X

Dzień Wilniuka: Chcemy, aby polskie słowo brzmiało w centrum miasta

Gwiazdą wieczoru był polski kompozytor, producent muzyczny, dyrygent oraz wokalista Piotr Rubik

Kulminacją, zakończonego w niedzielę II Światowego Zjazdu Wilniuków, był Dzień Wilniuka na placu Ratuszowym. Na scenie wystąpili wykonawcy z Litwy i Polski. Gwiazdą wieczoru był polski kompozytor, producent muzyczny, dyrygent oraz wokalista Piotr Rubik.

– Chcieliśmy zorganizować święto rodzinne. Naszą misją jest nie tylko odwoływanie się do nostalgii starszych pokoleń, co jest oczywiście bardzo cenne i wartościowe, ale musimy zastanawiać się, jak przyciągnąć młodsze pokolenie. Tak, aby pomysł z wilniukiem zadomowił się w naszych umysłach. Musimy czerpać inspiracje od tych, którzy wyjechali, ale też powinniśmy wzorować się na tych, którzy obecnie osiągają sukcesy. Mówię w tym przypadku o Joasi Moro, Walerym Romanowskim, Tadeuszu Sołowieju, czyli o osobach, które sławią dobre imię Wileńszczyzny poza granicami kraju – tłumaczy „Kurierowi Wileńskiemu” Władysław Wojnicz, przewodniczący Komitetu Organizacyjnego Zjazdu.

– Chcemy, aby słowo polskie brzmiało nie tylko w strefach zamkniętych, czyli w szkołach lub rodzinach, ale również w centrum miasta. Tutaj przychodzą Litwini, Rosjanie i poznają naszą kulturę. Moim zdaniem tego typu formuła jest dla nas bardzo korzystna. Dla nas, czyli dla społeczności polskiej na Litwie – dodaje Wojnicz.

W sobotnie popołudnie na placu Ratuszowym wystąpili m.in. Joanna Moro, Katarzyna Zvonkuvienė oraz zespół Folk Vibes. Przed koncertem odbyły się zawody z kołdunami w roli głównej, w ich lepieniu, układaniu na czas oraz jedzeniu.

„Dla mnie to zaszczyt wystąpić na placu ratuszowym w Wilnie. Cieszę się, że tutaj tak głośno dźwięczy polska mowa” – powiedziała ze sceny znana polska aktorka pochodząca z Wilna Joanna Moro, która zasłynęła rolą Anny German w serialu polsko-rosyjskim.

Pochodząca z Miednik Katarzyna Zvonkuvienė jest przekonana, że tego rodzaju imprezy są bardzo ważne

Pochodząca z Miednik Katarzyna Zvonkuvienė jest przekonana, że tego typu imprezy są bardzo ważne.

– Bardzo się cieszę, że po raz drugi na Wileńszczyźnie odbywa się takie święto, które jest przygotowane na bardzo wysokim poziomie. Wilno jest symbolem łączącym różne tradycje, na jednej scenie wystąpią wykonawcy różnych narodowości i o odmiennej stylistyce – mówi „Kurierowi Wileńskiemu” znana litewska piosenkarka polskiego pochodzenia Katarzyna Zvonkuvienė.

Kilka utworów Katarzyna zaśpiewała ze swym mężem kompozytorem i producentem muzycznym Deividasem Zvonkusem. Na zakończenie Zvonkus po raz pierwszy w swej karierze artystycznej wspólnie z żoną zaśpiewał piosenkę „Hej, sokoły” po polsku.

Niekwestionowaną gwiazdą wieczoru był Piotr Rubik, który wystąpił wspólnie z chórem łączonym zespołów Wileńszczyzny, który składał się m. in. z chórzystów „Wilii”, „Ojcowizny”, „Zgody”, „Rudomianki”, „Mejszagolanki”, „Wilenki”, Chóru Ziemi Trockiej, scholi parafii Ducha św. oraz świętych Jakuba i Filipa.

– To dla mnie wielki zaszczyt zaśpiewać na jednej scenie z Piotrem Rubikiem. Mój mąż przypomniał mi, że przed laty, kiedy szykowaliśmy do programu „Wojna chórów” jeden z jego utworów, to nawet nie mogłam pomyśleć, że coś takiego się stanie. Przed koncertem zamieniłem z nim kilka słów. Rubik okazał się bardzo miłym i pogodnym człowiekiem. Co jeszcze raz potwierdza zasadę, że im większa gwiazda, tym człowiek jest prostszy – stwierdziła Zvonkuvienė.

Przed koncertem odbyły się zawody w jedzeniu kołdunów na czas

Władysław Wojnicz poinformował „Kurier Wileński”, że organizatorzy długo zastanawiali się, kogo warto zaprosić do Wilna.

– Zastanawialiśmy się, co wilnianom może sprawić frajdę. Wpadliśmy na pomysł, że Piotr jest wykonawcą traktowanym jak guru w swojej dziedzinie. W prezentację swojego dorobku potrafił wpleść nasze zespoły wileńskie. Krótki termin przeznaczony na przygotowanie zadania sprawił, że zespoły stanęły przed nie lada wyzwaniem, ale nie mam wątpliwości, że wysiłek włożony w przygotowanie występu dał bardzo dobry rezultat. Mam nadzieję, że to widowisko muzyczne stało się istotnym wydarzeniem i skonsoliduje naszą społeczność. Bez względu na pewne różnice światopoglądowe, poglądy polityczne, czy inne rzeczy, pokazaliśmy, że jesteśmy razem – podkreśla Wojnicz.

Fot. Marian Paluszkiewicz

Antoni Radczenko: