Więcej

    Szukanie dziury w obrusie wigilijnym, czyli o… opłatkach

    Nadchodzą narodziny Dzieciątka Jezus. Szykujemy swe dusze i ciała w oczekiwaniu tego Cudu. Idziemy do spowiedzi, przedtem prosząc o przebaczenie tych, których skrzywdziliśmy i darując tym, którzy nam coś bolącego zrobili. Sprzątamy i dekorujemy nasze domostwa świątecznymi akcentami. No i stół wigilijny, którego sianko przykryje obrus, a na którego centralnym miejscu będzie talerzyk z białymi kartkami opłatka.
    Wydawałoby się, że powinno być ładnie i spokojnie. Ale gdzie tam! Jak to się mówi, zawsze znajdzie się niejeden, co to dziury będzie szukać w całym. A konkretniej w opłatku. Kiedy w jednej z litewskich prywatnych TV zobaczyłem pewien reportaż, to omal nie wypadłem z głębokiego — bądź co bądź — fotela. Otóż rozważano (na poważnie!), czy czasem opłatki (których większość jest sprowadzana z Polski…) nie szkodzą zdrowiu, bo nie ma żadnej informacji o nim na opakowaniu. Służby odpowiednie poinformowały, że absolutnie nie ma żadnego zagrożenia, księża też zrobili duże oczy ze zdumienia dobrotliwie się uśmiechając: „Woda i mąka przez zakony wypiekane”.
    No i jak takich poszukiwaczy „sensacji” nazwać? Są święta. Więc wobec powyższych „czcicieli norm i higieny” nie wypada użyć epitetów chociażby tak niewinnych jak imię zwierzęcia z szopki. Bo czy osiołek jest winny, że taka „afera” z opłatkiem jest wyciągana na światło boże. Składniki, data ważności czy kod kreskowy opłatka…