Rządzącej od ponad dekady partii udaje się to robić, bo w kraju panuje dość dobra sytuacja ekonomiczna. W ostatnich latach szczególne zyski Gruzji przynosi zacieśnianie współpracy gospodarczej z Rosją.
W połowie listopada br. władze w Tbilisi zapowiedziały zamknięcie Biura Antykorupcyjnego, które powstało przed trzema laty, a jego utworzenie było jednym z warunków otrzymania przez Gruzję statusu kandydata do członkostwa w Unii Europejskiej. To tylko jedna z decyzji, które zapadły po wyborach lokalnych 4 października, przyspieszających demontaż państwa prawa i demokracji. Głównym celem Gruzińskiego Marzenia jest teraz opozycja. Nie tylko w postaci partii politycznych, lecz także społecznych aktywistów i generalnie wszystkich Gruzinów, którzy nie zgadzają się na to, by ich kraj zamienił się ostatecznie w swoistą „Białoruś Kaukazu”.
Dokręcanie śruby
W Gruzji panuje kryzys polityczny od wyborów parlamentarnych w 2024 r., których wyniki zostały – według opozycji – sfałszowane na korzyść rządzącego od 2012 r. Gruzińskiego Marzenia. Opozycja odmawia uznania nowego parlamentu i rządu. Dlatego dwie jej wiodące siły, Zjednoczony Ruch Narodowy (UNM) i trójpartyjna Koalicja na rzecz Zmian, wezwały do bojkotu wyborów lokalnych. Niektórzy wyborcy z innych partii opozycyjnych również wstrzymali się od głosowania w wyborach, na których nie było zagranicznych obserwatorów.
Gruzińskie Marzenie oczywiście wygrało we wszystkich 64 gminach. W Tbilisi, gdzie opozycja miała nadzieję odebrać władzę partii rządzącej, urzędujący burmistrz Kacha Kaladze został wybrany na trzecią kadencję z rzędu, uzyskując 71,6 proc. głosów przy frekwencji wynoszącej zaledwie 31,2 proc. W skali kraju poparcie dla partii rządzącej wyniosło 81,7 proc., chociaż bojkot spowodował znacznie niższą frekwencję. Zamieszki 4 października w Tbilisi dały rządowi pretekst do zaostrzenia represji.
Dwa tygodnie później parlament przyjął ustawę, zgodnie z którą protestujący mogą teraz zostać skazani na karę do 15 dni więzienia za noszenie maski, posiadanie gazu łzawiącego lub stanięcie na środku drogi podczas demonstracji. Mimo trwających represji codzienne protesty w alei Szoty Rustawelego w centrum Tbilisi są kontynuowane.
Inna zmiana w prawie, przyjęta 16 października, pozwala Trybunałowi Konstytucyjnemu na zakazanie działalności partii politycznych uznanych za niekonstytucyjne, a także osób „związanych” z tymi partiami. Trybunał został uprawniony do zakazania określonym osobom nie tylko zakładania partii politycznych lub pełnienia funkcji w organach zarządzających partiami, lecz także do członkostwa w jakiejkolwiek partii politycznej. Oznacza to de facto stworzenie czarnej listy osób, które zostaną trwale pozbawione możliwości sprawowania funkcji publicznych i nie będą już mogły kandydować w wyborach.
Pod koniec października br. do Trybunału Konstytucyjnego wpłynął wniosek Gruzińskiego Marzenia o delegalizację trzech głównych partii opozycyjnych. Wszczęto też sprawy karne przeciwko czołowym przywódcom opozycji, m.in. przebywającemu w więzieniu byłemu prezydentowi Micheilowi Saakaszwilemu; zarzuca się im sabotaż i próbę zamachu stanu. Najpoważniejszym przestępstwem zarzucanym opozycjonistom jest „pomoc państwom obcym we wrogich działaniach”, za co grozi do 15 lat więzienia.
Bidzina Iwaniszwili, niczym niegdyś Stalin (też Gruzin), chce zniszczyć nie tylko opozycję kojarzoną z czasami Saakaszwilego, lecz także swoich byłych sojuszników politycznych. 17 października przeszukano domy byłego premiera Iraklego Garibaszwilego oraz byłych szefa Służby Bezpieczeństwa Państwowego i prokuratora generalnego. Wszyscy trzej należeli do najbliższych sojuszników Iwaniszwilego, jeszcze zanim ten doszedł do władzy w 2012 r. Inny były premier (w latach 2019–2021), Giorgi Gacharia, został oskarżony przez prokuraturę o nadużycie stanowiska, gdy był ministrem spraw wewnętrznych. Politykowi grozi kara do 13 lat więzienia.
Współpraca gospodarcza z Putinem
Niezależnie od represji, fałszerstw i korupcji Gruzińskie Marzenie cieszy się dużym poparciem przede wszystkim z racji na sytuację społeczno-ekonomiczną. W 2022 r. PKB Gruzji wzrósł o 10,1 proc., w 2023 r. – o 7,8 proc., a w 2024 r. – o 9,4 proc. To m.in. efekt napływu Rosjan, którzy uciekali przed mobilizacją, przenosząc firmy i transferując zasoby finansowe (tylko w 2022 r. – ok. 2 mld dolarów), ale też handel z Rosją oraz wzrost tranzytu rosyjskiego przez Gruzję.
Wiadomo, że przez Gruzję do Rosji mogą być dostarczane również objęte sankcjami towary podwójnego zastosowania: drony, procesory komputerowe, urządzenia GPS, karty pamięci. Rosja stała się też największym rynkiem dla gruzińskich win: w 2024 r. aż 66 proc. eksportu szło do północnego sąsiada.
Na początku października prywatna rosyjska firma Russnieft dostarczyła pierwszy ładunek ropy do nowo wybudowanej rafinerii Kulewi na gruzińskim wybrzeżu Morza Czarnego. Właścicielem jest spółka Black Sea Petroleum, której głównym udziałowcem jest gruzińska bizneswoman i projektantka mody Maka Asatiani. Jej syn jest partnerem biznesowym syna wiceszefa rosyjskiego GRU. Wcześniej pracował bezpośrednio dla… Russnieftu.
Ten łańcuszek domyka Iwaniszwili. Założony przez niego Cartu Bank należy do konsorcjum współfinansującego budowę rafinerii, a jego wieloletni partner w interesach, Michaił Guceriew ma duży pakiet udziałów w… Russniefcie.
Kurs na Rosję
Przez długi czas lojalność partii oligarchy Bidziny Iwaniszwilego wobec Rosji nie była demonstracyjna. W koalicji z nim było zresztą wielu prozachodnich polityków, byłych współpracowników Saakaszwilego, którzy byli tak skupieni na walce z byłym prezydentem, że nie zauważali wielu niepokojących sygnałów już w 2012 r.
Tymczasem Iwaniszwili cierpliwie i konsekwentnie zmieniał kurs geopolityczny Gruzji oraz osłabiał wewnętrzne mechanizmy demokratyczne. Z każdymi kolejnymi wygranymi wyborami pozbywał się „metodą salami” kolejnych koalicjantów. Zaczął od tych otwarcie proamerykańskich i pronatowskich. Potem byli ci umiarkowanie prozachodni. Wreszcie dopadło też nie dość prorosyjskich lojalistów.
Chociaż Gruzja odwróciła się od Zachodu w kierunku Rosji, miłość ze strony Moskwy istnieje tylko w słowach. W kwestiach ważnych dla Gruzji Rosja nie podjęła żadnych kroków – choćby w kwestii okupowanych przez Rosjan Abchazji i Osetii Południowej. Zamiast pójść na kompromis w odpowiedzi na lojalność Gruzińskiego Marzenia, Kreml w ostatnich latach tylko wzmacnia swoje wpływy na terytoriach niekontrolowanych przez Tbilisi, a władze Gruzji wolą na to nie reagować.
Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym dziennika „Kurier Wileński” Nr 47 (134) 22-28/11/2025

