Ciemno wszędzie, głucho wszędzie, co to będzie…?

51
Obecnie mieszkańcy i goście stolicy mogą czuć się bezpiecznie na Placu Katedralnym, jednak jak będzie po wyłączeniu świateł, czas pokaże Fot. Marian Paluszkiewicz
Obecnie mieszkańcy i goście stolicy mogą czuć się bezpiecznie na Placu Katedralnym, jednak jak będzie po wyłączeniu świateł, czas pokaże Fot. Marian Paluszkiewicz

A będzie niebezpiecznie, ponieważ jak alarmują funkcjonariusze policji, oszczędzanie kosztem oświetlenia ulic utrudnia zapewnienie porządku publicznego. Z drugiej zaś strony, w samorządach nie mają wyjścia, ponieważ jest to jak mówią „decyzja sił wyższych”.

— Z domu nie można wychodzić bez latarki. Ciemno, strasznie. Ktoś powie, że w nocy to spać trzeba, a nie wałęsać się po ulicach. Ale co robić, kiedy o północy muszę wracać z pracy. Nawet światła na rowerze mało pomagają. Ludzie mówią, że już w październiku ulice będą oświetlone, a więc czekamy — skarżyła się Maria, mieszkanka wsi Kabiszki w rejonie wileńskim, która jak wielu innych śpieszy na nocną zmianę do zakładu krawieckiego „Vilnika” w Niemenczynie.

— Doświadczenie w tym mamy. W Niemenczynie w okresie letnim ulice nie były oświetlane. Ludzie nocą bali się wyjść na miasto. Mrok, który na ulicach zapadał coraz wcześniej, tylko utrudniał pracę w utrzymywaniu porządku publicznego funkcjonariuszom policji. Zgadzam się, że oświetlenie ulic to spore pieniądze, jednak bierzmy pod uwagę też konsekwencje. Nie mogę w tej chwili konkretnie powiedzieć, w jakiej mierze, ponieważ potrzebuję analizy rejestrów przestępstw, jednak fakt, że wpływa to na wzrost przestępczości. Dla naruszycieli prawa takie warunki są tylko na rękę —  tłumaczył „Kurierowi” naczelnik posterunku policji w Niemenczynie Marian Dzwinel.

Według danych statystycznych Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, jedynie w rejonie wileńskim w tym roku za okres styczeń-sierpień zarejestrowano 1641 czynów przestępczych, co stanowi o 139 więcej niż w tym samym okresie roku ubiegłego. Być może nie jest to dużo, jednak zdaniem funkcjonariuszy policji to tylko początek.

— Ludzie są zaniepokojeni, ponieważ kryzys ekonomiczny zawsze powodował wzrost przestępczości. Dla policji spełnianie swoich obowiązków staje się coraz trudniejsze, ponieważ finansowanie wymiaru sprawiedliwości jest stale zmniejszane. Zbliża się ciemna pora roku i nie ma szansy, że wszystkie ulice, podwórka będą wieczorami oświetlane. Moim zdaniem, ochotnicze grupy bezpieczeństwa  są dobrym wyjściem — mówi Valerijus Simulikas, poseł na Sejm RL.

Simulikas przewiduje, że sytuacja z oświetlaniem ulic w większych czy też mniejszych miastach się nie polepszy i proponuje dla utrzymania porządku publicznego zakładać tzw. ochotnicze grupy bezpieczeństwa, które składałyby się z byłych funkcjonariuszy policji, studentów, czy też osób w wieku emerytalnym.

Z powodu kryzysu ekonomicznego władze miast i miasteczek są zmuszane oszczędzać nawet kosztem oświetlenia ulic.

— Rząd przyjął uchwałę, na mocy której samorządy, starostwa muszą zmniejszyć swoje budżety. Początkowo nasz budżet stanowił 211 mln litów. Cięcia dokonuje się w dwa etapy. W rezultacie budżet będzie zmniejszony o ponad 15 mln litów. Na czym będziemy oszczędzać, częściowo zależy od nas samych. Na posiedzeniu Rady postanowiono, że w okresie letnim ulice nie będą oświetlane. Natomiast od 1 października latarnie będą świeciły w całym rejonie — zapewniła Lucyna Kotłowska, dyrektor administracji samorządu rejonu wileńskiego.

— Obecnie w naszym mieście oświetlanych jest 5 ulic, które naszym zdaniem są najbardziej ruchliwe: główna, przy gimnazjach, koło kościoła. Owszem, od 1 października światło będzie już w całym mieście — podczas rozmowy z „Kurierem” wyjaśnił Mieczysław Borusewicz, starosta m. Niemenczyn.

Jego zdaniem, obecnie starostwo nie może sobie pozwolić na oświetlanie całego miasta, ponieważ na mocy tej samej uchwały musi oddać 64 tys., z nich 26 tys. litów zaoszczędzonych na nowym systemie świetlnym.

— Mimo wszystko, sytuacja z oświetleniem w innych starostwach jest gorsza. Od 1998 roku rozpoczęliśmy przygotowania do kryzysu energetycznego, kiedy zaczeliśmy zmieniać stare sowieckie lampy na nowoczesne, które zużywają 2,5 razy mniej energii. W 2004 roku wszystkie lampy były już zmienione i teraz na tym tylko zyskujemy. W zależności od pory roku miesięcznie za oświetlenie musimy wydać 5-10 tys. litów. Za zaoszczędzone pieniądze zainstalowano 500 latarni. Oszczędzamy i dzisiaj, dlatego do października możemy pozwolić sobie na oświetlanie tych 5 ulic — dodał Borusewicz.

Prawdopodobnie mieszkańcy rejonu wileńskiego od 1 października będą mieli oświetlone ulice. Inna, znacznie gorsza sytuacja czeka mieszkańców stolicy. Tonący w długach samorząd planuje odłączyć co drugą latarnię.

— Będziemy oszczędzać jak wszyscy. Wyłączymy tylko co drugą lampę. Jakość oświetlenia nie ucierpi — jeszcze na początku tygodnia podczas konferencji prasowej tłumaczył Vilius Navickas, mer Wilna.

Oprócz tego, jak powiedział wicemer Romas Adomavičiaus, planuje się jak najszybciej zmodernizować system świetlny w mieście, którego prace zostały oszacowane na 15 mln litów. Stołeczne władze twierdzą, że takie inwestycje są opłacalne.

Owszem, widzimy to z doświadczenia podwileńskiego Niemenczyna, który taką rekonstrukcję systemu świetlnego przeprowadził jeszcze w ubiegłym wieku.