Mer, który nie czuje Wilna

Obecny mer Wilna Remigijus Šimašius udowodnił ostatnio, że jest merem uniwersalnym. Od razu zaznaczę, że uniwersalny nie znaczy – dobry. Nie posądzam Šimašiusa o brak wiedzy ekonomicznej czy prawnej.

Nie posądzam go nawet o to, że nie zna historii stolicy Litwy, którą rządzi już drugą kadencję. Na pewno zna, przynajmniej w ogólnym zarysie. Chodzi o zupełnie coś innego. On po prostu nie czuje tego miasta, jego znaczenia, jego dziejów. A to chyba nie jest zbyt wielkim oczekiwaniem od włodarza miasta – aby nie tylko posiadał wiedzę merytoryczną o mieście, nad którym sprawuje władzę, lecz także po prostu je czuł. Remigijus Šimašius Wilna nie czuje. Urodzony na Żmudzi, w Taurogach, mer litewskiej stolicy równie dobrze mógłby być merem Londynu, Wiednia, Pekinu czy Paryża. Uniwersalny menedżer, bez wyczucia. Bez wyczucia, bo tylko człowiek, który nie czuje swojego miasta, może urządzić plażę na miejskim placu z najbardziej dramatyczną historią.

Plac Łukiski to przede wszystkim miejsce kaźni powstańców styczniowych. W tym samym miejscu, w którym Šimašius wywalił 300 m sześc. piasku i zainstalował ogromny ekran, carskie władze zabiły 21 powstańców, którzy walczyli o wolność Litwy, Polski i dzisiejszej Białorusi. Dokładnie w tym miejscu carscy kaci powiesili 12 więźniów, a dziewięciu rozstrzelali. Tu zamordowano Zygmunta Sierakowskiego i Konstantego Kalinowskiego.

„Plaża w stolicy – to część nowej rzeczywistości, która pozytywnie zmienia nasze życie. Praca i rozrywka są teraz tam, gdzie jesteśmy my sami” – tłumaczą poplecznicy Šimašiusa. Mylą się. Rozrywkowa rzeczywistość nie jest czymś zbyt nowym dla placu Łukiskiego. Na pomysł, aby zabawiać publiczkę i zacierać tym samym pamięć o mordach na bohaterach narodowych, jako pierwsze wpadły carskie władze.

Za Mikołaja II wprawdzie nie urządzono plaży z ekranem, ale lokowano cyrk. Cyrk na placu Łukiskim również „pozytywnie” zmieniał życie ówczesnych wilnian. Ale Remigijus Šimašius nie tylko nie czuje dramatycznej historii Wilna. On także utracił poczucie tego, że Wilno jest stolicą demokratycznego, europejskiego państwa. A mer Wilna nie może być Łukaszenką czy Putinem i mieć w głębokim poważaniu mieszkańców miasta i partnerów z koalicji rządzącej. Mer nie ma prawa jednostronnie podejmować decyzji w tak ważnych sprawach.


Artykuł opublikowany w wydaniu magazynowym “Kuriera Wileńskiego” nr 27(77) 04-10/07/2020