X

Kaziuki-Wilniuki w Lidzbarku Warmińskim–– podwójnie piękne jubileusze

Tancerze „Ojcowizny” na scenie w Olsztynie

Podczas tegorocznej imprezy kaziukowej w dniach 1-3 marca w Lidzbarku Warmińskim świętowaliśmy nie jeden, lecz dwa jubileusze. W Polsce obchodzono 35. edycję tego święta, ekipa z Wileńszczyzny obchodziła jubileusz 30-lecia.

Chociaż w kilku słowach wspomnijmy o wydarzeniach i ludziach z tamtych lat. Rok 1985 to pierwszy koncert kaziukowy zorganizowany przez dawnych mieszkańców Ziemi Wileńskiej, tzw. repatriantów. Rok 1989 – impreza nabiera wiatru w żagle, gdy entuzjaści z Lidzbarka wpadli na pomysł zaproszenia Polaków z Wileńszczyzny na swoją szóstą już z kolei imprezę kaziukową. A byli to: Władysław Strutyński, Alicja Gdańska, Jolanta Adamczyk, pracownicy Lidzbarskiego Domu Kultury (LDK).

Pierwszy wspólny koncert pod nazwą Kaziuki-Wilniuki odbył się w 1990 r. Pierwszą ekipę wileńską przywiozła Krystyna Adamowicz, zastępca redaktora naczelnego polskiego dziennika „Czerwony Sztandar”, dzisiejszego „Kuriera Wileńskiego”, który przez wszystkie lata jest patronem medialnym tej imprezy. Wydarzenia z tamtych lat zostały opisane w pierwszej kronikarskiej edycji o lidzbarsko-wileńskich kaziukach – „Otwórzmy serca przed Słońcem”, autorstwa Krystyny Adamowicz i Heleny Gładkowskiej, ilustrowanej zdjęciami Jerzego Karpowicza. Bardziej szczegółowa relacja znalazła miejsce w książce pt. „Kaziuki-Wilniuki 25 lat” (2009 r.), której autorkami są Krystyna Adamowicz i Jolanta Adamczyk.

Znakomita „Perła Warmii”

Nieprzypadkowo wymieniłam powyższe, tak cenne dziś wydania. Tegoroczny, galowy dzień imprezy, czyli niedziela 3 marca, rozpoczął się bowiem w Lidzbarku Warmińskim od rozmowy na temat innej książki Krystyny Adamowicz – „Zawsze wierni »Piątce« 2”. Wydarzenie miało miejsce w reprezentacyjnej Oranżerii Kultury, byłym letnim, przepięknym pałacu biskupów warmińskich. Jest to również miejsce spotkań ludzi kultury i sztuki, znanych działaczy i polityków, których nie zabrakło także podczas spotkania z naszą wileńską kronikarką. Na prezentację przybyli: poseł na Sejm RP Jacek Protas, marszałek województwa warmińsko-mazurskiego Gustaw Marek Brzezin, wicewojewoda warmińsko-mazurski Sławomir Sadowski, a także burmistrz Lidzbarka, Jacek Wiśniowski. Obecni byli również dziennikarze z Wilna, dziennikarz I programu Polskiego Radia Krzysztof Renik, znany słuchaczom z ciekawych audycji o Polakach z Kresów oraz Romuald Mieczkowski, pracownik Centrum Kultury Mazowieckiej w Warszawie, redaktor i wydawca kwartalnika „Znad Wilii”, znany poeta.

Prowadząca spotkanie, Jolanta Adamczyk, opowiedziała o 50-letniej pracy dziennikarskiej Krystyny Adamowicz, o jej kronikarskich książkach poświęconych nie tylko legendarnej wileńskiej „Piątce”, ale też zespołowi „Wilia”, działalności Centrum Kultury Polskiej na Litwie im. Stanisława Moniuszki.
Krystyna Adamowicz poproszona o odpowiedź, co było powodem kontynuowania tematu o „Piątce”, przyznała, że było nim zainteresowanie losami powojennego pokolenia wileńskich Polaków, którzy nie tylko przeżyli wojnę, ale też prześladowania NKWD i wywózki. Potem nadeszły listy z propozycjami przedstawienia losów młodszych absolwentów „Piątki”, którzy żyją, pracują i osiągają sukcesy. Chodziło przy tym o odzwierciedlenie walki o gmach tej historycznej polskiej placówki, którą władze miasta Wilna przekazały litewskiej szkole.

To ciekawe spotkanie zakończyło się rozmową o wileńskich Polakach, ich dążeniu do zachowania języka ojczystego oraz polskiego szkolnictwa. Następnie wszyscy ruszyli do domu kultury, gdzie na scenie już „urzędowali” Ciotka Franukowa i Wincuk, „doradzając” widzom, jak można szybko schudnąć. Od tych „porad” wybuchały salwy śmiechu. Najbardziej rozweselił publikę kawał Wincuka o tym, jak pewnemu miłośnikowi papużek sprzedano zamiast gadającego ptaka – ufarbowaną, milczącą wronę.
Na scenie pojawiła się również „Perła Warmii”, zespół założony przed 10 laty przez Jolantę Adamczyk, a kierowany obecnie przez uzdolnionego tancerza, Pawła Sadowskiego, dyrektora LDK, który zatańczył z zespołem, razem ze swą żoną. Ich półroczny synek wraz z babcią przyglądali się temu występowi, który zauroczył wszystkich widzów dzięki temperamentowi i mistrzostwu tancerzy.

Podczas części artystycznej zaprezentowała się wileńska „Ojcowizna”, po raz pierwszy uczestnicząca w tak długiej i pracowitej imprezie kaziukowej. Chociaż zespół narodził się całkiem niedawno, jednak już cieszy doskonałym wykonaniem polskich ludowych pieśni i tańców. Ma własną kapelę pod kierownictwem Krzysztofa Stankiewicza. Dyrygentem i kierownikiem zespołu jest Wioletta Leonowicz, grupą taneczną kieruje znana choreograf, Teresa Andruszkiewicz.

Jak wiadomo, „Ojcowizna” powstała na początku 2017 r. jako część zespołu „Wileńszczyzna”, założonego i prowadzonego przez śp. Jana Mincewicza. Zespół poświęcił jego pamięci utwór Fryderyka Chopina „Żal” (do słów Mariana Józefowicza), który jest wykonywany na każdym koncercie. Widzowie słuchali tej pieśni na stojąco, z powagą, smutkiem i łzami w oczach. Wzruszenie budzą słowa: „Serce bić przestało,/ bo mu Wiosny żal./ Wszystko gdzieś umknęło,/ wszystko przeminęło./Prysł życia cel,/dnie pędzą w dal./ Minionych chwil nie wrócisz już./ I Wiosny żal.” Cały repertuar „Ojcowizny” jest nastawiony na patriotyzm, kultywowanie i zachowanie dorobku oraz twórczości ojców.

Janina Surgal ze Szczytna

Dużo radości sprawił rodakom występ Kapeli Wileńskiej. Tym razem w nieco zmienionym składzie, bez Zbigniewa Lewickiego. Kapelę uzupełnił młody, ale już znany skrzypek i zdolny wokalista, Krzysztof Szturo. Jak zawsze dobrze się spisali muzycy Waldemar i Gerard Łatkowscy, wokalista i muzyk Zbigniew Sinkiewicz. Ponadto z Poznania dojechał poprzedni aktywny uczestnik kapeli, Jerzy Garniewicz. Ogólnie, pojawienie się Kapeli Wileńskiej na scenach pięciu miast podczas tegorocznych kaziuków na Warmii i Mazurach wywoływało ciepłe uśmiechy i burzę oklasków. Widzów nie brakowało.

Kiermasze kaziukowe mają swoją specyfikę i stałych bywalców. Nie zawsze chodzą na koncerty, ale nie żałują czasu, aby spacerować wśród ustawionych w rzędy palm wileńskich, co roku plecionych w inne wzory. Czas spędzają na pogawędkach ze znanymi mistrzyniami, jak Danuta Wiszniewska, jej uzdolniona córka Agata Granicka, czy Leokadia Szałkowska. Potem kupią sobie palmę lub kilka i znowu podziwiają różnorodność i urok przywiezionych palm z Wileńszczyzny.

Na jarmarku można było znaleźć obrazy i ręcznie malowane świąteczne kartki malarki Danuty Lipskiej, przy których stale jest dużo zainteresowanych osób. Podobnie, jak przy figurkach aniołków i świątków, niestrudzonego mistrza Michała Jankowskiego. Miło było popatrzeć też, co się dzieje przy stolikach z piernikami w kształcie serc. Nie tylko są oglądane, ale też chętnie kupowane. To zasługa rodziny Gryszkiewiczów, że odrodzili dawne piernikarstwo wileńskie i kontynuują jego tradycję.

W Szczytnie, które od niedawna gości u siebie Kaziuki -Wilniuki (za sprawą Janiny Surgal, prezes Stowarzyszenia Miłośników Ziemi Wileńskiej i Nowogródzkiej), gościł i witał artystów z Wileńszczyzny Dariusz Piotr Bonisławski, prezes Wspólnoty Polskiej. Podkreślił w wypowiedzi, jak ważne jest krzewienie tradycji kaziukowej, przyczyniającej się do wzmocnienia kontaktów między rodakami w Polsce i pozostałymi na Kresach, bo takie spotkania pozostają nie tylko w pamięci ludzi, ale też w ich sercach.

Fot. Paweł Salamucha (Olsztyn)

 

Jadwiga Podmostko: