Wiara w czasach zarazy

261

Od początku istnienia Kościoła, kiedy na ludzkość spadały różne plagi i nieszczęścia, chrześcijanie interpretowali to zawsze jako karę zesłaną przez Boga za grzechy i niewierności. Tak było również w czasie licznych epidemii dżumy, cholery czy czarnej ospy.

Św. Bernardyn ze Sieny pisał: „Trzy są plagi, którymi karze Bóg – wojna, zaraza i głód”. Św. Brygida Szwedzka ostrzegała, że w momentach, gdy narody odwracają się od Boga, przychodzą klęski naturalne. Dlatego zawsze, gdy nastawały czasy zarazy, Kościół wzywał do ekspiacji. Organizowano nabożeństwa i procesje przebłagalno-pokutne. Wyznawano winy, wyrażano żal i skruchę za grzechy. Podejmowano pokutę, obiecywano poprawę i proszono Boga o oddalenie nieszczęścia. Pierwszą relację na ten temat zostawili nam kronikarze z przełomu VI i VII w. W 590 r. Rzym dotknęła epidemia dżumy, której pierwszą ofiarą padł papież Pelagiusz II. Na jego następcę wybrano św. Grzegorza Wielkiego, który zainaugurował swój pontyfikat wielkim nabożeństwem przebłagalno-pokutnym w intencji ustania zarazy. Miał on wówczas wizję anioła chowającego zakrwawiony miecz do pochwy, co zinterpretował jako koniec kary Bożej.

Rzeczywiście, wkrótce potem epidemia się skończyła. Podobnych relacji o nabożeństwach ekspiacyjnych mamy znacznie więcej, np. z 1576 r. z Mediolanu, gdy podczas wielkiej zarazy tamtejszy arcybiskup św. Karol Boromeusz poprowadził ulicami miasta trzy procesje przebłagalno-pokutne, idąc na ich czele boso ze sznurem pokutnika na szyi. Do dziś zachowały się jego słowa: „Z powodu naszych grzechów Bóg pozwolił, by ogień plagi zaatakował każdą część Mediolanu”. W odróżnieniu od tamtych plag obecna epidemia koronawirusa nie jest traktowana przez hierarchów Kościoła jako kara za grzechy. Mentalność współczesnych chrześcijan, podkreślających Boże Miłosierdzie, nie jest w stanie przyjąć koncepcji Boga jako sprawiedliwego sędziego, zsyłającego kary na grzeszną ludzkość, choć wyraźnie mówiło o tym wielu świętych, m.in. całkiem niedawno jeszcze s. Faustyna Kowalska. Zarazem jednak nie potrafią oni zinterpretować tych wydarzeń w świetle Ewangelii i dać teologicznego wyjaśnienia, jaka jest rola Pana Boga podczas szalejącej dziś epidemii. Czy dzieje się to bez jego wiedzy i zgody? A może jednak ma jakiś wpływ na bieg historii? A jeśli tak, to dlaczego dopuszcza zarazę? Na odpowiedź pasterzy Kościoła czeka dziś wielu wiernych.


Grzegorz Górny


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 13(37) 28/03-03/04/ 2020