X

Trzeba stawiać trudne pytania na niełatwe tematy

Środowisko Wilna jest wielokulturowe, a bogata polska kultura staje się coraz bardziej atrakcyjna dla Litwinów Fot.Greta Gedminaitė

Postawiłam sobie za cel poprzez udział w programie przybliżyć Litwinom i Polakom na Litwie nie tylko Polskę, ale także spojrzenie Polki z Litwy na historię obu tych państw i narodów oraz na wspólną spuściznę. Teraz uważam, że to była trafna decyzja – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” Barbara Stankiewicz, historyk, uczestniczka programu „Narodowa ekspedycja”.


*Stała się Pani osobą bardzo rozpoznawalną po udziale w programie LRT „Narodowa ekspedycja”. Jak to się stało, że trafiła Pani do ekipy, która poszukiwała śladów litewskiej kultury i historii nie tylko na Litwie, ale także poza granicami?
W pierwszej ekspedycji, Niemnem przez Białoruś i Litwę, nie brałam udziału, zabrakło mi po prostu odwagi, by stanąć przed kamerami. Wyjazd zaproponował mi wtedy znany historyk z Uniwersytetu Wileńskiego, promotor mojej pracy doktorskiej prof. Alfredas Bumblauskas. Druga ekspedycja miała wyruszyć do Polski. Profesor ponownie zaproponował mi wyjazd, mówiąc: „Płyniemy Wisłą. Chyba rozumiesz, że tym razem nie możesz odmówić”. Pomyślałam, że tym razem muszę pokonać strach, zaryzykować i podzielić się tym, co zdobyłam na studiach i od środowiska, w którym dojrzewałam. Postawiłam sobie za cel poprzez udział w programie przybliżyć Litwinom i Polakom na Litwie nie tylko Polskę, ale także spojrzenie Polki z Litwy na historię obu tych państw i narodów oraz na wspólną spuściznę. Teraz, z perspektywy czasu, uważam, że to była trafna decyzja i miało to sens.
*Co odkryła Pani w czasie podróży po Polsce, którą przecież już wcześniej nieraz miała Pani okazję zwiedzać?
Podczas intensywnego, prawie trzytygodniowego pobytu w Polsce, w różnych miastach i miejscach, odczułam, jak wciąż żywy jest związek Polski z Litwą poprzez osoby, kulturę, historię oraz współczesne wyzwania. Często tego nie doceniamy. Czasem w obu państwach można usłyszeć, że dziś nas niewiele łączy, że Polska to tylko droga do Europy Zachodniej czy relacje biznesowe. Tymczasem byłam bardzo zaskoczona tym, jak ważne miejsce Litwa historyczna i współczesna zajmuje w świadomości Polaków, nie tylko historyków czy pracowników muzeów, ale zwykłych ludzi, których spotykaliśmy podczas wizyty. Oczywiście, wielkie wrażenie zrobiły na mnie osoby, których nazwiska znałam wcześniej tylko z prasy czy z podręczników. Po raz pierwszy w życiu miałam okazję spotkać się np. z potomkami Radziwiłłów, prezydentem Bronisławem Komorowskim czy wspaniałym artystą Stanisławem Wierzbickim. Byłam pod ogromnym wrażeniem tego, jak dobrze znają swoją rodzinną historię, jak bardzo wiążą ją z historią Polski i Litwy oraz regionem Europy Środkowo-Wschodniej i cywilizacją europejską.
*Który z wyjazdów, do Polski czy na Ukrainę, był dla Pani większym przeżyciem?
Podczas ekspedycji do Polski, jako Polka i historyk z Litwy, czułam się potrzebna i pewna w różnych zagadnieniach. Natomiast podczas kolejnej wyprawy, Dnieprem przez Ukrainę, nie czułam się tak pewnie, ponieważ od kilku dziesięcioleci na Ukrainie dzieje się tyle, że trudno za wszystkim fachowo nadążyć. Ale dlatego dla mnie osobiście ta wyprawa była bardziej odkrywcza. To było spotkanie z zupełnie innym krajem, którego specyfikę odkrywałam po raz pierwszy. Zetknięcie z jego historią, wyzwaniami, przed którymi nadal stoi, ale także inną przyrodą. Płynąc Dnieprem, po raz pierwszy zdałam sobie sprawę z tego, o jak ogromnych przestrzeniach mówimy. To wieki kraj i właśnie w tej wielkości kryją się ogromne niebezpieczeństwo i możliwości. Byłam pod wrażeniem tego, jak młode pokolenie Ukraińców interesuje się historią, jak ważna jest dla nich tożsamość i jakie przemiany dzieją się w tym państwie. Litwini mają ten okres już za sobą, dla Ukrainy w tej chwili to sprawa zasadnicza. W budowaniu tej najnowszej historii Litwini i Polacy ścisłe z współpracują, wspierając dążenia proeuropejskie ukraińskiego narodu.
*Jak program ocenili widzowie? Miała Pani okazję doświadczyć jakichś reakcji, komentarzy?
Program był bardzo popularny i oczywiście ja również tego doświadczyłam. Byłam nieco zaskoczona, gdy rozpoznawano mnie w różnych publicznych miejscach, zawsze były to pozytywne, życzliwe reakcje. Z tego, co wiem, to właśnie ekspedycja Wisłą cieszyła się największą popularnością wśród widzów. Cieszy mnie to, że Litwinom przybliżyliśmy również współczesną Polskę. Osobiście znam wielu, którzy wybrali się na wakacje do Polski tropami ekspedycji. Jestem pewna, że ten program jest także aktualny dla Polaków na Litwie. Daje okazję do refleksji nad wspólnym dziedzictwem, wskazuje, jak ważnym elementem w powstaniu i zachowaniu tego dziedzictwa są także Polacy na Litwie.
*Teraz tak, na pewno mają na to wpływ otwarte granice. Jednak zupełnie inaczej było, kiedy rozpoczynała Pani studia na Uniwersytecie Wileńskim. Jak czuła się Pani jako Polka na wydziale historii?
To prawda, było inaczej niż teraz. Mieszkałam na obrzeżu Wilna, najpierw chodziłam do szkoły tam, później do Mickiewiczówki. Jako nastolatka żyłam w środowisku, w którym mówiło się prawie wyłącznie po polsku. Pamiętam dokładnie, jak po raz pierwszy byłam zszokowana z powodu braku Polaków na egzaminach wstępnych na uniwersytet. Wokół słyszałam tylko litewski. Myślałam sobie: „A gdzie się podziali Polacy z Wilna?”. Okazało się, że nie tylko na egzaminach, ale także na studiach byłam jedyną Polką. Było jeszcze kilku Rosjan, a cała reszta studentów to byli Litwini i większość z nich spoza Wilna. To był pierwszy moment w moim życiu, kiedy powstało pytanie dotyczące mojej tożsamości. Właśnie na pierwszym roku studiów zaczęłam pytać, nie tylko siebie, ale także kolegów ze studiów: kim jestem? Jak mnie odbierają? Byłam zdumiona, dlaczego Litwini nie zadają sobie takich pytań. Odpowiadali, że dla nich wszystko jest oczywiste, mieszkają na Litwie, są Litwinami. Kim więc w takim razie byłam ja? Odpowiedzi na te pytania były dla mnie niesamowicie ważne. Dopóki funkcjonuje się w przestrzeni monoetnicznej, pytania o tożsamość nie powstają. Środowisko historyków jest szczególnie dobre, aby zadawać tego rodzaju pytania, ponieważ widzą tę problematykę bardzo szeroko. Takich tożsamościowych tematów podczas studiów było wiele. Mogłam więc spokojnie szukać odpowiedzi. To był bardzo ważny czas w moim życiu, kiedy nauczyłam się stawiać trudne pytania na niełatwe tematy.

Ekspedycja Wisłą cieszyła się największą popularnością wśród widzów Fot. archiwum prywatne B. Stankiewicz

*Jakie to były pytania?
Kim jesteśmy jako Polacy na Litwie? Kim ja jako Polka na Litwie jestem dla Litwinów – swoją czy obcą? Co my możemy dać Litwie i Polsce? Czym nasza polskość jest dla nas samych? W jaki sposób warto ją zachować i do niej zachęcić?
*Czy udało się Pani znaleźć odpowiedzi?
Tak, ale sporo czasu to potrwało. Zacznijmy od tego, że w czasie studiów licencjackich nie mówiłam tak płynnie po litewsku jak dzisiaj. Długo odczuwałam dyskomfort z powodu mojego akcentu. Doskonale pamiętam dzień, w którym wszystko nagle się zmieniło. Mieliśmy na UW konferencję na temat, w którym byłam dobrze zorientowana, ale mimo to nie zabrałam głosu. Prof. Bumblauskas zapytał mnie po zakończeniu, dlaczego milczałam, przecież w tej sprawie mam dużo do powiedzenia. Powiedziałam, że krępuję się, ponieważ wszyscy mówią poprawnie po litewsku, a ja nie. Wtedy powiedział, że „musimy porozmawiać”. Weszliśmy do gabinetu i usłyszałam słowa, które wiele zmieniły w moim życiu. Profesor powiedział: „Powinnaś zrozumieć, że jesteś dziedzictwem Wielkiego Księstwa Litewskiego i Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Twój akcent jesteś autentycznym dziedzictwem tego regionu i musisz się tym szczycić”. Było to dla mnie niesamowicie ważne. W polskiej szkole czy w domu słyszałam, że mam być dumna z bycia Polką – i byłam. Ale nie umiałam nie zwracać uwagi na akcent. Jednak gdy usłyszałam to od profesora, w dodatku Żmudzina, i od mojego autorytetu, przejrzałam na oczy. „Czemu nie? Będę się szczycić ” – pomyślałam. Od tamtej chwili akcent, który pozostał mi dotychczas, już nigdy mi nie przeszkadzał. Tę zmianę zawdzięczam wrażliwości i kompetencji profesora Litwina.
*Czy zdarzyło się później, że ktoś w Pani środowisku jednak nie chciał tego dziedzictwa docenić i miała Pani jakieś przykrości z powodu akcentu czy nazwiska?
Wydaje mi się, że zawsze najważniejsze było to, jaka jest moja postawa i jak odbieram określone środowisko. Już podczas studiów historycznych zastanawiałam się, dlaczego właściwie nie wykorzystuję języka polskiego. Okazało się, że jest bardzo dużo przestrzeni, w której to, że znam i mówię po polsku, jest wielkim atutem. Dziś w życiu zawodowym czy naukowym polskość bardzo mi pomaga. Nie spotykają mnie z tego powodu żadne przykrości, wręcz przeciwnie. Teraz pracuję w ministerstwie oświaty jako doradca ministra. Z osobami, których językiem ojczystym jest polski, rozmawiam po polsku w pracy i nie spotkałam się nigdy z przykrymi uwagami. Jestem pewna, że bardzo wiele zależy od naszej osobistej postawy. Jeżeli nie będziemy korzystali z języka matki, używali go w swoim środowisku, na co dzień, to również Litwini nie będą go traktowali poważnie i odbierali jako atrakcyjny. Trzeba jednak zauważyć, że popularność polskiego wśród Litwinów wzrasta. Nieraz na uniwersytecie spotkałam młodych ludzi, którzy nie mają polskich korzeni, a języka chcą się uczyć po prostu dla siebie albo dla przyjaciół, których poznali, studiując w Wilnie.
*Z czego wynika to zainteresowanie?
Przede wszystkim z wielokulturowego środowiska Wilna, bogatej polskiej kultury, która staje się coraz bardziej atrakcyjna dla Litwinów. Ci, którzy zajmują się poważnie relacjami polsko-litewskimi, historią czy polsko-litewskim biznesem, po prostu muszą znać polski. Musimy przyznać, że litewska kultura to także kultura polskojęzyczna, i bardzo się cieszę, że coraz więcej Litwinów to uznaje, choć politycy nadal boją się pisać nasze nazwiska w oryginale. Ale jestem pewna, że to tylko kwestia głębszego poznania tych spraw i czasu.
*Wróćmy do tych ważnych pytań z czasu studiów. Co polska mniejszość może dać Litwie?
Refleksję, dumę, troskę o nasze wspólne polsko-litewskie dziedzictwo. Ale to, czy rzeczywiście będziemy tego nośnikiem, zależy od wielu czynników. Od polityków, którzy nas reprezentują, ale także od jakości polskiej inteligencji na Litwie. Doskonale wiemy, że po wojnie była to wielka słabość Wileńszczyzny. Dopiero teraz nadrabiamy i wszystko się zmienia. Coraz więcej osób interesuje się współczesną polską kulturą, zaczynamy w naszych środowiskach dyskutować o tym, jaki zasięg może wywierać polska kultura na Litwie, na co mamy stawiać w przyszłości. Trzeba przyznać, że młodzi Polacy, uczniowie polskich szkół są zupełnie inni niż w czasach, gdy ja kończyłam szkołę. Przede wszystkim nie mają problemu z litewskim, czują się pewnie w społeczeństwie, mają dostęp do różnych źródeł i środowisk bez wychodzenia z domu. Jeżeli uznamy, że odpowiedzialność za kulturę polską i za jej jakość na Litwie zależy nie tylko od polityków czy wsparcia obu państw, ale od nas wszystkich, łatwiej będzie zainteresować nią także Litwinów. Przyjdzie czas, że znacznie więcej z nich zrozumie, że polska kultura nie jest wroga wobec litewskiej, że w polskiej mogą odnaleźć w niej nie tylko Litwę, ale i samych siebie.
*Czy można mówić w tej chwili o otwartości na polskość, polską historię czy też wspólną, polsko-litewską, na Litwie?
To zależy od tego, o jakim środowisku mówimy. Jeśli chodzi o naukowców, nie ma problemów. Kiedy rozmawia się merytorycznie z ludźmi, którzy mają wiedzę, bardzo łatwo jest dojść do porozumienia. Inaczej jest, gdy mówimy o ogóle społeczeństwa. Przede wszystkim znaków naszej wspólnej historii mogłoby być więcej w naszym środowisku. Pomnik Władysława Jagiełły można zobaczyć w Nowym Jorku, ale nie znajdziemy takiego w Wilnie, chociaż to król, który zapoczątkował najbardziej znaną dynastię w Europie Środkowo-Wschodniej. Dlaczego? Czy to oznacza, że nie jest dla nas ważny? Wydaje się, że szybciej w społeczeństwie litewskim zmienił się odbiór Józefa Piłsudskiego. Przed dziesięciu laty, kiedy pisałam doktorat o wizji Wielkiego Księstwa Litewskiego w geopolityce Polski w XX w., podejmowanie tego typu tematów, związanych z Piłsudskim, było ryzykowne. Nikt z litewskiej strony nie chciał o tym rozmawiać, a już zupełnie nie można było liczyć na pozytywne komentarze. W 2018 r. podczas konferencji na temat Piłsudskiego w wileńskim ratuszu mogłam się przekonać o tym, jak wiele się zmieniło. Teraz coraz częściej słyszę pozytywne opinie na temat wpływu Piłsudskiego na historię Europy, a także Litwy. Niektórzy nawet przyznają, że gdyby nie jego postawy i działania, dzisiaj Litwa byłaby nie w gronie państw europejskich, ale częścią Litbiełu. Uważam te zmiany za bardzo ważne, także dla pomyślnych rozwiązań spraw Polaków na Litwie.
*Zbliża się lato. Czy w tym roku również Pani popłynie z ekipą „Narodowej ekspedycji”?
Tak, otrzymałam zaproszenie na kolejną ekspedycję, tym razem płyniemy przez Białoruś oraz Łotwę i na Żmudź. Nie mam wątpliwości, że będą to niezapomniane przeżycia, do których oglądania od jesieni zapraszam wszystkich Polaków na Litwie. Jestem pewna, że i tym razem nie zabraknie tematów polskich i dla nas ważnych oraz aktualnych.

Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 19(93); 18-24/05/2019

" Ilona Lewandowska : ."