Niech nie zwariuje nas Australia

192

Żyjemy obecnie tematem pożarów buszu w Australii. Odległy kontynent, pobudzający wyobraźnię unikalną na skutek izolacji przyrodą, zawładnął emocjami infosfery. Staje się jednak też nie lada gratką dla wszelkiej maści oszustów. Mnożą się zbiórki pieniędzy niby to na ratowanie misiów koala (które wcale nie są misiami!), a trafiających na konta prywatnych osób.

Powielane są sfalsyfikowane zdjęcia, pokazujące mapę Australii pokrytą ogniem, pojawia się nieprawdziwa informacja o śmierci pół miliarda zwierząt czy powtarzają się tezy, jakoby to był największy pożar w historii (były większe, ale przed nastaniem ery Facebooka, więc się chyba nie liczą?). Pojawiają się też informacje, jakoby policja zatrzymała ponad 200 podpalaczy buszu, wśród których zidentyfikowano już dziesiątki aktywistów klimatycznych – co też jeszcze nie zostało zweryfikowane. Warto jednak znać fakty i skalę zjawiska. Pożary buszu są w suchym klimacie australijskim, połączonym z właściwościami porastającego kontynent eukaliptusa, zjawiskiem normalnym i częstym. Nieprzypadkowo strażak jest w Australii najbardziej szanowanym zawodem, a remiza – centralnym punktem wielu miejscowości. Do niedawna z rozprzestrzenianiem się pożarów radzono sobie w ten sposób, że w ciągu chłodniejszego sezonu wypalano w sposób kontrolowany pasy bezpieczeństwa – tak jak u nas w lasach są powycinane pasy między masywami drzew, również mające zapobiegać rozprzestrzenianiu się pożarów i chorób.

Pech chciał, że organizacje aktywistów ekologicznych doprowadziły do zakazania tej praktyki – w związku z czym pożary rozprzestrzeniają się w sposób niekontrolowany. Problemu tego nie ma na terenach rezerwatów Aborygenów – gdzie nie obowiązuje zakaz kontrolowanego wypalania odcinków buszu, co miejscowi uprawiają od tysięcy lat. Działania ekologicznych aktywistów nie po raz pierwszy doprowadzają do skutków przeciwnych temu, co sami deklarują – chcąc zapobiec rzekomemu niszczeniu przyrody, doprowadzili do jej większego niszczenia w pożarach; podobnie jak walcząc o Puszczę Białowieską, doprowadzili do jej zniszczenia przez korniki. Praktyka pokazuje, że najlepszym środkiem ochrony przyrody jest rzetelna edukacja. Dlatego strajkujący w imię klimatu powinni wrócić do szkół, pogłębiać wiedzę – i działać na rzecz naszego wspólnego dobra, jakim jest przyroda, w sposób racjonalny, a nie uprawiać emocjonalne krzykactwo.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 2(4) 11-17/01/ 2020