Niech mi władza nie włazi w samochód

131

Przy każdej okazji, kiedy pojawia się temat urbanistyki, ruchu w mieście, pojawiają się rzesze aktywistów miejskich, znawców i innych działaczy, którzy za administracją samorządu Wilna powtarzają, że trzeba rezygnować z samochodów, że jazda rowerem modna i zdrowa, że transportem miejskim jeździ się przyjemnie, więc nie będzie nowych parkingów i lepszych dróg.

Za każdym razem krew człowieka zalewa na takie wynurzenia mieszkających w centralnych dzielnicach młodych ludzi, którzy pewnie nie wyobrażają sobie, jak trzeba by było wieźć do przychodni starszą, schorowaną osobę rowerem albo rozwozić trójkę dzieci do żłobka, przedszkola i szkoły, oddalonych od siebie niebagatelnie. Zapewne też ci aktywiści zapominają, że do Wilna dojeżdżają do pracy ludzie nie tylko z Kowna, Olity czy Wiłkomierza, ale też z okolicznych miejscowości, gdzie na skutek optymalizacji – nie ma transportu miejskiego. To im należy też utrudnić życie, żeby nie zaburzali miejskiej estetyki „sojowym aktywistom”?
Jak przedstawiciel administracji mówi, że nie będzie inwestował w drogi i parkingi, to niech się wynosi, bo nie po to tam jest, żeby unikać pracy na rzecz podatników. Obecny samorząd Wilna nie radzi sobie z organizacją instytucji zdrowia, oświaty, z kanalizacją i wywozem śmieci. Z organizacją ruchu drogowego i rozładowywaniem korków też sobie nie radzi – a co gorsza, dorobił sobie do tego ideologię i cieszy się z tej bezradności, jaka to ona zielona. Dość!