X

Mel Gibson mógłby to obejrzeć

„Zapleśniałego” artystę, którego kariera już się skończyła, na wileńskiej scenie zagrał aktor PST, Łukasz Kamiński Fot.Brygita Łapszewicz

17 września, monospektakl Polskiego Studia Teatralnego w Wilnie „Kolega Mela Gibsona”, w reżyserii Sławomira Gaudyna, rozpoczął jesienny cykl „Polskich poniedziałków na Pohulance” w Rosyjskim Teatrze Dramatycznym. Monodram w wykonaniu Łukasza Kamińskiego miał swoją premierę w Wilnie w marcu br. i zdążył już zdobyć sympatię publiczności.

Stworzona przed ponad dekadą przez polskiego satyryka, Tomasza Jachimka, komedia „Kolega Mela Gibsona” przedstawia zabawną historię niejakiego Feliksa Rzepki – aktora w średnim wieku, którego kariera artystyczna w przeszłości ograniczyła się do jednej, „wielkiej” roli Cyrano de Bergeraca, dając mu na lata poczucie osobistej wielkości. Bohater nie może pogodzić się z faktem, że dni sławy i rozdawania „autosów” (czyli autografów) już minęły. Po pewnych życiowych perturbacjach Rzepka trafia na przesłuchanie do komisariatu, gdzie przed komisarzem (czyli widzami) zabawnie opowiada swą historię, soczyście kpiąc z całego środowiska artystycznego.

Na pierwszy rzut oka nieco dziwne mogło się wydawać, że „zapleśniałego” artystę, którego kariera już się skończyła, na wileńskiej scenie zagrał młody aktor, niemający jeszcze ani jednej zmarszczki. Jednak już od pierwszych chwil spektaklu, ubrany na czarno i zakuty w kajdanki, Łukasz Kamiński potrafił przekonać, że jest tym chorobliwie ambitnym Feliksem Rzepką strąconym z artystycznego Olimpu.

CZYTAJ WIĘCEJ: Lilija Kiejzik: Widzowie potrzebują naszych spektakli

Scenografię na Pohulance cechował minimalizm: stare krzesło, niebieski zeszyt, podrapany stół, na którym były tylko szklanka herbaty i aparat telefoniczny z tarczą obrotową, za pomocą którego Rzepka dzwonił do „Krzycha Cugowskiego”. Tych elementów jednak, wraz z odpowiednim zastosowaniem świateł, wystarczyło, żeby przenieść się nie tylko do komisariatu, ale też do mieszkania, samolotu, sali konferencyjnej Orlenu, miejskich ulic czy nawet Ameryki.

Paradoksalne, mimo oczywistej próżności, narcyzmu i oderwania od rzeczywistości – postać Rzepki wywołała u widza sympatię i pragnienie, by do niezręcznego artysty wreszcie uśmiechnęła się fortuna. Sprzyjała temu dobra gra Kamińskiego, któremu w trakcie półtoragodzinnego monodramu udało się ciągle rozśmieszać i zaskakiwać publiczność, pokazując wielowarstwowość „kolegi” Mela Gibsona.

W pracy aktorowi nie przeszkodziło nawet zmęczenie, bowiem tego samego dnia musiał wcielić się w Rzepkę aż dwa razy – o godz. 16.30 i 19.00. Podczas obu spektakli sala była pełna i odwdzięczyła się za mile spędzony wieczór brawami na stojąco oraz wspólnym śpiewaniem piosenek podczas spektaklu.

Dla Łukasza Kamińskiego – aktora PST, tancerza Polskiego Zespołu Artystycznego Pieśni i Tańca „Wilia” oraz członka zespołu Show Masters – monodram o Feliksie Rzepce jest pierwszą sztuką, gdzie występuje bez partnerów scenicznych. Podczas rozmowy pospektaklowej aktor przyznał, że „Kolega Mela Gibsona” stał się dla niego sporym wyzwaniem.

– Oczywiście, że na scenie łatwiej jest pracować w zespole. Bo jeśli na przykład zapomni się tekst, kolega zawsze wyręczy. Natomiast podczas monospektaklu zostajesz sam na sam z publicznością, sam budujesz napięcie, sam mówisz cały tekst, sam ciągle pozostajesz w centrum uwagi i to już znacznie większa odpowiedzialność niż w sztuce wieloobsadowej. Ale właśnie z tego powodu, że jest trudniej, jest też ciekawiej – powiedział „Kurierowi Wileńskiemu” Kamiński.

CZYTAJ WIĘCEJ: Polskie Studio Teatralne prezentuje: „Polskie poniedziałki na Pohulance”

Aktor dodał, że jednym z głównych walorów sztuki, w której zagrał, była możliwość wciągnięcia w akcję publiczności.
– Gdy jestem na scenie, staram się też zachęcić widzów, żeby brali czynny udział w spektaklu. Jeśli widownia jest bierna, dość trudno można stworzyć odpowiednią atmosferę. Jeśli zaś publiczność dobrze reaguje, czy tak jak dziś nuci razem piosenki i nawet tańczy, satysfakcja z takiego kontaktu jest niesamowita! Te pozytywne emocje, które płynęły dziś od widzów, dodały mi znacznie więcej sił niż straciłem podczas odegrania dwóch spektakli z rzędu. Jestem im niezmiernie wdzięczny za tak ciepłe przyjęcie – powiedział dodając, że reakcje odbiorców służą jako motywacja, by następnym razem zagrać jeszcze lepiej.

***
Kolejny spektakl z cyklu „Polskie poniedziałki na Pohulance” zaplanowany jest na 14 października o godz. 19.00. Będzie to muzyczna sztuka „Próba kabaretu. Raz jeszcze Osiecka” w reżyserii Lilii Kiejzik.

Wszelkie informacje na temat tego, co jeszcze będzie się działo w ramach „Poniedziałków” oraz zbliżających się Wileńskich Spotkań Sceny Polskiej (w dniach 24–28 października), można znaleźć na stronie PST – www.teatr-studio.lt i w mediach społecznościowych.

 

Brygita Łapszewicz: