Pożegnanie ostatniego obywatela WKL

74

9 kwietnia zmarł Andrzej Strumiłło, wybitny malarz i grafik, ale także poeta, rzeźbiarz, pedagog, społecznik i podróżnik. Tę listę można by ciągnąć dalej, bo zmarły był prawdziwym człowiekiem wielu talentów i ambicji.

W październiku tego roku skończyłby 93 lata. Mimo zaawansowanego wieku do ostatnich chwil był aktywny, tworzył, planował, podróżował, choć już nie do tak odległych krain jak za młodu. Ale spotykał się chętnie z mieszkańcami i gośćmi jego ukochanej Suwalszczyzny. Z uwagi na trwającą epidemię i wynikające z niej ograniczenia uroczystości pogrzebowe miały nadzwyczaj skromny charakter. Andrzej Strumiłło spoczął 15 kwietnia na cmentarzu parafialnym we wsi Magdalenowo, u boku zmarłej przed kilkoma laty żony Danuty. W ostatniej drodze towarzyszyli mu członkowie najbliższej rodziny oraz przedstawiciele lokalnych władz i instytucji kulturalnych z Suwałk. Andrzejowi Strumille po jego śmierci wiele uwagi poświęciły zarówno media ogólnopolskie, jak i lokalne. Można znaleźć w nich liczne wspomnienia artystów, polityków, działaczy społecznych, animatorów kultury, ale i zwykłych ludzi, których na swojej drodze życiowej spotkał Andrzej Strumiłło.

Także w niektórych mediach białoruskich wspomniano o śmierci człowieka, który ziemie białoruskie, zwłaszcza Mińszczyznę, nazywał ojcowizną. Niestety, jak się wydaje, odejście Andrzeja Strumiłły przeszło bez większego echa w mediach litewskich. A szkoda, bo tak jak do Białorusi, tak i do Litwy zmarły odczuwał wielki sentyment. Urodził się w 1927 r. w Wilnie i z rodzinnym miastem był bardzo związany emocjonalnie, mimo trwającej wiele dekad rozłąki. Aby być bliżej ziemi rodzinnej, w latach 80. osiedlił się na Suwalszczyźnie, nad Czarną Hańczą – jak podkreślał – jedyną polską rzeką, która wpada do Niemna. Na Litwę i do Wilna przyjeżdżał, gdy już było to możliwe. Prezentował swoje prace, spotykał się z młodymi artystami i wspominał własną młodość. Zawsze w działaniu, aż do końca planujący, żeby iść dalej, żeby zrobić coś więcej, także swoje pochodzenie starał się przekuć w dar dla innych. Był zaangażowany w dialog między Polakami, Litwinami i Białorusinami. Owocem jego wysiłków, wspólnie z Czesławem Miłoszem i Tomasem Venclovą, była „Księga Wielkiego Księstwa Litewskiego” – zbiór esejów historyków, pisarzy, artystów powołujących się na dziedzictwo WKL. „Ostatni obywatel Wielkiego Księstwa” – jak sam siebie nazywał – odszedł. Pozostaje jego dziedzictwo.


Dominik Wilczewski


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 17(45) 25/04 02/05-2020