Czekając na „Godota” w relacjach PL-LT

225

Irlandzki noblista, literat Samuel Beckett znany jest chyba najbardziej ze swego dramatu „Czekając na Godota”, którego bohaterowie czekają na tytułowego Godota. Nie ruszają się z miejsca, nie wiedzą nawet, kim jest wyczekiwana przez nich postać. Podobnie wyglądają relacje polsko-litewskie. Co i rusz pojawiają się apele o „czekanie”: a to o wolę polityczną, a to do wyborów parlamentarnych, a teraz już do wyborów prezydenckich.
Brak dobrej woli dużej części litewskiej klasy politycznej jest oczywisty, szczególnie dostrzegalne jest to w przypadku prezydent Dali Grybauskaitė. Jednak i strona polska ma dużo do odrobienia. Skoro bowiem duża część litewskich polityków nie wie nawet o istnieniu traktatu polsko-litewskiego, a co dopiero o zobowiązaniach dotyczących praw polskiej mniejszości w nim zawartych. Większość też nie wie, że dwujęzyczne napisy, język mniejszości jako urzędowy, oryginalna pisownia nazwisk to są rzeczy zupełnie naturalne w cywilizowanych krajach — Włoszech, Niemczech, Finlandii, Polsce, Szwajcarii i innych. Więc może, zamiast bezczynnie czekać, warto i popracować?
Jest jednak między naszą polityką a „Godotem” pewna różnica. U Becketta tytułowe czekanie jest teatrem absurdu, a do czekania w relacjach polsko-litewskich nawołuje się zupełnie serio.