Pisownia nazwisk — „Załatwiono nas!”

678
Litewska władza po raz kolejny spróbowała z(a)wieść oczekiwania polskiej strony, w tym głównie swoich obywateli polskiego pochodzenia	Fot. Marian Paluszkiewicz
Litewska władza po raz kolejny spróbowała z(a)wieść oczekiwania polskiej strony, w tym głównie swoich obywateli polskiego pochodzenia Fot. Marian Paluszkiewicz

Zwodzeni przez lata obietnicami pisowni swoich nazwisk Polacy litewscy po decyzji Sądu Konstytucyjnego poczuli się ostatecznie zawiedzeni. „Załatwiono nas!” — grzmią działacze polscy na Litwie, a zwykli litewscy obywatele polskiego pochodzenia zastanawiają się jakich jeszcze „prezentów” mogą się spodziewać po takiej władzy.

Sprawa pisowni nazwisk stała się papierkiem lakmusowym prawdziwych, wydaje się dalekich od dobrych, litewskich intencji w relacjach dwustronnych z Polską. Świadczy o tym „przejrzenie” na oczy polskich polityków, którzy w ciągu 15 lat od podpisania Traktatu polsko-litewskiego, zwodzeni kolejnymi obietnicami litewskich partnerów, bezgranicznie wierzyli, że intencje ich są dobre. Dziś, aczkolwiek różnie emocjonalnie, jednoznacznie negatywnie oceniają decyzję litewskiego Sądu Konstytucyjnego, która położyła kres marzeniom litewskich Polaków o używaniu polskich nazwisk.

„Litwę trzeba zaatakować” — nawoływał do politycznych ataków na międzynarodowym forum europoseł Janusz Wojciechowski.

„Musimy z tego wyciągnąć wnioski. Mam nadzieję, że polskie władze i dyplomacja zobaczą, że wszystkie zapewnienia okazują się niewiele warte” — oświadczył poseł Maciej Płażyński, prezes Wspólnoty Polskiej.

Powściągliwy dotąd w krytycznej ocenie postępowania litewskich partnerów prezydent Lech Kaczyński również „nie jest zadowolony” z decyzji litewskiego Sądu Konstytucyjnego. Zapewnił, że porozmawia o problemie dziś podczas spotkania z prezydent Dalią Grybauskaitė. Litewska prezydent weźmie udział w Warszawie w dzisiejszych obchodach 91. rocznicy odzyskania niepodległości. W sierpniu tego roku, podczas swojej pierwszej wizyty w Warszawie przekonywała liderów Polski, że po decyzji Sądu Konstytucyjnego uda się rozstrzygnąć sprawę pisowni polskich nazwisk. Udało się, ale jak się okazało, wcale nie po myśli litewskich Polaków lecz wbrew niej, ale też wbrew przyjętych na siebie zobowiązań międzynarodowych oraz uzgodnień dwustronnych między Polską i Litwą.

„Litewskie władze naruszają wiele ustaw i umów, w tym m. in. Traktat między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy oraz Konwencję ramową o ochronie mniejszości narodowych” — napisano w raporcie Wspólnoty Polskiej dotyczącym oceny sytuacji Polaków na Litwie.

Raport ten spotkał się z krytyką władz litewskich. Tymczasem decyzja Sądu Konstytucyjnego (którą, jak zauważają niektórzy obserwatorzy, kolegium sędziowskie podjęło bez odwołania się do konkretnych założeń konstytucyjnych), jeśli jest zgodna z Konstytucją Republiki Litewskiej, to na pewno brzmi w dysonans z artykułem 11 ratyfikowanej przez Litwę Konwencji ramowej Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych: „Strony zobowiązują się uznać, że każda osoba należąca do mniejszości narodowej ma prawo do używania jego/jej nazwiska (patronimiku) i imion w języku mniejszości oraz ich oficjalnego uznania zgodnie z trybem przyjętym w ich ustawodawstwie”.

Wobec piątkowej decyzji Sądu Konstytucyjnego również postanowienie podpisanego jeszcze w 1994 r. Traktatu między Rzecząpospolitą Polską a Republiką Litewską o przyjaznych stosunkach i dobrosąsiedzkiej współpracy, mówiące między innymi, że mniejszości narodowe mają w szczególności prawo do: „(…) używania swych imion i nazwisk w brzmieniu języka mniejszości narodowej”. Traktat przewiduje też, że „szczegółowe regulacje dotyczące pisowni imion i nazwisk zostaną określone w odrębnej umowie”.

Projekt takiej umowy uzgodniono dopiero po 8 latach od podpisania Traktatu. W marcu 2002 roku ówczesny premier Algirdas Brazauskas miał podpisać porozumienie, ale w ostatniej chwili zrezygnował z wizyty w Polsce tłumacząc się, że strona techniczna umowy nie jest do końca uzgodniona. Obiecał wtedy, że podpisze umowę w „najbliższym czasie”. Zamiast tego, dopiero po pół roku złożył Polakom nową propozycję, żeby polskie nazwiska pisać w litewskich paszportach po polsku w nawiasach obok litewskiej podstawowej wersji zapisu. Powołano dwustronną grupę roboczą, która miała przygotować opracowanie prawne „nowej” propozycji Brazauskasa, która już od kilku lat była postulowana przez litewskich Polaków jako jeden z możliwych wariantów załatwienia sprawy. Spotkanie polsko-litewskiej grupy roboczej, która miała za zadanie transkrybować propozycję premiera Brazauskasa na język prawny i przedstawić ją szefom rządów Polski i Litwy w postaci umowy międzyrządowej nigdy nie przyniosło jednak konkretnych wyników. Przyjęcie konkretnych rozwiązań do dziś zawsze było odwlekane przez litewską stronę.

Po drodze okazało się też, że litewscy politycy traktują pisownię nazwisk jako kartę przetargową w negocjacjach gospodarczych z Polską. W ubiegłym roku ówczesny wicemarszałek Sejmu Jarosław Kalinowski przyznał, że był szantażowany przez litewskich partnerów, którzy w zamian za przyśpieszenie realizacji wspólnych projektów energetycznych obiecali „załatwić” przyjęcie ustawy o pisowni polskich nazwisk. Chociaż po stronie litewskiej nikt nie przyznał się do składania Kalinowskiemu takich propozycji, nikt jednak oficjalnie nie zaprzeczył też takiej sytuacji.

Dziś, po decyzji Sądu Konstytucyjnego, wiadomo już, że zarówno te oficjalne, jak też  te spod stołu obietnice litewskich polityków rozwiązania problemu pisowni nazwisk nie mają charakteru prawnego, gdyż godziłyby w litewskie prawo konstytucyjne, jak je rozumie trybunał konstytucyjny.

Niemniej, dziś też władze Litwy próbują składać kolejne obietnice, jak się jednak okazuje, również niemające nic wspólnego z realną możliwością ich realizacji.

„Niektóre polskie dzienniki niesłusznie interpretują wyjaśnienie Sądu Konstytucyjnego jako ostateczną odpowiedź w sprawie pisowni imion i nazwisk Polaków mieszkających na Litwie w paszportach Republiki Litewskiej. Litwa tę kwestię może i powinna rozstrzygnąć zgodnie z tradycjami, które formowały się w okresie międzywojennym” — czytamy w oświadczeniu premiera Andriusa Kubiliusa.

Zdaniem Kubiliusa sprawę pisowni nielitewskich nazwisk mogłaby rozstrzygnąć nowa Ustawa o pisowni nazwisk nielitewskich. Projekt takiej ustawy wzorującej się na ustawie z 1938 roku w czerwcu przygotował poseł Česlovas Stankevičius. Ustawa z okresu międzywojennego przewidywała możliwości oryginalnego zapisu nazwisk nielitewskich w oparciu o alfabet łaciński, czyli prawo, którego dziś są pozbawieni litewscy Polacy.

Premier Kubilius uważa, że przyjęcie propozycji Stankevičiusa pozwoli na rozwiązanie kwestii pisowni nazwisk. Sam autor projektu obawia się jednak, że również jego propozycja będzie wymagała werdyktu Sądu Konstytucyjnego, który być może ostatecznie uzna ją za niesprzeczną z ustawą zasadniczą.

Tymczasem, jak dowiedział się „Kurier”, również propozycja Stankevičiusa nie może liczyć na przychylność kolegium sędziowskiego, gdyż w świetle prawa merytorycznie nie różni się ona od dotychczas składanych,  w sprawie których Sąd Konstytucyjny wypowiadał się już dwukrotnie — w październiku 1999 roku oraz teraz, w listopadzie 2009 roku. Stąd też wniosek, że albo autor nowelizacji, a przede wszystkim premier Andrius Kubilius nie znają szczegółów, albo próbują kolejny raz z(a)wieść oczekiwania polskiej strony, w tym głównie swoich obywateli polskiego pochodzenia. Tymczasem, jeszcze we wrześniu sejmowy Departament Prawa we wniosku do projektu ustawy Stankevičiusa zaznaczył, że nowelizacja dotyczy sprawy pisowni nazwisk nielitewskich, w której ma się wypowiedzieć Sąd Konstytucyjny. Dlatego też Departament sugerował Sejmowi powstrzymanie się od przyjęcia uchwały przed orzeczeniem trybunału konstytucyjnego, które ostatecznie wyjaśni, czy pisownia nielitewskich nazwisk w języku mniejszości narodowych w wersji oficjalnej nie jest sprzeczna z Konstytucją. „Sprzeczna” — piątkowa decyzja Sądu jednoznacznie traktuje sprawę. Dziwi wobec tego postawa premiera Andriusa Kubiliusa, który przekonując do rozwiązania problemu według propozycji posła Stankevičiusa proponowałby pogwałcenie prawa konstytucyjnego, przynajmniej w jego traktowaniu przez obecne kolegium sędziowskie trybunału konstytucyjnego. Rozumie to duchowy przywódca konserwatystów, europoseł Vytautas Landsbergis. W wywiadzie dla radia „Znad Wilii” powiedział on, że decyzja Sądu Konstytucyjnego nie podlega interpretacji, gdyż godziłoby to w samą Konstytucję. Prof. Landsbergis, w odróżnieniu od swego kolegi partyjnego Andriusa Kubiliusa, proponuje zaczekać, aż sprawę pisowni nazwisk ostatecznie rozstrzygnie Unia Europejska, gdy zostanie wprowadzony w obieg paszport obywatela UE. Wtedy, zdaniem europosła, każda osoba będzie miała możliwość wpisania swego nazwiska w języku narodowym.