X

Autonomia. 30 lat później

Dziś już wiemy, że powstanie polskiej autonomii terytorialnej na Litwie było niemożliwe. Władze Litwy, nawet w najtrudniejszym okresie w styczniu 1990 r., nie zaakceptowały tego pomysłu. Nie popierała tego postulatu także Warszawa, a i Polakom z Wilna koncepcja ta nie dawała żadnych wymiernych korzyści.

Przed 30 laty, 12 maja 1989 r., w Mickunach obrady rozpoczął I Zjazd Deputowanych Wileńszczyzny. Zjazd powołał Radę Koordynacyjną ds. Utworzenia Polskiego Obwodu Autonomicznego w składzie Litewskiej SRS.
Ta data jest uważana za symboliczny początek tzw. polskiej autonomii na Litwie, chociaż pierwsza „gmina autonomiczna” powstała niemal pół roku wcześniej – 28 grudnia 1988 r. Suderwa w rejonie wileńskim ogłosiła się polską radą narodową. Dlaczego mobilizacja polityczna Polaków na Litwie przybrała właśnie postać żądania polskiej autonomii narodowo-terytorialnej?

Polska historiografia odpowiada na to pytanie jednoznacznie: autonomia była odpowiedzią na wzmacniające się w litewskim ruchu narodowowyzwoleńczym nastroje nacjonalistyczne i antypolskie. Litewska publicystyka sprowadza zazwyczaj kwestię polskiej autonomii do działań Kremla, dążącego do torpedowania niepodległościowych litewskich tendencji. I jedna, i druga odpowiedź jest po części prawdziwa, jednak relacje polsko-litewskie w dobie odrodzenia narodowego były o wiele bardziej skomplikowane niż te czarno-białe schematy.

Od oddolnej inicjatywy do (pro)moskiewskiej dywersji
Ruch autonomiczny rzeczywiście rozpoczął się jako oddolna inicjatywa w odpowiedzi na politykę władz Litwy, które nie chciały dopuścić do używania języka polskiego jako urzędowego na Wileńszczyźnie. Jednak polscy autonomiści od samego początku upatrywali w Moskwie arbitra w rodzącym się konflikcie polsko-litewskim. Nieprzypadkowo już mickuński Zjazd Deputowanych Wileńszczyzny swoje odezwy wzywające do „utworzenia Polskiego Narodowego Obwodu Autonomicznego w składzie Litewskiej SRS” kieruje nie tylko do władz Litwy, ale i do Zjazdu Deputowanych Ludowych ZSRS.
Tymczasem przed 11 marca 1990 r. Moskwa działalność autonomistów traktowała z dużą rezerwą. Dopiero tuż przed ogłoszeniem niepodległości Moskwa i KGB zainteresowały się nią, upatrując w autonomistach instrumentu nacisku na dążące do niepodległości litewskie elity. W styczniu 1990 r., podczas wizyty na Litwie, Michaił Gorbaczow, odpowiadając na pytanie o stanowisko wobec polskiej autonomii, nieoczekiwanie rzekł: „Gratulowałbym poszukiwań w tym kierunku”. Polscy autonomiści, rekrutujący się przede wszystkim z szeregów Partii Komunistycznej i Komsomołu, na Wileńszczyźnie uznali to za przyzwolenie na politykę faktów dokonanych.
W dobie wybijania się Litwy na niepodległość taka polityka przez Litwinów została uznana za (pro)moskiewską dywersję. Szczególnie że wśród autonomistów nie brakowało twardogłowych stalinistów, jak np. drugi sekretarz solecznickiego oddziału Partii Komunistycznej Czesław Wysocki.

Czerwony rejon Czesława Wysockiego
Jeszcze 6 września 1989 r. kierowana przez Czesława Wysockiego solecznicka rejonowa Rada Deputowanych Ludowych ogłasza rejon solecznicki „Polskim Terytorialnym Rejonem Narodowościowym w składzie Litewskiej Sowieckiej Republiki Socjalistycznej”. 15 maja 1990 r. posuwa się jeszcze dalej – uchwala, że na terenie rejonu obowiązują wyłącznie konstytucja i akty prawne ZSRS, zakazuje w rejonie działalności funkcjonariuszom litewskiego Departamentu Obrony Państwa, Departamentu Kontroli Granicznej i innych organów Republiki Litewskiej oraz zwraca znacjonalizowane przez niepodległościowe władze w Wilnie mienie Partii Komunistycznej.
24 maja 1990 r. na posiedzeniu Rady Najwyższej Litwy Czesław Wysocki stwierdza wprost, że jedynym sposobem na zmniejszenie napięcia pomiędzy Litwinami i Polakami jest… odwołanie Aktu Niepodległości Litwy: „Nasz rejon pozostaje w składzie Litewskiej SRS jako część Związku Radzieckiego”. I nie były to tylko słowa. Soleczniki jako prawdopodobnie jedyny rejon w całej Pribałtyce przeprowadzają pobór do sowieckiej armii. „W środkach masowego przekazu byliśmy nazywani czerwonym rejonem” – po latach z dumą wspominał Wysocki.
Czesław Wysocki wyróżniał się na tle pozostałych autonomistów swoim radykalizmem. Większość Rady Koordynacyjnej starała się grać bardziej zachowawczo i nie palić mostów z niepodległościowymi władzami Litwy. W przeddzień plebiscytu niepodległościowego z 9 lutego 1991 r. Rada Koordynacyjna wezwała Polaków do głosowania za niepodległością Litwy, jednak Polacy w rejonach plebiscyt de facto zbojkotowali. Natomiast aktywnie uczestniczyli w referendum za zachowaniem ZSRS w marcu 1991 r., mimo że wszystkie polskie organizacje wzywały do jego bojkotowania. Lider solecznickich autonomistów Czesław Wysocki doskonale te nastroje wyczuwał.

Autonomia terytorialna vs. autonomia kulturowa
W latach 1988–1991 w polskim środowisku na Litwie ścierały się dwie koncepcje autonomii. Promoskiewscy komuniści, tacy jak Czesław Wysocki czy Jan Ciechanowicz, korzystając z polsko-litewskich konfliktów chcieli po prostu wykroić na Wileńszczyźnie, przy wsparciu Kremla, minipaństewko dla siebie (na wzór Górskiego Karabachu, Naddniestrza czy Abchazji) i zakonserwować w nim stare sowieckie porządki. Tymczasem Związek Polaków na Litwie walczył o autonomię kulturową, czyli prawa językowe i oświatowe Polaków w całej Litwie, a nie tylko w kilku podwileńskich gminach.
Dziś już wiemy, że powstanie polskiej autonomii terytorialnej na Litwie było niemożliwe. Władze Litwy, nawet w najtrudniejszym okresie w styczniu 1990 r., nie zaakceptowały tego pomysłu. Nie popierała tego postulatu także Warszawa, a i Polakom z Wilna koncepcja ta nie dawała żadnych wymiernych korzyści. Natomiast niewątpliwie możliwy był scenariusz pośredni – utworzenie powiatu wileńskiego (na bazie rejonów wileńskiego i solecznickiego; taki pomysł został w styczniu 1991 r. wstępnie zaakceptowany przez litewski parlament) lub autonomii kulturalnej z przyznaniem pewnych szczególnych praw językowych dla mniejszości polskiej. Jednak Litwini gotowi byli go zaakceptować tylko za cenę rezygnacji z autonomii, a autonomiści parli pełną parą… ku przepaści.
Gdy 19 sierpnia 1991 r. w Moskwie doszło do próby komunistycznego puczu GKCzP, Wysocki wysłał do Giennadija Janajewa telegram gratulacyjny oraz wciągnął na maszt przy gmachu solecznickiego samorządu flagę ZSRS. Trzy dni później pucz upadł, Wysocki i kilku jego kompanów salwowali się ucieczką na Białoruś. Ale i dziś wierzy on niezłomnie w zwycięstwo… komunizmu, zaś polska autonomia to dla niego tylko etap walki o sowiecką Litwę: „W ’41 również się cofaliśmy. Oddaliśmy Wilno, Mińsk, Kijów, Kiszyniów… Ale potem był Stalingrad. I było Zwycięstwo. Jestem pewien: nasza bitwa się jeszcze nie skończyła. U nas będą jeszcze i swój Stalingrad, i swoje 9 maja. A Litwa znów się stanie sowiecką i socjalistyczną”.

Bez przelewu krwi
Praktycznie żaden z autonomistów, którzy pozostali na Litwie, nie został za swoją działalność osądzony. Wielu z nich dotychczas prowadzi aktywną działalność polityczną i społeczną. W grudniu 1999 r. nieduże kilkumiesięczne wyroki – nie za autonomię, ale za działalność w antypaństwowych organizacjach (KPL/KPZR) oraz wyrządzenie materialnych szkód instytucjom państwowym – dostali: Leon Jankielewicz, Alfred Aliuk, Jan Jurolajć, Jan Kucewicz i Karol Bilans (Jankielewicz otrzymał najwyższy wyrok – dwa lata kolonii karnej, ale już w kwietniu 2000 r. został ułaskawiony przez prezydenta Valdasa Adamkusa).
W latach 1990–1991 niejednokrotnie litewscy radykałowie wzywali do „marszu na Wileńszczyznę”, a polscy – do tworzenia „oddziałów samoobrony”, jednak na szczęście konflikt polsko-litewski nigdy nie stał się też konfliktem zbrojnym. Relacje polsko-litewskie nadal pozostają zakładnikami tych autonomicznych koncepcji sprzed 30 lat, ale bez przelanej krwi i represji problemy, które kładą się na nie cieniem, są nadal możliwe do rozwiązania.

Aleksander Radczenko
Fot. Marian Paluszkiewicz

Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 18(52); 11-17/05/2019

KW:

View Comments (16)

  • "Polakom z Wilna koncepcja ta nie dawała żadnych wymiernych korzyści" - co za bzdury. Oczywiście, że dawała wymierne korzyści.

  • Anonimie : Tu nie chodziło o nazwiska dawnych KORowców ( nota bene założycielem KOR-u był Antoni Macierewicz), ale o fakty. Kuroń i Michnik nie byli skazywani z powodu łamania Konstytucji PRL, ale z powodu naruszania przepisów prawa karnego. Konstytucje bowiem mają to do siebie, że na ogół zawierają prawie wyłącznie piękne frazesy. Nawet stalinowska Konstytucja ZSRR z roku 1936 była pełna wolnościowych frazesów.
    Dlatego uważam, że zasadniczy problem w ignorowaniu praw wolnościowych nie leży w zapisach jakiejkolwiek konstytucji. W Wielkiej Brytanii rzeczywiście nie ma i nie było żadnej konstytucji, ale Irlandia walczyła o odzyskanie niepodległości przez dziesiątki lat, zaś wojna domowa w Ulsterze ( o podłożu niepodległościowym) zakończyła się całkiem niedawno. Poziom cywilizacyjny Wielkiej Brytanii nie wykluczał licznych zabójstw oraz tortur stosowanych wobec irlandzkich patriotów. Przypomnę tylko, że przez cały czas trwania wojny domowej w Ulsterze panowała w Wielkiej Brytanii ta sama królowa, która panuje tam do dzisiaj.
    Inny przykład państwa demokratycznego, w którym nie ma konstytucji, to Izrael. Myślę, że w odniesieniu do tego państwa nie trzeba nawet szerzej rozwodzić się na temat poszanowania praw mniejszości, to znaczy Palestyńczyków ( nawet tych, którzy posiadają izraelskie obywatelstwo).
    Poruszyłem tutaj problem konstytucji litewskiej nie dlatego żebym widział w niej jakieś szczególnie wyrafinowane narzędzie opresji, ale dlatego, że niektóre przepisy tego aktu prawnego stanowią dodatkową, bardzo mocną zaporę przed zaprowadzeniem autonomii na Wileńszczyźnie. Nigdzie natomiast, nawet w Konstytucji RL, nie ma zapisów zakazujących dyskusji nad tą kwestią.
    Innymi słowy przysłowiowy diabeł tkwi w szczegółach i w związku z tym przykład Katalonii nie jest do końca porównywalny z sytuacją na Litwie.

  • Widze ze nazwiska dawnych KORowcow dzialaja na niektorych jak czerwona plachta na byka . Nie taki byl motyw mojego wpisu . Co chcialem zauwazyc to paradox gdy "narzedzie " wymyslone do obrony zmienia sie w narzedzie do opresji. Czasami mysle ze nie kazde panstwo potrzebuje Konstytucje . N.p. Wielka Brytania nie ma Konstytucji i jej obywatele nie cierpia na tym . Na Wyspach nie ma opresji politycznej lub cywilnej , wiezniow politycznych . Mniejszosci etniczne lub religijne sa respektowane . Byc moze problem lezy w poziomie cywilizacyjnym panstwa a nie w jego Konstytucji ?

  • @ Anonim : Z grubsza można zgodzić się z Twoimi wywodami, ale zawierają jednak zbyt duże uproszczenia. Otóż Michnik i Kuroń nie siedzieli w więzieniu za sprzeciw wobec ówczesnej Konstytucji.
    Konstytucję PRL uchwalono w roku 1952, ale wzbudzające największe sprzeciwy poprawki do niej ( wprowadzenie konstytucyjnej zasady przewodniej roli PZPR w społeczeństwie oraz wieczystej przyjaźni z ZSRR) dopiero w roku 1976. Ani Kuroń ani Michnik nie poszli wówczas do więzienia ( siedzieli wcześniej oraz później, ale z innych powodów) . Michnik w roku 1977 przebywał przez kilka miesięcy we Francji i Włoszech na zaproszenie Jeana-Paula Sartre a.
    W latach 1980-1981 "Solidarność" z czystej ostrożności nie domagała się zmian w Konstytucji PRL. Haseł takich nie głosili również najbardziej wpływowi jej doradcy. Jedyną formacją polityczną, która jawnie sprzeciwiała się zasadom zawartym w poprawce konstytucyjnej z roku 1976, była Konfederacja Polski Niepodległej. Najważniejsi jej działacze ( Moczulski, Szeremietiew) w okresie "Solidarności" wiele miesięcy spędzili w więzieniu. Po ogłoszeniu stanu wojennego otrzymali wyroki sądowe skazujące na wieloletnie kary więzienia ( późniejsze amnestie złagodziły te kary). Michnik i Kuroń, jak również czołowi działacze "Solidarności" z Wałęsą na czele, pozostawili KPN-owców samym sobie. Wspierali ich jedynie aktywiści drugiego szeregu, tacy jak Aleksander Hall.
    Dzisiaj ( na razie) mamy na Litwie inny ustrój niż za czasów ZSRR. Można domagać się zmian w Konstytucji, byle tylko nie naruszać przy okazji przepisów kodeksu karnego. Granica owszem jest cienka, ale działając rozważnie nie trzeba jej przekraczać.

  • Ktos powyzej wspomina Konstytucje i co jest zgodne lub nie . Otoz rok 1791 uznaje sie za date pierwszej oficjalnej Konstytucji ( amerykanska , francuska lub polska – nie wazne .) Idea wszystkich poczatkowych konstytucji byla ograniczyc naduzycia wladzy Wladzy wobec ludu . Szybko jednak Carta Magna obrucila sie w stala sie wygodnym narzedziem dla Wladzy do tlumienia ludu . Tak bylo w PRLu gdzie Michnik ,Kuron i inni spedzili wiele lat w wiezieniu za ” sprzeciw wobec uwczesnej Konstytucji polskiej , tak jest dzis gdzie politycy katalunscy siedza w kiciu za ” lamanie konstytucji „, tak moze sie stac na Litwie gdy ktos sprobuje dzialac na rzecz Autonomi . Czasy sie zmieniaja , ustroje sie zmieniaja , metody pozostaja te same .

  • Politycy, a także polskie organizacje powinny nawiązać kontakty z mniejszościami narodowymi, które nie mają swojej autonomii, a także z władzami regionów ją posiadającymi. Takie relacje powodowałyby nabycie doświadczenia jak dane grupy narodowe zdobywały autonomię, a z tymi co jej nie mają można wspólnie działać na rzecz jej zdobycia. Najważniejsza rzecz to działanie samemu na miejscu (nawet nielegalnie). Zwykły spray w dłoń i do roboty!:-)

  • do Ali: Troche o referendum. Oglosic referendum w sprawie zmiany Konstytucji moze Sejm. Jednak watpie, ze to dzisiaj jest mozliwe. Inna droga do referendum prowadzi przes zwykly zbior podpisow obywateli. I tutaj tez jest ciemny zaulek. Do zgloszenia referendum potrzeba jest 300 000 podpisow, co w dzisiejszej Litwie tez jest niemozliwe fizycznie. To jest zbyt duzo jak na 2.8mln panstwo. Dla przykladu w 8 milionowej Szwajcarii dla ogloszenia referendum potrzeba jest 50 000. I tam referendum jest normalna sprawa.

  • W całej tej sprawie pojawia się także niezwykle trudna do rozwiązania kwestia prawno-konstytucyjna. Otóż Litwini zawczasu umiejętnie zabezpieczyli się przed próbami utworzenia autonomii. Obowiązująca konstytucja RL stanowi, że Litwa jest państwem unitarnym. Zmienić ten zapis konstytucyjny ( jak i kilka innych najważniejszych) można ( z mocy tejże samej konstytucji) tylko w drodze ogólnonarodowego referendum. Teraz wyobraźmy sobie sytuację wprost niewyobrażalną,a mianowicie taką, że większość Litwinow zagłosuje w referendum za przyznaniem Wileńszczyźnie autonomii. Rzecz praktycznie niewykonalna.
    Oczywiście każdą ustawę, nawet konstytucję, da się zmienić. W tym wypadku wymagałoby to poddania pod głosowanie referendalne projektu nowej konstytucji, gdzie nie byłoby zapisu o państwie unitarnym. Wtedy głosowano by nad przyjęciem całości projektu lub jego odrzuceniem.
    Realnie patrząc takie działania są na dzisiaj mało prawdopodobne. Dlatego też warto jednak pochylić się nad taktyką zaproponowaną przez Rebusa ( co nie wyklucza głoszenia poglądów o konieczności wprowadzenia autonomii).

  • Rebus
    Tu nie ma co sprawdzać. Oczywiste jest, że autonomia to korzystniejsze rozwiązanie niż zwykłe wywiązanie się państwa z podstawowych obowiązków wobec mniejszości narodowych. Po formalnych sprawach związanych z przyjęciem autonomii, wchodzi ona w życie. Nie ma wtedy miejsca na wywinięcie się z tego. Patologia obecnego stanu rzeczy nie może trwać wiecznie

  • Niestety upór i wzbranianie się od respektowania norm UE i ONZ ma za sobą wiele lat, a asymilacja Polaków na Litwie zroibiła duże postępy.Jestem pesymistą i nie widzę szansy aby Polacy mogli zapisać w paszporcie swoje imie i nazwisko w sposób nie pokiereszowany, oraz aby mogli używać swojego języka w urzędach czy zachować wiekowe nazwy miejscowości lub ulic w których mieszkają od zawsze.

1 2