Obalona królowa nauk

Jedna trzecia maturzystów na Litwie nie zdała w tym roku egzaminu z matematyki. To wynik dość przykry, aczkolwiek… Z jednej strony nie jest to tragedią (zdobycie każdego dyplomu wymaga trudu i siłą rzeczy nie każdy może zdać egzamin), zaś z drugiej – powody takiego stanu rzeczy są bardziej złożone, niż chcieliby wmówić samozwańczy eksperci od nauczania matematyki, jakich nam dziś obrodziło wraz z ekspertami od Libanu, czasem w tej samej osobie.

Znajomość matematyki na Litwie jest dość kiepska, czego dowodzą też badania międzynarodowe. Bierze się to jednak nie z tego, że „metodyka nauczania jest przestarzała” – bo jakoś wszystkim pokoleniom od czasów Pitagorasa ta metodyka pasowała. Czyżby dopiero u millenialsów się nie sprawdzała? Raczej odwrotnie – podejście do matematyki jest zbyt „nowoczesne”, a przekładając na prosty język: debilne. Bezmyślnie się mówi, że to królowa nauk, bo ile przykładów na potwierdzenie tej tezy uczniowie mają w szkole? Królowa nauk została ze szkolnych programów wyrugowana równie skutecznie, co dynastia Romanowów w Rosji – nie dokonujemy żadnych obliczeń ani na biologii, trochę tylko na chemii i fizyce, zaś na językach czy historii już wcale. A przecież to podstawa weryfikowania wszelkich faktów, historycznych również.

Matematyczni analfabeci snują potem teorie spiskowe na temat pandemii czy gospodarki właśnie dlatego, że nie umieją liczyć – bo kiedy powinni byli się uczyć liczenia, to słyszeli, że jak zostaną inżynierami, dowiedzą się, po co im funkcje. A to jednak kolejność od niewłaściwej strony.