Normandzki format mińskiego spotkania ws. Ukrainy

198
ukrauna 10
Plan pokojowy, jaki Putinowi proponuje Merkel i Hollande zakłada złożenie broni przez obydwie strony Fot. EPA-ELTA

Wiadomości ostatniego tygodnia na temat sytuacji na Ukrainie przypominają opowieść o dwóch naiwnych, którzy przekonują recydywistę, że może żyć bez zabójstw, kradzieży i gwałtów.

W środę, 11 lutego, zaledwie 190 km od Wilna, w Mińsku białoruskim, po spotkaniu tzw. grupy normandzkiej przekonamy się, czy tym naiwnym udało się przekonać tego złego.
Kanclerz Niemiec Angela Merkel i prezydent Fracji Francois Hollande oczekują, że na środowym spotkaniu prezydent Rosji Władimir Putin zaakceptuje ich plan pokojowy, który ma zakończyć wojnę na wschodzie Ukrainy.
Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko – bo format normandzki mińskiego spotkania przewiduje również jego udział w rozmowach – jeszcze wcześniej oświadczył, że jest gotów ogłosić rozejm, jeśli Rosja zrobi to samo.

Władze Rosji choć uparcie zaprzeczają, że prowadzą jakiekolwiek działania zbrojne na Ukrainie czy też wspierają tamtejszych prorosyjskich separatystów, jednak w spotkaniach ws. uregulowania konfliktu na Ukrainie uczestniczą jako jedna ze stron tego konfliktu.
Zdaniem wielu obserwatorów, środowe, mińskie spotkanie ma kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa w regionie, bo jeśli zakończy się porozumieniem, to zapobiegnie nie tylko dalszemu rozlewowi krwi na Ukrainie, ale też możliwemu przerodzeniu się regionalnego konfliktu w działania wojenne na kontynencie europejskim.

Z przecieków medialnych wiadomo, że plan pokojowy, jaki Putinowi proponuje Merkel i Hollande zakłada złożenie broni przez obydwie strony i utworzenie 50-70-kilometrowej zdemilitaryzowanej strefy rozdzielającej strony konfliktu. Niemiecko-francuska para przywódców w rozmowach z Putinem, świadomie czy też mimowolnie, grają filmową rolę „dobrego” i „złego” policjantów.
Bo gdy prezydent Francji, udając tego dobrego glinę, rozważa możliwość nadania separatystycznym ukraińskim obwodom szerokiej autonomii i przekształcenie w ten sposób Ukrainy w państwo federalne, co od dawna jest jednym z głównych żądań Kremla, to kanclerz Niemiec – jako ten drugi glina – stawia ultimatum Putinowi.

Dziennik „The Wall Street Journal” opublikował właśnie sensacyjne doniesienie, że Angela Merkel postawiła Putina przed wyborem — albo on akceptuje plan pokoju dla Ukrainy, albo ona przestaje powstrzymywać wprowadzenie nowych sankcji politycznych, finansowych i gospodarczych przeciwko Rosji oraz nie będzie więcej sprzeciwiła się zamiarom Stanów Zjednoczonych dozbrojenia ukraińskiej armii w nowoczesną broń.

Wprawdzie oficjalny Berlin nie potwierdza doniesień „The Wall Street Journal”, a rzecznik prasowy rosyjskiego prezydenta Dmitrij Pieskow wręcz zaprzecza, że było jakiekolwiek ultimatum.
„Nikt i nigdy w ten sposób nie rozmawiał i nawet przy największych chęciach nie będzie rozmawiał z prezydentem w sposób ultymatywny” – oświadczył Pieskow.

W poniedziałek okazało się, że niezależnie od tego, czy było, czy też nie było ultimatum Merkel, to Rosję i tak czekają sankcje w razie odrzucenia przez Kreml proponowanego planu pokojowego Merkel-Hollande.
Zakres nowych sankcji uzgodnili w poniedziałek w Brukseli unijni ministrowie spraw zagranicznych. Oczywistym staje się też, że jeśli na wschodzie Ukrainy nie zapanuje pokój, to Stany Zjednoczone będą miały wolną rękę w dostarczaniu Ukrainie nowoczesnej broni i sprzętu wojskowego. Dlatego też kanclerz Niemiec w poniedziałek udała się do Waszyngtonu, żeby przekonać prezydenta Baracka Obamę do skorzystania z „ostatniej szansy” pokojowego zakończenia konfliktu.
Przed wizytą w USA Merkel przyznała jednak, że nie ma pewności, czy plan pokojowy zdziała.

„Musimy jednak wykorzystać tę szansę” — powiedziała Merkel.
Niemieckie media postrzegają, że przekonanie do pokojowego planu nie tylko Putina, ale też i Obamę jest dla Angeli Merkel żywotnie ważną sprawą, bo zweryfikuje jej dotychczasowy dorobek, jako światowego lidera.
Z kolei amerykańska agencja „Bloomberg” zauważa, że odmienne postrzeganie sytuacji na Ukrainie jest kwintesencją rozgłosu państw Zachodu.
„Niemożliwość zrozumienia tego może mieć najgorsze konsekwencje – doprowadzi do wtargnięcia na Ukrainę, co doprowadzi do rozpadu państwa, ale też do głębokiego podziału wewnątrz Europy, jak też w relacjach Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi” — napisano w materiale agencji zatytułowanym „Nie pozwólmy Putinowi na Ukrainie śmiać się ostatniemu”.
Ten wymowny tytuł przekazuje sens prawdziwych intencji rosyjskich działań na Ukrainie.

Zdaniem wielu obserwatorów, Putinowi właśnie najbardziej zależy na rozbiciu jedności zarówno państw unijnych, jak też jedności Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych. Czy uda się przywódcom państw zachodnich zachować tę jedność, poznamy po wynikach waszyngtońskiego spotkania Merkel-Obama oraz spotkania w Mińsku tzw. grupy normandzkiej.

O ile dojdzie do tego ostatniego spotkania, bo jak oświadczył w poniedziałek niemiecki minister spraw zagranicznych Frank Walter Steinmeier, o tyle wciąż nie ma 100-procentowej pewności, że mińskie spotkanie odbędzie się w środę.
W poniedziałek wprawdzie Putin oświadczył, że właśnie uzgodnił z partnerami z zachodu agendę spotkania i w środę udaje się do Mińska, ale wiarygodność włodarza Kremla ostatnio jest bardzo nadwyrężona, więc raczej nie pomniejszy obawy niemieckiego ministra.