X

Zawarcie unii lubelskiej 1 lipca 1569 r.

Litwini, choć zgodzili się na unię, długo nie mogli się pogodzić z wieloma jej postanowieniami. Mimo to przetrwała do 1791 r. Fot. wikipedia

10 stycznia 1569 r. zebrał się w Lublinie najdłuższy i najbardziej płodny sejm w dziejach rodzącej się Rzeczypospolitej. Polscy i litewscy senatorzy oraz posłowie ziemscy mieli w końcu uzgodnić warunki unii i osiągnąć długo oczekiwany kompromis. Obrady w tej materii trwały jednak bez mała pół roku, tyle bowiem trzeba było czasu, aby zawrzeć związek, który przetrwał ponad 200 lat. Oto trzecia i ostatnia część cyklu historycznego „Kuriera Wileńskiego”.

Król Zygmunt August był do sejmu przygotowany bardzo dobrze. Za jego staraniem przeforsowano kandydaturę marszałka izby poselskiej w osobie Sędziwoja Czarnkowskiego, referendarza koronnego. Był to świadomy wybór eksperta od spraw prawnoustrojowych, zważywszy, że referendarz zajmował się referowaniem spraw w sądach królewskich, a jego ranga była niewiele niższa od senatorskiej.

Król zagrał jak hazardzista

Pod przewodem Czarnkowskiego izba poselska uznała, że obrady sejmu należy zacząć od kwestii zawarcia unii. Litwini jednak odmówili zgody na wspólne obrady – a to poskutkowało wielotygodniowymi targami pomiędzy przedstawicielami stanów obywatelskich przyszłej Rzeczypospolitej. Okopanie się na swoich pozycjach przez obie strony wywołało poważny kryzys, wskutek czego Litwini nocą ostatniego dnia lutego demonstracyjnie wyjechali z Lublina.
Było to nieoczekiwane dla króla i sejmu koronnego wydarzenie, które de facto doprowadziło do zerwania negocjacji. W Lublinie pozostali jedynie posłowie z Podlasia i Wołynia, którzy wykazywali najwięcej pozytywnych emocji wobec polsko-litewskiej unii. Król, którego determinacja w kwestii stworzenia wspólnego polsko-litewskiego państwa była niebagatelna, postanowił postawę Podlasian i Wołynian wykorzystać.
W celu złamania oporu Litwinów król zdecydował się na zagrywkę wręcz hazardową. Ogłosił włączenie do Korony Wołynia z Bracławszczyzną oraz Podlasia, a więc terytoriów Wielkiego Księstwa. Tego kroku, jak również reakcji nań przez samych zainteresowanych elity litewskie się nie spodziewały.

Nadzieje unijnych sceptyków rozwiane

Podlasianie niemal od razu przystali na odezwę króla Zygmunta Augusta, w przeciwieństwie do Wołynia, którego elity początkowo stawiły opór. Nie był on jednak stanowczy, ponieważ szlachta wołyńska na swoim zjeździe po koniec marca 1569 r. szybko zgodziła się na wejście do Korony, aczkolwiek na warunkach unijnych, a nie inkorporacyjnych.
Król w odpowiedzi zażądał pełnego posłuszeństwa, co miało określone znaczenie w jego taktyce negocjacyjnej. Przedstawiciele elit lokalnych Wołynia zgodzili się ostatecznie na inkorporację do Korony, ale przy zachowaniu znacznego zakresu odrębności. Wołynianie ponadto wyszli z propozycją, aby na podobnej zasadzie włączono do Korony ogromną przestrzeń południowo-wschodnich rubieży Wielkiego Księstwa – Kijowszczyzny z Kijowem.
Pomysł ten został szybko zrealizowany, ku przerażeniu litewskich unijnych sceptyków. Włączenie połowy terytoriów Wielkiego Księstwa do Korony pokazało przeciwnikom unii, że pełna inkorporacja Litwy do Królestwa jest możliwa.
Broniąc resztki swojej niezależności przed inkorporacyjnymi zakusami szlachty koronnej, zagrzewanej do tego hasłami ruchu egzekucyjnego, Litwini zostali zmuszeni do powrotu do stołu negocjacyjnego. Liczyli, że ich zgoda na porozumienie unijne doprowadzi do wycofania decyzji w sprawie Wołynia, Podlasia i Kijowszczyzny z Bracławszczyzną (te dwie ostanie prowincje zwano wspólną nazwą Ukrainy). Nadzieje te okazały się jednak płonne.

Nowa granica

Wielu Litwinów nie zdawało sobie sprawy z istotnych przemian, jakie zaszły w ostatnich dziesięcioleciach wśród elit południowych prowincji ruskich Wielkiego Księstwa. Tereny te dążyły do Korony ze względu na polskie zaangażowanie w ich obronę przed Tatarami, a także przez coraz ściślejsze powiązania rodzinne i majątkowe. Panowie polscy chętnie wchodzili w związki małżeńskie z córkami kresowych kniaziów, co wpływało na ich konsekwentną polonizację.
Rola ruskich elit w doprowadzeniu do zawarcia unii została doceniona i nagrodzona. Akt z 1 lipca 1569 r. gwarantował im silną pozycję polityczną w Koronie, zachowując choćby ich tytuły książęce. Od drugiej połowy XVI w. ruskie rodziny kniaziowskie, jak: Wiśniowieccy, Zbarascy, Koreccy, Ostrogscy czy Zasławscy, będą odgrywały pierwszoplanową rolę w życiu politycznym Korony, ale i całej Rzeczypospolitej.
Włączenie południowych prowincji ruskich Wielkiego Księstwa, ustanawiające nową granicę koronno-litewską, pokrywającą się zresztą z dzisiejszą granicą białorusko-ukraińską, wpłynęło na dalsze postawy Litwinów, ale złagodziło też aspiracje inkorporacyjne koroniarzy, którym już w dużym stopniu zadośćuczyniono. Posłowie koronni wykazywali co raz więcej zrozumienia, że do unii lepiej doprowadzić poprzez zgodę a nie poprzez przymus.

Jedna Rzeczpospolita

Główną rolę odgrywał tu król, który potrafił nie tylko wpływać na postawy litewskie, lecz także naciskać na posłów koronnych, by rezygnowali ze swoich radykalnych postulatów. Wskutek tego, po długich, ale i owocnych rokowaniach uchwalono akt unii w dniu 1 lipca 1569 r.
Powstała wówczas jedna Rzeczpospolita Korony Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego, a więc republika (Rzeczpospolita to polskie tłumaczenie z łaciny terminu „res publica”) dwóch monarchii i obojga politycznych narodów – pozorna sprzeczność. Państwo to łączyło w swoich instytucjach ustrojowych elementy trzech systemów: monarchii uosobionej przez władcę, władzy oligarchicznej reprezentowanej przez senat oraz demokracji pod postacią samorządu szlacheckiego. Te trzy czynniki miały się nawzajem kontrolować, ale i wzajemnie wspierać, tworząc najwyższy organ władzy ustawodawczej – sejm złożony z trzech stanów sejmujących: króla, senatu i izby poselskiej.
Unia lubelska znosiła władzę dziedziczną. Odtąd Rzeczpospolita miała wybierać wspólnego władcę, którego koronacja miała się odbywać już tylko w Krakowie, bez intronizacji wielkoksiążęcej w Wilnie. Wspólny polsko-litewski sejm zwyczajny miał się odbywać co dwa lata w Warszawie. Miejsce obrad znajdowało się wprawdzie na obszarze Korony, ale było kompromisem dla Krakowa i Wilna, jako miasto w połowie drogi – i miasto znajdujące się na obszarze Mazowsza, które choć włączone do Korony 40 lat wcześniej, zachowało pewien stopień niezależności. Tak więc dla Litwinów mogło się wydawać miejscem neutralnym.
Wspólna dla Korony i Litwy miała być też polityka zagraniczna. Inne kwestie pozostały odrębne, ale nie na tyle, by Litwa nie podejmowała przez wiele dziesięcioleci walki o pozycję nie gorszą od swojego koronnego partnera w ramach wspólnego federacyjnego państwa.

Godności i stanowiska

Unia lubelska gwarantowała zachowanie odrębności urzędów ministerialnych (marszałek wielki, kanclerz wielki, podkanclerzy, podskarbi wielki, marszałek nadworny) i dygnitarskich (np. podkomorzy, chorąży, krajczy itd.) – choć wszystkie one miały w dwóch członach Rzeczypospolitej swoje odpowiedniki.
Aktem z 1 lipca wyznaczono także porządek zasiadania wspólnego polsko-litewskiego senatu. Najwyższym senatorem był prymas Polski w osobie arcybiskupa gnieźnieńskiego, który niebawem uzyskał w trakcie bezkrólewi jeszcze status interrexa, czyli „międzykróla”. Litewscy senatorzy mogli się czuć nieco pokrzywdzeni, choć wojewodom wileńskiemu czy trockiemu zagwarantowano dość wysoką pozycję, analogiczną do wojewodów krakowskiego czy poznańskiego. Porządek senatu ustanowiony w 1569 r. przetrwał – z drobnymi tylko zmianami – niemal do końca istnienia polsko-litewskiej państwowości u schyłku XVIII w.

Wielkie dzieło unii

Odrębne w jednej Rzeczypospolitej pozostały także skarb, moneta, wojsko, prawo lokalne oraz język obrotu urzędowego. Na Litwie był to wciąż język ruski (starobiałoruski), choć już w początku XVII w. konsekwentnie wypychał go język polski tudzież łacina.
Unia lubelska ujednolicała system ceł, ale nie znosiła granic, choć dopuszczała możliwość nabywania przez koroniarzy dóbr na Litwie – i odwrotnie. Niedługo potem ustanowiony nowy zbiór praw dla Wielkiego Księstwa, zwany III statutem litewskim (1588), uniemożliwiał jednak koroniarzom nabywanie dóbr na tym obszarze, a to w celu obrony suwerenności i odrębności Litwy.
Litwini, choć zgodzili się na unię, długo nie mogli się pogodzić z wieloma jej postanowieniami, zwłaszcza z utratą terytoriów południowych, co osłabiało pozycję Wielkiego Księstwa względem Korony we wspólnym państwie. Mimo wielu obiekcji obie strony pozostawały w tak zawartej unii formalnie do 1791 r., gdy Konstytucja 3 maja zniosła odrębność Litwy, czyniąc z niej jedną z trzech prowincji Rzeczypospolitej (oprócz Małopolski i Wielkopolski).
Tego porządku już jednak nie wypróbowano, bo Konstytucja 3 maja nie weszła w życie, a wkrótce po niej doszło do faktycznego upadku całości państwa. Jakże wymowny jest więc dialog z narodowej epopei „Pan Tadeusz” Adama Mickiewicza, w którym dwóch rozmówców, Gerwazy i Protazy, porównuje Koronę i Litwę do dwojga małżonków, których Bóg połączył, a czart podzielił: „Bóg swoje, a czart swoje”.
Wypracowane w 1569 r. rozwiązania okazały się niezwykle trwałe. Dopiero czart pod postacią zaborców położył kres wielkiemu dziełu unii lubelskiej, której my, narody odwołujące się do tradycji Pierwszej Rzeczypospolitej, obchodzimy właśnie 450. rocznicę.


Zbigniew Hundert
Autor jest doktorem nauk humanistycznych, historykiem zajmującym się epoką staropolską, pracuje w Ośrodku Badań Historycznych Zamku Królewskiego w Warszawie.

KW: