Dyktatury nie działają

100

W ostatnich tygodniach w mediach nie brakowało komentarzy chwalących chińskie władze za działania podjęte wobec epidemii koronawirusa. Dziękowano za gest dobrej woli, jakim było udzielenie pomocy innym krajom, zmagającym się z epidemią, w postaci dostaw sprzętu medycznego.

Bardziej dociekliwi ustalili, że pomoc nie została udzielona za darmo, wreszcie pojawiły się opinie, że sprzęt nie zawsze był odpowiedniej jakości. Do podziękowań za wsparcie dochodzą pochwały za to, jak chińskie władze poradziły sobie z epidemią we własnym kraju: właściwa reakcja i zdyscyplinowane społeczeństwo, które podporządkowało się narzuconym ograniczeniom. Oczywiście, liczni krytycy reżimu w Pekinie studzą entuzjazm i przypominają, że mamy do czynienia z państwem niedemokratycznym, które przez długi czas ukrywało prawdę o rozwoju choroby i uciszało własnych obywateli próbujących łamać informacyjne embargo, zadawać władzy niewygodne pytania albo, co gorsza, przekazywać wiadomości o wirusie za granicę. Tymczasem na drugiego prymusa w walce z epidemią, w opinii niektórych, zaczęła wyrastać znacznie bliższa nam Białoruś.

Nawet w polskich mediach pojawiały się komentarze, że to jedyny kraj, w którym „wirus się nie rozprzestrzenia”, a przywódca Białorusi zachowuje olimpijski spokój i dobry humor, radząc rodakom walczyć z chorobą pracą na traktorze, wizytą w łaźni i pięćdziesiątką wódki. Jak się jednak okazuje, to nie wirus się nie rozprzestrzenia, ale informacja o nim. Obywatele pozbawieni rzetelnych instrukcji postępowania ze strony władz na własną rękę podejmowali decyzje o samoizolacji. Atmosfery nie poprawiają przekazywane niemal wyłącznie przez niezależne media wiadomości o niewyjaśnionych przypadkach śmierci osób, które wróciły z zagranicy i zmarły np. na zapalenie płuc. Niezależny dziennikarz i bloger Siarhiej Sacuk, który badał sprawę przemilczania przez władze przypadków zachorowań, został zatrzymany – oficjalnie pod zarzutem łapownictwa. Wcześniej prezydent Łukaszenka osobiście polecił szefom swoich służb „rozprawić się” z tymi, którzy „robią wrzutki na temat koronawirusa”. Tak wygląda epidemia w dyktaturze – walczy się nie z chorobą, ale z tymi, którzy głośno o niej mówią. Jaki z tego wniosek? Dyktatury w obliczu takiego zagrożenia jak epidemia nie działają. Dyktatury są zdolne jedynie do zastraszania, represji i prześladowań. Tak nie wygra się z żadną chorobą.


Dominik Wilczewski


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 11(40) 11-17/04/ 2020