Sprawiedliwi czasu Zagłady

0
10
Hanna Strużanowska-Balsienė i Tamara Ben Amram (z domu Widuczańska), Wilno 2016 Fot. Marian Paluszkiewicz

24 marca obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. To święto ustanowiły polskie władze zaledwie rok temu w hołdzie tym, którzy z narażeniem nie tylko własnego życia, ale także bezpieczeństwa swoich bliskich, ratowali życie zagrożonych Żydów. Bohaterów czasu Zagłady nie brakuje wśród Polaków z Wileńszczyzny. Wielu z nich nadal pozostaje nieznanych.

Data nie została wybrana przypadkowo. 75 lat temu, 24 marca 1944 r., za pomoc Żydom została zamordowana rodzina Ulmów z Markowej na Podkarpaciu. Nie tylko Józef Ulma, jego ciężarna żona Wiktoria i ośmioro ukrywanych Żydów z rodzin Didnerów, Grünfeldów i Goldmanów, ale także szóstka dzieci Ulmów. Dziś w miejscu ich śmierci znajduje się jedyne w Polsce muzeum poświęcone Polakom ratującym Żydów.
Nie była to jedyna rodzina, która za sprzeciw wobec zbrodni okupanta zapłaciła najwyższą cenę. 15 marca 1942 r. w Siedliskach koło Miechowa przez ukrywanie pięciu Żydów zginęła rodzina Baranków. Łucja i Wincenty Baranek zostali zastrzeleni przez Niemców strzałem w tył głowy we własnej stodole, gdzie pozbawiono życia także ich synów, 12-letniego Henryka i 10-letniego Tadeusza. Zginęli również ci, którym starali się udzielić pomocy.
W Ciepielówce i Rakówce, 6 i 7 grudnia 1942 r., za udzielanie pomocy żydowskim sąsiadom Niemcy zamordowali 33 Polaków. Była to siedmioosobowa rodzina Kowalskich, 14 osób z rodziny Kosiorów, sześć osób z rodziny Obuchów oraz małżeństwo Skoczylasów. Ich śmierć miała być przestrogą dla wszystkich, którzy odważą się dać schronienie zagrożonym – dlatego zostali spaleni żywcem. Tych, którzy próbowali uciec, zastrzelono i wrzucono do ognia.

Cisi bohaterowie z Wileńszczyzny
Ilu Polaków zapłaciło życiem lub więzieniem za pomoc Żydom? Jak wyjaśnia historyk dr Marcin Urynowicz, w bazie prowadzonej przez Instytut Pamięci Narodowej zebrane są informacje na temat kilku tysięcy osób, które były w jakiś sposób represjonowane, więzione lub zostały zamordowane za wsparcie udzielone potrzebującym Żydom w czasie niemieckiej okupacji. Według niego wiarygodnych przypadków jest około tysiąca. Bez wątpienia nie jest to ostateczna liczba represjonowanych. W tym zbiorze historii opisanych i zbadanych brakuje wielu z Wileńszczyzny, takich jak przekaz o Polinie Tarasewicz, Polce z Porudominy, która zginęła, ratując życie żydowskiego chłopca.
Zapewne nigdy nie dowiemy się też, jak wiele domów na Wileńszczyźnie było otwartych na pomoc potrzebującym ratunku Żydom. Poznanie historii Polaków, którzy właśnie tutaj podjęli ryzyko ratowania zagrożonych, jest o wiele trudniejsze niż w wypadku tych, którzy mieszkali w Polsce centralnej. Przede wszystkim ze względu na powojenne zmiany terytorialne. Większość mieszkańców Wileńszczyzny opuściła swoją ojcowiznę, wybierając ojczyznę – Polskę w nowych granicach. Wyjeżdżali zarówno Polacy udzielający pomocy, jak i ocaleni Żydzi. Nierzadko wyjazd i początek nowego życia wiązały się ze zmianą nazwiska.
Po kilkunastu latach, gdy Instytut Pamięci Męczenników i Bohaterów Holokaustu „Yad Vashem” rozpoczął zbieranie informacji o udzielanej pomocy i przyznawanie tytułu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, o wiele trudniej było im się nawzajem odnaleźć. Niełatwo było także nawiązać kontakt z tymi, którzy pozostali na sowieckiej Litwie, gdyż od świata Zachodu odgradzała ich żelazna kurtyna.

By pamięć trwała wiecznie
A jednak znamy wiele nazwisk bohaterów z Wileńszczyzny. Wiele z nich jest umieszczonych na polskiej liście Sprawiedliwych. Niektórzy znaleźli się na liście litewskiej. Niekiedy działo się tak dlatego, że tak chcieli ich potomkowie, czasem – ponieważ po prostu brakowało wiadomości o tym, że są Polakami.
Tak właśnie było z rodziną Kruminisów-Łozowskich. Mieszkająca w Izraelu, uratowana przez Marię i Antoniego jako dziewczynka Rachela Verejes po wielu latach zaczęła się starać o upamiętnienie swoich wybawców. Szukała ich śladów w Jaszunach, ale Maria i Antoni już nie żyli, a ich potomkowie opuścili Litwę. Mimo to tytuł Sprawiedliwych został im przyznany, a ich nazwisko, jako wybawicieli z Litwy, zostało umieszczone na litewskiej tablicy Sprawiedliwych w 2005 r.
Dopiero po kilku latach losy obu rodzin skrzyżowały się ponownie. Do Jaszun przyjechał wnuk Sprawiedliwych, Marek Kruminis-Łozowski, który dowiedział się, że jego rodziny poszukuje ocalona mieszkająca w Izraelu. Wtedy właśnie historia Racheli i jej wybawców z Litwy została uzupełniona o jeden bardzo ważny szczegół – Antoni i Maria byli Polakami.
Są i tacy, którym instytut Yad Vashem odmówił tytułu Sprawiedliwych, ale o to, by pamięć o nich trwała, zatroszczyły się Państwowe Żydowskie Muzeum im. Gaona Wileńskiego i państwo litewskie. Te osoby zostały uhonorowane Krzyżem za Ratowanie Ginących, odznaczeniem przyznawanym przez prezydenta Litwy tym, którzy ratują innych z narażeniem własnego życia. Od 1992 r. odznaczenie jest przyznawane osobom udzielającym pomocy Żydom w czasie wojny, w Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu na Litwie. Do tej pory otrzymało je 1469 osób, w tym bardzo wielu Polaków.

Pozostały tylko strzępy historii
Nie ma jednak wątpliwości, że jest jeszcze wielu Polaków, także tych z Wileńszczyzny, których pomoc udzielana Żydom w czasie wojny, z narażeniem własnego życia, nie została udokumentowana przez żadną instytucję, nie ma wzmianki o niej w żadnej książce czy dokumentach w archiwum. Niekiedy w rodzinnych zbiorach po spotkaniu z ocalonym pozostało zdjęcie, niekiedy pamiątka, którą zostawił na pożegnanie. Czasem tylko opowieść, z każdym pokoleniem coraz bardziej niejasna.
Właśnie o takie niewielkie strzępy świadectw najbardziej trzeba się troszczyć, spisywać opowiedziane historie, pielęgnować wspomnienia. Bo przecież może się zdarzyć, że kiedyś, nawet po wielu latach, przyjedzie w okolice Wilna ktoś ze zdjęciem czy opowieścią. Być może wtedy losy rodzin ocalonych i udzielających pomocy znów uda się połączyć i kolejny cichy bohater zyska swoje własne miejsce w historii.

Józef i Wiktoria Ulmowie prowadzili w Markowej pod Łańcutem gospodarstwo rolne. Doczekali się sześciorga dzieci. Cała rodzina została zamordowana przez Niemców w odwecie za ukrywanie dwóch żydowskich rodzin. Trwa proces beatyfikacyjny Józefa i Wiktorii.

[pod foto Rakowskiego]
Jan Rakowski, syn Romualda i Malwiny, odebrał przyznany jego ojcu litewski Krzyż za Ratowanie Ginących. Jego rodzice w 1944 r. udzielili schronienia żydowskiej rodzinie Katzów.

[wyimek]
Trzeba się troszczyć nawet o niewielkie strzępy świadectw, spisywać opowiedziane historie, pielęgnować wspomnienia. Być może losy rodzin ocalonych i udzielających pomocy znów uda się połączyć.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.