Dzień Obrońców Wolności i polsko-litewska solidarność

231
W tamte dni i noce w litewskim parlamencie byli również przedstawiciele ówczesnych polskich kół rządowych fot. archiwum Piotra Hlebowicza

O dramatycznych wydarzeniach, które działy się podczas niewypowiedzianej sowieckiej wojny przeciwko Litwie w styczniu 1991 r., spisano sporo relacji, tamte chwile zostały utrwalone na licznych zdjęciach i nagraniach filmowych. Jednakże w osobistej pamięci, przynajmniej mojej, zachowały się tylko trudne do uszykowania poszczególne strzępy biegu tamtych zdarzeń.

Bywały w tamte dni chwile, gdy wydawało się, że czas stanął w miejscu, na przemian z wręcz przeciwnymi – że leci z niedoścignioną szybkością. Ale trwale zapamiętała się ogromna determinacja i solidarność narodu – w rozumieniu absolutnej większości mieszkańców Litwy, niezależnie od narodowości, stających się obywatelami niepodległego kraju. A także poczucie, że tym razem nie jesteśmy pozostawieni sami sobie: mimo że rządy państw świata nie decydują się na uznanie odradzającej się litewskiej państwowości, to jednak mamy mocne poparcie ze strony ludzi z różnych krajów – wolnych, wyzwalających się czy też znajdujących się jeszcze pod sowieckim jarzmem. Obecnych w Wilnie i działających we własnych krajach.

A gdy w Wilnie, w wielotysięcznym zgromadzeniu przed gmachem parlamentu, wśród wielu innych powiewały również liczne biało-czerwone flagi trzymane zarówno przez miejscowych Polaków, jak i przybyłych z tamtej strony zasiek z kołczastego drutu, w Polsce kruszyły się okna i od koktajli Mołotowa kopciły się ściany sowieckich konsulatów w Warszawie, Krakowie, Poznaniu, Gdańsku. Był to wyraz nie tylko protestu przeciwko sowieckiej agresji, lecz także niezadowolenia z tzw. dwutorowej polityki własnego rządu, z jednej strony wspierającej dążenia niepodległościowe podsowieckich narodów, z drugiej – starającej się „nie zaszkodzić Gorbaczowowi” i jego pieriestrojce. Jednak w tamte dni i noce w litewskim parlamencie byli również przedstawiciele ówczesnych polskich kół rządowych. Ryzykując sami, w jakimś stopniu zmniejszali niebezpieczeństwo ataku. Czuło się więc wsparcie całego narodu polskiego, niezależnie od poglądów politycznych.

CZYTAJ WIĘCEJ: Uroczyste obchody tragicznej daty

I nie tylko moralne czy informacyjne. Współpracowano także w sprawach objętych klauzulą „ściśle tajne”. Podczas gdy współprzewodniczący Autonomicznego Wydziału Wschodniego Solidarności Walczącej Piotr Hlebowicz z litewskiego parlamentu na bieżąco informował Warszawę o zdarzeniach, druga współprzewodnicząca Jadwiga Chmielowska często odwiedzała Dział Ochrony Parlamentu, gdzie tylko nieliczni mieli wstęp – organizowała przerzuty sprzętu drukarskiego i bardzo potrzebnych środków łączności. A śp. Maciej Ruszczyński, który miał odpowiednie doświadczenie wojskowe, udzielał cennych wskazówek przy budowie barykad. Wiem, że rozważano również scenariusze oporu zbrojnego na wypadek, gdyby zaszła taka konieczność. Litewscy obrońcy otrzymali od polskich kolegów receptę na koktajle Mołotowa, o wiele skuteczniejsze od dotychczas znanych na Litwie…
A 16 stycznia, gdy uroczyście grzebano poległych, na jednym z domów przy ul. Garbarskiej, naprzeciwko pl. Katedralnego, ktoś wywiesił flagi – polską i litewską – przepasane czarnymi wstęgami…
Warto dziś to pamiętać. Mimo że późniejsze rządy nie zdołały wykorzystać tego potencjału solidarności narodów tak bliskich sobie historycznie i mentalnie, wciąż pozostaje on istotny w zmaganiach z dzisiejszymi geopolitycznymi wyzwaniami.


Leonardas Vilkas


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 2(4) 11-17/01/ 2020