Nasze przegrane powstanie

Co roku w styczniu obchodzimy rocznicę przegranego powstania. Na pewno warto o nim przypominać nie tylko ze względu na ofiary czy przelaną krew, ale także wartości, których bronili walczący.
Złożony z trzech pól herb powstańczy i Manifest Tymczasowego Rządu Narodowego uwidaczniają umiejętność odnalezienia się w innej niż przed zaborami sytuacji społecznej. Powstańcy rozumieją, że powoli na plan pierwszy, ponad podziały stanowe, zaczyna wybijać się naród. Co więcej, rozumieją, że jedną Rzeczpospolitą budowały różne narody. W manifeście nie ma jednak cienia podejrzeń wobec inności, dominuje szacunek dla tych, którzy, korzystając z różnego dorobku kulturowego, budowali wspólne państwo i razem mogą przywrócić jej wielkość. „Do broni więc, Narodzie Polski, Litwy i Rusi, do broni!, bo godzina wspólnego wyzwolenia już wybiła, stary miecz nasz wydobyty, święty sztandar Orła, Pogoni i Archanioła rozwinięty” – wzywali przywódcy budzącego się powstania. Co więcej, stać ich było także na szacunek dla wrogów. „Odzywamy się do Ciebie Narodzie Moskiewski: tradycyjnym hasłem naszym jest wolność i braterstwo Ludów, dlatego też przebaczamy Ci nawet mord naszej Ojczyzny…” – pisali, wzywając jednocześnie do podjęcia walki z uciskającą własny naród władzą.
Niestety – powstańcy nie osiągnęli swoich celów. Co prawda klęska 1864 r. ostudziła zapał powstańczy, ale nie zabiła tendencji niepodległościowych i w następnych pokoleniach powracała jako źródło siły do oporu. Zgubiliśmy jednak coś innego. Hasło wspólnej walki o wolność narodów Polski, Litwy i Rusi na długie lata ustąpiło miejsca coraz większym, wzajemnym pretensjom, umiejętnie podsycanym przez zaborców. Okazuje się, że walka z powstałymi przez lata uprzedzeniami może być trudniejsza nawet niż odzyskanie wolności.