Więcej

    Oblężenie hucznego wejścia Lidla jako protest wobec monopolistów

    Gospodarcze — bez przesady — wydarzenie tego roku. Większość mieszkańców Litwy, zdominowanej przez cztery największe sieci handlowe, wreszcie mogą odetchnąć z ulgą. I nadzieją, że już mniej będą wydawać na chleb powszedni. Nie 20-30 proc. budżetu rodzinnego, a być może 15 — jaki jest średnio unijny wskaźnik.
    2 czerwca nastąpiło efektowne, długo oczekiwane otwarcie 15 (docelowo ma być ponad 30) sklepów Lidl. Założonej w Niemczech sieci sklepów dyskontowych (towar w ograniczonym asortymencie, ale po obniżonych cenach), działającej teraz już w 26 krajach europejskich.
    Ogromne kolejki prażonych upałem, ale szczęśliwych konsumentów, sznury wypełnionych po brzegi wózków przez jednych komentatorów zostały wyśmiane, że to robienie sowieckich zapasów ogłupionych chwilowymi zniżkami ludzi.
    Drudzy, do tych i ja należę, mają satysfakcję, że zostanie, przynajmniej w części, rozdarta kartelowa niemal sieć miejscowych kolosów supermarketowych. A pielgrzymki do Polski będą coraz rzadszym wstydem obywateli Lithuanii.
    Spółka Lidl Lietuva już zatrudniła ponad 1 460 pracowników, których wynagrodzenia, jak deklaruje kierownictwo, będą wyższe od minimalnych.
    Niemiecka sieć zainwestowała na Litwie dotąd 60 mln euro.
    I mer Wilna, któremu chyba ostre słońce uderzyło do głowy, w dniu otwarcia sklepu w wileńskich Fabianiszkach, powiedział: „Nasze stosunki z Niemcami są dzisiaj dobre, ale Lidl te relacje jeszcze bardziej polepszy!”.
    Ciekawa wykładnia. Orlen podobno zainwestował na Litwie już 6 mld dol. Ale stosunki polsko-litewskie jakoś nie kwitną bujniejszą przyjaźnią obojga narodów.