba będzie poczekać aż sam to zrobię.
    A tak przy okazji to napisz. Mam ciekawy pomysł jak Ciebie “wrobić” w to co sam robię zawodowo. Tu nie będę rozwijał tematu ale powiem, że niezależnie od zawodu jaki wykonujesz spokojnie możesz i tym się zająć..

    Do – z Bujwid;
    Chociaż Twój post był adresowany do Ursusa – przeczytałem go z zainteresowaniem. Wygląda na to, że uzupełniłeś listę z p. 112 o imię i nazwisko kolejnej osoby. Pamietam słowa babci -… bracia … bracia… bracia… . Dodałeś kolejne szczegóły, wcześniej mi nie znane.
    Pozwolisz, że dopiszę cd. relacji w mojej wersji. Bądź łaskaw sprostowac to co nie jest prawdziwe lub prawdopodobne.
    …Więc oni poszli, w kilkunastu, w las. Po krótkiej naradzie tuż po pasterce w pod kościołem w Podborzu. Wybrali kierunek na Niewojniance. Wiedzieli, że gdzieś tam jest obóz AK. Był śnieg więc i marsz bezdrożami do lekkich nie należał. Po drodze usłuszeli strzały z pepesz gdzieś pod Bujwidami. Zatrzymali się i nasłuchiwali. Gdy strzały umilkły ruszyli dalej. Uznali, że soładty będą chodzić po domach i nie pójdą w las. Doszli nad Solczę. Tylko kilka km od domów. Tu postanowili doczekać rana. Rozpalili ognisko. Może dwa ogniska. Niektórzy zdjęli buty, inni zdjęli kożuchy. Sołdaty jednak poszli w las. Goniąc za Mietkiem Niewojno gdzieś go zgubili. Krążąc po lesie gdzieś dostrzegli poświatę ogniska. Zbilżyli się cichaczem okrążając całą grupę. Widząc kilkanaście osób przy ognisku, odcietych rzeką od jakiejkolwiek drogi ucieczki dali komendę “Agoń”. Tak zaczęła się jatka. Kto żyw zrywał się do ucieczki. A drogi do niej nie było. Jeden i drugi rzucił się w nurt Solczy. Pozostałych kule kładły na miejscu lub kilkanaście metrów dalej. Jak już żaden się nie ruszał sołdaty dopełnili dzieła. Kamandir sam odwracał postrzelanych i temu lub owem strzelał w twarz z nagana. Do tych w rzece też posłali parę serii. Dwóch przeżyło. Jeden z zakrwawioną twarzą został uznany za martwego. Drugi, jeden z tych co skoczyli do rzeki, też ranny wydostał się gdzieś dalej na ląd i dotarł do domu. Zmarł po kilkunastu dniach na zapalenie płuc -nieprzytomny przez większość czasu reszty swoich dni…

    A co do reszty -też ciekawie.
    Dzięki Panu Zbigniewowi Siemionowiczowi mieliśmy okazję zamienić kilka słów przy “Białym Kamieniu” czy tez Pólstockim jak piszesz.
    Rok temu pokazałem mojej 8-letniej córce Wiktorii miejce w Bujwidach, gdzie stały domy jej dziadków. Babci po północnej stronie Kubanki, dziadka od strony Podborza. Też obok Kubanki. Tyle, że ona zauważyła tylko łąkę. A i sam nawet kamienia nie znalazłem…

  22. pani mówi:

    Do niedawna w RL mozna bylo odbudowac chaty jesli odnajdywano stare fundamenty. obecnie jesli sa na planach lub starych mapach. A mozna nabyc cos w poblizu …

  23. szefka mówi:

    bardzo ciekawych rzeczy dowiedziałem się o historii podborza i okolic .Chialam zawiadomić wszystkich kto ukończył szkolę w Podborzu ,ze 11 maja 2012r. odbędzie się uroczstość 100 lecia szkoły, serdecznie wszystkic h zapraszam.

  24. Anna mówi:

    Może ktoś pamięta Ilcewiczów z Kudeł ? Prosze o informacje.
    AI

  25. Teddy mówi:

    Ktos pamieta rodzine budrewicz ow wymordowana w cieciorce kolo podborze prose o kontact

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.